Jak tylko włączyłem komputer, miałem zamiar podzielić się swoimi odczuciami, ale widzę że już większość swoje naskrobała, więc odniosę się do Waszych opinii, przy okazji dzieląc się swoimi spostrzeżeniami
Kronos pisze:Tytułowy Seventh Son to jest absolutna rewelacja.

Moim zdaniem to najlepszy punkt wczorajszego koncertu, szczególnie zwolnienie, gdzie Bruce w tym swoim płaszczu z purpurową podszewką, tak nie spiesząc się cytował kolejne partię tekstu. Na dodatek to wskazywanie palcem, i zapalanie się tych pochodni, ale tak to wszystko powoli, majestatycznie, gitarzyści ustawieni w jednym rzędzie, jak przy
Rime Ancient Mariner... Jednym słowem magia! Dla mnie kluczowy moment wieczory, bez wątpienia
Rafaello pisze:Na "szczęście", nie było żadnych niespodzianek w setliście
Czy naprawdę do tej pory jeszcze nikt nie zwrócił uwagi, że TNOTB był jeszcze raz powtórzony, po pierwszych paru sekundach monologu?! Nicko zaczął się na początku trochę śmiać, a reszta zespołu stwarzała wrażenie trochę zdezorientowanych. Było w tym dużo improwizacji, ale wyszło tak, że nie zwróciliście uwagi
Ponad 3 dekady na scenie pozwala, swoim doświadczeniem na zatuszowanie takich drobnych niuansów, ale nie ukrywam, że poczułem się wtedy trochę zlekceważony, ale tylko na chwilę.
Poza tym, Bruce w pierwszych zwrotkach na tych głośnikach, wyglądał zupełnie jak w czasie swojego występy Hammersmith Odeon z 1982. Szok!
wowarz pisze:
Wczoraj niestety słyszalność gitar pozostawiała bardzo wiele do życzenia - w GC gitar zwyczajnie nie było słychać. Solówki trzeba było odtwarzać sobie z głowy.
No, dokładnie szczególnie w kluczowych momentach, jak solo w
Affraid to Shot to Stranger i Seventh Sonie

Stałem pośrodku GC, na intro,
Moonchild - dwie osoby od barierek, a po wyciśnięciu mnie jak cytryna cofnąłem się na wysokość ok. 3-5 m od sceny.
nicofan pisze:Koncert był bardzo dobry ale to co się działo pod sceną to jakaś masakra wszyscy się pchali na barierki ludzie zaczęli się przewracać niestety musiałem opuścić to miejsce w połowie koncertu brakowało tlenu i sił
Otóż to, byłem przed rokiem na Priest w Spodku, i wytrzymałem do końca pod sceną, a tu nie szło, chyba że się było szeroki we wszystkich kierunkach, a pod sceną takich niestety nie brakowało, i oczywiście nie omieszkali korzystać ze swoich "krągłości", opierając się całą siłą na dużo zgrabniejszych, albo trzymało się barierek
Emilio pisze:Koleżanka napisała mi też, że nagłośnienie tragiczne a forma zespołu średnia :/
Jestem wielkim fanem Brucea w zasadzie we wszystkich aspektach Jego działalności, zarówno w Maiden, solo i w ramach innych Jego hobby. Słowem, Gość mnie inspiruję jak tylko zacząłem słuchać Maiden i Metalu w ogóle. Jednak obiektywnie patrząc na wczorajsze show, to w wielu momentach szedł na skróty, i nie dawał z siebie w wielu momentach nawet połowy swoich nieprzeciętnych możliwości wokalnych. Brakowało mi screamów w
Moonchild,
Aces High też jakoś przeciętnie, choć rekompensowało - zabawne pozostawienie na lewym słupku tej czapki lotnika, i odstawianie tych wygłupów.
Wasted Years, też nie najlepiej, ale to akurat mnie nie dziwi, bo zawsze na żywo nie jest nawet w połowie tak dobre jak na albumie. Jeszcze, odniosłem takie wrażenie, że w
Running Free dał publiczności, jakoś mniej niż zwykle, szansy do wysłużenia gardła
Dla mnie, od strony zaangażowania w koncert, przodował natomiast Harris z Janickiem. Reszta, trochę ten koncert odwaliła, to za dużo powiedziane, przeszła gdzieś obok niego. Boli to szczególnie, że chciałem zobaczyć Brucea robiącego skoki przez głośniki, i wyciągającego gardło do kresów swoich możliwości. Wszystko to było, ale w nie pełnej dawce.
Reasumując. Do formy Grupy pokazywanej przy okazji tras po Ameryce Łacińskiej, albo krajów Skandynawii - wiele brakowało. Przed gigiem liczyłem, że będzie przynajmniej porównywalnie.