Naprawdę liczysz na to, że jakiś fanatyk Maidenów chciałby coś innego tam zobaczyć?
03-05/09/2026 - XVII Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
- Caracalized
- -#Assassin

- Posty: 2085
- Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
- Skąd: Catland
Re: 03-05/09/2026 - XVII Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12457
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: 03-05/09/2026 - XVII Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Ja tam co roku widze na SDL duzo dobroci, tlyko zazwyczaj jestem na Maiden na innym kontynencie, tak to bym jezdzilCaracalized pisze: ↑pn sie 24, 2026 6:22 pmNaprawdę liczysz na to, że jakiś fanatyk Maidenów chciałby coś innego tam zobaczyć?![]()
- Caracalized
- -#Assassin

- Posty: 2085
- Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
- Skąd: Catland
Re: 03-05/09/2026 - XVII Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
No to jest całkiem fajny festiwal lajnapowo i co roku widzę coś dla siebie tam, ale odsiewa mnie od niego lokalizacja. Raz tam byłem i mi na razie wystarczy, ale nawet jakbym chciał tam pojechać to i tak tę część września już od bardzo dawna mam zaplanowaną i w zeszłym roku też miałem; i tym i poprzednim razem przez Current 93 
Re: 03-05/09/2026 - XVII Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Tez jestem co roku i masa ciekawych nazw, ale ja oprocz Maiden głównie cięższych rzeczy slucham więc mnie SDL pasuje 
Re: 03-05/09/2026 - XVII Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Cieszę się że nie jestem tutaj jedyny. Jeśli chodziło metal to z lekkich rzeczy odpalam tylko Maiden a tak to jednak Black Death Thrash itp.
www.last.fm/user/darkfuneral18
- Frank Drebin
- -#Clansman

- Posty: 4278
- Rejestracja: ndz gru 10, 2017 7:39 pm
- Skąd: Valley Of The Kings
Re: 03-05/09/2026 - XVII Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Jak jest z parkowaniem w okolicy w dniach festiwalu? Da radę stanąć gdzieś blisko, czy lepiej szukać dalej?
FotD = TOP5 albumów Maiden
Re: 03-05/09/2026 - XVII Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Auta stawiane sa nawet w uliczkach domków jednorodzinnych koło festu
Re: 03-05/09/2026 - XVII Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Jedzie ktoś z Wawy tylko na sobotę i wraca po koncercie?
- Frank Drebin
- -#Clansman

- Posty: 4278
- Rejestracja: ndz gru 10, 2017 7:39 pm
- Skąd: Valley Of The Kings
Re: 03-05/09/2026 - XVII Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Piątek na SDL zaliczyłem z przygodami. Na festwial jechałem dla genialnego setu Blaze'a i Satyricon. Specjalnie pod kątem festiwalu zrobiłem sobie w piątek wolne. Jako że po załatwieniu kilku rzeczy rano miałem spory margines czasu, a do Aleksandrowa jest z Wwa dość blisko (ca. 150 km), to postanowiłem pojechać sobie na koncert na chilloucie starym, prawie 40-letnim Mercedesem, którego trzymam z sentymentu w garażu. Za czasów późnych studiów/początku aplikacji był to samochód na co dzień, jednak od dawna auto odpalam już tylko raz na jakiś czas, a jako że ostatnio przeszło spory serwis, nie spodziewałem się niespodzianek. Wyjechałem sobie o 16, zakładałem, że przed 18 będę na miejscu. Po ok. 10 km na S2 poczułem klimat Świąt, bo zapaliła się choinka: jednocześnie wywaliło ikonkę ładowania, ABS oraz rezerwy (mimo że miałem pełny bak). Wiedziałem już że jest źle i trzeba wracać. Niestety zdążyłem już przejechać zjazd, dzięki któremu mógłbym jeszcze w miarę szybko dotrzeć do domu. Gdy w końcu dojechałem do kolejnego węzła (Google pokazywało że do domu mam 30 min.), silnik zaczął przerywać, straciłem prąd, samochód umarł, stanąłem na poboczu i zdążyłem się pożegnać z koncertem.
Zrezygnowany, wezwałem assistance,. Laweta miała przyjechać do godziny, co wydawało się optymistycznym założeniem, bo skończyły się wakacje i wróciły standardowe, piątkowe korki. Ale kierowca zdążył dotrzeć w ok. 40 min i pojawiło się światełko nadziei. Od tego momentu udało mi się zawieźć samochód na lawecie do zaprzyjaźnionego mechanika, dotrzeć do domu (pomógł ww. mechanik), wziąć inny samochód, zatankować i wyruszyć drugi raz w trasę. Była 18.30, więc wiedziałem już, że Blaze'a nie zobaczę, pytanie brzmiało, czy zdążę na Nergala, który zaczynał o 20. Ostatecznie na miejscu byłem kilka minut przed czasem. Niestety okazało, się że Google cały czas kierował mnie w okolice wejścia technicznego. Zaparkowałem trochę dalej, jak się okazało jakieś 2 km od wejścia głównego. Szczęśliwy, że "może zdążę" odpaliłem "sprint mode", dobiegłem do miejsca, w które prowadziło Google, odbiłem się od ochroniarzy przy technicznym, gdzie dowiedziałem się, że w tym miejscu nie wejdę (i że biegnąc zgubiłem bilet - na szczęście miałem też elektroniczny), zatoczyłem łuk i ostatecznie na teren festu dotarłem ok. 20.15, gdy Nergal z ekipą zaczynali grać "Hidden in a Fog", czyli mój ulubiony kawałek z debiutu. Podsumowując etap logistyczny - coś, co miało być krótką wyprawą na luzie przerodziło się w nerwowy wyścig z czasem, a koncert zacząłem z dość chujowym nastawieniem.
Na Svantevith stanąłem z tyłu, ludzie obok mówili, że "tu słychać lepiej niż pod sceną". Ale i tak dźwięk był mocno średni. Niezależnie od tego koncert (a przynajmniej część, na którą zdążyłełem) mi się podobał. Debiut to mój top 3 ulubionych albumów Behemoth (obok Gromu i Demigoda), taka świeża, szczera muzyka. Nergal może i pajacuje, może rzuca ze sceny czerstwe teksty w stylu "pijanego wuja, starego metalowca", ale frontmanem i wokalistą black/death jest na żywo świetnym. Publika wokół była bardzo cicha/statyczna, zakładam że spora część osób słyszała Behemotha w tym wydaniu po raz pierwszy w życiu.
Gdy Nergal z ekipą zeszli ze sceny przeżyłem mały szok, bo przed sceną zrobiło się bardzo szybko totalnie pusto, dzięki czemu mogłem sobie spokojnie stanąć prawie przy barierze (gdybym chciał odwalić trochę chamstwa złapałbym nawet samą barierę). W przerwie zaczął padać deszcz. Początkowo niezbyt intensywnie, poźniej naprawdę mocno. Jako że wziąłem sobie przeciwdeszczówkę, początkowo patrzyłem z pewnym poczuciem wyższości na totalnie przemoczonych ludzi w katanach i t-shirtach, ale tylko do momentu, gdy przypomniałem sobie, że spodnie i buty już nieprzemakalne nie są. No zrobiło się dość nieprzyjemnie, ale na szczęście deszcz po kilkudziesięciu minutach przestał padać. W międzyczasie na scenę wszedł Satyricon. I tu kolejne zaskoczenia. Mimo że stałem pod sceną dźwięk początkowo był naprawdę bardzo dobry, fajna separacja instrumentów, wszystko było słychać bardzo wyraźnie. Zaskoczenie drugie - prawie zero chamstwa i jarania. To znaczy na początku kilka osób próbowało odpierdalać i się przepychać, ale szybko się uspokoili. Ludzie wokół stali sobie spokojnie, początkowo bawili się niemrawo, ale z czasem coraz lepiej, nikt się nie pchał, nikt nie robił polskiego bydła. Obok mnie stały sobie jakieś dziewczyny, jacyś niewysocy goście, którzy w normalnych warunkach polskiego koncertu metalowego byliby szybko zmieceni z planszy a tu nic. Ludzie śpiewali, skandowali, im gig trwał dłużej, tym reagowali bardziej entuzjastycznie. No nie czułem się pod tym względem jak na koncercie w Polsce i bardzo dobrze. . Na minus - z biegiem czasu siadła akustyka, zrobiło się głośniej, a szybsze numery zaczęły się zlewać.
Sam set Satyricon bez niespodzianek, dominowały numery z black n' rollowej ery. Mi to nie przeszkadza, bo raz, że je b. lubię studyjnie, a dwa, że biorąc pod uwagę średnie nagłośnienie, taka mniej intensywna, bardziej przebojowa muzyka sprawdza się na żywo znacznie lepiej. Satyr kontakt z publiką miał dość skandynawski, czyli oszczędny, szału nie było, ale trudno też mówić o jakiejś bufonadzie. Koncert skończył się przed 23, zespół nie rozdawał fantów, pożegnali się i zeszli ze sceny. Na Blindead już nie czekałem, zahaczyłem jeszcze o merch, kupiłem 3 płyty (Skeletonwitch, Pestilence i Marduka) w niezłej cenie, w domu byłem trochę po 1.
Ogólnie wieczór na plus, ale jednak czuję b.duży niedosyt, bo przez wspomniane problemy logistyczne nie widziałem Blaze'a (mimo że na fest i tak bym pewnie pojechał dla samego Satyricon). Na SDL jeszcze pewnie wróce, bo lineup, kameralna i bliska lokalizacja, zaskakująco dobrze reagująca publika i w sumie profesjonalna (nie licząc braku oznaczenia wejść) organizacja robią robotę. Miałem wrażenie, że wszystko (od dojazdu i parkowania po poruszanie się po terenie samego festu) odbywa się ze 3x szybciej niż na Mysticu.
Zrezygnowany, wezwałem assistance,. Laweta miała przyjechać do godziny, co wydawało się optymistycznym założeniem, bo skończyły się wakacje i wróciły standardowe, piątkowe korki. Ale kierowca zdążył dotrzeć w ok. 40 min i pojawiło się światełko nadziei. Od tego momentu udało mi się zawieźć samochód na lawecie do zaprzyjaźnionego mechanika, dotrzeć do domu (pomógł ww. mechanik), wziąć inny samochód, zatankować i wyruszyć drugi raz w trasę. Była 18.30, więc wiedziałem już, że Blaze'a nie zobaczę, pytanie brzmiało, czy zdążę na Nergala, który zaczynał o 20. Ostatecznie na miejscu byłem kilka minut przed czasem. Niestety okazało, się że Google cały czas kierował mnie w okolice wejścia technicznego. Zaparkowałem trochę dalej, jak się okazało jakieś 2 km od wejścia głównego. Szczęśliwy, że "może zdążę" odpaliłem "sprint mode", dobiegłem do miejsca, w które prowadziło Google, odbiłem się od ochroniarzy przy technicznym, gdzie dowiedziałem się, że w tym miejscu nie wejdę (i że biegnąc zgubiłem bilet - na szczęście miałem też elektroniczny), zatoczyłem łuk i ostatecznie na teren festu dotarłem ok. 20.15, gdy Nergal z ekipą zaczynali grać "Hidden in a Fog", czyli mój ulubiony kawałek z debiutu. Podsumowując etap logistyczny - coś, co miało być krótką wyprawą na luzie przerodziło się w nerwowy wyścig z czasem, a koncert zacząłem z dość chujowym nastawieniem.
Na Svantevith stanąłem z tyłu, ludzie obok mówili, że "tu słychać lepiej niż pod sceną". Ale i tak dźwięk był mocno średni. Niezależnie od tego koncert (a przynajmniej część, na którą zdążyłełem) mi się podobał. Debiut to mój top 3 ulubionych albumów Behemoth (obok Gromu i Demigoda), taka świeża, szczera muzyka. Nergal może i pajacuje, może rzuca ze sceny czerstwe teksty w stylu "pijanego wuja, starego metalowca", ale frontmanem i wokalistą black/death jest na żywo świetnym. Publika wokół była bardzo cicha/statyczna, zakładam że spora część osób słyszała Behemotha w tym wydaniu po raz pierwszy w życiu.
Gdy Nergal z ekipą zeszli ze sceny przeżyłem mały szok, bo przed sceną zrobiło się bardzo szybko totalnie pusto, dzięki czemu mogłem sobie spokojnie stanąć prawie przy barierze (gdybym chciał odwalić trochę chamstwa złapałbym nawet samą barierę). W przerwie zaczął padać deszcz. Początkowo niezbyt intensywnie, poźniej naprawdę mocno. Jako że wziąłem sobie przeciwdeszczówkę, początkowo patrzyłem z pewnym poczuciem wyższości na totalnie przemoczonych ludzi w katanach i t-shirtach, ale tylko do momentu, gdy przypomniałem sobie, że spodnie i buty już nieprzemakalne nie są. No zrobiło się dość nieprzyjemnie, ale na szczęście deszcz po kilkudziesięciu minutach przestał padać. W międzyczasie na scenę wszedł Satyricon. I tu kolejne zaskoczenia. Mimo że stałem pod sceną dźwięk początkowo był naprawdę bardzo dobry, fajna separacja instrumentów, wszystko było słychać bardzo wyraźnie. Zaskoczenie drugie - prawie zero chamstwa i jarania. To znaczy na początku kilka osób próbowało odpierdalać i się przepychać, ale szybko się uspokoili. Ludzie wokół stali sobie spokojnie, początkowo bawili się niemrawo, ale z czasem coraz lepiej, nikt się nie pchał, nikt nie robił polskiego bydła. Obok mnie stały sobie jakieś dziewczyny, jacyś niewysocy goście, którzy w normalnych warunkach polskiego koncertu metalowego byliby szybko zmieceni z planszy a tu nic. Ludzie śpiewali, skandowali, im gig trwał dłużej, tym reagowali bardziej entuzjastycznie. No nie czułem się pod tym względem jak na koncercie w Polsce i bardzo dobrze. . Na minus - z biegiem czasu siadła akustyka, zrobiło się głośniej, a szybsze numery zaczęły się zlewać.
Sam set Satyricon bez niespodzianek, dominowały numery z black n' rollowej ery. Mi to nie przeszkadza, bo raz, że je b. lubię studyjnie, a dwa, że biorąc pod uwagę średnie nagłośnienie, taka mniej intensywna, bardziej przebojowa muzyka sprawdza się na żywo znacznie lepiej. Satyr kontakt z publiką miał dość skandynawski, czyli oszczędny, szału nie było, ale trudno też mówić o jakiejś bufonadzie. Koncert skończył się przed 23, zespół nie rozdawał fantów, pożegnali się i zeszli ze sceny. Na Blindead już nie czekałem, zahaczyłem jeszcze o merch, kupiłem 3 płyty (Skeletonwitch, Pestilence i Marduka) w niezłej cenie, w domu byłem trochę po 1.
Ogólnie wieczór na plus, ale jednak czuję b.duży niedosyt, bo przez wspomniane problemy logistyczne nie widziałem Blaze'a (mimo że na fest i tak bym pewnie pojechał dla samego Satyricon). Na SDL jeszcze pewnie wróce, bo lineup, kameralna i bliska lokalizacja, zaskakująco dobrze reagująca publika i w sumie profesjonalna (nie licząc braku oznaczenia wejść) organizacja robią robotę. Miałem wrażenie, że wszystko (od dojazdu i parkowania po poruszanie się po terenie samego festu) odbywa się ze 3x szybciej niż na Mysticu.
FotD = TOP5 albumów Maiden
- johnny_o
- Ten, Który Czyta Wszystko
- Posty: 10183
- Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
- Skąd: Prawie Warszawa
Re: 03-05/09/2026 - XVII Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Fajnie że udało Ci się uratować wieczór, bo po czwartym zdaniu aż mnie zaczęło skręcać, wiedząc co się święci.
#johnny2026
#SilneRamięPrawa
#SilneRamięPrawa
- Shedao Shai
- -#Rainmaker

- Posty: 6462
- Rejestracja: śr cze 01, 2011 8:30 pm
- Skąd: Wrocław
Re: 03-05/09/2026 - XVII Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Łoo matulu, ale stresujący pierwszy akapit
ale dobrze, że wieczór udało się w sporej części reanimować.
Re: 03-05/09/2026 - XVII Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Dlatego zawsze jadę na koncert z (za)dużym zapasem
Fajnie, że udało się dotrzeć.
www.MetalSide.pl
Re: 03-05/09/2026 - XVII Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Ja bylem pt/sb(nie sądziłem, ze ktos jest w stanie zastapic Warrela!)
Występ Blazea naprawdę zacny. Myślałem ze to "stary dziad" juz, a naprawde forma wokalna sztos. Sam gig, dobór utworów i gadka pod purple rain mega
Występ Blazea naprawdę zacny. Myślałem ze to "stary dziad" juz, a naprawde forma wokalna sztos. Sam gig, dobór utworów i gadka pod purple rain mega
- johnny_o
- Ten, Który Czyta Wszystko
- Posty: 10183
- Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
- Skąd: Prawie Warszawa
Re: 03-05/09/2026 - XVII Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Mega entuzjastyczna recenzja na głównej gazeta.pl, z pięknym zdjęciem Blaze'a 
https://kultura.gazeta.pl/kultura/7,198 ... wilam.html
https://kultura.gazeta.pl/kultura/7,198 ... wilam.html
#johnny2026
#SilneRamięPrawa
#SilneRamięPrawa
- Shedao Shai
- -#Rainmaker

- Posty: 6462
- Rejestracja: śr cze 01, 2011 8:30 pm
- Skąd: Wrocław
Re: 03-05/09/2026 - XVII Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Kurwa, przeczytałem "moja entuzjastyczna recenzja.." i potem spędziłem kilka minut zastanawiając się czy johnny_o to Joanna xD
- johnny_o
- Ten, Który Czyta Wszystko
- Posty: 10183
- Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
- Skąd: Prawie Warszawa
Re: 03-05/09/2026 - XVII Summer Dying Loud - Aleksandrów Łódzki
Hahaha! Syndrom nugza 
#johnny2026
#SilneRamięPrawa
#SilneRamięPrawa
