The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Tak jak pisałem wcześniej faktycznie w każdym kawałku odnajduję interesujące fragmenty [nie tylko świetne sola] ale w stosunku do czasu trwania utworów które moim zdaniem są zbyt długie [ten zarzut już mnie wkurzał przy AMOLAD] i w efekcie stają się nużące i rzekomej epickości im nie dodają. W ogóle ten album momentami jest cholernie NIE MAIDENOWY co akurat nie jest złe a nawet na DUŻY + 
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
no, już już jestem po kilku odsłucham.
Pierwszy i chyba jedyny, ale zasadzie jedyny poważny zarzut, bardzo ogólnikowo ujęty: niestety Ironi już podobnie jak na poprzednich dwóch płytach nie nagrali muzy, którą da się zachwycić i zakochać w niej od pierwszego przesłuchania (zresztą już tak samo było nawet wcześniej np. z "X Factor") - jest więc to taka płyta, którą lubi się, bo się jej słucha, a nie słucha jej się, bo lubi.
Ale naprawdę nie jest źle! Nawet pozytywnie zaskoczyło mnie, że nie próbowali na siłę robić płyty w starym stylu, a chyba jedyny utwór, który zrobili ewidentnie pod starych fanów ("The Alchemist") jest za to w 100% tym, czym być powinien - zaczyna się od rajcownego riffu, zamiast od np długiego, dwuminutowego basowego intro i nie ma sztucznych zwolnień w środku - po prostu krótko, na temat i do przodu - chyba ostatnio tak było w dwóch utworach na DoD - "Rainmaker" i "New Frontier" - ale nawet tamte utwory nie były do końca tym, o co chodziło, bo nosiły już w sobie znamiona tej nowej polityki wytwórczej - że jak jest krócej szybciej, to też zarazem musi być skrajnie melodyjnie i przebojowo, niemal poprockowo, a tak - mamy w końcu tylko jeden taki utwór, ale za to dokładnie taki, jakiego chcieliśmy (przynajmniej ja).
Dalej, żeby z siebie już wyrzucić wszystkie żale, to jeszcze dwa mniejsze dorzucę poza wspomnianym "nie wchodzi od razu i nie ma potencjału na wielki hicior i chwałę wśród wszystkich metalowców"
- wymęczone górki Dickinsona w refrenach
- intro do pierwsze utworka (co właściwie nie było by żadnym mankamentem, gdyby intro i tytułowy były osobnymi ścieżkami, a nie sklejone w jedno - wtedy można by słuchać razem, jak się chce wczuć w klimat i osobno jak się chce po prostu posłuchać otwieracza właściwego, który nota bene jakoś zyskał u mnie - jest energiczny i energetyczny też, w miarę przyzwoitego kopa ma i w zwrotkach nawet bardzo, bardzo fajną linię wokalną, a refren da się przeboleć - w sumie będzie z tego nienajgorszy opener live - może nie tak dobry, jak "Wicker Man", ale na pewno lepszy, niż "Wildest Dreams" i mniej więcej na poziomie "Different World".
"El Dorado" za to nadal uważam za najgorszy utwór na płycie i bardzo dobrze, że był singlem, bo przez to żadnych przykrych nie niespodzianek nie doznałem na końcu, tylko już im dalej w las, tym lepiej.
"Mother Of Mercy" chwyta bardzo pozytywnie za serducho.
"Coming Home" też.
W ogóle dużym plusem płyty jest to, że praktycznie każdy utwór ma tu jakiś swój autonomiczny klimat, każdy jest w trochę innym tempie, stylu, nie zlewa się zbiór podobnych do siebie ścieżek.
"Isle Of Avalon" jest bardzo hipnotyczny, taka bardziej narracja do fajnych gitar, niż rasowy rockers - ale to całkiem ciekawa odmiana i Bruce świetnie śpiewa, nawet spoko mu potem w górkach idzie, bez takiego obciachu jak w innych utworach.
"Starblind" - bardzo chwyta za serducho znów, taki wolny, ale emocjonalny w dobrym znaczeniu tego słowa. Fajne ma też harmoniczne unisona w okolicach solówek.
"Talisman"... to po prostu mój ulubiony. Zaczyna się podobnie do "The Legacy" z AMOLADa, ale rozwija w coś w ogóle innego, coś przepięknego - podniosły utwór z zajebistym refrenem i jeszcze lepszymi znów zwrotkami, gdzie akcenty fajnie podbijane są gitarami. I ten motyw po refrenie - poezja ta melodyjka, świetnie podbita basem a'la "Aces High"
"The Man Who Would Be King" - tu szczególną uwagę zwróciły na mnie ciekawe partie
wokalne Bruce'a i to, że jest to chyba jedyny utwór, gdzie ani razu nie przedobrzył w górkach, śpiewa nisko (jak na siebie oczywiście) i wychodzi to zajebiście.
"When The Wild Wind Blows" - rzeczywiście kojarzy się z jakiś w miarę nowoczesnym umiarkowanym rockiem progresywnym. Ciekawe aranże, ozdobniki i umiarkowany wokal genialny w swej prostocie i jakiemuś takiemu... ciepłu.
W sumie się okazuje, że dostałem coś zupełnie innego, niż się spodziewałem - po singlach i okładce (która nadal podtrzymuję, że jest kiepska, przesadzona, kiczowata, zwłaszcza jak się porówna ze świetną okładką AMOLADA) - spodziewałem się mniej lub bardziej (a bardziej mniej) udanego powrotu do stylu "Somewhere In Time", a okazało się, że jest niegłupie rozwinięcie drogi, jaką podążali do reunionu - zróżnicowany, nawet progresywny album bez "hiciorów", ale z wieloma chwytającymi za serducho momentami. Przyjemny i fajny. No i jak już wspomniałem nawet fani lat 80tych znajdą tu w końcu utwór dla siebie. Może mimo wszystko za mało tu w ogólnym rozrachunku ikry, ognia i bezkompromisowego heavy metalu, a jest ogólnie trochę za spokojnie i często mało ironowo, ale za to naprawdę czuć, że album jest szczery, że niczego na nim nie udają (poza tym, że Bruce udaje, że umie jeszcze wysoko-wysoko śpiewać) i to cieszy. Co do produkcji, to niestety jest shirleyowo jak zwykle - tak brudno i nieklarownie, że aż dziw, że taka płyta wyszła w XXI wieku. Z drugiej strony lepsze to, niż druga skrajność w produkowaniu płyt (wiadomo, jaka
) a też dzięki temu, że to brzmi jak brzmi, to na żywo już może tylko zyskać, na pewno nie stracić. Aha - i jeden ogromny plus - bębny Nicko - na tej płycie brzmią tak dobrze, jak chyba nigdy dotąd! Z niecierpliwością czekam na moment, kiedy tego posłucham na oryginalnym CD.
Pierwszy i chyba jedyny, ale zasadzie jedyny poważny zarzut, bardzo ogólnikowo ujęty: niestety Ironi już podobnie jak na poprzednich dwóch płytach nie nagrali muzy, którą da się zachwycić i zakochać w niej od pierwszego przesłuchania (zresztą już tak samo było nawet wcześniej np. z "X Factor") - jest więc to taka płyta, którą lubi się, bo się jej słucha, a nie słucha jej się, bo lubi.
Ale naprawdę nie jest źle! Nawet pozytywnie zaskoczyło mnie, że nie próbowali na siłę robić płyty w starym stylu, a chyba jedyny utwór, który zrobili ewidentnie pod starych fanów ("The Alchemist") jest za to w 100% tym, czym być powinien - zaczyna się od rajcownego riffu, zamiast od np długiego, dwuminutowego basowego intro i nie ma sztucznych zwolnień w środku - po prostu krótko, na temat i do przodu - chyba ostatnio tak było w dwóch utworach na DoD - "Rainmaker" i "New Frontier" - ale nawet tamte utwory nie były do końca tym, o co chodziło, bo nosiły już w sobie znamiona tej nowej polityki wytwórczej - że jak jest krócej szybciej, to też zarazem musi być skrajnie melodyjnie i przebojowo, niemal poprockowo, a tak - mamy w końcu tylko jeden taki utwór, ale za to dokładnie taki, jakiego chcieliśmy (przynajmniej ja).
Dalej, żeby z siebie już wyrzucić wszystkie żale, to jeszcze dwa mniejsze dorzucę poza wspomnianym "nie wchodzi od razu i nie ma potencjału na wielki hicior i chwałę wśród wszystkich metalowców"
- wymęczone górki Dickinsona w refrenach
- intro do pierwsze utworka (co właściwie nie było by żadnym mankamentem, gdyby intro i tytułowy były osobnymi ścieżkami, a nie sklejone w jedno - wtedy można by słuchać razem, jak się chce wczuć w klimat i osobno jak się chce po prostu posłuchać otwieracza właściwego, który nota bene jakoś zyskał u mnie - jest energiczny i energetyczny też, w miarę przyzwoitego kopa ma i w zwrotkach nawet bardzo, bardzo fajną linię wokalną, a refren da się przeboleć - w sumie będzie z tego nienajgorszy opener live - może nie tak dobry, jak "Wicker Man", ale na pewno lepszy, niż "Wildest Dreams" i mniej więcej na poziomie "Different World".
"El Dorado" za to nadal uważam za najgorszy utwór na płycie i bardzo dobrze, że był singlem, bo przez to żadnych przykrych nie niespodzianek nie doznałem na końcu, tylko już im dalej w las, tym lepiej.
"Mother Of Mercy" chwyta bardzo pozytywnie za serducho.
"Coming Home" też.
W ogóle dużym plusem płyty jest to, że praktycznie każdy utwór ma tu jakiś swój autonomiczny klimat, każdy jest w trochę innym tempie, stylu, nie zlewa się zbiór podobnych do siebie ścieżek.
"Isle Of Avalon" jest bardzo hipnotyczny, taka bardziej narracja do fajnych gitar, niż rasowy rockers - ale to całkiem ciekawa odmiana i Bruce świetnie śpiewa, nawet spoko mu potem w górkach idzie, bez takiego obciachu jak w innych utworach.
"Starblind" - bardzo chwyta za serducho znów, taki wolny, ale emocjonalny w dobrym znaczeniu tego słowa. Fajne ma też harmoniczne unisona w okolicach solówek.
"Talisman"... to po prostu mój ulubiony. Zaczyna się podobnie do "The Legacy" z AMOLADa, ale rozwija w coś w ogóle innego, coś przepięknego - podniosły utwór z zajebistym refrenem i jeszcze lepszymi znów zwrotkami, gdzie akcenty fajnie podbijane są gitarami. I ten motyw po refrenie - poezja ta melodyjka, świetnie podbita basem a'la "Aces High"
"The Man Who Would Be King" - tu szczególną uwagę zwróciły na mnie ciekawe partie
wokalne Bruce'a i to, że jest to chyba jedyny utwór, gdzie ani razu nie przedobrzył w górkach, śpiewa nisko (jak na siebie oczywiście) i wychodzi to zajebiście.
"When The Wild Wind Blows" - rzeczywiście kojarzy się z jakiś w miarę nowoczesnym umiarkowanym rockiem progresywnym. Ciekawe aranże, ozdobniki i umiarkowany wokal genialny w swej prostocie i jakiemuś takiemu... ciepłu.
W sumie się okazuje, że dostałem coś zupełnie innego, niż się spodziewałem - po singlach i okładce (która nadal podtrzymuję, że jest kiepska, przesadzona, kiczowata, zwłaszcza jak się porówna ze świetną okładką AMOLADA) - spodziewałem się mniej lub bardziej (a bardziej mniej) udanego powrotu do stylu "Somewhere In Time", a okazało się, że jest niegłupie rozwinięcie drogi, jaką podążali do reunionu - zróżnicowany, nawet progresywny album bez "hiciorów", ale z wieloma chwytającymi za serducho momentami. Przyjemny i fajny. No i jak już wspomniałem nawet fani lat 80tych znajdą tu w końcu utwór dla siebie. Może mimo wszystko za mało tu w ogólnym rozrachunku ikry, ognia i bezkompromisowego heavy metalu, a jest ogólnie trochę za spokojnie i często mało ironowo, ale za to naprawdę czuć, że album jest szczery, że niczego na nim nie udają (poza tym, że Bruce udaje, że umie jeszcze wysoko-wysoko śpiewać) i to cieszy. Co do produkcji, to niestety jest shirleyowo jak zwykle - tak brudno i nieklarownie, że aż dziw, że taka płyta wyszła w XXI wieku. Z drugiej strony lepsze to, niż druga skrajność w produkowaniu płyt (wiadomo, jaka
Our time will come! Oooo...
- dostoevsky
- -#Assassin

- Posty: 2347
- Rejestracja: pn sty 30, 2006 3:55 pm
- Skąd: St Andrews
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Hm, podejrzewam, że tutaj problem tkwi w czym innym. Niektórzy na forum wychodzą z założenia, że jeżeli wychodzi płyta Maiden i po nią sięgają, to oczekują od niej tego, aby brzmiała tak a nie inaczej. I taki tok rozumowania nie jest zły, wręcz zrozumiały - podobnie jak z produktem, sięgasz po Ciechana i liczysz na to, że dostaniesz dobre piwo, a nie kwas chlebowy.Totengott pisze:A ci co wpadli w kółko wzajemnej adoracji jaki to album jest zajebisty, to niby coś wartościowego wnoszą?jArO pisze:Niektórym osobom najlepiej byłoby założyć specjalne odrębne forum gdzie mogli byście się wynarzekać bo to co tutaj wypisujecie to już są normalne kpiny... Nie podoba się album to nie piszcie cały dzień tego samego i w każdym temacie, wymieńcie się nr gg itp i sobie narzekajcie. Sory ale naprawdę nie wnosicie nic wartościowego swoimi wypowiedziami-biadoleniami...
Z drugiej jednak strony, a tak jest w moim przypadku, byłem po prostu ciekaw co teraz panowie nagrają. Nie chcę, aby grali kompozycje w stylu BNW, DOD czy POM, bo takie płyty już mamy i na pewno podobnych płyt już nie nagrają. Ciekawiła minie za to ich forma, pomysły, itd.....
Niektórzy z was twierdzą, że miłośnicy tego albumu tak go uwielbiają, bo to Maiden. Owszem, mamy na forum wysyp młodziaków zarejestrowanych w tym roku, którzy strzasnie się TFF podniecają. Ale niektórzy z was nie przepadają za albumem, bo... to Maiden.
Ja jestem bardzo pozytywnie zaskoczony, są momenty, które moim zdaniem wręcz ociekają zajebistością. Bałem się o kompozycje właśnie, po AMOLADzie, ale tutaj jest wiele fragmentów na mistrzowskim (jak na możliwości Maiden) poziomie.
- Alkochochlik
- -#Trooper

- Posty: 281
- Rejestracja: ndz kwie 18, 2010 1:07 am
- Skąd: Mikołów/Katowice
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Cóż ja pokochałem tą płytę bo właśnie NIE wpada za pierwszym razem w ucho, melodyjnie jest pięknie, wokalnie gorzej, produkcja zła, ale za to rozbudowanie utworów ją kocham, że niemożliwością jest ogarnięcie jej za pierwszym, drugim, trzecim razem, dopiero za którymś...
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Ja oczywiście dam temu albumowi więcej szans na trwałe zaistnienie na mojej playliście. Szczerze mam nadzieję, że wrażenie nudy zniknie wraz z dalszymi przesłuchaniami.
Nobody expects the SPANISH INQUISITION!!!
- Alkochochlik
- -#Trooper

- Posty: 281
- Rejestracja: ndz kwie 18, 2010 1:07 am
- Skąd: Mikołów/Katowice
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
dostoevsky, ja miałem takie samo podejście, może miałem nadzieję ze NIE będzie to płyta w stylu PoM etc. tylko własnie liczyłem na rozbudowanie kompozycji, żeby rozwinęli AMoLaD, i to im wyszło, ja osobiście chciałem płyty nawet cięższej niż AMoLaD, ale to że jest lżejsza jest jednak lepiej.dostoevsky pisze:Z drugiej jednak strony, a tak jest w moim przypadku, byłem po prostu ciekaw co teraz panowie nagrają. Nie chcę, aby grali kompozycje w stylu BNW, DOD czy POM, bo takie płyty już mamy i na pewno podobnych płyt już nie nagrają. Ciekawiła minie za to ich forma, pomysły, itd.....
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
flaki z olejem. progresywne granie nie jest dla maidena, utwory sa za długi i za nudne. ilez można słuchać wstępu. mam wrażenie że oni w czasie wstępów zastanawiają się czy grać dalej czy może iść się upić.
w niektórych numerach tekstu jest nawalone jak w trylogii Sienkiewicza czasami trąci to Manowarem a czasami brzmi jak głupawe dzieciece wyliczanki.
płyta jest niestety kiepska i jakiś fajny riff w którymkolwiek numerze tego nie zmieni a nachalne odniesienia do A Matter of... aż rażą.
sama realizacja to też kicha. gdzie bas Harrisa gdzie gary Nicka. cała sekcja dudni a nie brzmi.
szkoda liczyłem na coś lepszego po przydługiej AMoLaD dobili mnie kolejnym tasiemcem

w niektórych numerach tekstu jest nawalone jak w trylogii Sienkiewicza czasami trąci to Manowarem a czasami brzmi jak głupawe dzieciece wyliczanki.
płyta jest niestety kiepska i jakiś fajny riff w którymkolwiek numerze tego nie zmieni a nachalne odniesienia do A Matter of... aż rażą.
sama realizacja to też kicha. gdzie bas Harrisa gdzie gary Nicka. cała sekcja dudni a nie brzmi.
szkoda liczyłem na coś lepszego po przydługiej AMoLaD dobili mnie kolejnym tasiemcem
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
masz coś do "Trylogii" Sienkiewicza?! 
Our time will come! Oooo...
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
a chciałbyś ją usłyszeć w wersji melo-recytowanejWiwern pisze:masz coś do "Trylogii" Sienkiewicza?!
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
A ja już sam nie wiem co o tej płycie myśleć. Może byłoby lepiej gdyby nie była taka przekombinowana i wydłużana na siłę. Te nudne intra mnie denerwują, szczególnie w Isle of Avalon.
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Takie "Brave new World" pokazało, że można grać dosyć długie kawałki bez zbędnego przynudzania (Dream of Mirrors, Nomad), nie znam się na rozkładaniu na czynniki pierwsze, ale skonstruowane były tak, że chciało ich się słuchać. Może też po prostu pomysły muzyczne były dużo lepsze niz na nowym długograju?
Nobody expects the SPANISH INQUISITION!!!
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Nawet Dance of Death (Paschendale, tytułowy). Ale dam jej jeszcze trochę czasu.Totengott pisze:Takie "Brave new World" pokazało, że można grać dosyć długie kawałki bez zbędnego przynudzania (Dream of Mirrors, Nomad)
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Im więcej słucham tej płyty, tem mniej mi się podoba. Muszę zrobić przerwę, wrzucić w odtwarzacz Wirtualną XI i dać szansę nowemu dziełu raz jeszcze. W przyszłym tygodniu.
Póki co włączę sobie na poprawienie humoru Strażnika Światła naszych Turboszczaków.
Póki co włączę sobie na poprawienie humoru Strażnika Światła naszych Turboszczaków.
Najbliższe koncerty w 2026: White Buffalo, Hollywood Vampires, Doogie White, Blaze Bayley, Mostly Autumn weekend, Hallas, Coroner, Deep Purple, Quidam, Europe, Maiden United, Still of the Night ...
-
Deleted User 4432
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Damn , dwa dni mnie nie było na necie a widzę , że Final Frontier już wyciekł i już przeanalizowaliście każdą sekundę w dyskusjach. Pierdolę , będę musiał się powstrzymać przed wchodzeniem do tego działu przez te kilka dni , nie chcę przesłuchać przed kupnem cd ani jednego kawałka . Ale dziwi mnie , że tak wiele osób skusiło się na ściągnięcie mp3 .
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
ciekawe jest to ,że jak wyszedł A Matter of Life and Death równo 4 lata temu wszyscy się zachwycali,a Dance of Death był słaby, gdy wyszedł Dance of Death 7 lat temu przyjęty był świetnie ,teraz z kolei A Matter nagle jest słaby a The Final Frontier to coś wspaniałe ,czy przy następnej płycie też tak będzie?
pytam bo ciekawi mnie te zjawisko i niejako potwierdza ,że Brave New World zostawia 3 ostatnie płyty daleko z tyłu ,jako jedyna pokonała próbę czasu,nie budzi kontrowersji ,dla większości jest jedną z ulubionych
pytam bo ciekawi mnie te zjawisko i niejako potwierdza ,że Brave New World zostawia 3 ostatnie płyty daleko z tyłu ,jako jedyna pokonała próbę czasu,nie budzi kontrowersji ,dla większości jest jedną z ulubionych
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Od wczoraj czytam te zażarte dyskusje i po dwóch dniach należy już coś napisać. W całej rozciągłości zgadzam się z tym co pisze na forum Dostoevsky.
Chciałem dobrej muzy i ją dostałem. W dupie miałem powielanie SiTów, Seventh sonów, czy innych Brejw Nju Wordów. Są na tej płycie słabe momenty, to prawda (El Dorado, The Alchemist), ale są i takie, które jak to napisał Dostoevsky 'ociekają zajebistością'. Mi to świeżo brzmi i takie coś chciałem usłyszeć. Cieszę się, że nie wszyscy stetryczali i nie narzekają
Jak dla mnie wraz z BNW najlepsza płyta po reunion.
EDIT: A Bruce na którego tak narzekacie nagrał jedne z lepszy linii melodycznych ostatnich lat... Załatwia niektóre kawałki
Bo np takie The Talisman to dość oklepany numer, gdyby nie linie Becura. Podobnie jest w Isle Of Avalon, Coming Home i reszcie. I jeszcze jedno. Nie czuć na tej płycie jakiegoś kompozytorskiego wyrachowania. Bardzo luźno wszystko zagrane i widać, że chłopaki dobrze się bawili. Do tego wyszedł świetny klimat
Takie moje zdanie.
Chciałem dobrej muzy i ją dostałem. W dupie miałem powielanie SiTów, Seventh sonów, czy innych Brejw Nju Wordów. Są na tej płycie słabe momenty, to prawda (El Dorado, The Alchemist), ale są i takie, które jak to napisał Dostoevsky 'ociekają zajebistością'. Mi to świeżo brzmi i takie coś chciałem usłyszeć. Cieszę się, że nie wszyscy stetryczali i nie narzekają
EDIT: A Bruce na którego tak narzekacie nagrał jedne z lepszy linii melodycznych ostatnich lat... Załatwia niektóre kawałki
Ostatnio zmieniony śr sie 11, 2010 1:43 pm przez cellman, łącznie zmieniany 1 raz.
- Alkochochlik
- -#Trooper

- Posty: 281
- Rejestracja: ndz kwie 18, 2010 1:07 am
- Skąd: Mikołów/Katowice
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Tak, mogłoby być ciekawe.adam IM pisze:a chciałbyś ją usłyszeć w wersji melo-recytowanejWiwern pisze:masz coś do "Trylogii" Sienkiewicza?!![]()
-
Deleted User 4432
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Dobra , moje myśli opanował chaos . Jednak przesłucham wcześniej ten album , nie mogę przestać o tym myśleć kiedy przeczytałem parę opinii , widzę zakładane nowe tematy .
Nie mogę już wytrzymać . Wybaczcie
Nie mogę już wytrzymać . Wybaczcie
- Alkochochlik
- -#Trooper

- Posty: 281
- Rejestracja: ndz kwie 18, 2010 1:07 am
- Skąd: Mikołów/Katowice
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Jak potem kupisz płytę, będzie Ci wybaczone.numLock pisze:Nie mogę już wytrzymać . Wybaczcie



