ZłapanyWCzasie pisze:to po chuj za przeproszeniem bylo robic w ogóle trase ,tylko nadziei narobili, nic z tego nie rozumiem, gdyby KK odszedl rok temu bym uwazal go za wielkiego,a tak
Zgadzam się z tym, że trasa Epitaph jest już teraz zupełnie nie na miejscu - nie mówiąc już w ogóle o kolejnym albumie, który zapowiedzieli na przyszły rok. To jakaś farsa.
Natomiast nie wiem czemu obwiniacie za to KK'a, a nie management Priest i resztę zespołu? KK był w Judas Priest kimś takim jak Steve w Maiden - twórcą tego zespołu, niesamowicie dumnym z grania w Priest, szanującym fanów, uwielbiającym koncerty i dającym z siebie wszystko na scenie i poza nią. Na pewno nie podjąłby takiej decyzji, gdyby nie była to absolutna ostateczność.
Zauważmy co w ostatnich latach działo się w obozie Priest, a fakty zaczną składać się w całość:
Lato 2009: Amerykańska trasa "British Steel" z Whitesnake, która okazuje się komercyjną klapą - w tak wielkiej aglomeracji jak Chicago na koncert przychodzi ok. 4500 osób, średnio oba zespoły oglądało ok. 3-5.000 osób, a więc naprawdę słabo w porównaniu z trasą Angel of Retribution czy Metal Masters Tour z Heaven & Hell i Motorhead.
Lato 2010: Zespół rezygnuje z grania w Europie mimo zapowiedzi pojawienia się na letnich festiwalach z "British Steel". Ponoć promotorzy nie byli zainteresowani sprowadzeniem Priest za pieniądze jakich oczekiwali. Jednocześnie nic nie dzieje się w sprawie obiecywanego od dawna projektu wykonania całego "Nostradamusa" na żywo.
IV kwartał 2010: Priest nie wychodzą negocjacje z AEG i Kilimanjaro Live w sprawie serii europejskich występów na Sonisphere Festival wspólnie z Iron Maiden i Motorhead. Ich oczekiwania finansowe również nie są spełnione.
Grudzień 2010: Chwilę po tym, na początku grudnia, zostaje podana informacja o planowanej pożegnalnej trasie Epitaph World Tour. Oczywistym wydaje się fakt, że decyzja o ogłoszeniu ostatniej trasy podyktowana jest kwestiami finansowymi - raz, że takie tournee spotka się z większym zainteresowaniem fanów, a dwa, że można wynegocjować u promotorów wyższą gażę za koncert i w ogóle zachęcić ich do ściągnięcia zespołu.
I kwartał 2011: Zespół ponoć pracuje nad nowym materiałem i dodatkowo obiecuje wykonanie utworów ze wszystkich swoich albumów (prawdopodobnie płyt z Ripperem nie uznają już jako własnych i się ich wstydzą

) na nadchodzącej trasie... Ponoć sprzedaż biletów na Epitaph World Tour w Europie, z nielicznymi wyjątkami jak choćby Praga, nie jest rewelacyjna, a obiekty np. w ich rodzimej Wielkiej Brytanii o wiele mniejsze niż w przeszłości.
I chyba teraz wszystko układa się w logiczną całość... Management Priest po Reunion w 2003 roku wykonał serię idiotycznych posunięć, jak choćby odrzucenie ofert wspólnej trasy z Iron Maiden po USA, Sonisphere Festival w tym roku itp. i sprawił, że o powrocie Halforda do Priest szybko zapomniano, a zespół przestał grać pierwsze skrzypce i nawet w USA ich pozycja spadła znacząco w porównaniu choćby z Maiden. Pomysły takie jak nagrywanie 2-płytowego concept albumu o Nostradamusie również okazały się nietrafione (Nostradamusa wymyślił management zespołu, a nie sami muzycy!), a sprzedaż płyt i biletów na koncerty malała z roku na rok... Nic więc dziwnego, że niektórym zdrowo myślącym muzykom w Priest taka sytuacja przestała się podobać. Jest tajemnicą poliszynela, że obecny management Priest ma silne wsparcie ze strony Glenna Tiptona, który zresztą sam wylansował osobę kontrowersyjnej Jayne Andrews (która notabene powinna dostać nagrodę dla najgorszego managera zespołu rockowego). Co prawda Rob na początku patrzył chyba trochę krzywym okiem na management Priest, ale jak widać jego więź z Glennem się odnowiła i zaufał managementowi mimo jego wielu wpadek. Widocznie w związku z malejącymi wpływami pojawiły się jakieś tarcia jeśli chodzi o podział pieniędzy tudzież KK'owi w ogóle nie spodobała się sama idea "pożegnalnej trasy" - raczej zawsze wydawało mi się, że to KK grałby jak najdłużej, a prędzej Rob czy Glenn pomyślą o emeryturze. Podejrzewam, że konflikt z managementem i kimś z zespołu (raczej z Glennem chociaż być może przy wsparciu Glenna przez Roba) doprowadził KK'a do tej decyzji i raczej nie wydaje się, żeby był z tego powodu zachwycony.
Osobiście mam nadzieję, że trasa Epitaph okaże się wielką klapą i zespół w ogóle nie będzie próbował nagrywać nowej płyty w tym przedziwnym składzie. Swoją drogą fajnie by było, gdyby na znak solidarności odszedł też Ian Hill, który zawsze świetnie się dogadywał z KK'em, ale podejrzewam, że nie ma na tyle jaj.

Heh, szkoda, że Priest odchodzą w takim stylu... Gdyby mieli lepszy management (a Rod Smallwood próbował doprowadzić do powrotu Halforda do Priest jeszcze 10 lat temu co spotkało się z furią tego drugiego) to byliby na wyżynach heavy metalu, a tak obserwujemy smutny upadek legendy...
