Dla mnie jak i dla Hard Rocka, Heavy Metalu bardzo ważny zespół. Niby takich zespołów są setki, takich, które tworzyły zaj*bistą muzykę i nigdy nie miały za bardzo szczęścia trafić na wyższy pułap, zdobyć ogromną publiczność. Ale Budgie, miało coś urzekającego w sobie co czyni ten zespół od początku ich działalności do dziś wyjątkowym. U boku takich grup jak Steamhammer, Atomic Rooster, Fuzzy Duck, Black Widow, Armageddon i kilku innych niby zawsze w cieniu Black Sabbath, Deep Purple, Uriah Heep, Led Zeppelin, Thin Lizzy, a mimo to taki niezwykły i nieprzeciętny. Uwielbiam pierwsze 4 płyty i Burke'a Shelley'a za pewną postawwę, specyficzny styl gry i ten charakterystyczny wokal. Przepadam za "Bandolier", "Nightflight" i Ray'em Phillipsem za to co wyprawiał na "Never Turn Your Back On A Friend" ("You're The Biggest Thing Since Powdered Milk"). Troszkę mniej lubię "If I Were Brittania I'd Waive The Rules" i "Impeckable" czy dwunastocalowy "If Swallowed, Do Not Induce Vomiting". Najmniej "Deliver Us From Evil"... Mimo wszystko, jakiś tych małych potyczek w między czasie, miedzy ich ponad 30sto letniej przecież karierze, nie ulega wątpliwości, że Budgie jest muzyczną legendą.
Budgie - 9/10
Squawk - 9/10
Never Turn Your Back On A Friend - 10/10
In For The Kill - 8/10
Bandolier - 7,5/10
If I Were Brittania I'd Waive The Rules - 6/10
Impeckable - 7/10
Power Supply - 5/10
Nightflight - 7/10
Deliver Us From Evil - 3/10
You're All Living In Cuckooland - 5/10





