http://pl.wikipedia.org/wiki/Gnoza
http://gnosis.art.pl/prokopiuk_gnoza_i_gnostycyzm01.htm
tu tak na szybko co znalazłem o samej definicji, a tu masz dobre wyjaśnienie o co chodzi w kontekście armii. jest to fragment komentarza specjalisty od gnostycyzmu, a dotyczy własnie tekstów armii.
W odczuciu i rozumieniu - także w micie - gnostyckim, człowiek został "wrzucony" w świat (nie ze swej winy), który jest jego więzieniem. (Motyw "wrzucenia" w świat powrócił w XX wieku w filozofii egzystencjalistycznej - HEIDEGGER używa pojęcia Geworfenheit.) Ale u BUDZYŃSKIEGO - nie wiem, czy z (bezwiednej?) inspiracji gnostyckiej czy (świadomej?) inspiracji egzystencjalistycznej - motyw "wrzucenia w świat" znajdujemy wyrażony expressis verbis: To moja zemsta: "Nie jestem stąd/Tu mnie wrzucono pewnego dnia... Tu mnie zabito pewnego dnia/By zabić znów... Tu moje życie jest nieobecne/Prawdziwa miłość jest niepodobna/Tu mnie wrzucono/Bym sam na sam". (Teraz zatem nastrój rozpaczy jest w pełni zrozumiały - i zrozumiały jest "krzyk" człowieka, który ją wyraża.)
Człowiek "wrzucony w świat" ma pełne poczucie alienacji - nie jest sobą prawdziwym (czy to doznanie miał na myśli RIMBAUD, kiedy pisał: "Ja - to ktoś inny"?). BUDZYŃSKI mówi to wprost w tekście Nie ja: "Nie jestem tym za kogo mnie masz... Nie żyję i nie umieram/przeważnie jestem niczym... nie ja/nie ja/nie ja".
Poczucie porzucenia znajdujemy z kolei w tekście To, czego nigdy nie widziałem: "Aniołowie powoli wracają do nieba/a my na dole patrzymy do góry/i każdy z nas umiera od nowa/bo jesteśmy sami, jesteśmy mordercami...". W tym tekście pojawia się także motyw pomyłki jako przyczyny naszego "wrzucenia w świat": "Jeździec bez głowy pomylił drogę/pokazał nam bezsenny kraj/i cały nasz grzech zaciążył tak...".
W gnozie - w przeciwieństwie do tzw. chrześcijaństwa ortodoksyjnego (zwłaszcza zaś w katolickiej, a później protestanckiej tradycji Pawłowo-Augustyńskiej) - człowiek jest wprawdzie istotą "upadłą", ale nie upadłą totalnie. Nawet w najgłębszą i najciemniejszą noc upadku nie opuszcza go światło ducha. Ten wątek wypełnia tekst Gdzie ja tam będziesz Ty - owym "Ty" może być dla nas każdy drugi człowiek, ale przecież w każdym człowieku żyje wyższe Ty: Soter-Zbawiciel, Wyzwoliciel. Na dnie duszy nikt z nas nie jest osamotniony.
W Legendzie jednak - zdumiewająco jednolitej w swej mrocznej poezji - dominuje jeszcze atmosfera otchłani, rozpaczy i śmierci: "Głowa ma dość/łomot starego ja/jak można znosić myśl, że dąży się do zła/przez wszystkie dni, za jakiś dawny grzech/spójrzmy jak pada cień/będzie nasza śmierć". W Legendzie niejako przeżywamy ową nadranną - najgłębszą noc, poprzedzającą nadejście światła dnia.
Światło pojawia się w Przebłysku 5 - tu podnosi się wołanie: "Światło - świeć/Światło - prowadź mnie... Przyniosłeś ogień, beztroski śmiech", by przejść niemal w litanię: "Zawsze i wszędzie/w błędzie, obłędzie/cokolwiek się stanie/gdziekolwiek będziesz/niech cię strzeże/niech cię wspiera... Światło". (Tę atmosferę oczekiwania, "początku nadziei", pogłębia Opowieść zimowa.)
Człowiek uwięziony - dusza ludzka w świecie materii - może ulec rozpaczy, a nawet rezygnacji, ale może też sięgnąć po broń buntu. W poezji BUDZYŃSKIEGO płomień buntu wybucha w tekście To moja zemsta: "Słuchajcie więc/To moja pieśń/Moja herezja/To moja zemsta/To moja walka/Moja nadzieja/Że nie jestem stąd/Nie z tego świata...". Jest to bunt czysto gnostycki - nie w imię jakichkolwiek "wartości" materialnych, lecz w imię transcendencji. Jest to Herezja dużą literą - Herezja nadziei na wyzwolenie.
Bunt ten krzepnie, wzmaga się i precyzuje w tekście Niezwyciężony. Tu człowiek odpowiada na głos Wyzwoliciela: "Jak orzeł spadasz na zdobycz... oddaję Ci twój czas i czekam na znak". Słyszymy wezwanie do Bóstwa w nas: "Niezwyciężony/poznać się daj... wstawaj i walcz". (Tylko Bóstwo w nas "mieszka tak blisko, najbliżej jak tylko się da".)
Wreszcie - finis coronat opus - tekst Podróż na Wschód. (Pamiętajmy, że Wschód zawsze był symbolem Światła.) "Cóż po mnie tu?" - oto prastare pytanie gnostyka. I odpowiedź: "Uciekaj stąd". (Tym, którzy postawę taką obrzucają epitetem "eskapizmu", trzeba przypomnieć słowa wielkiego historyka angielskiego, ARNOLDA TOYNBEE'EGO: "Czy można nazwać eskapistą człowieka, który opuszcza tonący statek, by sprowadzić pomoc?".)
Tak więc w (dokładnie) dziesięciu tekstach BUDZYŃSKIEGO przewija się przed nami cały mit gnostycki we wszystkich swych najważniejszych kategoriach: wrzucenia człowieka w świat, jego rozpaczy, jego buntu, jego nadziei na wyzwolenie - i jego wyzwolenia, Podróży na Wschód. Oczywiście, Autor tych tekstów mógł ulec bezpośredniej inspiracji gnostyckiej - w naszych czasach publikuje się i pisze w świecie dość sporo o gnozie i gnostycyźmie. Gdyby nawet tak było, zawsze pozostaje jeszcze pytanie, dlaczego właśnie mit gnostycki go zainteresował. Gdyby jednak wątki tego mitu pojawiły się w twórczości BUDZYŃSKIEGO spontanicznie, w sposób bezwiedny, mielibyśmy do czynienia z przykładem zmartwychwstawania (nie jedynym zresztą) gnozy i gnostycyzmu, powstawania z pozornej śmierci ostatniego półtora tysiąca lat.
Tym, co zdumiewa mnie w tym fakcie i nastraja do zadumy, nie jest nawet samo jego pojawienie się w naszych czasach (jak powiedziałem, nie jest ono czymś wyjątkowym ani w naszej kulturze, ani nawet na gruncie rocka). Fakt ten bowiem jest jednym z symptomów "wołania o pomoc", które dobywa się z piersi człowieka, kiedy zawiodły go tradycyjne i ortodoksyjne drogi ratunku. Tym, co jest w nim dla mnie najbardziej uderzające, jest odrodzenie mitu gnostyckiego w tej sferze kultury masowej, którą sam uważam za jej dno. I znajduję tylko jedno wyjaśnienie tego - tak pozornie wewnętrznie sprzecznego - zjawiska. Wyjaśnienie to znajdujemy w - notowanym od I Chingu po STEINERA i JUNGA - paradoksalnym charakterze świata, w który nas wrzucono: zgodnie z rządzącym nim prawem enantiodromii "przeciwieństwa się stykają" i osiągnąwszy swą skrajną postać, przechodzą jedno w drugie. Toteż tylko w najciemniejszej otchłani rodzi się największe Światło. (Prawa tego nie muszę uzasadniać szczegółowo.)
nie wiem czy Ci się to przyda, tak czy siak powodzenia
