Dimmu Borgir

Dyskusje o innych zespołach i albumach

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

Awatar użytkownika
Recit The Thornographer
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1934
Rejestracja: ndz paź 15, 2006 6:54 pm
Skąd: Midian

Dimmu Borgir

Post autor: Recit The Thornographer »

Postanowiłem sobie przypomnieć stare czasy i założyć temat na forum :D Okoliczności są sprzyjające, bo takowego tutaj brak, a niedługo wychodzi nowa płyta. Dimmu Borgir to jeden z moich ulubionych zespołów trochę z przyzwyczajenia. Od początku był w moim topie, a potem stopniowo spadał w hierarchii i teraz wracam do niego rzadko, ale gdy przychodzi do wymieniania ulubionych grup, to zawsze się u mnie zahaczą.

Temat może być ciekawy także dla ludzi, którzy mają ich muzykę w dupie, bo to po prostu dość dziwna historia. Nie w każdym zespole między płytami następuje zamiana ról perkusisty z wokalistą, jeden z liderów kończy w niemalże moherowym berecie, kultowej płyty łatwo nie kupicie, bo zawiera materiał podpieprzony z gry komputerowej, a najbardziej kojarzony przez niewtajemniczonych z zespołem głos był tylko epizodem w bogatej dyskografii.

Jedziemy!

Dimmu Borgir, czyli w poetyckiej wersji polskiego tłumaczenia Dumny, lub też Dymny Burger, w zależności od tego, czy autor słów bardziej gardzi pospolitym schabem wsadzonym między bułki w amerykańskim stylu, czy też pompatycznością wizerunku grupy.

Prawda jest jednak zdecydowanie ciekawsza. Dimmuborgir to formacja wulkaniczna w regionie Myvatn na Islandii i oznacza po prostu mroczne miasto lub zamek.
Obrazek
Muszę przyznać, że podoba mi się zarówno skojarzenie mieszkańców Islandii (u nas byłyby to pewnie groty im. Jana Pawła II, gdyby nawet tylko przelatywał helikopterem w pobliżu raptem 400 kilometrów) jak i nazwa dla zespołu.

Dimmu Borgir powstał w czasach rozkwitu tzw. drugiej fali black metalu i nie piszę tego po to, żeby ludzie się naparzali w postach, czy była w ogóle pierwsza fala. 1993 rok, to właśnie wtedy niejaki Sven Kopperud, podpisujący się Erkekjetter Silenoz (Arcyheretyk Silenoz) od kiedy oblał kartkówkę z pacierza na religii, postanowił w ramach buntu założyć grupę wraz kolesiem o ksywie Tjodalv (samo Licho wie, co to znaczy). Koleś dzisiaj kojarzony jest głównie z byciem bębniarzem jakich wielu, ale wtedy grał na gitarze. Panowie szybko skumali się z innymi ziomkami lubiącymi dziwne ksywki. Konkretnie dołączył Brynjard Tristan (to ksywa) i Stian Tomt Thoresen (to nie ksywa), który bardzo chciał mieć zajebisty pseudonim, ale nie miał pomysłu, więc zajumał go od Tolkiena i został ogrem Shagrathem. Całe szczęście muzycznie będzie bardziej kreatywny.

W odróżnieniu od blackowej świty panowie byli nudni, bo interesowała ich głównie muzyka. Nie ma ich w kronikach kryminalnych, nikogo nie zabili, a zamiast jarać kościoły palili co najwyżej Camele (gdy nikt nie patrzył). Oczywiście są częścią nurtu, bo wiadomo, gdy Euronymous formował zastępy piekła i udawał, że zarabia hajsy w sklepie Helvete, w którym kręcili się panowie z Emperor, Enslaved, Satyricon, Gorgoroth itd., na antresoli leżał pijany Fenriz z DarkThrone, a Bumbum jarał się kolejnymi wycieczkami z pirotechniką, to oni też tam byli. Dwie przecznice dalej naparzali na automatach i pili Pepsi.

Nie będę tu pisał książki, więc dalej skoncentruję się tylko na głównych wydawnictwach.

Pierwszy album grupy nosi skromną nazwę For All Tid, czyli na zawsze, na wszystkie czasy. Wyszedł w 1995. Za twórczość grupy odpowiadają głównie Shagrath i Silenoz i tak już zostanie.

Obrazek

Płyta jest jedną z tych, która dzieli zbieraczy płyt w opinii wariatów na prawdziwych pasjonatów i pieprzonych pozerów – pasjonaci mają wydanie No Colours z biało czarnym obrazem przedstawiającym Camelot, a pozerzy zadowalają się kolorowanką z Nuclear Blast. Ja mam obie, plus winyle, więc jestem po prostu pojebany.

Muzycznie? Klimatyczny black, w którym nie zawsze są charakterystyczne skrzeki. Za wokal odpowiada tu Silenoz. Album jest – moim zdaniem – bardzo dobry, jest to wartościowa pozycja także dla osób, które gardzą późniejszym wcieleniem grupy, a cenią surową "prawdziwość". Zresztą łapcie to – uwielbiam! Ponad blady horyzont ku Dniu Sądu! Piękna płyta. Teksty są po norwesku, w czasach, w których słowo Internet kojarzyłbym z wymysłem Skynetu, kupiłem sobie słownik norweskiego i tłumaczyłem.

https://youtu.be/G3RqT2RG-oY?si=1W7CBk8E7fvSwYpG
(utwór z płyty)

Drugi album wyszedł rok później nakładem wytwórni Cacophonus, z której tonącego okrętu właśnie uciekali Cradle Of Filth. Stormblast, bo o nim mowa, znów jest po norwesku, ale znacząco rozwija pomysły z debiutu i robi to dobrze. Majestatyczne riffy, hipnotyzujące melodie, lepszy wokal… właśnie. Nastąpiła tu zaskakująca zmiana, bo perkusista z debiutu stanął przy mikrofonie, a gitarzysta zabrał się za perkusję.

https://youtu.be/YWYzuZfneFU?si=qqB1FgjuAL5IwmhV
(utwór z płyty)

Płyta jest iście rewelacyjna, to wielkie dzieło i jak ktoś wzgardzi, to nie nie wiem, czy zostaniemy muzycznymi kolegami i będziemy wymieniać się kasetami. No dobra, ale dlaczego nie kupicie jej w Empiku? Bo to szatański undergroung hłe, hłe! No… nie. Bo panowie Silenoz i Shagrath przyjęli do grupy klawiszowca. Niejaki Stian Aarstad (to nie ksywa) napisał instrumentale, a w zasadzie tak twierdził, bo podjebał je z gry komputerowej.

Ponieważ ze względu na prawa autorskie wznowienia nie są możliwe, grupa nagrała album jeszcze raz. W 2005 wyszedł Stormblast MMV. Inne czasy, inny klimat, inne brzmienie i inni ludzie, m.in. znakomity Hellhammer na perkusji. To fajna wersja ale bez podjazdu do oryginału.

Obrazek

Złośliwi powiedzą, że to nie jedyne co podjebało Dimmu Borgir w tym czasie. Będąc w Cacophonos, kumplując się z Cradle Of Filth, stwierdzili, że nigdzie nie dojadą grając klimatyczne smuty z norweskim tekstem i mając logo nieczytelne jak kleks przedszkolaka. Postanowili zostać wampirami. Język zmienili na angielski, zaczęli napierdalać i stworzyli płytę, która popłynęła na fali przynosząc im niemałą sławę w metalowym świecie. Sławę całkowicie zasłużoną, bo chociaż to zupełnie inne muzyka, to jest to dobre granie. Otwierający album „Mourning Palace” to jeden z najbardziej kojarzonych z nimi (i nie tylko, bo i z całym gatunkiem) utworów. Oczywiście w 90s promocja odbywała się poprzez szok, więc ktoś w Nuclear Blast wpadł na pomysł, że tekst Tormentor of Christian Souls jest tak skandaliczny i bluźnierczy, że poligrafie odmawiały drukowania go. Heh. „Nie znajduję przyjemności w twoim fizycznym bólu. Chcę zniszczyć twoją chrześcijańską duszę!”.

Stylistyczna wolta przyniosła rozgłos, ale panowie też nie próżnowali. Dimmu promowało płytę np. otwierając razem Dissection koncerty Cradle Of Filth podczas trasy po Niemczech. To dobry moment, znając zresztą moje ultrasowe podejście do ekipy Daniego, żeby powiedzieć o relacji tych dwóch zespołów. Wojna? Konflikt? Nie, kolejne medialne gówno.

Dani wspominając stare dzieje w niemieckim Legacy twierdził, że to był pomysł wytwórni Dimmu żeby zrobić medialny dym, a oni wysyłali sobie dla śmiechu wiadomości znajdując kolejne newsy o rzekomej wojence. Silenoz rozmawiając z Noise Magazine rok temu w zasadzie to potwierdził mówiąc - jeśli chodzi o Cradle Of Filth zawsze łączyła nas specyficzna relacja przyjacielskich „podśmiechujek”. Oni mają to swoje brytysjkie poczucie humoru, które my od nich przejęliśmy i w pewnym momencie dla hecy obrzucaliśmy siebie błotem w prasie.

Także cóż, nie będzie inby :)

Będzie jednak o kolejnej płycie, bo w 1999 wychodzi Spiritual Black Dimensions, która jest o tyle ważna, że rozwija wątki symfoniczne, pojawiają się Mustis (to ksywa) na klawiszach i gościnnie ICS Vortex na wokalu.

Nie będę pisał, że to u Vortexa, naprawdę Simena Hestnesa, to ksywa, bo żart pewnie już zbyt często powtarzany, żeby był śmieszny, ale jak ktoś to czyta, to zostanie nagrodzony genezą tego dziwacznego pseudonimu, o której sam Simen będąc nieźle wstawionym opowiadał fanom po koncercie w Polsce. Kristoffer Rygg (np. Ulver, Arcturus, Borknagar) miał ksywę Fiery G. Maelstrom, czyli Ognisty G.(ram) Wir, panów trochę artystycznie łączyło, co już zostawiam zainteresowanym do odkrycia. Simen postanowił zrobić sobie jaja konstruując ksywkę podobną, ale kontrastującą: Lodowy S. Wir, czyli Icy S. Vortex. Ksywka ewoluowała i zostało ICS Vortex.

Obrazek

Po drugiej płycie o tytule złożonym z 3 słów zespół postanowił podążać tą drogą i w 2001 wypuszczają Puritanical Euphoric Misanthropia, płytę, która dla wielu, w tym autora tych słów, jest ucieleśnieniem zajebistości tego „nowego” Dimmu Borgir. Co ciekawe, na perkusji gra tu Nick Barker, który zwiał z Cradle Of Filth. Nic to, że jeszcze w 1997 mówił, że „nie rozumie tego całego norweskiego gówna wokół muzyki, w które wrzucane jest także Cradle, on nie będzie się bawił w ich black metal, on jest Brytyjczykiem i ma swoją historię metalu”. Życie bywa przewrotne. Płyta jest klimatyczna, zawiera cudne, wybitne orkiestracje, godne pamiętania riffy i melodie. Wokal Shagratha wsparty wstawkami Vortexa nadaje muzyce z jednej strony patos, ale z drugiej strony dziwnie eskapistyczny wymiar.

https://www.youtube.com/watch?v=lTJg4P1 ... rt_radio=1
(cały album album PEM)

Zupełnie nie rozumiem, że komuś brzmienie tej płyty się nie podobało do tego stopnia, że podobnie jak w przypadku „Grand Declaration of War” MayheM, parę lat temu wyszła wersja poprawiona. Obie lepsze w oryginale! Co ciekawe, Barker twierdzi, że swoje partie perkusji inspirował właśnie nagraniami Hellhammera na GDoW.

Warto odnotować, że na gitarze gra tutaj Grusom, teraz znany jako Galder, z Old Man’s Child. Dlaczego o nim wspominam? Bo koleś zagrzeje w zespole miejsce niespotykanie długo. Ogólnie Dimmu Borgir jest jak tramwaj, staje ktoś wsiada i wysiada, poza liderami. Galder pojechał najdalej.

Chcąc kuć żelazo póki gorące w 2003 wychodzi Death Cult Armageddon, przygotowane w tym samym składzie co poprzednik. Płyta jest naprawdę dobra, część kawałków brzmi jak soundtrack do Batmana Burtona. Jak ktoś mówi, że to jest „totalna komercha” i muzyka dla koła gospodyń, to coś mu wypadło z przestrzeni między uszami i nie ma ratunku. Oczywiście widać tu kurs na ekspansję popularności, powstaje chociażbyt profesjonalny, wieśniacki, teledysk do „Progenies of the Great Apocalypse”, który regularnie pojawia się w muzycznych TV. Zespół staje się na tyle znany, że jedzie na OzzFest.

https://youtu.be/NiNTrKsQ8TU?si=rs-K9PQ3F406qt54
(bekowy teledysk)

Skoro pojawia się wątek komercji, to można zapytać, co o tym zespole sądzi np. legendarny Quorthon z Bathory, którego, nawiasem mówiąc, cover "Satan My Master" trafił na edycję specjalną. W wywiadzie w 2003 przy tej okazji mówił tak: Pamiętam, jak dzisiejsi członkowie Dimmu Borgir pisali do mnie listy, kiedy byli jeszcze dzieciakami i dzięki płytom Bathory odkrywali ekstremalny metal. Potem dostałem paczkę, w której przysłali mi swój pierwszy album, bardzo dumni z siebie, a dzisiaj... dzisiaj są wielcy, sprzedają mnóstwo płyt i sami już osiągnęli status legendy. Takie zespoły, jak Dimmu Borgir, uważam za dzieci Bathory i nie zamierzam się ich wyrzekać. Kiedy w telewizji i radiu 24 godziny na dobę goszczą Britney Spears, 'N Sync i Backstreet Boys, kiedy wciska się nam wciąż to samo gó**o w nowym opakowaniu, metalowcy powinni trzymać się razem. Z dumą patrzę na nową generację, jeszcze bardziej ekstremalną niż my w ich wieku i cieszę się, że ta muzyka ma przyszłość.

Tak!

No, ale życie płynie dalej i a propos tego trzymania się razem… Nick Barker nie byłby sobą gdyby nie wkurwiał ludzi wokół siebie, więc zaraz po nagraniu płyty go wypieprzyli i zaprosili do wspólnego grania legendarnego Hellhammera. Z nim w składzie powstaje wspomniane już, ponownie nagrane Stormblast, tym razem bez plagiatów z gierek komputerowych, a także album In Sorte Diaboli, który wyszedł w 2007. Jest to podobno opowieść koncepcyjna, która rozgrywa się w średniowieczu. To historia duchownego, który porzuca wiarę i staje się antychrystem, czy coś. No nie wiem. Dla mnie to faktycznie jest opowieść koncepcyjna - to historia o przeroście formy nad treścią.
Wiecie, co było dodane do edycji specjalnej? Cholerne lusterko. Po co? Żeby czytać teksty, które zostały tu konspiracyjnie napisane odwrotnie. Dla mnie od ISD coś się zaczęło psuć. Płyta jest „sucha”, jakby wymuszona. Nie czuję tego. Ma momenty, ale to tyle.

W zespole podobno klimat był spieprzony, co zaowocowało odejściem Vortexa (który pił tyle, że zawalał koncerty) i Mustisa. To moment, który zmienia zespół, ale zmiana jest wymuszona - ci dwaj stanowili duży wkład artystyczny. Silenoz i Shagrath współpracują dalej tylko z Galderem, a reszta to muzycy sesyjni, w tym znany skądinąd Snowy Shaw, a innym nasz rodak Dariusz „Daray” Brzozowski, który trzyma się u nich do teraz. W takim składzie powstaje "Abrahadabra". Album nagrany z orkiestrą, ładniejszy, w pewnym sensie epicki (głupie słowo). Odmienne są też teksty - zamiast otwarcie piać o Szatanie, liryki są bardziej introwertyczne, inspirowane filozofią, okultyzmem. Oczywiście wciąż jest to In Nomine dei Nostri Satanas Luciferi (co nawet znalazło się na płycie, wspak).

Z perspektywy czasu u mnie zyskuje, chociaż obok najlepszych płyt Dimmu żal go stawiać. Dla zespołu jest to jednak olbrzymi sukces, bo grają go live z orkiestrą symfoniczną i chórem. Okazało się to marketingowym strzałem w dychę. Mogę tej płyty nie doceniać, ale hej, zastąpienie Vertexa… chórem?! Wow.

https://youtu.be/amZZrrzj3HQ?si=oVVBIVqqryiQhAZo
(koncert z orkiestrą i chórem z Wacken)

Zespół zamiast iść za ciosem, nie płynie na fali, na kolejny album trzeba czekać do 2018, gdy wychodzi Eonian. Znów dużo na nim orkiestry, ale już nie robi to takiego wrażenia. Album znów ma momenty i to tyle. Grupa nie prowadzi standardowej działalności koncertowej, ruszając dupy w trasę tylko okazjonalnie, kiedy trzeba zapłacić rachunki. W dodatku wygląda to dość wieśniacko, bo partie Vortexa odtwarzane są teraz w postaci chóru z... taśmy. Czujecie to? To nie są wstawki w tle, te partie są czasami dość długie. I podczas nich zespół razem z fanami słuchają taśmy xD

Zmiany w składzie postępują dalej. Silenoz do końca łysieje, a że dwóch skinów w zespole to za dużo, Galder został usunięty w cień. Obecnie reaktywował Old Man's Child. Nowy album Dimmu Borgir wychodzi natomiast w maju. Czego się spodziewać? Osobiście typuję „Eonian 2” z mniejsza liczbą orkiestracji. Nawet okładka coś takiego sugeruje. A foto grupy? Kurde, widzicie ten moherowy beret Silenoza?!

Obrazek
Ostatnio zmieniony pt kwie 03, 2026 4:56 pm przez Recit The Thornographer, łącznie zmieniany 3 razy.
We embrace like two lovers at death. A monument to the trapping of breath
Awatar użytkownika
johnny_o
Ten, Który Czyta Wszystko
Posty: 7881
Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am

Re: Dimmu Borgir

Post autor: johnny_o »

Ale ściana... Kompletnie mnie ten zespół nie interesuje, ale sanktuaryjny obowiązek spełniony ;)
nugz
SMERF MARUDA
Posty: 10022
Rejestracja: ndz lip 15, 2018 10:08 pm

Re: Dimmu Borgir

Post autor: nugz »

Nie wkręciłem się nigdy. Jakoś pod koniec 90's podjebałem siostrze kasetę Stormblast mi zryło mi beret :) W zasadzie czasami tylko coś podejrzę, bardziej ze względu na Darka. Panowie też byli w weekend w Łodzi.
Awatar użytkownika
Recit The Thornographer
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1934
Rejestracja: ndz paź 15, 2006 6:54 pm
Skąd: Midian

Re: Dimmu Borgir

Post autor: Recit The Thornographer »

nugz pisze: pt kwie 03, 2026 3:02 pm W zasadzie czasami tylko coś podejrzę, bardziej ze względu na Darka. Panowie też byli w weekend w Łodzi.
Którzy panowie? Dimmu?
We embrace like two lovers at death. A monument to the trapping of breath
nugz
SMERF MARUDA
Posty: 10022
Rejestracja: ndz lip 15, 2018 10:08 pm

Re: Dimmu Borgir

Post autor: nugz »

Tak,, Shagrath, Silenoz i Damage byli w niedzielę w Hali Expo.
Awatar użytkownika
gumbyy
ZASŁUŻONY SANATORIANIN
Posty: 16173
Rejestracja: śr cze 01, 2005 1:49 am
Skąd: Wrocław

Re: Dimmu Borgir

Post autor: gumbyy »

Dimmu zaciekawiło mnie pod koniec lat 90. klipem do "Mourning Palace". Płyta "Enthrone Darkness Triumphant" calkiem mi podeszła (do dzisiaj czasami jej posłucham). Pamiętam koncert na Metalmanii w 1998... a później nasze drogi się rozeszły. Widziałem kilka razy na żywo, ale nie zrobili dużego wrażenia. Na ostatnim Wacken fajnie siadło, ale też nie czuję chęci do głębszego poznania.
www.MetalSide.pl
Awatar użytkownika
Cold
-#Rainmaker
-#Rainmaker
Posty: 7271
Rejestracja: śr wrz 14, 2005 6:27 pm

Re: Dimmu Borgir

Post autor: Cold »

1997 rok - i Norwegia górą. Fantastyczne rzeczy stamtąd wyszły. Emperor - "Anthems to the Welkin at Dusk", Arcturus - "La Masquerade Infernale", Obtained Enslavement - "Witchcraft", Limbonic Art - "In Abhorrence Dementia", Ragnarok - "Arising Realm", Old Man's Child - "The Pagan Prosperity". No i właśnie Dimmu Borgir z "Enthrone Darkness Triumphant". Mrok black metalu połączony z elegancją, pełno melodii. Ten album, wraz z następcami - "Spiritual Black Dimensions" i "Puritanical Euphoric Misanthropia" - to dla mnie najlepsze ich rzeczy.

Uwielbiam te wszystkie klawiszowe smaczki, ten kontrast między skrzekiem Shagratha a operowym, czystym głosem Vortexa. To jeden z kilkunastu zespołów black, których wszystkie płyty mam na stanie. W ogóle nie przeszkadza mi ten przepych i teatralność, lubię symfoniczny rozmach, balans miedzy agresją a melodią. Takie kawałki jak: Mourning Palace, In Death's Embrace, Entrance, The Insight and the Catharsis czy mocno therionowe Alpha Aeon Omega z ostatniej płyty to cud, miód i orzeszki.

Ortodoksi kręcą nosem, ale mam gdzieś podśmiechujki tró blackmetali wytykających, że to komercja pozbawiona prawdziwej smoły. „Szlachetności” Emperora nie przebiją, ale u mnie Dimmu na dużym plusie.
Awatar użytkownika
Emilio
-#Lord of the flies
-#Lord of the flies
Posty: 3954
Rejestracja: sob cze 12, 2010 12:47 am
Skąd: Oborniki, k Poznania

Re: Dimmu Borgir

Post autor: Emilio »

Mam.sentyment bo był to pierwszy zespół BM jaki usłyszałem. Do dziś mam kasetę Spiritual Black Dimensions, która słuchałem w czasach szkolnych. Ogólnie mam wszystkie płyty na półce więc można powiedzieć że w jakimś stopniu jestem fanem , choć może to bardziej moje kolekcjonerskie zboczenie.
"Moje dni upływają pomiędzy logiką, gwizdaniem, chodzeniem na spacery i stanami depresji."
nugz
SMERF MARUDA
Posty: 10022
Rejestracja: ndz lip 15, 2018 10:08 pm

Re: Dimmu Borgir

Post autor: nugz »

Awatar użytkownika
gumbyy
ZASŁUŻONY SANATORIANIN
Posty: 16173
Rejestracja: śr cze 01, 2005 1:49 am
Skąd: Wrocław

Re: Dimmu Borgir

Post autor: gumbyy »

Może byś tak podpisał link? ;)
www.MetalSide.pl
nugz
SMERF MARUDA
Posty: 10022
Rejestracja: ndz lip 15, 2018 10:08 pm

Re: Dimmu Borgir

Post autor: nugz »

^Żalazna Policja :roll:

Lubię czasami wrzucić Podróże Darka, a jego głos mnie uspokaja :) https://www.youtube.com/watch?v=i5h-OPmDw-g
Awatar użytkownika
gumbyy
ZASŁUŻONY SANATORIANIN
Posty: 16173
Rejestracja: śr cze 01, 2005 1:49 am
Skąd: Wrocław

Re: Dimmu Borgir

Post autor: gumbyy »

nugz pisze: sob kwie 04, 2026 9:30 am ^Żalazna Policja :roll:
Metal Militia :twisted:
www.MetalSide.pl
Awatar użytkownika
Recit The Thornographer
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1934
Rejestracja: ndz paź 15, 2006 6:54 pm
Skąd: Midian

Re: Dimmu Borgir

Post autor: Recit The Thornographer »

Do porannej kawy posłuchałem wywiad z Silenozem dla jakiegoś podcastu ( https://www.youtube.com/watch?v=YxEgvhqhJbI ). Przyznam, że wkurza mnie, tak ogólnie w wywiadach, że rozmowa nade wszystko musi być nie tylko miła, ale i pozytywna. Nie zrozumcie mnie źle, nie chcę, żeby tam się gównem obrzucali, ale nie ma tak naprawdę żadnych dociekliwych pytań po włos. Ten wywiad to raczej nie wywiad, a udostępnienie kanału dla rozmówcy. Niestety zauważam, że to standard. Dimmu Borgir (podobnie jak taki inny, muzycznie całkiem bliski zespół) jest jak tramwaj w temacie obecności muzyków. Można o tym pogadać? No, nie można. Słuchanie razem z fanami długich partii Vortexa z playbacku na koncertach jest dziwne i ogranicza ich potencjał? Cisza. Takich ciekawych tematów byłoby więcej.

Rozmowa trwa prawie pół godziny i pomimo braku zaangażowania redaktora jest parę ciekawych wątków. Są oczywiście banały - Silenoz opowiada o tym, że nie poszli na kompromisy, że "przyszli do studia bardzo przygotowani", mieli dobrze nagrane dema wszystkich kawałków. Komplementuje jednak producenta Fredrika Nordstroma, a przy okazji innych producentów, z którymi pracowali, że zawsze wszyscy chcieli dla nich jak najlepiej. Miodek.

Mówi, że płyta brzmi jak Dimmu Borgir, organicznie i tradycyjnie, a nagrane dźwięki po prostu zostały zagrane, "bez super-hiper nowoczesnej metalowej estetyki i bez "maszynowych" stóp perkusyjnych". Zdaniem Fredrika Nordstroma i jego samego to najlepszy album Dimmu Borgir.

Komplementuje też Shagrata, że mają taką samą determinację, która połączona z pewnym szczęściem bycia w dobrym czasie i miejscu zaowocowała sukcesem. Mówi, że częściej się zgadzają niż nie zgadzają i że przeszli już długą drogę, co napawa go dumą.

Z ciekawszych rzeczy - niektóre piosenki są nawet z 2018, więc pewnie to, co Shagrath wrzucał lata temu na sociale może nawet będzie na albumie.

Mówi też, że gdyby chcieli, to mogliby wydawać albumy dużo częściej, ale robią co chcą. Co ciekawe - mówi, że to właśnie dlatego tak długo trwa, bo naprawdę kochają muzykę i sztukę, a sztuka wymaga czasu żeby dojrzeć. Mówi jeszcze, że to jest ich poświęcenie się sztuce. OK, czaję, ale to chyba też trochę kontrowersyjne, nie? Nie ucieka jakiś spontan, mowa chwili, jak siedzisz nad piosenką 8 lat?

Swoją drogą, czy przez takie gadanie, że sztuka jest ważniejsza niż pośpiech, że duże dzieło wymaga czasu, nie nakładają na siebie przesadnej presji? A jeżeli ta płyta to będzie kupa, czy to nie będzie kupa... śmiechu z takich pompatycznych tekstów?

Tytuł płyty. Szczerze mówiąc uważam go za średni. Z jednej strony fajnie, że znów są 3 wyrazy i fani już piszą o nim GSS, ale z drugiej, czy to nie jest mega oklepane hasło? Silenoz patrzy na to tak, że Dimmu Borgir to duży zespół i z nową płytą znów się wznosi. Dla nich ten wąż nie oznacza zła, a "odnowę, wzrost, wiedzę i wyzwolenie". Przypomina też, że w lutym 2026 skończył się rok węża, a oni właśnie wtedy skończyli płytę. Heh. Nie wiem, czy zrobią z tego ciekawostkę na metal archives xD

Najważniejsze dla mnie info jest takie, że w porównaniu do "Eonian" ograniczyli chóry i orkiestrę. Spodziewałem się takiego kierunku po marudzeniu na ostatni album, a także po nowym singlu, co wyraziłem w pierwszym wpisie.

Tekstowo płyta jest skupiona na ezoterycznych tradycjach i alchemicznej samotransformacji w kierunku rozwinięcia potencjału duchowego. Mówi o Kundalini i budzeniu boskich cech w człowieku. "Życie to przechodzenie przez świat, zrzucanie skóry dążąc do przekroczenia granic i bycia czymś więcej". Wyjaśnia, że w każdym człowieku kryją się boskie cząstki, którym czasami trzeba pomóc się przebudzić np. przez otwieranie czakr. Gdy dusza osiąga wystarczającą dojrzałość to proces przyśpiesza i przy odpowiednim treningu i medytacji w ciągu jednego życia można wznieść się znacząco wyżej. Reinkarnacja? A jakże. Silenoz jest tym zajarany od lat.

---
Pomimo pewnego sceptycyzmu jest to (obok Moonspell i Darkthrone) najbardziej wyczekiwana przeze mnie premiera w najbliższych miesiącach.
We embrace like two lovers at death. A monument to the trapping of breath
ODPOWIEDZ