Obiecałem relację z piątkowego koncertu w Łodzi, ale nie było łatwo się za nią zabrać. W sobotę rower i trochę porządków, w niedzielę do 14 czas z dzieciakami. No, ale jest. W niecałe 48h od koncertu, więc czas całkiem niezły, a ja chyba jeszcze pamiętam co chciałem napisać
Decyzja o pojechaniu na koncert zapadła w zasadzie po koncercie Krakowie, gdy na pytanie kolegi czy wezmę mu płytę do podpisu na jakiś kolejny koncert opowiedziałem, że płyty nie wezmę, ale mogę go zawieźć do Łodzi, że sam sobie zebrał. Od razu zaznaczę, że kolega pojechał, ale zapomniał zabrać płyty
Do Łodzi dotarliśmy jeszcze przed otwarciem klubu, więc chwilę posiedzieliśmy w samochodzie. Pogoda w końcu jeszcze wczesnowiosenna. Sam klub wydaje się całkiem spoko. Trochę kanap. Bar z boku. Scena trochę mała. Zwłaszcza jak stały tam 2 zestawy perkusyjne (podczas False Experience) lub na scenie było 7 osób (Turbo). Przydały by się z 1-2m w każdą stronę. Podobno do środka wchodzi ok. 500 osób. Tylu w piątek nie było, ale wydaje się, że na frekwencję narzekać nie można.
Jako pierwszy na scenie zaprezentował się False Experience. Nie ma się za bardzo nad czym rozpisywać. Panowie zaprezentowali rocka w stylu Poison czy Cindirella. Nie było bardzo porywające, ale jako support ok. Był to trzeci, po Okrutniku i Night Lord, w którym widziałem Eryka (tym razem na gitarze) i to on był "najjaśniejszą" postacią tego występu.
Po krótkiej przerwie, zgodnie z czasówkę, na scenie pojawił się Internal Quiet. Był to mój 3 koncert obecnego składu i był zdecydowanie najlepszy. Co prawda w Aleksandrowie Dominik (wokalista) był chory, ale wykonania nowych numerów są lepsze z każdym koncertem. Niestety dźwięk nie dopasował się poziomem do zespołu. Było głośno, chciałem trochę wyciszyć stoperami, ale jak włożyłem lewy do ucha, to przestałem słyszeć gitarę Sławka. W takiej sytuacji pogodziłem się ze zbyt podbitym dźwiękiem. Brakowało też w tym jakiejś głębi. Z drugiej strony stojąc na barierce nie można mieć zbyt dużych oczekiwań co do dźwięku. W secie tylko utwory z ostatniej płyty.
Turbo zaczęło z ok. 5 minutową obsuwą. 3 pierwsze numery (z Blizn) spędziłem na barierce. Po ten wjechały mniej interesujące mnie rzeczy, więc postanowiłem się wycofać. Miałem więc lepszy widok na całość sceny, publiczność oraz jakość dźwięku w różnych miejscach klubu, bo troche się pokręciłem w trakcie występu Turbo. Zacznę od dźwięku. Już na barierce wydawał się lepszy niż na IQ, chociaż na początku pierwszego numeru wokal był strasznie słabo słyszalny (poprawione w trakcie), ale jak poszedłem w stronę baru zdecydowanie się poprawił. W okolicach konsolety w zasadzie nie było się do czego przyczepić. Fajnie było ich słychać. Publiczność mocno bawiła się od samego początku. Już na numerach z Blizn słychać było śpiewy oraz czuć na plecach klasyczne pogo. Mimo, a może dzięki, ciasnej sceny zespół prezentował się na niej dobrze. Miałem wrażenie, że interakcje między Tomkiem a Grzegorzem też wyglądają dużo lepiej niż w Krakowie, ale właśnie podejrzewam, że w grę wchodziła mała przestrzeń. Praktycznie cały czas byli obok siebie, nawet gdy jeden z nich wychodził "do przodu" śpiewając "swoją" zwrotkę, drugi był zawsze gdzieś obok. Tutaj wzorem są dla mnie Deris i Kiske, ale to poziom raczej nieosiąglny

W ogóle większość numerów była wykonywana grupowo, jeżeli chodzi o wokale. Na numerach z Blizn oraz w Na Przekór Nocy, Tomka wspomagał Bartek. W większości numerów z Kawalerii na scenie był Tomek z Grzegorzem, a DD i Otwarte Drzwi do Miasta zaśpiewali we trzech. Już nie z Tobą, Ikara i Grzeszników Grzegorz śpiewał sam, przy czym w tym ostatnim pomylił zwrotki. Pojawiał się też na scenie częściej niż wynikało z notatek na setliście. "Tradycyjnie" pojawił się jakiś suchar, chociaż w tym przypadku mniej żenujący niż te w Falconie, ale Tomek stwierdził, że był na koncercie Lemon i oni tam suchary opowiadają i mu się spodobało. Nasz pech.

Podczas robienia fotki z publiką była trochę słaba akcja, bo publiczność dość głośno krzyczała (żeby było to dobrze słychać na zdjęciu) i Tomek stwierdził, że trzeba zrobić powtórkę, żeby potem połączyć dźwięk z fotką. Publiczność oczywiście była chętna, ale nagle nikt nie miał telefonu, żeby powtórzyć akcję. Dopiero po chwili Kuba zarejestrował entuzjazm metalowców. Po DD zespół się kłaniał, a z głośników poleciała już "Stawka", ale Tomek miał ochotę na więcej grania, więc zatrzymał na scenie Wojtka i zaczęli grać Czas. Niestety zespół nie dołączył, więc skończyli na "wyrwanym z piersi krzyku". Potem Wojtek zszedł, a Tomek zaspiewał jeszcze Spokojnego.
Oczywiście z każdym z zespołów można było po występach pogadać, popstrykać forki, wziąć trochę podpisów (niektórzy brali w ilościach hurtowych).
PS. Kupiliśmy kawę Interal Quiet (kilka lat temu na trasie mieli dobre piwo). Mają kilka rodzajów w sklepiku i muszę przyznać, że ta, którą na Sławek polecił całkiem mi posmakowała. Z tym, że ja nie rzadko pijam kawę, więc nie mam "mojego smaku", jeżeli chodzi o ten trunek.