Nomad pisze:Ale jaka to jest reakcja? Ludzie skaczą, krzyczą ,machają głową,histeryzują...
A czy to nie jest żywiołowe?
Inaczej jazz czy taki własnie gitarowy rock,który raczej kojarzy się z absolwentami szkół muzycznych ,mówie tu o nowszym jazzie,bo z tego co wiem ,ten przedwojenny to raczej byli samoucy.
Pierwsi jazzmani to raczej na pewno byli samoucy. Ciężko sobie wyobrazić, żeby w latach 20-tych taki niggah po zejściu z plantacji bawełny szedł do akademii muzycznej:]
Ja wole prostote i spontanicznośc ,nie wyobrażam siebie np.na koncercie gdzie są same miejsca siedzące, po 10 minutach bym wyszedł.
Sporo tracisz takim podejściem (zresztą podejrzewam, że nigdy na takim koncercie nie byłeś) Każdy koncert jest inny. Na jazzowym siedzisz w zadymionym klubie przy stoliku zastawionym browarem i się kiwasz(bo tak się gra jazz!), na bluesowym klaszczesz(klaskasz?), pogwizdujesz i krzyczysz ochrypniętym głosem "yeah" po każdym wyśpiewanym zdaniu a na metalowym/rockowym stoisz w śmierdzącym tłumie, machasz głową, pokazujesz szatana i wąchasz pierdy. Taka specyfika.
W zasadzie to nie wiem już o czym my gadamy i jak do tego doszło.