Re: 13-14/06/2023 - Iron Maiden - Kraków
: czw cze 15, 2023 12:38 pm
No dobra, pora na małe podsumowanko.
Oba wieczory zapewniły mi sporo frajdy. Zupełne odświeżenie setlisty to był strzał w dziesiątkę, bo jak widać jeżeli chcą, to potrafią (czemu tak późno?) i to sprawdza się na żywo. Na pewno znajdą się malkontenci, dla których wadą jest brak 666 w secie, ale mieli w pizdu tras, żeby to usłyszeć. W tym roku bawi się elyta
Numery z Senjutsu wypadają... różnie. The Writing on the Wall na żywo jest bardzo fajne, refren śpiewa się dobrze i robiła to całkiem duża część publiczności. Days of Future Past to spoko kawałek, ale dobrze, że wbrew przewidywaniom nie otwiera koncertów, bo to po prostu nie ten kaliber. The Time Machine - uch, no to niestety nie jest dobry numer, ale na żywo jako tako działa, bo jest ten moment na "jump, jump". Natomiast Death of the Celts nie działa w ogóle. Trzeba mieć niezwykle wysokie mniemanie o sobie i swojej twórczości, żeby wrzucić ten kupsztal najpierw na płytę, a potem do setlisty. Chyba najgorszy moment IM na żywo w moim dorobku. Za to Hell on Earth sprawdza się rewelacyjnie, aczkolwiek to piro strasznie randomowe.
Somewhere in Time to dla mnie album szczególny. To od Wasted Years i Alexandra zaczęła się moja przygoda z tym zespołem we wrześniu 2013 (prawie równo dekada!), to Samłerka była pierwszym długograjem, jaki zakupiłem (a kilka lat później także pierwszym winylem), to ona jest dla mnie jedną z TYCH płyt i wreszcie to ona tak długo była "dyskryminowana" przez zespół. I w tym temacie nie mam się do czego przyczepić. Po prostu chłonąłem każdą nutę, ciesząc się faktem obcowania z muzyką, która tyle dla mnie znaczy. Może trafiały się pomyłki - na pewno się trafiały - ale wtedy było to dla mnie bez znaczenia. Po latach dostałem szansę słuchania na żywo kompozycji, które w moim życiu stanowiły pewną rewolucję i miały znaczący wpływ na kształtowanie się moich preferencji artystycznych. Czego chcieć więcej? Jasne, nie było Sea of Madness, Deja Vu wciąż czeka na swoje live premiere (Bruce'a to bym powiesił za jaja za trolling z tymi tytułami
), ale to nie jest takie ważne. To 5 numerów z SiT wystarczyło. Alexander na żywo to coś wspaniałego, nie wiem dlaczego tyle go trzymali pod kluczem, ta trasa potwierdza jego status. CSiT to otwarcie idealne i obok Moonchild najlepsze, jakie u nich widziałem, Stranger robi mega robotę na żywo (Adrian!!!). Z płyty najmniej lubię Heaven Can Wait, a na koncercie był to wspaniały moment całości
No i Wasted Years na koniec... On musiał wieńczyć set, po prostu musiał. Przyznam, że łezka poleciała, bo czułem się, jakbym oglądał film z ostatnich 10 lat swojego życia. Pisałem o tym, gdy na bieżąco komentowaliśmy set z Lublany, napiszę i tutaj: ten zespół nie ma lepszego utworu na finał koncertu. Sprawdził się w 2016, sprawdza się nawet lepiej w 2023.
Pozostałe kawałki różnie. The Prisoner pierwszego dnia nie porwał, ale drugiego było już bardzo spoko (ogólnie drugi był trochę lepszy). CIPWM jest w repertuarze chyba przypadkowo, ale ujdzie. Fear wystarczy posłuchać 1-2 na żywo, potem atmosfera mija człowieka bokiem. The Trooper niestety wyraźnie cierpiał na grze Nicko i szkoda, że zdecydowali się na niego, bo wolałbym w to miejsce Number albo Evil, niestety brzmi na siłę. Iron Maiden musi być, więc nie narzekam, zresztą lubię ten kawałek.
Forma panów z zespołu naprawdę dobra. O Nicko było już pisane, niestety chyba faktycznie wygląda na to, że obecna trasa to albo ostatnia trasa Maiden, albo ostatnia trasa Maiden w tym składzie. Pozostali bez zarzutów, Steve mógłby być lepiej nagłośniony. Dave bardzo w porządku, ale to jest trasa Adriana i H po prostu deklasuje pozostałych muzyków. Wyborny gitarzysta i według mnie pozostałych wręcz szkoda do niego porównywać. Niewątpliwie jest to nie tylko cholernie utalentowany muzyk, ale także twórca, który nie spoczął na laurach i cały czas lubi robić to, z czego żyje. Bruce na duży plus, nie było wycia i ogólnie wydawał się być bardzo w porządku, taki swojski
Ostatecznie zrobienie dwóch gigów to był bardzo dobry ruch. Z trasy jestem naprawdę zadowolony. To nie były moje najlepsze koncerty Maiden, ale niewątpliwie były na swój sposób magiczne. Z niecierpliwością czekam na oficjalne wydawnictwo dokumentujące ten epizod w historii IM, bo będzie super cofnąć się do tych krakowskich występów. Niepokoi mnie tylko to rzucone pod koniec przez Dickinsona "see you on the other side", bo po 2022 wiemy, że tego typu gadki mogą coś sygnalizować. Ale powiedział też "see you next time", więc może jeszcze nie nadszedł ich czas.
Oba wieczory zapewniły mi sporo frajdy. Zupełne odświeżenie setlisty to był strzał w dziesiątkę, bo jak widać jeżeli chcą, to potrafią (czemu tak późno?) i to sprawdza się na żywo. Na pewno znajdą się malkontenci, dla których wadą jest brak 666 w secie, ale mieli w pizdu tras, żeby to usłyszeć. W tym roku bawi się elyta
Somewhere in Time to dla mnie album szczególny. To od Wasted Years i Alexandra zaczęła się moja przygoda z tym zespołem we wrześniu 2013 (prawie równo dekada!), to Samłerka była pierwszym długograjem, jaki zakupiłem (a kilka lat później także pierwszym winylem), to ona jest dla mnie jedną z TYCH płyt i wreszcie to ona tak długo była "dyskryminowana" przez zespół. I w tym temacie nie mam się do czego przyczepić. Po prostu chłonąłem każdą nutę, ciesząc się faktem obcowania z muzyką, która tyle dla mnie znaczy. Może trafiały się pomyłki - na pewno się trafiały - ale wtedy było to dla mnie bez znaczenia. Po latach dostałem szansę słuchania na żywo kompozycji, które w moim życiu stanowiły pewną rewolucję i miały znaczący wpływ na kształtowanie się moich preferencji artystycznych. Czego chcieć więcej? Jasne, nie było Sea of Madness, Deja Vu wciąż czeka na swoje live premiere (Bruce'a to bym powiesił za jaja za trolling z tymi tytułami
Pozostałe kawałki różnie. The Prisoner pierwszego dnia nie porwał, ale drugiego było już bardzo spoko (ogólnie drugi był trochę lepszy). CIPWM jest w repertuarze chyba przypadkowo, ale ujdzie. Fear wystarczy posłuchać 1-2 na żywo, potem atmosfera mija człowieka bokiem. The Trooper niestety wyraźnie cierpiał na grze Nicko i szkoda, że zdecydowali się na niego, bo wolałbym w to miejsce Number albo Evil, niestety brzmi na siłę. Iron Maiden musi być, więc nie narzekam, zresztą lubię ten kawałek.
Forma panów z zespołu naprawdę dobra. O Nicko było już pisane, niestety chyba faktycznie wygląda na to, że obecna trasa to albo ostatnia trasa Maiden, albo ostatnia trasa Maiden w tym składzie. Pozostali bez zarzutów, Steve mógłby być lepiej nagłośniony. Dave bardzo w porządku, ale to jest trasa Adriana i H po prostu deklasuje pozostałych muzyków. Wyborny gitarzysta i według mnie pozostałych wręcz szkoda do niego porównywać. Niewątpliwie jest to nie tylko cholernie utalentowany muzyk, ale także twórca, który nie spoczął na laurach i cały czas lubi robić to, z czego żyje. Bruce na duży plus, nie było wycia i ogólnie wydawał się być bardzo w porządku, taki swojski
Ostatecznie zrobienie dwóch gigów to był bardzo dobry ruch. Z trasy jestem naprawdę zadowolony. To nie były moje najlepsze koncerty Maiden, ale niewątpliwie były na swój sposób magiczne. Z niecierpliwością czekam na oficjalne wydawnictwo dokumentujące ten epizod w historii IM, bo będzie super cofnąć się do tych krakowskich występów. Niepokoi mnie tylko to rzucone pod koniec przez Dickinsona "see you on the other side", bo po 2022 wiemy, że tego typu gadki mogą coś sygnalizować. Ale powiedział też "see you next time", więc może jeszcze nie nadszedł ich czas.