Re: Nevermore
: sob kwie 08, 2006 11:12 pm
No po prostu nie mam słów
Aż mi się lepiej robi jak tak czytam Wasze wypowiedzi....
Tak się jakoś składało, że wtedy wychodził "Enemies Of Reality" w pierwszej wersji, o czym dowiedziałem się też oczywiście z necika
No to wchodzę do MM z zamiarem kupienia "Operation: Mindcrime" Queensryche(nie mieli
) i właśnie nowego albumu NM. Ale jako, że kompletnie żadnego ich utworu wcześniej nie słyszałem to postanowiłem najpierw posłuchać na miejscu czy warto to w ogóle kupować. No i zaczynam słuchać, i qrcze stwierdzam "co to jest??
", "nie dla mnie chyba...". Pamiętam, że wtedy jedyne utwory jakie mi się spodobały to były te spokojniejsze(czy ballady, jak kto woli
) - "Tomorrow Turned Into Yesterday" i "Who Decides"(z typowo balladowym początkiem
). Ale akurat spodobały mi się na tyle bardzo(zwłaszcza ten pierwszy z cudnym solem Loomisa), że stanąłem przed wyborem - "qrcze, kupić , czy nie kupić??".... w końcu stwierdzam "a walić to, trzeba dać im szansę" no i kupiłem. Od tamtej pory się tym strasznie katowałem i zaczęło mi się bardzo podobać, z tym, że akurat tego albumu nigdy nie polubiłem tak do końca, bo trochę nie pasowały mi z początku "Ambivalent" i "Create The Infinitive"... Tzn. teraz jest już o wiele lepiej, uważam, że to świetny album, ale fakt faktem, że do dziś jest to mój najmniej ulubiony ich album.
A w zeszłoroczne wakacje było to oczekiwanie na nowy album... Z początku kilka świetnych recenzji, m.in. w Hłamerze czy gdzies na necie, jedna tragiczna(w Teraz Rocku, błazenada jak dla mnie...)... I oczywiście stwierdzam, że nie ma bata - trzeba kupić... I pojawia się prozaiczny problem - w naszym kraju z dystrybucją płyt tak do końca super nie jest, więc jeździłem ustawicznie po wszelakich MM i kurde nigdzi tego nie mieli
Nawet w jednym w końcu zamówiłem, żeby mieć z głowy, ale w końcu kupiłem w Allu w Katowicach i z początku było dość duże rozczarowanie... i znowu w dużej mierze przez te melodie... jakieś takie nijakie mi się wydawały... Ale wystarczyło 5-6 przesłuchań żeby pokapować o co w tym chodzi i po prostu stwierdzam tak jak M@ti:
:
Born, We Are The Same, Within The Silence, Indifference Be Thy Name
Torn, We Walk Alone, We Sleep In Silent Shades
The Grandeur Fades, The Meaning Never Known"
Po prostu cudo....
Aha - i jeszcze jedno - zarówno w Teraz Rocku, jak i Hłamerze ich koncert uznano za znakomity, więc chyba nie tylko ja go takim widziałem :rocx I w TR to z całą pewnością jest obiektywna ocena, bo relację pisał facet, który dał "TGE" 2,5 gwiazdki, pisząc w recenzji, że nie rozumie ich fenomenu... W tych kilku zdaniach o ich wystepie w relacji również wspomniał, że "pozostaję nieczuły na uroki amerykańskiego Nevemore", ale zaznaczył, że był to znakomity występ, co bardzo mnie cieszy i pokazuje, że dziennikarzy stać jednak na obiektywizm...
Oj prawda to prawda... Ja generalnie uważam, że tu chodzi o to, że z początku wydaje się to chaotycznym zlepkiem niezbyt dobrze pasujących do siebie dźwięków... Dochodzi jeszcze coś, co z pełnym przekonaniem mogę nazwać niebanalną melodyką - w moim przypadku żaden album(może z wyjątkiem debiutu) nie "wszedł" mi od razu, bo wydawały mi się zbyt mało melodyjne... Ale wiem, że po prostu musiałem się z tą muzyką oswoić, przyzwyczaić do tych (jak to powiedział pięknie Metal) skomplikowanych, pokręconych dźwięków. I w sumie to, że stałem się takim fanem NM to duża doza przypadku, może szczęścia czy dobrego wyboru... Było mniej więcej tak - gdzieś tam na necie wyczytałem, że świetna kapela, że dużo z thrashem ma wspólnego, że świetny wokalista, więc postanowiłem się z tym zapoznać(to były wakacje 2003 roku)...metal pisze:resztę płyt o których mówiłem... i po ponownym przesłuchaniu nie wiem co pisać... Może to ze Nevermore nie jest dla wszystkich...
Tak się jakoś składało, że wtedy wychodził "Enemies Of Reality" w pierwszej wersji, o czym dowiedziałem się też oczywiście z necika
A w zeszłoroczne wakacje było to oczekiwanie na nowy album... Z początku kilka świetnych recenzji, m.in. w Hłamerze czy gdzies na necie, jedna tragiczna(w Teraz Rocku, błazenada jak dla mnie...)... I oczywiście stwierdzam, że nie ma bata - trzeba kupić... I pojawia się prozaiczny problem - w naszym kraju z dystrybucją płyt tak do końca super nie jest, więc jeździłem ustawicznie po wszelakich MM i kurde nigdzi tego nie mieli
Nic dodać, nic ująć...M@ti pisze:No geniusz sam w sobie
Oczywiście zgadzam się ze wszystkim co tutaj napisałeś Metal - Warrel to, jak już kilkakrotnie mówiłem, jeden z moich ulubionych wokalistów... Rozwala mnie to, w jaki sposób potrafi przekazać emocje, zarówno subtelniejszym śpiewem w spokojniejszych utworach, jak i śpiewem w nieco wyższych rejestrach(aczkolwiek zaprzestał trochę takiego sposobu śpiewania) czy po prostu normalnym śpiewem.... Do tego jego linie wokalne - po prostu mistrzostwo... i ten refren "Born"metal pisze:Warell jest nieprzecięnym wokalistą. Ma zajebiste możliwości i z nich korzysta. Facet potrafi rasowo zaryczeć by za chwilę niespodziewanie zmienić tonację, a nawet barwe głosu. Piękne melodie i górki przeplatają się z pororu chaotycznymi histerycznymi zaśpiewami. Jeśli ktoś uważa ze mistrzem budowania złowieszczego klimatu jest Ozzy Osbourne czy King Diamond niech posłucha pana Dane'a i padnie na kolana przed jego potężnym, technicznym i jakże klimatycznym śpiewem.
Born, We Are The Same, Within The Silence, Indifference Be Thy Name
Torn, We Walk Alone, We Sleep In Silent Shades
The Grandeur Fades, The Meaning Never Known"
Po prostu cudo....
Aha - i jeszcze jedno - zarówno w Teraz Rocku, jak i Hłamerze ich koncert uznano za znakomity, więc chyba nie tylko ja go takim widziałem :rocx I w TR to z całą pewnością jest obiektywna ocena, bo relację pisał facet, który dał "TGE" 2,5 gwiazdki, pisząc w recenzji, że nie rozumie ich fenomenu... W tych kilku zdaniach o ich wystepie w relacji również wspomniał, że "pozostaję nieczuły na uroki amerykańskiego Nevemore", ale zaznaczył, że był to znakomity występ, co bardzo mnie cieszy i pokazuje, że dziennikarzy stać jednak na obiektywizm...