Napiszę kilka słów o praskim koncercie. Na początek spora wtopa - w dniu eventu, przed południem odwołano Wolfmother. Logistyczne problemy oczywiście. Szkoda.
Frekwencyjnie było dużo lepiej niż w Polsce, co chyba nie dziwi skoro spora część polskiej publiki odpuściła sobie machinacje LN i pojechała na uczciwy koncert do naszych sąsiadów. Polaków było bardzo dużo, nasz język było słychać co chwile. Z minusów - system płatności "cashless", czyli - nie, nie płatność tylko kartą, nie ma tak dobrze

, trzeba było kupić opaskę i potem ją doładować. I nią płacić. Jak zostanie na niej jakaś kasa, to zgłosić się po zwrot. Nie wiem po co to, w moim przypadku poskutkowało to tym, że się dobrze najadłem przed festem, a na nim nic nie kupowałem. I może dobrze, i tak było drogo.
Pierwszy grał szwedzki Eclipse. Fajny, rockowy zespół. Pasował do zestawu i podobał mi się. Potem niejaki Kabat, czyli - z tego co się dowiedziałem - jeden z największych czeskich zespołów. I faktycznie, miał sporo fanów, dużo widziałem ludzi z ich koszulkami. Przyzwoite, takie do potupania nuszko.
Def Leppard wypadło bardzo dobrze. Energiczny występ, panowie w formie, fajna setlista. Wszystko na plus. Motleye... niestety. Wokal położył wszystko. Vince już nie powinien śpiewać i tyle w tym temacie. Reszta zespołu starała się jak mogła, no ale słabego wokalu nie przykryły ani tancerki ani lasery

John 5 to najjaśniejszy element ich występu. Bardzo dobry gitarzysta.
Ogólnie - wydarzenie na plus, cieszę się że zobaczyłem i nawet to bidne Motley, bo zawsze to człowiek się przekona na własne oczy (uszy) jak to jest.