Bon Dzosef pisze: ↑pt sie 19, 2022 12:32 pm
Te płyty dzieli pół roku, nie znam aż tak dobrze historii Slayera ale pewnie pierwsze numery powstawały w podobnym okresie, w którym Mustaine pisał Kill'em'all. No chyba, że dla Ciebie np. KIMB z racji wyjścia dopiero w 1985 jest inspirowany Metą i Slayerem .
Nikt nie pisał czym sie Megadeth inspirował. Za to wiadomym jest od dawien dawna ze debiut Megadeth to thrash tak samo debiuty Slayer i Metallicy. Metallica i Megadeth dopiero porzuciły thrashowe granie na piątych płytach. To ze brzmiały inaczej i grali na nich w inny sposób nie świadczy o tym ze to płyty brzmiące jak British Steel czy Killers od Maiden. Każdy tych zespołów - Metallica, Megadeth i Slayer inspirował się po trosze tym samym i czyms innym. To że każdy miał inny styl z uwagi na to ze to było cos nowego i nie było jeszcze tylu zespołów grających w ten sposób. Dlatego zespoły miały otwarte wszystkie furtki i mogły grac thrash w sposób różny od siebie ale posiadający kilka cech wspólnych
Co do pierwszych utworów Slayer to akurat ponad połowa płyta powstała po ukazaniu się Kill'em All. Wcześniej Slayer dysponował dużo lżejszymi wrecz heavy metalowymi numerami takimi jak Ice Titan, Night Rider, Assassin, Simple Aggression
Aha, i Mustaine nie napisal KEA, jest wspoltworca kilku numerow - tak brzmi bardziej fair.
Podejrzewam, ze glownie i tak chodzilo o pare riffow i solowki, ktore to Kirk i tak pozniej zagral lepiej niz Rudy kiedykolwiek wczesniej/pozniej moglby probowac zagrac
No chyba ze nadal twierdzisz, ze Hammett byl gorszym solowym gitarzysta o Rudego, nawet w swoim prajmie
Djuk_416 pisze: ↑pt sie 19, 2022 11:57 am
Prawda jest taka że Rust in Peace to bardzo thrashowy krążek. Bardzo dopracowany i dopieszczony krążek na którym Mustaine wplótł trochę niekonwencjonalnych rozwiązań jak na thrash (tak jak i na wcześniejszych albumach) i zrobił kilka bardziej przystępnych i wpadających w ucho numerów jak np Tornado of Souls żeby płyta nie tylko spodobała się fanom thrashu spod znaku Slayer ale tez trafiła do szerszej publiczności. Tak robiła wcześniej (z przystępnością) Metallica ale chyba każdy słyszy różnice między thrash metalowa Metallicą a tą po czarnym albumie. No chyba że dla kogoś Fade to Black to czysta thrashowa jazda bez trzymanki a Welcome Home (Sanitarium) i Orion to agresywne thrash metalowe granie jakie znamy z innych legendarnych thrashowych płyt jak Reign in Blood i Pleasure to Kill
Według niektórych na forum Metallica z Fade to Black na Ride i Orion, Sanitarium na Masterze to juz zabiegi które uczyniły z tych płyt mocno balansujące na krawędzi thrash i heavy metalu
Djuk_416 pisze: ↑pt sie 19, 2022 11:57 am
Z tego co widze Dzosef stawia sprawe z Rust in Peace tak a nie inaczej bo jak sam mówi nie ma na niej typowej dla thrashu młócki. Ale nie chce za wszelką cenę spojrzeć na fakt że thrash metal to nie tylko jeden rytm, kilka riffów i darcie mordy. Widac che na siłe wszystkim przedstawić Megadeth jako zespół najbardziej unikalny i oryginalny z gatunku. Prawda jest taka że Rust in Peace to bardzo thrashowy krążek. Bardzo dopracowany i dopieszczony krążek na którym Mustaine wplótł trochę niekonwencjonalnych rozwiązań jak na thrash (tak jak i na wcześniejszych albumach) i zrobił kilka bardziej przystępnych i wpadających w ucho numerów jak np Tornado of Souls żeby płyta nie tylko spodobała się fanom thrashu spod znaku Slayer ale tez trafiła do szerszej publiczności.
Słucham Rust in Peace od 1990 roku. Heavy metalu od 1984 roku i nigdy jakos mi przez myśl nie przeszło ze Rust in Peace moze być mało thrashowy albo że to jest płyta heavy metalowa. Wręcz przeciwnie. Kiedy ta płyta wyszła to każdy ją uważał za jedno z największych osiągnięć w thrashu ponieważ płyta było bardzo dopracowana i nieprzeciętnie wyważona. Można było na niej znaleźć wszystko co w thrashu najlepsze. Od powiedzmy typowych ostrych thrashowych numerów jak Take No Prisoners, przez techniczne, rozbudowane momenty w stylu Holy Wars czy troche mniej agresywne i wpadające w ucho Tornado of Souls. Technikę na najlepszym poziomie, zagrywki nie do końca oczywiste i popisy poszczególnych muzyków. To że cała płyta od początku do końca to nie łupanie w jednym tempie to wcale nie świadczy o tym że to juz nie album thrash metalowy. No chyba że ja już nie wiem o czym pisze i może teraz młodzi po latach znają się lepiej
Djuk_416 pisze: ↑pt sie 19, 2022 12:33 am
Obu koncertów Slayer z Zabrza nie zapomnę do końca życia. Te występy były dla mnie tak szczególne (zwłaszcza ten pierwszy w 1992 z Testamentem) że brak słów. Największy thrashowy band tamtych lat na jedynym koncercie w Polsce. Kurde samo oczekiwanie na ich występ które dodatkowo było mocno nakręcane w gazetach pokroju Metal Hammer i Thrash'em All było już czymś wyjątkowym. Kiedy w końcu jako jeszcze dzieciak dotarłem na miejsce to czuć było w powietrzu nieprawdopodobny i niezwykły klimat. Jeden z moich najważniejszych koncertów jaki zaliczyłem w życiu.
Wydaje mi się że przed koncertem w 1994 balonik był bardziej nadmuchiwany w gazetach ale mogę sie mylic. Od tego czasu mineło sporo czasu Ogólnie to reklamowali mocno występ w 1994 w Zabrzu na którym też byłem. Napisac o tamtym występie Slayer i Machine Head że był świetny, bardzo dobry to tak jak nic nie napisać
Skoro Dzosef chce być ze swoimi tezami o Rust in Peace że to jest tak różnica się od wszystkich innych thrashowych płyt to niech mi powie czy te trzy niżej wymienione (wybrałem na prawde na szybko) pozycje to są death metalowe krążki ?
Deicide - Once Upon the Cross
At the Gates - Slaughter of the Soul
Death - Symbolic
Każdy album kompletnie inny. Różnie dozowana i podana agresja, niekiedy brutalność, nie raz progresja, kompletnie inny wokal.
To na pewno jest ten sam death metal mimo tego że Death na Symbolic przy Deicide brzmi jak jakis rockowy zespół ??
Czy tu czasem nie mamy do czynienia z o wiele większą różnicą jak z ta między Rust in Peace a powiedzmy wspomnianymi Coma of Souls od Kreatora albo Testament - Souls of Black
Jeśli chodzi o Death, to musiałbym sobie przypomnieć jak zmieniały się teksty na albumach. Generalnie death metal jest death metalem w momencie kiedy trubadurzy z zespołu śpiewają o różnych aspektach związanych ze zjawiskiem śmierci. Patrząc na to w ten sposób można byłoby zaryzykować stwierdzenie, że Slayer jest zespołęm death metalowym, ale oczywiście takie twierdzenie jest niewłaściwe.
Jeśli chodzi o zespół Death to zawsze śmieszyło mnie spotykane czasem twierdzenie, że późniejsza muza tego zespołu zawiera dużo elementów jazzu. Ja tam tego nie dostrzegam. Prędzej zauważałbym jakieś elementy fusion w muzyce Cynic z ery Focus, ale stwierdzenie, że grupa Death romansuje z muzyką jazzową dlatego, że na jednej z płyt zagrali muzycy z Cynic, a na basie gra basista, który używa bezprogowca to grubo naciągana teza.
Pierre Dolinski pisze: ↑sob sie 20, 2022 2:36 pm
Jeśli chodzi o zespół Death to zawsze śmieszyło mnie spotykane czasem twierdzenie, że późniejsza muza tego zespołu zawiera dużo elementów jazzu. Ja tam tego nie dostrzegam.
Jazz w Death ? Nie wiem skąd to ludzie biorą. Cynic i ich Focus to zgoda albo Atheist na dwójce. No ale Death?
Zawsze miałem szyderę z takich twierdzeń. Myślę, że biorą się one z jakiegoś przekonania niektórych, że jeśli bezpodstawnie obwieszczą obecność elementów death metalu w tej ambitnej muzie jazzowej ukochanej również przecież przez wielu płytkich snobów, to samo to w jakiś sposób nobilituje ten death metal w jakimś tam gronie niemetalowych słuchaczy i sprawi, że będzie lepiej postrzegany.
Dla mnie bzdura, ale niektórzy lubią się pomądrzyć.
Trzy death metalowe grupy zaczynające się na literę D każdy z tych numerów pochodzi z tego samego 1995 roku. Jest różnica czy jednak wszystko to brzmi podobnie ?
Pierre Dolinski pisze: ↑sob sie 20, 2022 2:49 pm
Zawsze miałem szyderę z takich twierdzeń. Myślę, że biorą się one z jakiegoś przekonania niektórych, że jeśli bezpodstawnie obwieszczą obecność elementów death metalu w tej ambitnej muzie jazzowej ukochanej również przecież przez wielu płytkich snobów, to samo to w jakiś sposób nobilituje ten death metal w jakimś tam gronie niemetalowych słuchaczy i sprawi, że będzie lepiej postrzegany.
Dla mnie bzdura, ale niektórzy lubią się pomądrzyć.
Death grał na późniejszych płytach, w zasadzie z płyty na płytę po prostu co raz bardziej technicznie ale nie było w tej muzyce tak jak np w Atheist na Unquestionable Presence jazzowych rozwiązań. Wystarczy puścić sobie powiedzmy Death Individual i Atheist Unquestionable. Różnica jest kolosalna. Nie mówię już nawet o Cynic
Trzy death metalowe grupy zaczynające się na literę D każdy z tych numerów pochodzi z tego samego 1995 roku. Jest różnica czy jednak wszystko to brzmi podobnie ?
Trzy death metalowe grupy zaczynające się na literę D każdy z tych numerów pochodzi z tego samego 1995 roku. Jest różnica czy jednak wszystko to brzmi podobnie ?
No różnią, tak jak Exodus się różni od Slayera.
Różnią i to bardzo ale to jest ciągle death metal mimo że Symbolic Death jest dużo lżejsze i bardziej techniczne od Deicide a At The Gates i Dismember bardziej melodyjne. Ta sama sprawa ma się w przypadku Rust in Peace i innych płyt thrashowych. Nie trzeba do tego dorabiac od razu jakichś dziwnych historii tylko dlatego że jedna płyta ma jakieś lżejsze, heavy metalowe naleciałości takie jak ma Rust in Peace czy nawet Symbolic
Djuk_416 pisze: ↑sob sie 20, 2022 4:15 pm
Death grał na późniejszych płytach, w zasadzie z płyty na płytę po prostu co raz bardziej technicznie ale nie było w tej muzyce tak jak np w Atheist na Unquestionable Presence jazzowych rozwiązań. Wystarczy puścić sobie powiedzmy Death Individual i Atheist Unquestionable. Różnica jest kolosalna. Nie mówię już nawet o Cynic.