SanktuariuM - Polski Fan Klub Iron Maiden


VIRTUAL XI

IRON MAIDEN - VIRTUAL XI Utwory:
1.Futureal
2.The Angel and the Gambler
3.Lightning Strikes Twice
4.The Clansman
5.When Two Worlds Collide
6.The Educated Fool
7.Don't Look To The Eyes Of A Stranger
8.Como Estais Amigo
Tutaj mozesz kupić płytę
Recenzja

Skład zespołu:
Steve Harris: Bass
Dave Murray: Guitar
Janick Gers: Guitar
Nicko McBrain: Drums
Blaze Bayley: Vocals

Producent: Steve Harris i Nigel Green
Miejsce nagrania: Barnyard Studios, Essex
Mastering: Simon Heyworth w Chop 'Em Out
Manager: Rod Smallwood, Andy Taylor, Merck Mercuriadis
Autor okładki: Melvyn Grant

2LP EMI 724349391512
CD EMI 724349391529

Rok 1998 był rokiem ogromnej promocji Iron Maiden w mediach. Wraz z upowszechnieniem się komputerów oraz Internetu wśród zwykłych użytkowników, managment zespołu postanowił zwrócić się i zacząć od takiej grupy fanów.

Tytuł, okładka płyty oraz zapowiedzi nowej, trójwymiarowej gry opartej wyłącznie na muzyce i grafice związanej z Iron Maiden mówią chyba wystarczająco dużo na ten temat ale na tym nie poprzestano.

Od czasu reedycji dyskografii Żelaznej Dziewicy na srebrnym krążku minęło już wtedy sporo czasu (edycja z roku 1995r. była edycją limitowaną i wyprzedaną bardzo szybko po wydaniu), wobec czego przygotowano specjalna, ponownie zremasterowaną oraz zaopatrzoną - a jakże w dodatki multimedialne edycję pod nazwą Maiden Hell. Komputerowa grafika, konkursy oraz klipy możliwe do obejrzenia wyłącznie dla posiadaczy blaszaków były swoistą gratką więc na sklepowych półkach pojawiły się dziesiątki kompaktów z okładkami na których widniał legendarny choć lekko odświeżony Eddie. Eddie na okładce oraz Eddie na komputerze, miał zachęcać nowych fanów do zapoznania się z Żelazną muzyką a starych fanów miał przekonać do odkrywania kolejnych, nie poznanych dotąd zakamarków jaka kryła w sobie potęga świata Iron Maiden. I chociaż dodatki multimedialne zawarte na płytach straciły już na swej atrakcyjności a zmiana okładek niektórych albumów (Iron Maiden czy No Prayer For The Dying) pozostaje do dziś niezrozumiała to jednak nie da się ukryć, iż zawartość główna czyli muzyka została przygotowana wręcz doskonale. Wracając do głównego promowania albumu, nie można zapomnieć, iż rok 1998 był rokiem piłkarskich mistrzostw świata oraz rokiem wielkich nadziei Anglików na zdobycie największego trofeum.

Nie było dla nikogo niespodzianką kiedy okazało się, iż Wirtualna 11 nie będzie tylko nazwą albumu ale i nazwą zespołu, w której grali chłopaki z Maiden (tak naprawdę grał tylko Harris, reszta stanowiła tzw. rezerwę). Podczas pierwszych koncertów na trasie Virtual XI World Tour prawie przed każdym meczem organizowany był mecz, w którym jedenastka Steve’a mierzyła się z lokalnymi dziennikarzami, aktorami lub muzykami. Harris będąc świetnym napastnikiem i dobierając sobie bardzo dobrych kompanów nie omieszkał zgnoić prawie każdego zespołu, który występował przeciwko jego drużynie. Wyniki w stylu 10:1 z pewnością nie były wcześniej ukartowane co można sprawdzić samemu oglądając retransmisje z owych spotkań – które to były szeroko komentowane w mediach i transmitowane live prawie we wszystkich zachodnich telewizjach.

Świeżo powstała, oficjalna internetowa strona www o Iron Maiden także nie pozostawała w tyle jeśli chodzi o promocję kapeli i już w pierwszych dniach po ogłoszeniu daty wydania nowego studyjnego albumu zaliczała setki tysięcy wejść dziennie. Po tak medialnym nadmuchaniu balonu pod tytułem Iron Maiden „Virtual XI” przyszedł czas na zapoznanie się z meritum a więc z samą i najważniejszą muzyką. Rozczarowania ani zachwytu raczej nie doświadczymy. Fani, którzy nie zaakceptowali Blaze’a z pewnością nie zaakceptowali i płyty ale i osoby dla których Bruce Dickinson był już tylko przeszłością podeszli do albumu z pewną rezerwą.

Na in minus zapisano od razu produkcję płyty oraz brzmienie instrumentów. Wydawałoby się, iż Nigel Green wespół z Harris’em postanowią poprawić ułomności brzmienia, które zostało osiągnięte na poprzedniej płycie a tymczasem zaserwowaną nam całkiem inne spojrzenie na produkcję. Zamiarem było stworzenie klimatu a’la Somewhere In Time a wyszło coś prawie równie kiepskiego jak produkcja pierwszej płyty. Płaskie, mało dynamiczne instrumenty, mało głęboki wokal Bayleya i niesłyszalny bas to główne grzechy pary producenckiej.

Na domiar złego, oprócz spłycenia brzmienia postanowiono spłycić także sekcję rytmiczną. Niesłyszalny bas to jedno ale słuchając perkusji można by wnioskować, iż wszystkie kompozycje zostały wystukane na jakimś perkusyjnym zestawie dla dzieci zaopatrzonym tylko w werbel, tombas oraz jeden półkocioł. Tak banalnego „pykania” nie spodziewał się nikt, wobec czego pojawiły się plotki, iż Nicko (który nie przepadał za Bayleyem) w ogóle nie wziął udziału w nagrywaniu albumu a wszystkie numery wybębnił sam Steve.

Jak to mówią, dzięki Bogu, że minusy nie przesłoniły nam plusów. A tych na płycie nie brakuje. Ciekawe, nie schematyczne a wręcz nie maidenowe kompozycje zaopatrzone w trochę mniej mroczne teksty niż otrzymaliśmy na The X Factor stanowią nie lada gratkę dla maniaków Dziewicy. Jeden z najlepszych opeerów od czasu „Somewhere In Time” czyli Futureal czy też koncertowy klasyk „The Clansman” oraz „When Two Worlds Collide”to główna siła tej płyty. Nie da się ukryć, iż nie aż tak dobrej jak poprzedniczka ale zdecydowanie dobrze rokująca na przyszłość. Trasa „Virtual XI Word Tour” rozpoczęła się w kwietniu i miała trwać do końca roku 1998 ale nie wszystko wyszło tak różowo jak wcześniej planowano. Na tournee ponownie pojawił się problem Blaze’a, z którym zetknięto się już wcześniej w 95 i 96 roku. Długa trasa nie wpływała najlepiej na śpiew Bayleya i podobnie jak wcześniej, wiele koncertów odbywało się w atmosferze fałszów i słyszalnych braków w technice emisji głosu frontmana Iron Maiden.

Dołączająca się do tego alergia wokalisty (która ponownie zmusiła Smalwood’a do odwołania kilkunastu koncertów), a także silny pociąg Blaze’a do mocniejszych trunków oraz nie ukrywajmy szybsze męczenie się 40-letnich muzyków sprawiła, iż tournee przestało się widzieć jako coś rozrywkowego a stało się nieprzyjemną zabawą bez wyjścia. Narastające napięcie wybuchło po rozpoczęciu trasy po Ameryce Południowej. Już na pierwszym koncercie, który odbył się w Rio – Murray, McBrain, Gers oraz Harris zamiast zwyczajowo, tak jak robili to od ponad 20 lat wyjść na bis tuż po zagraniu Iron Maiden to zrobili coś nieoczekiwanego – wyszli z występu i udali się prosto do hotelu. Za kulisami został sam Blaze, który do dziś nie rozumie co tak rozjuszyło jego kompanów, iż po raz pierwszy w karierze odmówili zagrania bisów. Kilka następnych występów odwołano a kolejne zagrane, skrócono o kilka kompozycji. Zaraz po powrocie do domu na święta, Steve rozwiązał kapele o czym jednak Rod Smallwood nie poinformował publicznie jako, iż od jakiegoś czasu przygotowywał tzw. plan

© Sanktuarium - Polski Fan Klub Iron Maiden & Iron Maiden Holdings Ltd. 1999-2010