Dziesiejszego wieczoru przyszedł czas na Enemies of Reality . W sumie po This Godless Endeavor spodziewam się równie dobrej płyty, i zaraz zobaczę czy ten krążek spełni moje oczekiwania. Enemies of Reality zaczyna się spokojnym wejściem. Na początku miałem wrażenie, że coś się popsuło i przygłosiłem. "Niestety", za chwilę spadała na mnie ściana pierwszych dźwięków płyty. Od pierwszych akordów zespół nie daje chwili wytchnienia słuchaczowi, ostro pnąc do przodu. Po energicznym wstępie mamy mieszankę elektryzujących riffów, które wprawiaja w swego rodzaju trans. Perkusja działa jak magnes, a trochę melodyjny refren pozwala pobujać się na krześle. Późniejsze solówki już trochę mniej mi się podobają ;/ Może w następnym utworze będzie lepiej ;]
Dalej co my tu mamy : Ambivalent . Już od samego początku zespół tryska energią. Bardzo podoba mi się zgranie perkusji z gitara, co daje niebywale potężny efekt ;] Po refrenie trochę defu [ wszakże def nikomu jeszcze nie zaszkodził ;] ] i znów potęga perkusji. 2 cześć utworu zdecydowanie lepsza niż pierwsza. Od solówki włącznie zaczyna się prawdziwe grzanie !
I tak przeszliśmy do Never Purify . Zauważam pewne powtórki linii wokalnej z innych utworów, ale początek całkiem przyjemny dla ucha ;] Potem mieszanka świetnych riffów. Naprawdę podoba mi się to brzmienie :rocx: Ale podczas trwania utworu mało się dzieje ciekawego. Są pewne przebłyski, ale tylko pewne. Solo – również jakieś takie powtarzalne. Na szczęście wrócili do main riffu i jakoś to ratuje sytuację tego kawałka przy samym końcu. Póki co zdecydowanie najsłabsza pozycja płyty. Tomorrow Turned Into Yesterday – Wstęp zwiastuje raczej balladę. Po prostu cudowny ;] Trochę słyszę tu Testament. Miło posłuchać czegoś spokojnego po takich agresywnych uderzeniach . Refren cięższy, ale nie psuje ogólnego klimatu utworu. Początek solóweczki i znów sweepy

Aż się bije o pomste do nieba! Na szczęście gitarzysta wychodzi obronną ręką z tego grając 2 cześć solówki bardzo melodyjną i piękną dla ucha
Po miłej balladzie przyszła kolej na porywczy I Voyager . Doskonale słychać tu gitarę 7 strunową, która w połączeniu z perką i basem daje cudownego kopa

Nie bardzo rozumiem po co to zwolnienie przed refrenem

Tak trochę psuje mi smak tego utworu. Ale to jak dotąd tylko jedno zastrzeżenie. Potem znów pewien „spokój” się przeradza w szaleńczy riff. Następnie trochę mieszania rytmicznego [ to jest to co lubię

] i znów sweepy

…. Świetne pauzy przeradzają się w ten ciekawy riff, ale znów go przerywa to zwolnienie

I końcówka znów energiczna.
Kolejny utwór Create the Infinite zaczyna się bardzo obiecująco. I póki co taki pozostaje

Znów takie lekkie zahaczanie o brutal def i mrok, charakterystyczny dla tegoż gatunku ;] W miarę upływu czasu utwór staje się ciekawy. Ta zmiana klimatów w środku genialnie pasuje do całości :rocx: Już do końca zespół daje czadu, więc nie ma mowy o znudzeniu. Who Decides - Początek to istny killer

Ale zmylił mnie całkowicie, bo późniejszy akustyczny motyw przychodzi tak nagle… Tak dalej panowie

To było piękne ;] Melodyjka z solówki, jeszcze długo mi chodziła po głowie ;] A koniec również nieprzewidywalny. Utwór chyba jak dotąd najlepszy
Następnie otrzymałem dawkę orientalnych dźwięków. Zabawa kamera głosową chyba się podoba wokaliście ;] A partie unisono znów świetnie brzmią. Utwór pomimo, że może nie jest jakis porywający w tempie, bardzo mi przypadł do gustu

I dotarliśmy do końca. Seed Awakening już od początku wgniata w krzesło. Świetny początek. Tego było mi trzeba na koniec obcowania z tą płyta. Chyba od jakiegoś czasu pierwszy raz słyszę wyraźnie klawisze ;] I znów w połowie utworu świetna zmiana klimatu na taki tajemniczy. Gryyyyyyyyy

Refren i znów tajemniczość przeplatana porywczością. Solówka mi przypomniała trochę Slayera

Ale znów te sweepy…;/ Zmora, naprawdę, źle się tego słucha po raz któryś tam
Reasumując : Koniec płyty również tajemniczy i myślę , że pozostawiający pewien niedosyt. Ogólnie zmęczyła mnie trochę ta płyta. Były przebłyski geniuszu, ale i były takie kulawe fragmenty. Płyta zdecydowanie gorsza od This Godless Endeavor , ale przesłuchując ją, wcale nie miałem na myśli porównania tych dwóch krążków. To wszystko wyszło już po przesłuchaniu Enemies of Realisty. Dobrze, że płyta nie jest długa, bo chyba zaoszczędziła mi większego rozczarowania. To jak na razie tyle co miałęm do napisania na temat tegoż krążka ;]