Kreator
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: Kreator
Holt kiedyś powiedział w wywiadzie, że nawet nie próbuje wiernie naśladować Jeffa nuta w nutę. Czasami coś wyjdzie bliżej jego klimatu, a kolejnego koncertu kompletnie nie wypali, bo to z reguły dość przypadkowe partie.
Re: Kreator
Solówki Hannemana i Kinga nie miały być czytelne, poukładane i „ładne”. Miały brzmieć jak odgłosy tortur i być ekstremalne, mieć mroczny klimat. W Kreatorze od Endless Pain do Coma of Souls widać ewolucję w stronę technicznej precyzji. O ile początki były równie surowe co u Slayerka, o tyle później solówki stały się bardziej uporządkowane, od brudu do germańskiej precyzji.
Zamiast się spierać kto tu lepszy i dlaczego, lepiej spojrzeć, co oba bandy wniosły do metalu.
Zamiast się spierać kto tu lepszy i dlaczego, lepiej spojrzeć, co oba bandy wniosły do metalu.
- LukaSieka
- -#The Man Who Would Be Spammer

- Posty: 18852
- Rejestracja: pt lut 22, 2013 12:35 am
- Skąd: Konin
Re: Kreator
Krótkie kawałki, grane w takim samym tempie, złożone z dwóch riffów nie są na jedno kopyto, ale utwory Sodom z "In The Sign Of Evil", raz wolniejsze, raz szybsze. Grane w różnych tempach, ze zmianami rytmu już są
Na wszystkich wydaniach akurat "Angel Of Death" jest właśnie pierwszy. Ale może na jakimś Spotify, Youtube czy Tinderze jest w środku płyty.
No i tak samo napisze każdy, kto słyszał "In The Sign Of Evil" i wie co to jest Sodom.Bon Dzosef pisze: ↑sob kwie 11, 2026 9:25 pm Nie jestem fanem solówek Kinga i bogom niech beda dzieki ze nie dołączył do Megadeth, ale sa kvltowe jak chuj a przy okazji charakterystyczne i zapamiętywalne.
Bo właśnie choćby pierwszy z brzegu "Outbreak Of Evil" jest kultowe jak chuj i przy okazji charakterystyczne i zapamiętywalne.
Nie wiem jaki trzeba by mieć slaby słuch, przy okazji kiepską pamięć, żeby nie zapamiętać tak chwytliwego i zarazem prostego, niezbyt wymagającego skupienia riffu z "Outbreak Of Evil"
A tak ogólnie myślałem, że może choć raz w końcu podejmiesz jakąś dyskusję i nie będziesz pisał wyłącznie na przekór, tak jak to Ty masz w zwyczaju. Ale mylilem się....
So what if the master walked on the water.
I don't see him trying to stop the slaughter.
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 11843
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: Kreator
Polecalbym Ci jednak posluchac plyty o której się wypowiadasz, bo jeśli Reign in Blood jest na jedno kopyto to naprawdę nie mamy o czym rozmawiac bo to jest poziom odklejenia typu nugz lub vorgelKrótkie kawałki, grane w takim samym tempie, złożone z dwóch riffów nie są na jedno kopyto
Naucz się czytać ze zrozumieniem. Albo popros kogoś z kamienicy. Chyba, że to wszystkie te (absurdalne) pytania wykluczały dwa numery. Co jest też absurdalneNa wszystkich wydaniach akurat "Angel Of Death" jest właśnie pierwszy. Ale może na jakimś Spotify, Youtube czy Tinderze jest w środku płyty.
W porownaniu do Raining Blood to jest jakieś brzęczenie na gitarze, a nie riff. Kropka. Sodom przez całą kariere nie nagral jednego tak mocnego numeru.Outbreak Of Evil" jest kultowe jak chuj i
Lubie Iron Maiden i Megadeth
pz = shakin stevens
oddawac długie podpisy
pz = shakin stevens
oddawac długie podpisy
Re: Kreator
Weź, chociaż raz spróbuj przetłumaczyć swojej mieszance arogancji i narcyzmu, że nie jesteś żadnym eksportem i możesz spuścić z tego właśnie vorgelowskiego tonu, niedziela jest 
Re: Kreator
Zaufałem słownikowi z rana i mam... 
Mam osobistą urazę do kawałka RB. Zawsze na koncertach Kuce były umiarkowanie spokojne, a podczas tego numeru robiło się piekło.
Zakładam, że głownie ten numer kojarzyli.
Każdego dnia tygodnia wybiorę Hell Awaits ponad RiB, niczego nie ujmując, bo jest to kawał albumu
Mam osobistą urazę do kawałka RB. Zawsze na koncertach Kuce były umiarkowanie spokojne, a podczas tego numeru robiło się piekło.
Zakładam, że głownie ten numer kojarzyli.
Każdego dnia tygodnia wybiorę Hell Awaits ponad RiB, niczego nie ujmując, bo jest to kawał albumu
- Recit The Thornographer
- -#Moonchild

- Posty: 1940
- Rejestracja: ndz paź 15, 2006 6:54 pm
- Skąd: Midian
Re: Kreator
Slayer jest poza konkurencją nie tylko muzycznie, ale też jako rozpoznawalny symbol. Tutaj nikt nie ma podjazdu. Osobiście też cenię ich w całości, chociaż płyty z Lombardo akurat uważam za lepsze od tych bez niego, bez znaczenia, czy to debiut, czy WPB. Całość dyskografii też jest super, więc nie ma o co kruszyć kopii.
Stare Sodom, Destruction (chociaz tutaj dla mnie pierwsze EP i 2 płyty) i Kreator to jednak również totalny kult i charakterystyczne riffy, pomimo skromniejszej publiczności. Już bez pierdolenia, że "Postmortem" jest taki przebojowy (bo inne słowa średnio pasują, to głównie jedna struna), a np. "No Reason to Exist" nie. Zresztą nie o przebojowość tu chyba chodzi.
Ja tylko dodam, że nie jestem fanem takiego typowego, klasycznego thrashu, łagodniejszego w formie i wyrazie. Doceniam, ale na dłuższą metę mnie to męczy jako klepanka bez klimatu, która zawsze mi się wydaje jakimś pośrednim statium ewolucji. Jak jeszcze brzmienie jest "radiowe" to w ogóle dziękuję.
Natomiast w moim subiektywnym rankingu mam sceny teutońską i amerykańską pogodzone, bo na pierwszym miejscu jest brytyjski Sabbat i ich dwie pierwsze płyty. Slayer najlepszy, ale to "Dreamweaver" i "History of a Time to Come" są tymi płytami thrashowymi, które bym zabrał ma bezludną wyspę, gdyby był tam prąd, zapas kawy i internet.
Stare Sodom, Destruction (chociaz tutaj dla mnie pierwsze EP i 2 płyty) i Kreator to jednak również totalny kult i charakterystyczne riffy, pomimo skromniejszej publiczności. Już bez pierdolenia, że "Postmortem" jest taki przebojowy (bo inne słowa średnio pasują, to głównie jedna struna), a np. "No Reason to Exist" nie. Zresztą nie o przebojowość tu chyba chodzi.
Ja tylko dodam, że nie jestem fanem takiego typowego, klasycznego thrashu, łagodniejszego w formie i wyrazie. Doceniam, ale na dłuższą metę mnie to męczy jako klepanka bez klimatu, która zawsze mi się wydaje jakimś pośrednim statium ewolucji. Jak jeszcze brzmienie jest "radiowe" to w ogóle dziękuję.
Natomiast w moim subiektywnym rankingu mam sceny teutońską i amerykańską pogodzone, bo na pierwszym miejscu jest brytyjski Sabbat i ich dwie pierwsze płyty. Slayer najlepszy, ale to "Dreamweaver" i "History of a Time to Come" są tymi płytami thrashowymi, które bym zabrał ma bezludną wyspę, gdyby był tam prąd, zapas kawy i internet.
We embrace like two lovers at death. A monument to the trapping of breath
- LukaSieka
- -#The Man Who Would Be Spammer

- Posty: 18852
- Rejestracja: pt lut 22, 2013 12:35 am
- Skąd: Konin
Re: Kreator
Bon Dzosef pisze: ↑ndz kwie 12, 2026 2:03 amNaucz się czytać ze zrozumieniem. Albo popros kogoś z kamienicy. Chyba, że to wszystkie te (absurdalne) pytania wykluczały dwa numery. Co jest też absurdalneNa wszystkich wydaniach akurat "Angel Of Death" jest właśnie pierwszy. Ale może na jakimś Spotify, Youtube czy Tinderze jest w środku płyty.
No, ale kto tu ma sie nauczyć czytania ze zrozumieniem
Przecież napisałem jasno i wyraźnie - POZA PIERWSZYM I OSTATNIM KAWAŁKIEM.
A Ty podajesz za przykład pierwszy na płycie "Angel Of Death"
So what if the master walked on the water.
I don't see him trying to stop the slaughter.
- LukaSieka
- -#The Man Who Would Be Spammer

- Posty: 18852
- Rejestracja: pt lut 22, 2013 12:35 am
- Skąd: Konin
Re: Kreator
Ja akurat nie uważam "Reign In Blood" za płytę na jedno kopyto.Bon Dzosef pisze: ↑ndz kwie 12, 2026 2:03 am Polecalbym Ci jednak posluchac plyty o której się wypowiadasz, bo jeśli Reign in Blood jest na jedno kopyto to naprawdę nie mamy o czym rozmawiac bo to jest poziom odklejenia typu nugz lub vorgel
Tak samo jak nie uważam "In The Sign Of Evil", ani "From Enslavement To Obliteretion" czy obojętnie której z pierwszych płyt Ramones.
Ale kiedy pisałeś o tym jak to "In The Sign Of Evil" wydaje Ci się na jedno kopyto, to środek "Reign In Blood", bez pierwszego i ostatniego kawałka tej płyty wydawał się "na jedno kopyto" być oczywisty. Skoro taki "In The Sign Of Evil" jest.
Ale rozumiem, że Ty jako Dzosef, musiałeś dla zgrywy, przekory, dla zasady popisać na przekór. Tak, żeby Twoje (TAKIEGO znawcy, który ma tysiące płyt w jednym palcu) było na górze.
So what if the master walked on the water.
I don't see him trying to stop the slaughter.
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 11843
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: Kreator
Zachowujesz sie jak przygłup, bo Angel of Death było odpowiedzia na pytanie o solówki. Trzeba było zaznaczyc ze w całej dyskusji chcesz zapomniec o dwoch numerach bo nie pasuja ci do idiotycznej tezyLukaSieka pisze: ↑ndz kwie 12, 2026 3:31 pmBon Dzosef pisze: ↑ndz kwie 12, 2026 2:03 amNaucz się czytać ze zrozumieniem. Albo popros kogoś z kamienicy. Chyba, że to wszystkie te (absurdalne) pytania wykluczały dwa numery. Co jest też absurdalneNa wszystkich wydaniach akurat "Angel Of Death" jest właśnie pierwszy. Ale może na jakimś Spotify, Youtube czy Tinderze jest w środku płyty.No, ale kto tu ma sie nauczyć czytania ze zrozumieniem![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
?
Przecież napisałem jasno i wyraźnie - POZA PIERWSZYM I OSTATNIM KAWAŁKIEM.
A Ty podajesz za przykład pierwszy na płycie "Angel Of Death"![]()
![]()
![]()
.
Lubie Iron Maiden i Megadeth
pz = shakin stevens
oddawac długie podpisy
pz = shakin stevens
oddawac długie podpisy
Re: Kreator
Pamiętam, jak podczas drugiej mojej wizyty w Brzezince, kiedy już sporo wiedziałem o tamtych czasach (między innymi tekst AoD był triggerem do głębszego riserczu), poprosiłem tour guide'a o wskazanie baraku mengele. Kobieta pozwoliła mi podejść bezpośrednio pod zgliszcza. Ja pierdolę.
- LukaSieka
- -#The Man Who Would Be Spammer

- Posty: 18852
- Rejestracja: pt lut 22, 2013 12:35 am
- Skąd: Konin
Re: Kreator
Przecież na początku , w pierwszym zdaniu tego pytania zaznaczyłem, że chodzi o stylowe riffy i zapamietywalne solówki ze środka płyty, bez pierwszego i ostatniego kawałka.
No, ale nie zrozumiałeś to trudno...
Bon Dzosef pisze: ↑ndz kwie 12, 2026 3:47 pm Zachowujesz sie jak przygłup, bo Angel of Death było odpowiedzia na pytanie o solówki. Trzeba było zaznaczyc ze w całej dyskusji chcesz zapomniec o dwoch numerach bo nie pasuja ci do idiotycznej tezy
I widzę, że dalej jedynie przed klawiaturą jesteś taki głośny. Robiąc niemal każdemu pod górkę, dając wszystkim subtelnie ujmując "pstryczek w nos" przy okazji gadek wszelkiej maści.
A na koncertach w konfrontacji z innymi ludźmi powściągliwy, cichy chłopiec. Zero zaznaczania swojej obecności, ściągania na siebie uwagi, żadnej gadki. Dosłownie jakby Cie nie było. Kompletne przeciwieństwo tego zaczepnego, krzykliwego i nie biorącego jeńców szczwanego lisa z Sanktuarium...
Ale w sumie czemu ja się dziwie, kiedy tak po prawdzie ponad połowa internetowych wojowników cierpi na te przypadłość.
Tak czy owak raczej nie będę już tu na forum wyjeżdżał z pytaniem o to czy tamto, bo widzę, że gadka w internecie, na dłuższą mete z Tobą - rażącym, charyzmatycznym Dzosefem nie ma sensu.
Jednak wolę zagadać do tego spokojnego, nikomu nie wadzącego Michała. Żeby dyskusja przebiegała swobodniej i normalniej. Mi tam nerwy przed monitorem są raczej niepotrzebne.
A wracając do tematu, to Slayer niezaprzeczalnie był wielki. Zrobił bardzo dużo w muzyce metalowej, inspirując przy tym niezliczoną rzeszę muzyków i kapel.
Ale Nawet nie ze względu na samą twórczość Slayer był duży, groźny.
Odkąd pamiętam Slayer był przedstawiamy jako zespół najbardziej bezlitosny i bezkompromisowy. Nawet w zestawieniu z kapelami wagi ciężkiej, pokroju Cannibal Corpse, Morbid Angel czy Deicide.
Trochę dla mnie to naciągane. Choć w swoich poczynaniach zawsze byli nieugięci i poniżej pewnego poziomu agresji nie schodzili.
Tak czy owak jak medialnie nie byliby oni nagłasniani i jakiej wscieklej bestii by z nich w gazetach nie robili, to uważam, że Kreator czy Sodom o wiele mniejszego wpływu na muzykę metalową nie mieli.
Jasne, jest wiele zespołów, w których muzycy czerpią ze Slayera, a nie słyszeli nigdy Sodom i Kreator. Jak np. kiedyś sporo grup nu metalowych. Ale biorąc pod uwagę tych, że tak powiem muzyków bardziej świadomych i osłuchanych, to ten balans między tymi kapelami jako inspiracji jest w miarę po równo zachowany. Zwłaszcza dzisiaj, gdzie można już od paru ładnych lat znaleźć zespoły taplające się w stylu grania starego Kreator i Sodom.
So what if the master walked on the water.
I don't see him trying to stop the slaughter.
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 11843
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: Kreator
No to ci podałem stylowe riffy ze środka płyty, udajesz czy naduzywasz harnasia?Przecież na początku , w pierwszym zdaniu tego pytania zaznaczyłem, że chodzi o stylowe riffy i zapamietywalne solówki ze środka płyty, bez pierwszego i ostatniego kawałka.
No, ale nie zrozumiałeś to trudno...
O czym ty bredzisz? XD To podejdz i sie przywitaj to ci powiem dokladnie to samo. Pierwszy zaczepiasz, robisz jakies głupie uwagi do mnie i dziwisz sie, ze zachowuje sie tak samo.A na koncertach w konfrontacji z innymi ludźmi powściągliwy, cichy chłopiec. Zero zaznaczania swojej obecności, ściągania na siebie uwagi, żadnej gadki. .
No to juz w ogole smiech ogarnia bo kto chodiz ze mna na gigi to wie jak sie zachowujeDosłownie jakby Cie nie było
Jesli piszesz zaczepnie, to odpowiadam zaczepnei. ProsteAle rozumiem, że Ty jako Dzosef, musiałeś dla zgrywy, przekory, dla zasady popisać na przekór. Tak, żeby Twoje (TAKIEGO znawcy, który ma tysiące płyt w jednym palcu) było na górze.
Ale może na jakimś Spotify, Youtube czy Tinderze jest w środku płyty.
Tak, żeby Twoje (TAKIEGO znawcy, który ma tysiące płyt w jednym palcu) było na górze.
Lubie Iron Maiden i Megadeth
pz = shakin stevens
oddawac długie podpisy
pz = shakin stevens
oddawac długie podpisy
- Recit The Thornographer
- -#Moonchild

- Posty: 1940
- Rejestracja: ndz paź 15, 2006 6:54 pm
- Skąd: Midian
Re: Kreator
Co tu się...
Teraz mam dysonans co do Dzosefa, bo piszesz, Luka, że On taki spokojny, a sam Dżosef zdaje się pisał, jak to ruszył z łokciami w ludzi, bo się spóźnił na WASP na Mysticu.
To ja nie wiem jakie Wy standardy "powściągliwości" macie
Teraz mam dysonans co do Dzosefa, bo piszesz, Luka, że On taki spokojny, a sam Dżosef zdaje się pisał, jak to ruszył z łokciami w ludzi, bo się spóźnił na WASP na Mysticu.
To ja nie wiem jakie Wy standardy "powściągliwości" macie
We embrace like two lovers at death. A monument to the trapping of breath
Re: Kreator
Dysonans jego internetowej persony z realem już zaznaczało kilku użytkowników, współ-koncertowiczów.
No i tak se to rozgrywa on-line, bo może.
Chyba za bardzo wjechała inspiracja avatarem.
Ta scena wydaje się dobrze obrazować opisany przez innych kontrast osobowości: https://youtu.be/7BaWoR8N8a4?is=Dun7UBxa1hEYe_D2
A żeby nie było, że off-top na pełnej, to właśnie słucham Show No Mercy i po Evil i Antichrist, jestem już zeszczany
No i tak se to rozgrywa on-line, bo może.
Chyba za bardzo wjechała inspiracja avatarem.
Ta scena wydaje się dobrze obrazować opisany przez innych kontrast osobowości: https://youtu.be/7BaWoR8N8a4?is=Dun7UBxa1hEYe_D2
A żeby nie było, że off-top na pełnej, to właśnie słucham Show No Mercy i po Evil i Antichrist, jestem już zeszczany
Re: Kreator
Na fali tej wymiany zdań wróciłem wczoraj do debiutu Sodom. Płyta jest mi znana bardzo dobrze, ale teraz chciałem ją przesłuchać powiedzmy porównawczo. Teraz leci mi RiB 
To jest bardzo dobry materiał, który wcale nie jest pozbawiony nośnych utworów. Nie jest to też jednak album zróżnicowany kompozytorsko. Natomiast chętnie dowiem się, gdzie Sodom siliło się na pisanie kopii After the Deluge, które ma zajebiście charakterystyczny motyw gitarowy (w ogóle IMO jeden z bardziej charakterystycznych w całym dorobku Sodom) oraz gdzie jest drugie i trzecie Obsessed By Cruelty, bo chciałbym dostać namiary na te utwory.
Reign in Blood to krążek, który uważam za jeden z kluczowych dla mojej wędrówki po metalu. Nie będę silił się na prywatę, ale no powiedzmy, że uwielbiam.
I przy całym tym moim uwielbieniu dla Reign in Blood, również nie jest on zajebiście zróżnicowany
Ofc, teraz ktoś mi wyskoczy z tym, że Necrophobic jest w chuj szybki i przez to się wyróżnia, ale... No tak od strony songwritingu, co takiego miałoby się dziać na tej płycie, żeby była przeciwieństwem "generycznego" Obsessed By Cruelty? Ja przypominam, że Slayer to był akurat TEN zespół, który nigdy nie wstydził się czerpania z hardcore punka. Reign in Blood jest niczym innym, jak pokłosiem tych fascynacji (w przypadku Zabójcy w ogóle praktycznie pierwszym, bo jedynka to był Venom i NWOBHM, a dwójka to Mercyful Fate), ten album wyrasta na muzyce kapel z nurtu hc punk. A to jest muzyka, której nie charakteryzują bogate aranżacje, przemyślane solówki, czy co tam znajdziemy w innych podgatunkach rocka z tamtych czasów. No bo na czym się opiera Reign in Blood? No ma być szybko, a czasami nawet szybciej. TO JEST DOSŁOWNIE CAŁA FILOZOFIA, KTÓRA PRZYŚWIECAŁA WTEDY AUTOROM PŁYTY XD Riffy są tu mocarne, ale nie ukrywajmy, dla większości album "robi" trójca Angel of Death, Postmortem i Raining Blood. To są faktycznie bardzo charakterystyczne kompozycje, ale to m.in. dlatego, że nigdy potem Slayer nie nagrał tak "kroczącego" riffu jak riff przewodni w Postmortem, nigdy też nie było remake'u Raining Blood... A co z resztą? Ano reszta pojawiała się u Zabójcy i wcześniej i później, w różnych formach. Solówki? No sorry, ale to jest mem nawet wśród fanów Slayera. One pasują do tej muzyki, ale to jest dosłownie randomowe ziuuuu ziuuuu, chaotyczne piski i odgłosy z piekła rodem. Równie dobrze można byłoby zatrudnić to tej roboty napierdolonego jak szpadel K.K. Downinga i efekt końcowy byłby podobny. Ok, to było założenie u podstaw, ale nikt mi nie wmówi, że TE utwory cechują się jakimiś charakterystycznymi solówkami (Slayer ma na koncie numery z faktycznie specyficznymi partiami solowymi, ale one nie są domeną RiB). No nie cechują się, pewnie ktoś, kto gra na gitarze i zna się na temacie by potrafił to jakoś wytłumaczyć, ja niestety mogę tylko dzielić się swoimi wrażeniami ze słuchu xD Pamiętanie solówek to jest kwestia wykucia sobie Reign in Blood na blachę, a nie samych kompozycji.
No i wracając do prywaty: po pierwszym odsłuchu RiB (miałem wtedy 14 lat)... Nie wiedziałem, co się stało
Zapamiętałem z płyty 2 rzeczy: Angel of Death i Raining Blood. Reszta przejechała przez mój mózg jak Pendolino, pozostawiając po sobie pozytywne odczucia, ale brak wyraźnych skojarzeń. Wtedy najmocniejszym, co znałem, była wczesna Metallica. Slayer to był nowy poziom, ale od razu zauważyłem, że uwielbiane przeze mnie Ride the Lightning było napisane zupełnie inaczej, zawierało więcej punktów zwrotnych, co chwilę skręcało w bok, żeby pokazać słuchaczowi coś nieoczywistego. Reign in Blood było w moich oczach zaprzeczeniem Ride the Lightning (co nie oznacza, że go nie doceniłem - słuchałem albumu dzień w dzień).
No i płynnie przechodząc do Sodom: w kontekście tej "młócki" Slayera In the Sign of Evil nie jawi mi się jako pozbawione riffów i zróżnicowania. Było wcześniej pisane o Outbreak of Evil. To (i ogólnie ta EPka) jest bezpośredni rezultat zainteresowaniem Venom, no przecież OoE jest dość przebojową piosenką z rymującym się, nieźle napisanym refrenem. Blasphemer to muzycznie już inna bajka, a jak ktoś mi będzie próbował wmówić, że to frazowanie (?) tekstu w Witching Metal pojawia się też wcześniej, to zalecam wizytę u laryngologa.
Dodajmy do tego jeszcze fakt, że In the Sign of Evil to pierwotnie miał być regularny LP i Sodom miało wtedy więcej gotowych kompozycji, np. Ashes to Ashes i Bloody Corpse. Jak ktoś twierdzi, że te rzeczy brzmią tak samo jak Outbreak of Evil czy Blasphemer, to gratuluje.
Wiem, że wcześniej rozmowa była o samej EPce, ale i Obsessed i ItSoE to zbieżne stylistycznie płyty, a całość zaczęła się od hasła "wczesne Sodom", więc uznałem, że odwołanie się do debiutu i do utworów, które na EPkę nie weszły nie jest bezpodstawne.
Nota bene nie rozumiem, dlaczego ta konwersacja skupiła się na akurat tych dwóch płytach, bo jeśli już bierzemy na celownik Reign in Blood, to pasowałoby wziąć coś względnie analogicznego ze strony Sodom - a na etapie trzeciej płyty byli w okresie Agent Orange. Dużo ciekawsze byłoby zestawienie In the Sign of Evil + Obsessed By Cruelty vs. Show No Mercy + Haunting the Chapel, bo o ile raczej ciężko o niemiecki odpowiednik RiB, to wspomniane wydawnictwa są w znacznym stopniu pokrewne i tutaj już można jakieś wnioski wyciągać.
Historia pokazała, że dla rozwoju muzyki to Slayer miał największe znaczenie z puli zespołów thrashowych (to w ogóle jest niesłychane, ile Zabójca zrobił dla metalu, o czym paradoksalnie się nie mówi, ale to temat na inną rozmowę), natomiast Sodom na pewno nie było pod żadnym względem na przeciwnym biegunie artystycznym. Ani na etapie Obsessed By Cruelty ani lata potem. Osobiście w kwestii swoich preferencji zawsze wskażę na Slayera, ale nie będę tutaj niczego odbierał panom z Sodom, bo oni robili dobrą robotę.
Sorry za lekko niechlujny post, ale lekko padam po treningu
To jest bardzo dobry materiał, który wcale nie jest pozbawiony nośnych utworów. Nie jest to też jednak album zróżnicowany kompozytorsko. Natomiast chętnie dowiem się, gdzie Sodom siliło się na pisanie kopii After the Deluge, które ma zajebiście charakterystyczny motyw gitarowy (w ogóle IMO jeden z bardziej charakterystycznych w całym dorobku Sodom) oraz gdzie jest drugie i trzecie Obsessed By Cruelty, bo chciałbym dostać namiary na te utwory.
Reign in Blood to krążek, który uważam za jeden z kluczowych dla mojej wędrówki po metalu. Nie będę silił się na prywatę, ale no powiedzmy, że uwielbiam.
I przy całym tym moim uwielbieniu dla Reign in Blood, również nie jest on zajebiście zróżnicowany
No i wracając do prywaty: po pierwszym odsłuchu RiB (miałem wtedy 14 lat)... Nie wiedziałem, co się stało
No i płynnie przechodząc do Sodom: w kontekście tej "młócki" Slayera In the Sign of Evil nie jawi mi się jako pozbawione riffów i zróżnicowania. Było wcześniej pisane o Outbreak of Evil. To (i ogólnie ta EPka) jest bezpośredni rezultat zainteresowaniem Venom, no przecież OoE jest dość przebojową piosenką z rymującym się, nieźle napisanym refrenem. Blasphemer to muzycznie już inna bajka, a jak ktoś mi będzie próbował wmówić, że to frazowanie (?) tekstu w Witching Metal pojawia się też wcześniej, to zalecam wizytę u laryngologa.
Dodajmy do tego jeszcze fakt, że In the Sign of Evil to pierwotnie miał być regularny LP i Sodom miało wtedy więcej gotowych kompozycji, np. Ashes to Ashes i Bloody Corpse. Jak ktoś twierdzi, że te rzeczy brzmią tak samo jak Outbreak of Evil czy Blasphemer, to gratuluje.
Wiem, że wcześniej rozmowa była o samej EPce, ale i Obsessed i ItSoE to zbieżne stylistycznie płyty, a całość zaczęła się od hasła "wczesne Sodom", więc uznałem, że odwołanie się do debiutu i do utworów, które na EPkę nie weszły nie jest bezpodstawne.
Nota bene nie rozumiem, dlaczego ta konwersacja skupiła się na akurat tych dwóch płytach, bo jeśli już bierzemy na celownik Reign in Blood, to pasowałoby wziąć coś względnie analogicznego ze strony Sodom - a na etapie trzeciej płyty byli w okresie Agent Orange. Dużo ciekawsze byłoby zestawienie In the Sign of Evil + Obsessed By Cruelty vs. Show No Mercy + Haunting the Chapel, bo o ile raczej ciężko o niemiecki odpowiednik RiB, to wspomniane wydawnictwa są w znacznym stopniu pokrewne i tutaj już można jakieś wnioski wyciągać.
Historia pokazała, że dla rozwoju muzyki to Slayer miał największe znaczenie z puli zespołów thrashowych (to w ogóle jest niesłychane, ile Zabójca zrobił dla metalu, o czym paradoksalnie się nie mówi, ale to temat na inną rozmowę), natomiast Sodom na pewno nie było pod żadnym względem na przeciwnym biegunie artystycznym. Ani na etapie Obsessed By Cruelty ani lata potem. Osobiście w kwestii swoich preferencji zawsze wskażę na Slayera, ale nie będę tutaj niczego odbierał panom z Sodom, bo oni robili dobrą robotę.
Sorry za lekko niechlujny post, ale lekko padam po treningu
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: Kreator
Zajebista ściana, Schiz, prawie wszystko przeczytałem 
KK gra solo w stylu Zabójcy na Victim of Changes, Live at the Seminole Hard Rock Arena, i to chyba na trzeźwo
KK gra solo w stylu Zabójcy na Victim of Changes, Live at the Seminole Hard Rock Arena, i to chyba na trzeźwo
Re: Kreator
Wydaje mi się, że to się bierze z dość prostej przyczyny. Slayer to jest taki zespół środka. Oni potrafili być brutalni i dosadni, ale jakimś cudem poza ten thrash nie wychodzili. To też jest pewna sztuka. Dla wielu osób te deathowe kapele, które wspomniałeś, to już stopień za daleko. Natomiast Slayer rzeźbił we *względnie* przyswajalnej formie, mieszcząc w jej obrębie radykalne rozwiązania. Slayer był ekstremalny jak na swoją niszę, ale jednocześnie się jej trzymał, choć w zasadzie naturalnym byłoby jeszcze większe dociążenie materiału po RiB. Tak się nie stało (i dobrze).LukaSieka pisze: ↑ndz kwie 12, 2026 11:11 pm
Odkąd pamiętam Slayer był przedstawiamy jako zespół najbardziej bezlitosny i bezkompromisowy. Nawet w zestawieniu z kapelami wagi ciężkiej, pokroju Cannibal Corpse, Morbid Angel czy Deicide.
Trochę dla mnie to naciągane. Choć w swoich poczynaniach zawsze byli nieugięci i poniżej pewnego poziomu agresji nie schodzili.
Do tego dochodzi tematyka utworów i cała ta otoczka, która - no nie ukrywajmy, robi robotę. Te odwrócone krzyże, wizje wojny, szaleństwa i piekła, pirotechnika... No zbudowali sobie bardzo spójny image, dodatkowo nie do końca fantastyczny. Cannibal Corpse ukazuje gore w mocno komiksowej postaci, Morbidzi upodobali sobie bóstwa Lovecrafta, a Deicide zwykło nie lubić Jezusa i kochać szatana. Ok, ale to wszystko mieści się w jakiejś sferze ponadnaturalnej (niekoniecznie w rozumieniu religijnym). Slayer przyzwyczaił słuchaczy do obcowania z niejako namacalnym złem, co w połączeniu z mocną muzyką dawało porażający efekt. Slayer uciekał też od zbyt zaawansowanych form, oni gwarantowali czystą, wręcz zwierzęcą agresję. I chyba to właśnie dawało ten efekt, że słuchacz myślał, iż nawet w sytuacji, gdy na rynku funkcjonowały brutalniejsze kapele, u Slayera ta brutalność nie była napompowana chęcią wywołania szoku czy ścigania się z innymi, zdawała się naturalna.
No i koniec końców Slayer był pierwszy. A metal to mocno zmitologizowana muzyka, która potrzebuje swoich legend i która kocha pionierów.
Thx - a to VoC to mój ulubiony wykon tej kompozycji
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
- Recit The Thornographer
- -#Moonchild

- Posty: 1940
- Rejestracja: ndz paź 15, 2006 6:54 pm
- Skąd: Midian
Re: Kreator
Ty to masz klawiatu... tzn. pióro
Super się to czyta.
Chociaż włączyłem sobie czwórkę Morbid Angel pod nocne siedzenie przy kompie, to po tej lekturze poleci coś Slayera.
Chociaż włączyłem sobie czwórkę Morbid Angel pod nocne siedzenie przy kompie, to po tej lekturze poleci coś Slayera.
We embrace like two lovers at death. A monument to the trapping of breath
