Fajny koncert, ale...
Mansona lubiłem za licealnych czasów. Jako gówniak jego "tryptyk" AS-MA-HW uważałem za dzieło co najmniej będące muzycznym odpowiednikiem Kaplicy Sykstyńskiej

Uważam, że z tych 3 płyt próbę czasu najlepiej wytrzymała ostatnia.
Późniejsze płyty wzbudzały już moje mniejsze zainteresowanie, ale paradoksalnie im mniej Manson pompował balon oczekiwań i grał po prostu piosenki o miłości, Ameryce, świecie, seksie itd. tym bardziej chętnie tego słuchałem jako tło, bez specjalnego zaangażowania.
Skancelowania Mansona jakoś nie śledziłem, natomaist fajnie, że zarzuty okazały się bzdurne i chłop... zaczął przeżywać drugą młodość. Nadwaga zniknęła. Wygląda jak 30 lat temu. Ma jakąś nową kobietę, z którą odstawiają chyba cosplay z Drakuli. Fajnie. Muzycznie też. Single okazały się dobre, cała płyta też fajna. Ogłoszona trasa zwróciła moją uwagę, ale nie mogłem być na Torwarze, więc ucieszyłem się na koncert w Łodzi. Lubię też Atlas Arenę, więc tym chętniej tam jechałem wiedziony... sentymentem. Nie wiem, czy do Mansona, czy do swojej dawno minionej młodości. Jednak ruszyłem cztery litery, a to u mnie nie jest oczywiste.
O supporcie mogę napisać tyle, że był. Równie dobrze mogliby puścić coś z radia i może byłoby ciekawiej. Na plus, że grali krótko, chyba 25 minut.
Manson. Był... w formie. Zaangażowany. Chcący. Wokalnie słuchać czasami było problemy, ale szczerze mówiąc nigdy nie uważałem go za znakomitego wokalistę (nawet kiedyś brzmiał chyba gorzej). Teraz, szczególnie jak na jego wiek, było naprawdę dobrze. Był na scenie energiczny, co podobno nie jest standardem. Setlista może dość krótka, ale ciekawa, nieoczywista (nie tylko single, zresztą kilku hitów brakowało, a fani "kotletów" mogą czuć spory niedosyt!). Poza tym on chyba nigdy długich sztuk nie grał (?).
Nie jestem audiofilem żeby marudzić na dobre brzmienie, natomaist to chyba sprawa muzyków, że piosenki wykonują kładąc większy nacisk na rytm niż melodię. Wszystko, nawet spokojniejsze kawałki, brzmiały jak spełnienie legendarnego życzenia z koncertów w Polsce - NA-PIER-DA-LAĆ! No i było napierdalanie. Ludzie na płycie szaleli, pogo było konkretne muszę przyznać. Po koncercie widzieliśmy z żoną kolesia z rozciętą wargą, który stracił ząb, heh. Zagadnąłem go, czy wszystko git, mówił, że chyba lepiej niż u dziewczyny, na której głowie wylądował, właśnie jej szukał. Może to brzmieć jak początek romantycznej historii, ale to nie film. Wracając do muzyki, zdziwiłem się, że Manson aż do takich fikołków ludzi skłania. Zachęcał też do śpiewania, zabawy i... włączenia latarek w telefonach dwa razy. Zaskakujące. Klimat jak na jakimś wyciskaczu łez, Atlas Arena rozświetlona telefonami... dziwne xD
Zatem - dobra forma fizyczna, wygląd jak kiedyś (wiem, że make up i pewnie więcej charakteryzacji niż Doda Elektroda, ale jednak nie wygląda na prawie 60 lat) oraz klasyczny zestaw gadżetów koncertowych. Pojawił się melonik, szczudła na
Tourniquet, piórka... sztylet. Właśnie! Zdecydowanie najbardziej podobał mi się zamykający występ
If I Was Your Vampire, podczas którego na scenę padał "śnieg". Z dawnych lat zabrakło tylko mównicy z piorunem. Piosenki, do której była używana jednak też nie było.
Minusy? Nie konkretnie do wczorajszego występu. Kiedyś myślałem, że artyści mają więcej spontanu. Tymczasem zapowiedzi Mansona, jak się okazało, już znałem, bo to wciąż te same gadki. Tylko nazwa miasta/kraju się zmienia.
Czyli fajny koncert, ale... ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to nie jest szoł na takie areny. Manson wypełniający Atlas Arenę szczelniej niż Judas Priest? Bez żartów! Co następne, Narodowy?! To byłyby dopiero jaja!
Polish-people, now you've gone too far...
Antichrist Superstar!
Tylko to już nie ta historia. Manson jest dziś grzeczny, "oswojony", przewidywalny. Kiedyś chciał siać chaos. Wyglądem nawiązuje do tamtych lat, ale zachowanie już bliżej realnego wieku. Tym bardziej nie rozumiem tej armii ludzi w koszulkach MM. Z tego co widziałem w zdecydowanej większości były to koszulki nowe, z bieżącej trasy.
Ogólnie - udany wypad. Łódź to fajne miejsce na koncerty.