hmmm...
"Iron Maiden" to bardzo dobry utwór i pewien symbol ale też nie żadne arcydzieło, a że grany był chyba na KAŻDYM koncercie bez wyjątków, to się nie dziwię, że może znużyć. Sam kiedyś dla zabawy utworzyłem sobie playlistę na kompie składającą się tylko ze wszystkich wykonań tego utworka w całej dyskografii Maiden i wyszła ponad godzina

"Gangland" w sumie jest jednym ze słabszych punktów TNOTB, chociaż mnie tam i tak fajnie buja.
"Quest For Fire" podobnie, jak wyżej - najsłabszy na płycie, ale i tak niezły.
"2 Minutes To Midnight" - jeden z najlepszych, najwyrazistszych riffów w historii kapeli. Czad i przebojowość. Tu Ci się trochę dziwię.
"Back To The Village" - dużo ludzi nie lubi tego kawałka, więc coś w tym musi być. Chociaż ja sam go uwielbiam.
Alexander the Great(wiem, dziwny jestem:P)
jeszcze jak!
...za to niechęć do tytułowego "Seventh Sona" mogę w pewien sposób zrozumieć. Wyrwany z kontekstu rzeczywiście nie powala. To długie, monotonne zwolnienie w środku ma swój klimat, ale nie zawsze można mieć na to nastrój. Za to jak słuchasz całej płyty w pełni poświęcając jej uwagę, to stanowi pewien punkt kulminacyjny, mimo, że na albumie jest wiele piękniejszych momentów. Zjawisko, które porównać można do... oka cyklonu?
Tailgunner
The Assasin
fajne utwory, lubię je. Może i nie wymienił bym ich w jakimś top10, czy nawet top20, ale w najgorszych na pewno nie!
The Apparition
o , dzięki! Sam chciałem wymienić, a zapomniałem. Rzeczywiście mizerny utwór.
Za to "Fear Is The Key" mnie osobiście bardzo wkręca.
The Unbeliever
słuchanie go samego, to rzeczywiście kiepski pomysł. Długi i nieco monotonny, ale wczuwając się w pełen zadumy klimat "The X Factor" można go zaakceptować. Tj. po tak długim wprowadzeniu w duszny klimat płyty słucha się go nawet w napięciu i z wypiekami na twarzy.
When 2 Worlds Collide
Don't look to the eyes of the stranger
tu to mnie dopiero zadziwiłeś! Dwa z trzech moich ulubionych utworków na "Virtualu" wymieniłeś! (trzeci, to "Lighting Strikes Twice")
Gates of Tommorow
Age of Innocence
a wiesz, co? Tu masz rację - słabe i nijakie to jest. Jedno jak i drugie.
Pilgrim
ja tam lubię. Szkoda, że trochę ostrzejszy nie jest, z większą werwą zagrany bo byłby wtedy chociaż jeden zwarty, szybki i mocny strzał na tej płycie. Ale i tak jest niezły.
Satellite 15....
zazwyczaj je przeskakuje

w tym przypadku sam żałuję, że nie da się przeskoczyć. Intro fajne, intrygujące, ale wkurza fakt, że nie można sobie od razu tytułowego posłuchać, który jest naprawdę fajny.
Our time will come! Oooo...