Strona 7 z 18

Re: Rush

: ndz sty 31, 2016 3:42 pm
autor: Vorgel
6. Power Windows (Majstersztyk produkcyjny, w pewnej recenzji wyczytałem, że to niczym fuzja Yes z punk rockiem. Jak widać każdy słyszy tam co innego, dla mnie to po prostu doskonały melodyjny i energetyczny album, solówki niczym u Smitha na Somewhere in Time;))
5. Signals (Mistrzostwo aranżacji, niesamowity kosmiczny klimat)
4. A Farewell to Kings (Mógłbym tu wymienić Permanent Waves albo Moving Pictures, ale na nich nie ma Xanadu, choć na PeW jest Natural Science, arcydzieło)
3. 2112 (Wiadomo)
2. Caress of Steel (Niedoceniony album, wielka szkoda, jest na nim wiele elementów tego co będzie się pojawiało na kilku następnych płytach)
1. Hemispheres (La Villa Strangiato to pokaz na co stać muzyków Rush, szczena opada do samej ziemi)

Re: Rush

: ndz sty 31, 2016 4:20 pm
autor: Deleted User 2259
solówki niczym u Smitha na Somewhere in Time;)), a wiesz dlaczego ? bo Maiden inspirowało się tym albumem :P sami to wywiadach przyznawali.

2112 - Klasyka, ale dla mnie ich najbardziej przereklamowany album, 2112 wielku utwór oczywiście, ale reszta mnie rusza, a oceniam po całości.
CoS - Rewelacja, bardzo lubię, bardzo solidny materiał, nawet nie wiem czy też nie stoi wyżej od 2112 :)
Hemispheres - Rewelka, The Trees czy kosmiczny drugi Cygnus na kolana, jedynie za drugim kawałkiem z płyty nigdy nie mogłem się przekonać, ale na koncertach wypada całkiem zgrabnie.

Sorry za brak cytacji, ale wk... mnie ta nowa wersja i wolałem cytować selektywnie.

Re: Rush

: ndz sty 31, 2016 4:30 pm
autor: Vorgel
Invader pisze:solówki niczym u Smitha na Somewhere in Time;)), a wiesz dlaczego ? bo Maiden inspirowało się tym albumem :P sami to wywiadach przyznawali.

2112 - Klasyka, ale dla mnie ich najbardziej przereklamowany album, 2112 wielku utwór oczywiście, ale reszta mnie rusza, a oceniam po całości.
CoS - Rewelacja, bardzo lubię, bardzo solidny materiał, nawet nie wiem czy też nie stoi wyżej od 2112 :)
Hemispheres - Rewelka, The Trees czy kosmiczny drugi Cygnus na kolana, jedynie za drugim kawałkiem z płyty nigdy nie mogłem się przekonać, ale na koncertach wypada całkiem zgrabnie.

Sorry za brak cytacji, ale wk... mnie ta nowa wersja i wolałem cytować selektywnie.
ok

Od razu poznałem, że na SiT jest coś z PW te solówki takie nieco kosmiczne;) Akurat to mój ulubiony album Ironów. Nawiasem mówiąc tam też jest 8 kawałków;) Cygnus X-1 Book II Hemispheres to moim zdaniem najlepszy utwór Rush ever.

Re: Rush

: ndz sty 31, 2016 8:07 pm
autor: voivod'
1. Hemispheres
2. A Farewell to Kings
3. Permanent Waves
;)

A lubicie debiut? Co prawda jeszcze bez Pearta, ale material jest kozacki, widac ze chlopaki na poczatku byli totalnie w Led Zeppelin zasluchani

Re: Rush

: pn lut 01, 2016 2:10 pm
autor: Vorgel
Wolę debiut of Fly by Night

Re: Rush

: pn lut 01, 2016 6:12 pm
autor: LukaSieka
voivod' pisze:A lubicie debiut? Co prawda jeszcze bez Pearta, ale material jest kozacki, widac ze chlopaki na poczatku byli totalnie w Led Zeppelin zasluchani
Ja np. lubie tylko i wyłącznie pierwszą płytę :) .

Re: Rush

: wt lut 02, 2016 5:21 am
autor: mic7
Rush poznalem dzięki pierwszej płycie i do tej pory debiut jest dla mnie najlepszy.

Re: Rush

: wt lut 02, 2016 3:20 pm
autor: Deleted User 2259
Debiut jest spoko i też mi bardziej leży niż Fly By Night.

Re: Rush

: wt lut 02, 2016 3:30 pm
autor: RALF
Debiut i 2112 - to jest coś nie do opowiedzenia!

Re: Rush

: wt lut 02, 2016 4:01 pm
autor: wojakwojak
Jak byłem piękny i młody, to nie lubiłem płyt Rush z lat 80, bo były takie z klawiszami i pop :) Jak dorosłem, to polubiłem, nawet bardzo. Nadal najbardziej lubię Exit..stage Left i Show of Hands, a ze studyjnych chyba Counterparts i Caress Of Steel...ale te z lat 80 też (może najmniej Hold Your Fire). To samo miałem z King Crimson...nie lubiłem lat 80...bo takie zimne i new wave....potem polubiłem :)

Re: Rush

: śr lut 03, 2016 3:56 pm
autor: Dejavu
A ja debiut lubię, ale o wiele mniej niż niektóre inne płyty. Tak jak Voivod napisał - widać, że chłopaki byli zasłuchani w Led Zeppelin i to właśnie mi nie odpowiada ;) Dla mnie wielka czwórka: 2112, Hemispheres, Permanent Waves, Power Windows.

Re: Rush

: ndz kwie 03, 2016 10:10 pm
autor: Zakkahletz

Re: Rush

: pt kwie 08, 2016 11:56 am
autor: Dejavu
Zakkahletz pisze:
Dejavu pisze:2112
http://www.rush.com/2112-comic-book-video-suite/
Dobre :)

Re: Rush

: wt kwie 26, 2016 12:30 pm
autor: Bron-Y-Aur Stomp
Świetny zespół, któremu udało się na przełomie lat '70 i '80 najlepiej połączyć heavy rock i rock progresywny. Moje ulubione albumy to 2112, Hepispheres i Moving Pictures. Peart jest tak dobry, że tylko ustępuje pola Bonzo, ale to przecież oczywiste.

Re: Rush

: wt kwie 26, 2016 1:06 pm
autor: wojakwojak
Tak czytam te Twoje posty "Bron"...no i nadszedł ten, który przelał czarę. Bonzo lepszy od Pearta. Po Twoim nicku i po pozostałych postach widać, kto jest Twoim ulubionym wykonawcą. Każdy ma prawo do swojego zdania, ale czasem warto jednak wysilić się i spróbować być choć trochę obiektywnym. Nie tylko Peart jest pod każdym względem lepszy od Bonza (swoją drogą zawsze dziwiło mnie uwielbienie ludzkości do zmarłych. Kilka dni temu np. okazało się, że największą inspiracją każdego heavy metalowca jest Prince, wcześniej był nią Bowie:)), jak dla mnie od niego lepszy jest też (pozwól, że pozostanę w "epoce") Paice, Ward, Moon, White, Bruford, Collins, Palmer i wielu innych.

Re: Rush

: wt kwie 26, 2016 1:12 pm
autor: Bron-Y-Aur Stomp
wojakwojak pisze: Bruford
Tu ostro pojechałeś, prawdziwy mistrz i wielka inspiracja dla późniejszych bębniarzy. Co do Bonzo nie uważam by jego wybór na najlepszego był jakimś nieporozumieniem. Starczy posłuchać When the Levee Breaks.

Re: Rush

: wt kwie 26, 2016 1:31 pm
autor: wojakwojak
Niestety nie zrozumiałem z tym Brufordem - zgadzasz się ze mną czy nie (bo napisałeś, że pojechałem). Bruford nie jest wymiataczem z serii death-metal i blasty (zresztą żaden z nich nie należy do tej kategorii), ale z łatwością odnajduje się w dziwnych podziałach itp. "nierockowych" rzeczach - wystarczy popatrzeć (jak ktoś nie jest wprawny, to moim zdaniem nie wystarczy posłuchać) na koncerty w trasy Thrak. Zresztą sam Bruford wiele razy powiedział, że rockowe granie jest dla niego nudne i ograniczające, stąd zapewne jego styl gry i upodobania do łamańców, które na pierwszy rzut ucha (zwłaszcza jak ktoś nie zwraca uwagi na lub nie umie wychwycić zawiłości metrycznych) nie robią wrażenia "wow".
Co w tym when the levee jest takiego nadzwyczajnego? Które fragmenty (sekundy)?

Re: Rush

: wt kwie 26, 2016 1:38 pm
autor: Bron-Y-Aur Stomp
Zgadzam się jak najbardziej. Podałeś przykład bębniarza, który jest w ścisłej czołówce i spokojnie można go wymieniać jako najlepszego. Carl Palmer czy Phil Collins to również bardzo dobrzy muzycy. Nie zapominajmy też o Nicku Masonie. Nie zgadzam się natomiast jeśli chodzi o takich muzyków jak Ian Paice czy Bill Ward. Przykłady dobrych muzyków grających w bardzo dobrych zespołach. To już prędzej bym wymienił Cozego Powella. W przypadku Bonza pewnie się nie dogadamy, nie potrafię wymieniać konkretnych fragmentów w utworze. Utwór to dla mnie całość.

Re: Rush

: wt kwie 26, 2016 1:45 pm
autor: wojakwojak
Co do Warda, to jest wielu ludzi, którzy nie uważają go za "dobrego" bębniarza...że niby kwadratowo i że siłowo - mi akurat odpowiada (nie ma w BS jakichś wygibasów i niespodzianek, ale są fajne przejścia i moc).
Co do Paice'a - wsłuchaj się w inne płyty poza Mark III i IV. Jest na prawdę dobry, trochę dżezuje, nie gra oczywistych rzeczy. Znowu nie są to "szredingi" w nowoczesnym stylu, ale smaczki.
Warda rozumiem i łatwo Ci "odpuszczam" :), ale Paice'a polecam trochę zgłębić.

Re: Rush

: wt kwie 26, 2016 2:05 pm
autor: Bron-Y-Aur Stomp
Nigdy nie byłem fanem Deep Purple więc Paice to w sposób naturalny nie będzie mój wybór na jednego z najlepszych. Dokładnie tak samo mam z Ritchiem Blackmorem. Lubię i cenię Johna Lorda, a moim ulubionym wokalistą Purpli jest Glenn Hughes. Burn stawiam wyżej niż In Rock i Machine Head. Lubię też Come Taste the Band gdzie panowie wyzwolili się spod dyktatu Blackmore'a i nagrali naprawdę ciekawy album. Duża w tym zasługa Bolina, który fakt genialnym gitarzystą nie był, ale ciekawym już tak.