Zakończyłem koncertowanie w tym roku. Właśnie wróciliśmy z żoną z koncertu w Progresji. I dla mnie i dla żony było to
69 koncert Nocnego Kochanka. Niby wynik nie imponujący w porównaniu z niektórymi forumowiczami, ale jednak liczba znacząca. Ładnie się złożyło na koniec jesiennej trasy.
Sam koncert całkiem dobry. Set bardziej rozbudowany niż w Łodzi. Intro puścili o 19:55, skończyli grać o 21:40. Sporo numerów z Asa wpadło (niekonicznie się z tego cieszyłem): Pokaż dupę, Faja i Wzwód (mogliśmy z żoną pośpiewać we're riding together, replacing the sun with the moon

). Z setu wypadł niestety Wojownik, za to były Snoki i gołe baby (żaden z nich nie trzymał tempa, zwłaszcza Kazon na początku numeru).
Publiczności dużo. Co prawda pod sceną dało się spokojnie przemieszczać, ale dojść tam było ciężko. W drzwiach napchane ponoć niesamowicie. Zabawa lepsza była w Łodzi. Tutaj kociołek jakiś drętwy był. Ta dzisiejsza młodzież jakaś mało energiczna. Z drugiej strony sporo się zmieniło od tras Hewi Metal, Zdrajców czy Randki, gdy wspólnie z Lando przemierzaliśmy Polskę. Pamiętam, że wtedy zawsze był tłok, przepychanie, czasem wręcz chamskie, utrzymanie barierki to zawsze była walka. Dzisiaj jacyś kolesie po prostu wpuścili moją żonę na barierkę. Ja praktycznie nie dotykając nikogo skończyłem koncert w drugim rzędzie. Nikt nie oblał mnie piwem. No... kiedyś to były czasy
Dźwięk niezły. Dałbym 3+ do 4-, a jak w skali Progresji to nawet 4+
Z ciekawostek w połowie drogi na koncert żona się zorientowała, że mamy 4 bilety, a nie 2

Szybki przegląd historii transakcji i wyszło, że chyba był jakiś problem z płatnością i chyba potem dodała 2 dodatkowe do koszyka, bo była jedna niezrealizowana płatność za 2 bilety (czyli za jeden, bo w promce na dzień chłopaka), a potem zrealizowana za 4. Dzieci stwierdziły, że nie chce im się wychodzić, więc poszukaliśmy wśród znajomych. O 19:40 znaleźliśmy chętnych, o 19:55 wyszli z domu, a uber uwodziciel dowiózł ich do klubu na 20:15, więc bilety się nie zmarnowały
Edit: Wpadła kosteczka Arka (żonie). Wyszło, że na koniec stałem za blisko, bo najlepsze fanty przeleciały za mnie
