Ciekawostka: wyszukiwarka nie zwróciła mi żadnego tematu ze słowem "GRUNGE". Więc zakładam taki temat. Grungowcem nie byłem ani nie jestem, ale miłym zaskoczeniem jest trasa TEMPLE OF THE DOG na XXV lecie płyty.
Ja tez nigdy grandżowcem nie byłem. Lubię pierwszą płytę Pearl Jam, jeden utwór Nirvany (SLTS), Temple OTD (kilka utworów) i w sumie prawie całą dyskografię Alicji w łańcuchach. AIC dla mnie był najbardziej metalowy (w klasycznym rozumieniu) z tych zespołów. A w zasadzie każdy z nich grał inną muzykę, więc grunge to bardziej kraciasta koszula, dziurawe jeansy i narkotyki niż jakaś konkretna muzyka - oczywiście była to muzyka rockowa, brudna, bez mega-produkcji, klawiszy i chórków plus "samobójcze teksty" - ale jednak każdy z tych zespołów grał trochę inaczej.
Grunge jest mi bliski. Nirvana - wiadomo: Nevermind i In Utero klasa sama w sobie. Uwielbiam Dirt i Jar of Flies Alicji, debiut Pearl Jam to jazda obowiązkowa (pozostałe ich albumy lubię mniej, choć Vs. też ma wybitne momenty), Soundgarden również darzę szacunkiem (Badmotorfinger i Superunknown to top albumów lat 90.). No jest jeszcze jedyna płyta Temple of the Dog. Z nurtu grunge słucham więc wyłącznie mainstreamu, innych kapel raczej nie słucham.
Nigdy nie byłem fanem grunge'u, ale zawsze lubiłem AIC - zwłaszcza Jar Of Flies - super płyta. Lubię też pierwszy PJ. Nirvana natomiast jest dla mnie denna, przy nich punkrock z lat 70 to wirtuozi na miarę DT:).
Nie znam 3/5 spośród tych płyt, ale Mother Love Bone tylko na 50 lokacie to nieporozumienie. Akurat ten krążek znam bdb i jest to świetna muzyka. Może za dobra jak na niemyte uszy słuchaczy grunge?
Zaś cała lista potwierdza tezę, że po 25 latach z grunge nie zostało nawet 10 wartościowych płyt.
Najbliższe koncerty w 2026: Geoff Tate, Eric Clapton, Frontiers Rock Festival, Neil Zaza, Paul Quinn, Uli Jon Roth, SBB, IRON MAIDEN
Dirt poza pierwszą piątką, ale dobrze, bo wcale nie uważam tego albumu za grunge. Jedynie Alice in Chains i Mother Love Bone z tej listy mi pasują. Badmotorfinger kiedyś słuchałem, nawet mi się podobało.
W sumie grunge to taki gatunek, który bardzo się rozmył po kilku latach - kapele zaczęły grać albo ciężej albo bardziej klasycznie i w sumie niewiele z tego pierwotnego klimatu zostało. Pewnie dlatego najwyżej cenione są pierwsze albumy danych grup, a kolejne już znacznie mniej. Temple of the Dog, Soundgarden i Pearl Jam szanowałem i szanuje wciąż. Takie płyty jak "Ten" czy "Vitalogy" to naprawdę świetne albumy. Nigdy nie dotarła do mnie jakoś Nirvana, wydaje mi się że to był po prostu punk rock z dorobioną ideologią i nieco bardziej "ambitnym" komponowaniem, choć żadna z ich płyt imho nie miała muzycznie startu do którejkolwiek z dyskografii PJ czy Soundgarden. Z kolei Alice In Chains nigdy mi nie wszedł, byli za metalowi na grunge i za mało metalowi na metal, odczytywałem ich jako kapelę mega niezdecydowaną co chce grać.
Być może to kontrowersyjna teza, ale z perspektywy czasu z grungem jest dość podobna sytuacja jak z nu-metalem - po okresowym hype i dużej popularności kapel, wszystko się rozlazło a zespoły zaczęły szukać nowych brzmień, innych środków wyrazu, bo konwencja się po prostu wyczerpała.