Na polu festiwalowym rozmieszczona jest wielka scena na której grają główne kapele festu. W moich odczuciach nie wszystkie kapele które na niej występowały, trafiły tam słusznie, bo np taki Mastodon grał na scenie małej, ale do tego dojdę. Były też porozstawiane 3 wielkie namioty w których grały inne kapele. W każdym namiocie koncerty odbywały się w równoległym do siebie czasie. Wtedy na scenie głównej nie grał nikt. Trwały przygotowania do gigu mającego tam grać kolejnego zespołu. Z pola campingowego do strefy festiwalowej był kawałek drogi, więc zrobiłem tam parę ładnych kursów. ;] Organizacja wzorowa wręcz. Wszędzie patrole ochrony i policji, namioty z łazienkami, punkty opatrunkowe Czerwonego Krzyża. Było wszystko, człowiek jadący tam sam mógł czuć się bardzo bezpiecznie i w miarę komfortowo, jak ja np. Niestety nie zobaczyłem wszystkich kapel z powodu przedstawionego na początku moich wypocin.
Within Temptation- Nieźle wypadli, grali na scenie głównej. Podobały mi się efekty pirotechniczne i świetlne. Nagłośnienie też było świetne, fajna scenografia, ale nie zrobili na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia. Zagrali m.in Mother Earth, Ice Queen i Stand my ground. Reszty setu nie podam bo nie znam.
Następnie udałem się do namiotu niedaleko sceny głównej gdzie już instalację kończył Celtic Frost- Koncert bardzo mi się podobał, szkoda jedynie, że zagrali tak krótko, bo w secie brakowało jeszcze kilku killerów. Zagrali chyba tylko 1 utwór z Monotheist + outro na koniec. Nie było ani jednego numeru z Into the pandemonium O_o To był chyba największy minus ich występu, ale ogólnie było bardzo energicznie. Ain zachęcał wszystkich do śpiewania i "wspólnej zabawy". Całego setu nie pamiętam ale zagrali m.in Morbid tales, Visions of morality, Dawn of megiddo, Into the crypts of Rays (to wyszło zabójczo, masakra), Necromantical screams, Usurpes i jakiś kawałek z nowej płyty (nie pamiętam jaki). Jednym słowem panowie zrobili show na naprawdę wysokim poziomie. Namiot był wypełniony po brzegi co mówi samo za siebie. Na koniec Franco zmasakrował cały swój zestaw perkusyjny, gópek. ;]
Aerosmith- Byli niesamowici, zarówno pod względem muzycznym jak i wizualnym. Scena była wyposażona w 3 duże telebimy, 2 po bokach + 1 wielki na środku sceny. Były na nim pokazywane fragmenty teledysków oraz etapy z historii grupy. Tyler pokazał, że świetnie się jeszcze trzyma, przypominał mi trochę Dickinsona. Non stop skakał, biegał z jednego krańca sceny na drugi. Cały czas w ruchu. Wokalnie także się popisał. Myślałem, że po tylu latach będzie słychać wyraźną różnicę w jego głosie a tu proszę... jak za starych dobrych czasów. Secik składał się z samych klasyków. Zagrali m.in Jaded, Cryin, Dream on czy Don't wonna miss a thing. Atmosfera magiczna, ludzi full. Naprawdę kawał świetnej muzyki.
Lamb of God- Nooo tutaj była rzeź! Technika, perfekcja i fenomenalny wokal Randy'ego przyćmiły większość sobotnich występów. Grali oczywiście na głównej scenie. Ich po prostu trzeba zobaczyć na żywo, Energia płynąca ze sceny sprawiała, że ludzi nie trzeba było zachęcać do zabawy. Kiedy utworzył się dość spory Wall of death, muzycy byli dość mocno lecz pozytywnie zaskoczeni. Randy biegał po scenie non stop, miał bardzo dobry kontakt z publiką, jednym słowem wszyscy bawili się przednio. Set super. Grali m.in Walk with me in hell, Ruin, Now You've Got Something To Die For i A Devil In God's Country.
Atheist- Bardzo się cieszę, że mogłem zobaczyć taką legendę na żywo. Niestety trochę się zawiodłem. Nagłośnienie było fatalne. Nie rozpoznawałem większości utworów. Jedynie basik chodził bez zarzutów. Tony Choy robił niesamowite rzeczy na swoim sprzęcie. Świetny basista. Kelly Shaefer w bardoz dobrym nastroju, bardzo żywo reagował na aplauz i entuzjazm zebranych tam ludzi. Uśmiech ani na moment nie schodził z jego twarzy. Za każdym razem gorąco dziękował za przywitanie. Ogólnie, gdyby nie nagłośnienie byłby to świetny występ, a tak było tylko dobrze.
Cannibal Corpse- Mord, wojna, masakra. Kanibale pokazali, że nie biorą jeńców. W tym przypadku nagłośnienie było perfekcyjne, bardzo selektywne. W zasadzie nie ma co się rozpisywać, pokazali klasę. Perfekcyjna technika muzyków. Szczególne brawa dla Alexa Webstera! :wow Secik jak zwykle, niszczący. M.in Fucked With A Knife, I Cum Blood, Vomit The Soul, Make Them Suffer no i nieśmiertelny Hammer smashed face. Niestety pod koniec koncertu musiałem wyjść żeby zająć lepsze miejsce na H&H. Chętnie bym ich zobaczył u nas na jakimś halowym gigu.
Korn- widziałem tylko kilka ostatnich kawałków, szczerze mówiąc niczym nie zachwycili, nie moja muzyka. Show oczywiście na najwyższym poziomie ale raczej ich nie polubie.
H&H- Akurat kiedy wyszli mocno się rozpadało, deszcz tak zacinał, że nawet zadaszenie sceny nie uchroniło muzyków. Pięknie zagrali. Dio w wyśmienitej formie (jak zawsze z resztą). I po raz kolejny muszę przyznać, że za krótko. Nie było m.in sola perkusji i 2 nowych kawałków. After all i Computer God także nie dane nam było usłyszeć. Zaczęli od Mob Rules, ale i tak jestem bardzo zadowolony, że mogłem zobaczyć legendę. Dziwi mnie tylko to, że grali przed Kornem, który bezpośrednio poprzedzał Ironów.
Iron Maiden- no tu chyba nie musze nic pisać. Genialny występ. Stałem pod sceną i zdarłem sobie gardło tak że na drugi dzień miałem problemy z mówieniem. Perfekcja!
Chimaira- chłopaki grali na głównej scenie. Młyn był potężny, koles ma niesamowity wokal, podobnie z resztą jak Randy z Lamb of God. Setu nie pamiętam, w Chimairze siedzę dopiero od niedawna więc nie mogę powiedzieć dokładnie co grali. Ale było naprawdę fajnie. Wielki + ma u mnie ten zespół. Największy podziw wzbudził we mnie perkusista. Imponująca gra.
Cynic- O tak, występ na który czekałem z niecierpliwością. Zająłem miejsca przy barierkach i opłacało się, złapałem pałeczkę. Co do samego koncertu: najbardziej klimatyczne i magiczne widowisko na festiwalu. Oświetlenie było nieziemskie, nagłośnienie też dobre. Widać było, że Paul był bardzo zadowolony z przyjęcia, później zaczął się rozkręcać bo na początku był bardzo nieśmiały i małomówny. Oczywiście technika na najwyższym poziomie, ciekawa jest sprawa z tym charakterystycznym wokalem i growlem które znamy z Focusa. Paul miał 2 mokrofony, jeden przestrojony tak aby wydawał te charakterystyczne dźwięki, drugi służył mu do gadki z fanami. Co dziwne nikt nie growlował. Był on puszczany z taśmy. Fajnie to wyglądało. Zagrali prawie cały (jak nie cały) Focus + 1 czy 2 nowe kawałki. Wszystko wypadło naprawdę imponująco. Jeden z lepszych gigów imprezy.
O Sleju pisałem trochę w poprzednim poście. Kocham ich!!!! Cudo!!! Magia!!!
Mastodon- I tu się nie zawiodłem. Mimo, że występ był bezpośrednio po Slayu i byłem sponiewierany i kompletnie wycieńczony to bawiłem się świetnie. Jeden z lepszych koncertów na festiwalu. Oświetlenie podobnie jak w przypadku Cynic było świetne. Niestety zagrali tylko 2 kawałki z Leviathana. Na początek Iron Tusk i na sam koniec Blood and thunder. Grali też March of the fire ants z Remission, reszta numerów pochodziła z Blood Mountain. IMO najlepiej wypadł Sleeping Giant. Rozpłynąłem się przy tym!!!! Panowie stworzyli niepowtarzalny klimat. Ktoś kiedyś powiedział że na żywo wokalnie Mastodon kuleje. Bzdura!! Troy zarówno na płytach jak i podczas koncertów świetnie sobie radzi. Mam trochę mało czasu więc nie będę się rozpisywał na temat kolejnych utworów, powiem jeszcze że The wolf is loose położył na kolana. Z Blood Mountain zagrali całą pierwszą połowę albumu, więc było naprawdę konkretnie. Kolejny zespół na którego koncercie w Polsce muszę być obowiązkowo. Co do Dailora. BÓG!
Children of Bodom- Dobrze rozgrzali publikę przed Slayerem. Momentami było ciężko. Grali na głównej scenie, set to prakycznie same najbardzoej znane utwory.
Ozzy- nie chcę dużo pisać, bo i nie ma o czym. Zdecydowanie najsłabiej spośród gwiazd festu. Wokalnie cieniutko, jedynie set fajny. Zakk oczywiście wycinał piękne solóweczki. Scenografia na wysokim poziomie ale reszta bez polotu. W każym razie legendę widziałem.
To już chyba wszystko, naprawdę warto było tam pojechać. Piękna atmosfera, magiczny klimat i tyle gwiazd. Mam nadzieję że pojadę za rok, tym razem z większą grupką. Było BOSKO! I tak mało kto to przeczyta



