Strona 9 z 17

Re: Iron Maiden mnie zawiodło gdy...

: ndz lut 12, 2023 5:12 pm
autor: nugz
Maiden zawodzi mnie nudnymi i wyreżyserowanym koncertami. Dla mnie już trudno o wiekszy zarzut, bo koncertowanie to sól zespołu. Oni nawet stoją w tych samych miejscach w danych numerach, MEHHHHHH :) Hajp mój kończy się po pierwszym koncercie nowej trasy :P

Re: Iron Maiden mnie zawiodło gdy...

: czw lut 15, 2024 12:56 pm
autor: Piotr Lange
Wybrałem ten wątek tematyczny, bowiem przyszedł czas na pewną refleksję, która może budzić kontrowersje a nawet sprzeciw wielu forumowiczów. Od lat było to tak postrzegane, że ja jestem absolutnym szalikowcem Iron Maiden, który ostro reaguje na jakąkolwiek krytykę zespołu. Cóż, dawałem wiele powodów do tego typu osądów. Niemniej nadszedł czas, aby podzielić się z innymi użytkownikami garścią refleksji. Od 40 lat jestem fanem Maiden, z uwagą obserwuję ich kolejne kroki, zawsze cieszyły mnie kolejne sukcesy i pozycja, do której doszli odrzucając jakiekolwiek kompromisy, działając jakby poza zasięgiem muzycznego mainstreamu. Niewątpliwie wszystko to zasługuje na szacunek. Jednak od kilku lat w łonie grupy dzieje się coś niepokojącego, coś co w konsekwencji może skutkować znacznym spadkiem zainteresowania grupą i jej dokonaniami.

Otóż, od 2020 roku można zaobserwować skłonność tak muzyków jak i całego kierownictwa grupy do działania możliwie minimalistycznego, bez pomysłu, rozmachu, jakby wszystko działo się na autopilocie. Czyżby grupa i jej kierownictwo stracili poczucie rzeczywistości i jakiekolwiek ambicje? Czyżby nawet nie liczył się dla nich głos fanów? O ile mogę wybaczyć słabą koncertówkę z Meksyku (wiem, wiem – w innych okolicznościach ten album by się w ogóle nie ukazał) o tyle to jak zabrano się za promocję „Senjutsu” i tworzenie tego albumu może już niepokoić. Nie mam zamiaru rozpisywać się na temat tej płyty, już dawno wszyscy zainteresowani wyrobili sobie o niej własne zdanie, dla jednych jest to świetna rzecz, dla innych – wręcz przeciwnie.

Proponuję skoncentrować się na kwestiach produkcyjno – wydawniczych. Akurat na temat brzmienia i miksu ostatniej płyty miałem okazję porozmawiać z profesjonalnym producentem. To, że zespół nagrywał z powszechnie krytykowanym Shirleyem i zrobił to „z marszu” – wydaje się oczywiste. Inne zespoły majsterkują mozolnie przy każdym kawałku miesiącami, Ironi zwykli nagrywać płyty dość szybko. Cóż, gdyby jeszcze towarzyszył temu proces selekcji materiału i krytyczna autorefleksja – efekt mógłby być ciekawszy. Do takiej refleksji powinien skłaniać i zachęcać zespół producent, który w przypadku Shirleya jest co najwyżej inżynierem dźwięku włączającym przycisk „record”. Jeśli tak, to po co Ironom producent? Przecież gdyby te płyty powstawały przy udziale Harrisa i inżyniera dźwięku efekt byłby ten sam. Co do miksu – tu już nie ma litości, bowiem jak upewnił mnie mój znajomy – błędy techniczne tegoż są słyszalne i ewidentne. Tu już nie może być mowy o jakiekolwiek koncepcji brzmienia, to po prostu niechlujstwo, indolencja i amatorskie podejście Shirleya. To jest właśnie jeden z minusów ostatniego albumu Iron Maiden.

Od kilku lat na wysokości zadania nie staje również manager, tak – ten sam słynny Rod Smallwood. O ile „The Book of Souls” z 2015 roku był promowany bezbłędnie, co zaowocowało najlepszymi notowaniami w historii Maiden, które w metalu ustępowały jedynie notowaniom Metalliki, to w przypadku „Senjutsu” management się nie postarał. Wszystko (znów) było robione na szybko i bez przemyślenia. Niby płyta trafiła na szczyty zestawień w 27 krajach świata, niby w pierwszych miesiącach sprzedawała się świetnie, jednak można to było zrobić dużo lepiej. W zasadzie z całego zespołu jedynym muzykiem, który rozmawiał z mediami był Bruce. Pozostali – owszem, angażowali się to tu, to tam – jednak dość zdawkowo. Czy tak musiało być? Ograniczono znacznie liczbę wywiadów, Harris nie był nimi zainteresowany, wielu tłumaczyło sobie tę sytuację okolicznościami, czyli obostrzeniami pandemicznymi.

Odnośnie daty rynkowego debiutu płyty. Gdyby „Senjutsu” ukazało się tydzień przed wybraną datą premiery, lub tydzień później nie napotkałoby na konkurencję w postaci nowych płyt popularnych raperów w postaci Drake’a i Kanye Westa. Zainteresowanie twórczością tych artystów jest tak ogromne, iż nawet Metallica miałaby problem z przebiciem nakładów ich płyt w pierwszych tygodniach sprzedaży – mówię to na podstawie udostępnionych danych z tygodnia startowego. Gdyby management Maidenów miał choć trochę orientacji i ambicji, przesunąłby premierę tak, aby bezkolizyjnie album osiągnął #1 w kilku dodatkowych krajach jak UK (różnica między 1 a drugim miejscem wyniosła 870 egz!) Francja, Czechy, Polska, Holandia czy… Stany Zjednoczone. A to już sporo.

Dalsza kwestia to wydarzenia sprzed ostatniej trasy europejskiej, trasy która mogła zostać przerwana w każdej chwili. Mam na myśli udar mózgu Nicko i związaną z tymże rehabilitacją. Perkusista grupy ma ponad 71 lat, to jak na bębniarza heavymetalowego wiek zdecydowanie emerytalny, nawet późno – emerytalny. Nie ukrywajmy, organizm ludzki ma swoje ograniczenia, tego nie da się uniknąć. Nicko przetrwał jakoś trasę, zaczął dochodzić do siebie, w końcu poinformowano o wszystkim fanów. Jednak nie da się ukryć, iż perkusista dostał „żółtą kartkę” od matki natury, odtąd widmo kolejnych sensacji zdrowotnych będzie pojawiać się w jego głowie co trasa. Owszem, może to jeszcze ciągnąć, jednak warto zapytać za jaką cenę? Spowolnionego tempa utworów, kolejnych problemów zdrowotnych, przerwanych tras?! To nie jest optymistyczna perspektywa. Z sytuacji powinni zdawać sobie sprawę zarówno Manager Smallwood jak i Harris, którym (podobno) na względzie leży dobro zespołu. Bardzo lubimy Nicko jako człowieka, cenimy jego grę idealnie pasującą do Maiden, wkład w muzykę, jednak nie da się nie zauważyć, iż najwyraźniej jego czas użyteczności koncertowo/muzycznej mija na naszych oczach. Jest to bardzo niebezpieczne również dla niego samego jako człowieka, bo zdrowie i życie ma się tylko jedno. Być może w zespole już są podejmowane decyzje o zastępstwie czasowym bądź stałym, co się z takowym ruchem wiąże opiszę w dalszej części wypowiedzi.

Grzechów managementu ciąg dalszy. Od kilku dobrych lat kierownictwo grupy koncentruje się na podpisywaniu licznych kontraktów ze światowymi potentatami w dziedzinie produkcji gadżetów, których w ostatniej dekadzie zespół opublikował multum. Bez wątpienia można ten ruch porównywać z działalnością KISS. Niby wszystko pięknie, cieszy że w końcu IM doczekali się dedykowanego Pinballa, Monopolu, Marvel Series, gier planszowych, maskotek, Funko Popów, że o odnoszącym ogromne sukcesy piwie Trooper „w stu odmianach” nawet nie wspomnę. No i pięknie, tylko co z promowaniem samej muzyki, co z udokumentowaniem kariery, wkładu IM w spopularyzowanie heavy metalu i ogromu inspiracji dla pokoleń innych wykonawców? Ano nic takiego nie ma miejsca. Smallwood z Davem Shakem stali się przedsiębiorcami sprzedającymi gadżety zespołu i tyle. Wszelkie nagrody i wyróżnienia Iron Maiden zawdzięczają jedynie postawie fanów i przychylności dziennikarzy, nie zaś tych, którzy z racji pełnionych funkcji powinni za wywindowanie zespołu odpowiadać najbardziej – managerom. Niestety, tak się nie dzieje, ponieważ (jak mawia Smallwood) „jest mi to obojętne”. No cóż.

W zespole utrwaliła się postawa pewnej obojętności, względnej ambiwalencji i zaniku ambicji. Jeśli taka jest postawa kierownictwa, to nie może to odpowiednio motywować samej kapeli. Niby wszystko kręci się po myśli grupy, niby fani są, koncerty wyprzedane, Iron Maiden grają stadiony, wielkie festiwale, są mega gwiazdą metalu, jednak pozostaje pytanie jak długo to jeszcze potrwa w zaistniałej sytuacji? Czy widzę jakieś rozwiązanie zaistniałej sytuacji – oczywiście, że tak. Powiem więcej – jest to stosunkowo prosta sprawa, wystarczy otwartość na zmiany i ich konsekwentne wprowadzanie. Co zatem musiałoby się zmienić? Generalnie trzy czynniki sprowadzające się do osób, które zwyczajnie „są” jednak nic dobrego dla zespołu już nie robią.

Po pierwsze czas na wpuszczenie do składu grupy świeżej krwi w postaci dobrego, ambitnego perkusisty, który nadałby odpowiedniego tempa koncertom Maiden. Owszem, Nicko mógłby pojawiać się na bisach, jako ulubieniec fanów, niemniej zmiana na stołku perkusyjnym to i tak konieczność z powodów, o których wspomniałem wcześniej. Po drugie – producent, facet który robi metal, czuje i zna się na tej muzyce, ma autorytet i nie boi się postawić Harrisa do kąta, proponując mu aby zajął się tym, co potrafi najlepiej. W końcu ostatni czynnik – management. Owszem Smallwood mógłby zostać jako doradca, mentor – tak, jak to miało miejsce w przypadku Dicka Bella. Rod najzwyczajniej się wypalił, zaś jego legendarne sknerstwo tylko przybrało z wiekiem na sile. Jest to typ managera – przyjaciela zespołu, który już co swoje osiągnął, zbyt wielkich ambicji nie ma, zaś przez cały okres współpracy z Maiden kalkulował „jak za dużo nie wydać” zamiast „jak wydać, po to żeby dużo zarobić”. O tym wspominali niegdyś Adrian Smith i nawet Harris. Rozumiem lojalność, dług wdzięczności, niemniej warto spojrzeć prawdzie w oczy i właściwie ocenić sytuację. Sądzę również, iż konieczne zmiany wymusi czas. Wieku, upływu lat nie da się oszukać, zatem roszady będą nieuniknione.

Jeszcze jedna refleksja na koniec niniejszych dywagacji. Wielkimi krokami zbliża się premiera dwóch ważnych na rynku metalowym albumów: „The Mandrake Project” Dickinsona i „Invincible Shield” Judas Priest. O obu płytach już teraz krążą bardzo pozytywne opinie, wcale mnie nie zdziwi jeśli albumy okażą się strzałami w „10”. Judas Priest od zawsze postrzegani byli jako rywale Maiden, zespół niezwykle dla gatunku zasłużony, legendarny, lecz nigdy nie odniósł tak wielkiego sukcesu rynkowego jak Iron Maiden. Zespół, który zawsze miał i ciągle ma ambicje podbijania świata i zdobywania serc publiczności, zdecydowanie dźwignął się z marazmu albumem „Firepower”, który przywrócił grupę na metalowy piedestał. Nie inaczej będzie z „Invincible Shield”, co jest tylko kwestia czasu. Jednym z czynników pozwalającym na osiągnięcie tak znaczącego sukcesu u schyłku kariery, było zatrudnienie świetnego gitarzysty Richiego Faulknera i zmobilizowanie współpracowników grupy, od producenta, po managementu, który – jak widać po promocji zbliżającego się dzieła, naprawdę solidnie odrobił lekcje. Może sytuacja ta zmotywuje również Maiden, da im do myślenia, pozwoli na wyciągnięcie wniosków. Liczmy na to, że tak właśnie się stanie.

Cóż, to tyle z mojej strony. Zapraszam do dyskusji i odniesienia się do moich spostrzeżeń.

Re: Iron Maiden mnie zawiodło gdy...

: czw lut 15, 2024 1:06 pm
autor: MaidenFan
Jakby się komuś nie chciało czytać to chatGPT streszcza:

Krótko mówiąc, autor zauważa, że Iron Maiden wydaje się tracić na jakości i zaangażowaniu zarówno muzycznym, jak i produkcyjnym oraz marketingowym. Krytykuje minimalistyczny styl działania zespołu i jego kierownictwa, brak ambicji oraz słabą promocję ostatniego albumu "Senjutsu". Sugeruje, że konieczne są zmiany w składzie, produkcji i zarządzaniu, aby odzyskać dawny blask i sukcesy. Porównuje sytuację Maidenów z sukcesem Judas Priest po wydaniu "Firepower" i sugeruje, że wzmacniająca się konkurencja może zmotywować Iron Maiden do poprawy.

Re: Iron Maiden mnie zawiodło gdy...

: czw lut 15, 2024 1:20 pm
autor: gumbyy
"Autopilot" to trafne określenie. Zespół jest w takim miejscu i ma taki status, że już nic nie musi i ja to bez problemu rozumiem. Maja chłopaki ;) swoje lata, swoje osiągnięcia i są najwyraźniej syci sukcesów. Tłuste koty. Nie ma co się oszukiwać, że coś się zmieni. Autopilot działa. Do spełniania się Harris ma Lwa, Adrian i Bruce swoje projekty (muzyczne i te nie - w przypadku B) i tak to się kręci.

I nie piszę tego w formie krytyki :)

Oni nic już nie muszą i warto to sobie uświadomić :)

Re: Iron Maiden mnie zawiodło gdy...

: czw lut 15, 2024 1:21 pm
autor: blackcocker
MaidenFan pisze: czw lut 15, 2024 1:06 pm Jakby się komuś nie chciało czytać to chatGPT streszcza:

Krótko mówiąc, autor zauważa, że Iron Maiden wydaje się tracić na jakości i zaangażowaniu zarówno muzycznym, jak i produkcyjnym oraz marketingowym. Krytykuje minimalistyczny styl działania zespołu i jego kierownictwa, brak ambicji oraz słabą promocję ostatniego albumu "Senjutsu". Sugeruje, że konieczne są zmiany w składzie, produkcji i zarządzaniu, aby odzyskać dawny blask i sukcesy. Porównuje sytuację Maidenów z sukcesem Judas Priest po wydaniu "Firepower" i sugeruje, że wzmacniająca się konkurencja może zmotywować Iron Maiden do poprawy.
:lol: :lol: :lol:

Myślę, że czata nie trzeba było (i czytać oryginalnego posta też), żeby wiedzieć co tam jest napisane :D

Re: Iron Maiden mnie zawiodło gdy...

: czw lut 15, 2024 1:21 pm
autor: nugz
No więc - zapewne bardzo trudno utrzymać stały poziom po takiej w tak długiej podróży, swoje już zrobili w heavy metalu, nie mam oczekiwań nie słucham nowych wydawnictw.
Żadne zmiany personalne nie są konieczne, tylko trzeba powoli się zbierać do zejścia ze sceny.
Więc liczę na to, że Nicko dowiezie jeszcze kilka lat za bębnami i za jakiś czas podziękuję, i to wcale nie musi być jakaś kosmiczna trasa.
Żaden wiosłowy w Maiden się nie zmieni, i nie wiem, po co by to miało mieć miejsce.

I NAJWAŻNIEJSZE - ONI NIC NIE MUSZĄ.
To podstawowa wiedza, którą musisz przyswoić, Ralf :)

Re: Iron Maiden mnie zawiodło gdy...

: czw lut 15, 2024 1:21 pm
autor: gumbyy
blackcocker pisze: czw lut 15, 2024 1:21 pm
MaidenFan pisze: czw lut 15, 2024 1:06 pm Jakby się komuś nie chciało czytać to chatGPT streszcza:

Krótko mówiąc, autor zauważa, że Iron Maiden wydaje się tracić na jakości i zaangażowaniu zarówno muzycznym, jak i produkcyjnym oraz marketingowym. Krytykuje minimalistyczny styl działania zespołu i jego kierownictwa, brak ambicji oraz słabą promocję ostatniego albumu "Senjutsu". Sugeruje, że konieczne są zmiany w składzie, produkcji i zarządzaniu, aby odzyskać dawny blask i sukcesy. Porównuje sytuację Maidenów z sukcesem Judas Priest po wydaniu "Firepower" i sugeruje, że wzmacniająca się konkurencja może zmotywować Iron Maiden do poprawy.
:lol: :lol: :lol:

Myślę, że czata nie trzeba było (i czytać oryginalnego posta też), żeby wiedzieć co tam jest napisane :D
Ciii... ;)

Re: Iron Maiden mnie zawiodło gdy...

: czw lut 15, 2024 1:40 pm
autor: Schizoid
W sumie niemalże każdy z tych tematów poruszano na forum w różnym kontekście i pod częścią tych przemyśleń pewnie spora część użytkowników mogłaby się podpisać, ale chyba jesteśmy na etapie akceptacji tego stanu rzeczy.

Jedna rzecz, jaką Maiden mogłoby robić lepiej: dobór supportów. Tutaj Ralf wspominałeś o Priest i oni faktycznie mają w tej kwestii przewagę, bo raz zagrają sobie z Sabatonem, raz z jakimś 5FDP i jakieś młokosy niezaznajomione z ich twórczością pewnie sięgają po muzykę zespołu. Maiden zamyka się w swojej bańce, bo tak realnie to nikt nie przychodzi na ich koncerty słuchać The Raven Age czy innych rodzinnych projektów. Sentymenty sentymentami, ale po tylu trasach z supportami będącymi zespołami muzyków IM po prostu ciężko dopatrzeć się jakiejkolwiek logiki w tych posunięciach.

Natomiast tymi kwestiami należało zająć się lata temu, bo teraz zespół jest już na samym końcu kariery i jeśli chcemy, żeby dalej grali dobre sztuki, to po prostu należy pozwolić im się zwinąć. Iron Maiden to nie jest The Rolling Stones, została nam pewnie jedna trasa albumowo-wspominkowa (bo ten koncept Future Past się sprawdził) i tyle. Może nawet będą potem sobie nagrywali jakieś płyty, ale na trasy nie liczę, już bardziej Bruce solo zyska pole do popisu, bo on w ramach działalności pod swoim nazwiskiem może robić mniej zobowiązujące i obciążające rzeczy, nawet wydać jakiś album akustyczny i pojechać z nim w kameralną traskę mając 70 lat na karku. W sumie pytanie, czy The Mandrake Project nie wychodzi teraz właśnie po to, żeby BD zyskał podwaliny pod rozkręcanie tematu za kilka lat.

Re: Iron Maiden mnie zawiodło gdy...

: czw lut 15, 2024 1:43 pm
autor: gumbyy
Fakt, te supporty to od kiedy pamiętam to dramat... nawet z Blaze jak grali to jakieś Dirty Deeds (?) wyskoczyło jak z kapelusza :lol:

Re: Iron Maiden mnie zawiodło gdy...

: czw lut 15, 2024 1:44 pm
autor: Schizoid
Ostatni raz obiektywnie dobre supporty były w 2016/17. Myśmy we Wrocku dostali Anthrax, który stanowił niewątpliwą atrakcję (sam ich koncert wspominam nawet lepiej, od gwiazdy wieczoru), w kilku innych krajach i US był Ghost, na tym etapie mający już własną publikę i będący świeżo po zdobyciu Grammy.

EDIT: teraz mi się przypomniało, że po drodze było jeszcze Within Temptation, co też nie było głupim posunięciem, ale chyba należy uznać je raczej za incydent. Kurde, sporo jest kapel, które można byłoby obsadzić w tej roli. Nawet ten Sałaton czy inne Amon Amarth. Nie mówię, że osobiście by mi się to podobało, ale rozumiałbym taką decyzję - a już na pewno bardziej, niż zapraszanie wytworów pokroju The Raven Age.

Re: Iron Maiden mnie zawiodło gdy...

: czw lut 15, 2024 1:46 pm
autor: gumbyy
A wtedy Wąglik był z nimi na całej trasie? Koncert dali zacny, jak zwykle zresztą ;)

Re: Iron Maiden mnie zawiodło gdy...

: czw lut 15, 2024 1:51 pm
autor: Schizoid
Zerknąłem na Wikipedię i wychodzi na to, że nie. Na całą trasę było tylko... TRA :D Ale i tak zrobili to dość sensownie, bo trafiał się Opeth czy Stratovarius.

Re: Iron Maiden mnie zawiodło gdy...

: czw lut 15, 2024 1:56 pm
autor: MaidenFan
Bieda na całego z supportami zaczęła się od LOTB, wcześniej było średnio, ale nie aż tak źle.

Re: Iron Maiden mnie zawiodło gdy...

: czw lut 15, 2024 2:00 pm
autor: Żelazny
Do czego niby miało by Priest zmobilizować Maiden, kiedy IM bije ich pod kątem statusu/sprzedaży albumów/formatu koncertów na łeb, na szyję. To, że jakiś tam procent (na granicy błędu statystycznego) fanów nie lubi nowego Maiden ma znaczenie kompletnie zerowe. Reszta to takie typowe Ralfizmy, nic nowego.

Co do supportów, tak samo. Jakby się Priest bardziej opłacało wziąć zespół syna technicznego Hilla, albo kolegi znajomego sprzedawcy z warzywniaka Halforda, to by wzięli.

Re: Iron Maiden mnie zawiodło gdy...

: czw lut 15, 2024 3:11 pm
autor: Piotr Lange
Żelazny pisze: czw lut 15, 2024 2:00 pm Do czego niby miało by Priest zmobilizować Maiden, kiedy IM bije ich pod kątem statusu/sprzedaży albumów/formatu koncertów na łeb, na szyję. To, że jakiś tam procent (na granicy błędu statystycznego) fanów nie lubi nowego Maiden ma znaczenie kompletnie zerowe. Reszta to takie typowe Ralfizmy, nic nowego.

Co do supportów, tak samo. Jakby się Priest bardziej opłacało wziąć zespół syna technicznego Hilla, albo kolegi znajomego sprzedawcy z warzywniaka Halforda, to by wzięli.
Dzięki za odzew na mój wpis, cóż każdy ma własne zdanie. Co do Priest - kiedy dostali od RnRHoF nagrodę "Music Excellence" ich status zwłaszcza w Ameryce mocno urósł. W przeciwieństwie do IM mają tam dobre publicity i nie bronią się przed nagrodami. Maiden to wszystko konsekwentnie ignorowali, że o wypowiedziach Dickinsona nie wspomnę. Cóż, jak będzie zobaczymy.

Re: Iron Maiden mnie zawiodło gdy...

: czw lut 15, 2024 3:49 pm
autor: gumbyy
Ale co zobaczymy?

Nagle IM się zmobilizują i zaczna spinać żeby nagrać album na poziomie "SiT"? Oni od dawna mają w dupie czy JP, czy Saxon ma wzrost popularności. Oni swoje dawno temu zrobili, zarobili i mają wywalone jajca na jakąś "konkurencję" innych zespołów. Żyją sobie spokojnie w swojej strefie komfortu i martwią bardziej o swoje zdrowie, niż jakieś wskaźniki...

Re: Iron Maiden mnie zawiodło gdy...

: czw lut 15, 2024 3:59 pm
autor: Piotr Lange
Tak ogólnie mówię, niemniej nie sądzę żeby np. management kompletnie nie zwracał uwagę na inne zespoły/zjawiska na scenie.

Re: Iron Maiden mnie zawiodło gdy...

: czw lut 15, 2024 4:03 pm
autor: blackcocker
Dopóki funko popy się sprzedają to jest git. Ciągle zapominasz, że w przypadku takich maszynek już dawno nie chodzi o muzykę

Re: Iron Maiden mnie zawiodło gdy...

: czw lut 15, 2024 4:04 pm
autor: paniron
Przeciez Harris od dawna powtarza, ze graja przed wszyskim dla siebie. Taki byl zamysl powstania zespolu w latach 70-tych, zeby moc cos pograc.
Robia to co lubia, co sprawia im przyjemnosc. To ze raz im wyjdzie album lepszy, czy gorszy to nia ma dla nich takiego znaczenia. Kazdy nowy album Nicko okresla jako najlepszy jaki kiedykolwiek nagrali... To fani dopisuja potem sobie rozne rzeczy, albumy staja sie kultowe a potem narzakaja, ze zespol cos tam zrobil nie tak jak ja sobie oczekiwalem. Tylko, ze Maiden nigdy nie robil czegos dla fanow. Zawsze robia najpier dla siebie, a jak sie innym podoba to jeszcze lepiej. Czemu niektorzy nie potrafia tego pojac...?

Re: Iron Maiden mnie zawiodło gdy...

: czw lut 15, 2024 5:51 pm
autor: Cold
blackcocker pisze: czw lut 15, 2024 4:03 pm Dopóki funko popy się sprzedają to jest git.
Sam od córek dostałem Trooperka i Faraonka (te z okładką i w plastikowym pudle). Git na półce :mryellow:
Dopóki grają takie sztuki jak np. w 2018 lub 2022-2023 też git!
Senjutsu nieco do "git" brakuje, ale też lubię :wink: