07/07/2025 - Judas Priest - Łódź
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: 07/07/2025 - Judas Priest - Łódź
To ja miałem jakieś magiczne miejsce, bo lepiej nagłośnionego Priest jeszcze nie słyszałem. Halford dobrze słyszalny, a gitary cięły jak żylety. Dotychczas było jedno z dwóch.
Re: 07/07/2025 - Judas Priest - Łódź
Ja myślę,że to mogły być słabe miejsca. Z przodu było dobrze. Sekcja i Faulkner świetnie słyszalni. Andy trochę za cicho. Byliśmy po lewej 6- 10 rząd
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Defenders of Steel
06: Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), Linkin Park
07: Judas Priest
Re: 07/07/2025 - Judas Priest - Łódź
Też wtedy byłem pierwszy raz na nich. Teraz był szósty i zdecydowanie najlepszy.blackcocker pisze: ↑pn lip 07, 2025 11:50 pm U mnie też absolutna topka Priest. Jeszcze taka piękna prawie rocznica - w tym samym miejscu 10 lat temu 27 czerwca pierwsze Priest. Oni z roku na rok coraz lepiej
Co do dźwięku - w zatyczkach było naprawdę ok, może nie od początku ale nie mam co narzekać. Ale z doświadczenia Atlas Areny wiem, że na trybunach potrafi być gigantyczny pogłos.
Tam gdzie stałem przez większość czasu co chwila ludzie nurkowali po kostki. Co najlepsze Rysiek rzuca kilka rzędów bliżej a koleś obok mnie ryje z latarką na podłogę... I tak kilka razy. A po gigu to już w ogóle walka na całego.
Piękny wieczór, jeden z najlepszych w koncerowym życiu. Aż miałoby się ochotę na więcej, ale te miejscówki są tak daleko...
Re: 07/07/2025 - Judas Priest - Łódź
https://www.youtube.com/watch?v=BkUAzcj ... rt_radio=1
Tak, wiem. Nielegalny link bez opisu. Potem dam sobie za to warna, ale jakbym dał opis, to byście nie kliknęli
Tak, wiem. Nielegalny link bez opisu. Potem dam sobie za to warna, ale jakbym dał opis, to byście nie kliknęli
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Defenders of Steel
06: Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), Linkin Park
07: Judas Priest
- Recit The Thornographer
- -#Moonchild

- Posty: 1922
- Rejestracja: ndz paź 15, 2006 6:54 pm
- Skąd: Midian
Re: 07/07/2025 - Judas Priest - Łódź
Łódź to akurat dobra miejscówka, w miarę fair dla całej Polski, hala też OK. Irytuje mnie jak jedyny koncert jest np. w Krakowie. I potem Berlin sporo bliżej, a to tak niepatriotycznie... 
Ten support olałem prawdę mówiąc, ale jakoś mnie nie ruszają i przesadnie nie śmieszą. W power metalu takie cuda są i też są fani takiego grania.
Ten support olałem prawdę mówiąc, ale jakoś mnie nie ruszają i przesadnie nie śmieszą. W power metalu takie cuda są i też są fani takiego grania.
We embrace like two lovers at death. A monument to the trapping of breath
Re: 07/07/2025 - Judas Priest - Łódź
Gloryhammer jest równie przebojowy co Sabrina, ale nie ma innych jej zaletRecit The Thornographer pisze: ↑wt lip 08, 2025 8:59 am
Ten support olałem prawdę mówiąc, ale jakoś mnie nie ruszają i przesadnie nie śmieszą. W power metalu takie cuda są i też są fani takiego grania.
Najbliższe koncerty w 2026: Geoff Tate, Eric Clapton, Frontiers Rock Festival, Neil Zaza, Paul Quinn, Uli Jon Roth, SBB, IRON MAIDEN
Re: 07/07/2025 - Judas Priest - Łódź
No ja tez siedziałem niestety w tragicznym miejscu jeśli chodzi o naglośnienie. Sektor T z dolu. Myslałem, ze jako jedyny będę narzekał, ale widze, ze są inni, którzy mają podobne odczucia. Perkusja zagłuszała wszystko i poglos był okropny. Ale forma muzyków świetna i setlista również. Siostra ze szwagrem byli na płycie i tam dźwięk był bardzo dobry, więc to ja siedziałem w kiepskim miejscu.paulek pisze: ↑wt lip 08, 2025 6:24 am Koncert super, zespół w znakomitej formie. Jedyna łyżka dziegdziu to nagłośnienie. Byłem na trybunie w sektorze U na wprost sceny, fatalna kakofonia dźwięku, za głośno, momentami gitary i wokal uciekały, a gość za konsoletą to jakiś priestowy hools był bo szalał tam niczym na barierce zamiast ustawieniami się zajmować. Tyle krytyki, bo możliwe, ze ja już za bardzo zestarzałem się lub też się "rozkarmiłem" tymi wszystkimi doskonale nagłośnionymi jazzowymi, klasycznymi ale i rockowymi i heavy klubówkami...reszta znakomita poza glory hammer. Najlepsze dla mnie Touch, One Shoot i Gates...
15.08 Rock Castle (Running Wild), 23.08 Turbo - Śląskie Larmo, 21.09 Lady Pank - Opole, 08.11 Mikkey Dee - Oslo
- Frank Drebin
- -#Lord of the flies

- Posty: 3903
- Rejestracja: ndz gru 10, 2017 7:39 pm
- Skąd: Blashyrkh
Re: 07/07/2025 - Judas Priest - Łódź
Taki Sabaton tylko bardziej. Na plus atak kosmicznych Ubotów w teledysku oraz wokalista wymachujący dmuchanym młotem. Zatwierdzam.
FotD = TOP5 albumów Maiden
Re: 07/07/2025 - Judas Priest - Łódź
Ja w Atlasie wybieram zawsze sektor E i jestem zadowolony. Raz jak byłem niemal vis a vis sceny to faktycznie było gorzej - coś może być na rzeczy.
P.s. wczoraj nie działała mi apka ticketmaster... i przed wyjazdem i w Łodzi. Do biletów się dobrałem logując przez www ...
Czy ktoś miał podobne doświadczenie?
P.s. wczoraj nie działała mi apka ticketmaster... i przed wyjazdem i w Łodzi. Do biletów się dobrałem logując przez www ...
Czy ktoś miał podobne doświadczenie?
Najbliższe koncerty w 2026: Geoff Tate, Eric Clapton, Frontiers Rock Festival, Neil Zaza, Paul Quinn, Uli Jon Roth, SBB, IRON MAIDEN
Re: 07/07/2025 - Judas Priest - Łódź
"I still hear the battle cry" - chciałoby się rzec.
Wyjazd do Łodzi był ciężki. Zdecydowaliśmy się z @manichean na podróż we wczesnych godzinach porannych, co oczywiście wiązało się z różnymi niedogodnościami, pod Atlasem byliśmy o 8:40. Koniec końców dobrze zrobiliśmy, bo zwłoka i podróż kolejnym pociągiem wiązałyby się najpewniej z brakiem barierki.
Czekania niby było sporo, jeśli pomyśli się o tym, że siedzieliśmy pod areną bite 9h, ale zleciało to dość szybko. Pogoda na szczęście optymalna. Straszyli burzami, ale jedynie coś tam kropiło czasami
Rok temu było duuużo gorzej (niekiedy przez deszcz i pizgawicę, niekiedy przez piekarnik...). Trafiła nam się fajna ekipka złożona głównie z nieznajomych, ale takich, co są zaprawieni w boju. Warto było czekać, bo nagrodą był typowy już dla mnie spot pod Richiem 
A teraz będzie narzekanie i to podwójne. Primo: 1,5h czekania na support to DUŻO. To nie było konieczne, można było tę przerwę uciąć do wymiaru jednej godziny i byłoby okej. Natomiast co do samego supportu... Ugh, no prawdę mówiąc rzadko idzie zobaczyć większy syf niż ten wysryw. Kurwa, co za gówno pierdolone. Jak wspomniałem, dla mnie cały ten power metal w europejskim wydaniu to jest antyteza tego, co podoba mi się w metalu i ja tymi tworami absolutnie gardzę, ale Gloryhole "przebiło oczekiwania". Wiosną widziałem podobne muzycznie All For Metal (support przed Udo) i tamci przynajmniej byli zabawni. Gloryhammer nadaje się jedynie do usunięcia z tego świata i Encyklopedii Metallum. NO ALE LUDZIE SIĘ BAWILI. Toteż nie wiem, czy ostatecznie z perspektywy całego wydarzenia, a nie tylko osób mojego pokroju, był to dobry support czy niedobry. Dla mnie był kurwa straszny.
Cały ten niesmak momentalnie ze mnie wyparował w momencie, gdy z głośników wybrzmiało War Pigs, a następnie intro trasy, no i w końcu... All Guns Blazing. Jeśli ktoś nie znał setlisty przed koncertem, to pewnie się srogo zaskoczył. Nie jest to oczywisty numer na otwarcie gigu, w Europie to w ogóle nie był grany od trasy Painkillera, no ale sprawdza się znakomicie. Potem kilka utworów znanych i lubianych (zaskakująco fajne Freewheel - nie zakładałem, że będę się na nim tak dobrze bawił), no i potężny strzał z dubeltówki. Pocisk numer 1 zwał się A Touch of Evil, pocisk numer 2 - Night Crawler. No powiem tak, po tym drugim już nie było czego zbierać... Ale lecimy dalej. Ja wiem, że temat trasy jest jasno określony i to kompozycje z Painkillera skupiają na sobie uwagę fanów, ale trzeba podkreślić fakt, że JEBANE SOLAR ANGELS WRÓCIŁO DO SETLISTY PO 44 LATACH*. Kawałek, o którym myślałem, że sam zespół o nim zapomniał. Tymczasem wykonuje go co wieczór jak gdyby nigdy nic... No szok. Nie jest to jakiś mój faworyt, ale robi robotę i solówka w nim jest piękna. Moim faworytem jest natomiast Gates of Hell. Oj, brakowało mi tego kawałka rok temu, miałem ból dupy o pozbycie się go po zaledwie kilku występach, ale najwidoczniej uznali, że przytrzymają go na obecną trasę. I wypadł wspaniale, kocham ten utwór, to pewnie najlepsza kompozycja Priest napisana w XXI wieku. Potem trafiło się jeszcze One Shot at Glory (ogólnie, podobnie jak Hell Patrol, Rob chyba śpiewa te kawałki lepiej niż w 2022) i The Serpent and the King (zaskakująco dobre wokale), no i nadszedł czas na utwór, na który czekałem kilkanaście lat. Lejdis end dżentelmen, BETWEEN THE HAMMER AND THE ANVIL. Oooooj kurwa, no niesamowite rzeczy się wtedy ze mną działy, ciężko to opisać. Potem bardzo ładne Giants in the Sky i standardowy Painkiller z bardzo fajnym intrem
Zwyczajowo narzekam na to, że go grają, ale na tej trasie akurat nie można mieć co do tego zarzutów. Na bisy klasyczny zestaw kotletów, z czego każdy siadł mi dobrze, no i to już koniec. The Priest will be back, goodnight everybody.
Wykonawczo forma baaaardzo dobra. Rob dostarczył legendarny materiał z godnością. Na barierce nie wszystko było słychać idealnie, ale chyba był to jeden z jego lepszych występów, jakie widziałem. Wokal mocny, a sam Halford ruchliwy (widziałem takie koncerty, podczas których ledwo co ruszał się z miejsca...), choć widać było, że wszystko to sprawia mu duży wysiłek. Pozostali muzycy oczywiście bez zarzutów, Rysiek atakował solówkami aż miło. Szkoda tylko, że przed nami typek z kamerą zasłaniał mi widok, bo stał na takim podeście, że często wchodził w paradę i sola w All Guns Blazing to nie widziałem w ogóle... Co jest dość przykre, bo to jedna z bardziej imponujących solówek w katalogu Priest. Nagłośnienie u nas na barierce było okej. Wiadomo, bez szału, bo to barierka, ale nie mogłem narzekać i dzisiaj też nie mogę narzekać na stan swoich uszu.
Wspominałem o publice i niestety, ale nie było lajtowo. Było dość ciężko, na pewno gorzej niż w Krakowie. Natomiast na szczęście nie były to Katowice 2018, czyli w moim dorobku jakiś peak bydła i głupoty trzodnej. Zresztą, te czasy już chyba ogólnie minęły - i słusznie. Z fajnych rzeczy, to publika wokół mnie była głośna, a dziewczyna, która pojawiła się obok mnie, cechowała się wręcz zaraźliwym entuzjazmem
Plus dla ochrony za rozdawanie wody, to powinien być standard, według ochroniarzy jest tak na każdym koncercie w Atlas. Jeśli to prawda, to bardzo dobrze.
To był dla mnie szczególny koncert. Pierwszy raz widziałem się z Priest w Łodzi w 2015 roku. Teraz nie tylko minęło prawie równo 10 lat od tamtego wydarzenia, ale sam koncert był moim 10 na liczniku. Przyznam, że podążyła za tym cała masa różnych refleksji. Lepszego jubileuszu nie mogłem sobie wymarzyć. Jestem wdzięczny życiu, że mogłem tego doświadczyć... A za niedługo powtórka i ta wizja bardzo mi się podoba
Wiadomo, jak to jest z zespołami na tym etapie kariery. Nigdy nie wiesz, czy będzie kolejna trasa. Natomiast jeżeli by się okazało, że to było moje ostatnie spotkanie z Priest, to... Okej. Usłyszałem lwią część albumu, który uważam za absolutną definicję heavy metalu. Usłyszałem już wszystkie ulubione numery z płyty najlepszej od Painkillera. I to podane w bardzo smacznym sosie. To więcej niż mi potrzeba do szczęścia. Ale oczywiście chętnie zobaczę ich jeszcze nieograniczoną ilość razy!
Pozdro dla wszystkich spotkanych Sanatorian, było nas dużo i fajnie
Wyjazd do Łodzi był ciężki. Zdecydowaliśmy się z @manichean na podróż we wczesnych godzinach porannych, co oczywiście wiązało się z różnymi niedogodnościami, pod Atlasem byliśmy o 8:40. Koniec końców dobrze zrobiliśmy, bo zwłoka i podróż kolejnym pociągiem wiązałyby się najpewniej z brakiem barierki.
Czekania niby było sporo, jeśli pomyśli się o tym, że siedzieliśmy pod areną bite 9h, ale zleciało to dość szybko. Pogoda na szczęście optymalna. Straszyli burzami, ale jedynie coś tam kropiło czasami
A teraz będzie narzekanie i to podwójne. Primo: 1,5h czekania na support to DUŻO. To nie było konieczne, można było tę przerwę uciąć do wymiaru jednej godziny i byłoby okej. Natomiast co do samego supportu... Ugh, no prawdę mówiąc rzadko idzie zobaczyć większy syf niż ten wysryw. Kurwa, co za gówno pierdolone. Jak wspomniałem, dla mnie cały ten power metal w europejskim wydaniu to jest antyteza tego, co podoba mi się w metalu i ja tymi tworami absolutnie gardzę, ale Gloryhole "przebiło oczekiwania". Wiosną widziałem podobne muzycznie All For Metal (support przed Udo) i tamci przynajmniej byli zabawni. Gloryhammer nadaje się jedynie do usunięcia z tego świata i Encyklopedii Metallum. NO ALE LUDZIE SIĘ BAWILI. Toteż nie wiem, czy ostatecznie z perspektywy całego wydarzenia, a nie tylko osób mojego pokroju, był to dobry support czy niedobry. Dla mnie był kurwa straszny.
Cały ten niesmak momentalnie ze mnie wyparował w momencie, gdy z głośników wybrzmiało War Pigs, a następnie intro trasy, no i w końcu... All Guns Blazing. Jeśli ktoś nie znał setlisty przed koncertem, to pewnie się srogo zaskoczył. Nie jest to oczywisty numer na otwarcie gigu, w Europie to w ogóle nie był grany od trasy Painkillera, no ale sprawdza się znakomicie. Potem kilka utworów znanych i lubianych (zaskakująco fajne Freewheel - nie zakładałem, że będę się na nim tak dobrze bawił), no i potężny strzał z dubeltówki. Pocisk numer 1 zwał się A Touch of Evil, pocisk numer 2 - Night Crawler. No powiem tak, po tym drugim już nie było czego zbierać... Ale lecimy dalej. Ja wiem, że temat trasy jest jasno określony i to kompozycje z Painkillera skupiają na sobie uwagę fanów, ale trzeba podkreślić fakt, że JEBANE SOLAR ANGELS WRÓCIŁO DO SETLISTY PO 44 LATACH*. Kawałek, o którym myślałem, że sam zespół o nim zapomniał. Tymczasem wykonuje go co wieczór jak gdyby nigdy nic... No szok. Nie jest to jakiś mój faworyt, ale robi robotę i solówka w nim jest piękna. Moim faworytem jest natomiast Gates of Hell. Oj, brakowało mi tego kawałka rok temu, miałem ból dupy o pozbycie się go po zaledwie kilku występach, ale najwidoczniej uznali, że przytrzymają go na obecną trasę. I wypadł wspaniale, kocham ten utwór, to pewnie najlepsza kompozycja Priest napisana w XXI wieku. Potem trafiło się jeszcze One Shot at Glory (ogólnie, podobnie jak Hell Patrol, Rob chyba śpiewa te kawałki lepiej niż w 2022) i The Serpent and the King (zaskakująco dobre wokale), no i nadszedł czas na utwór, na który czekałem kilkanaście lat. Lejdis end dżentelmen, BETWEEN THE HAMMER AND THE ANVIL. Oooooj kurwa, no niesamowite rzeczy się wtedy ze mną działy, ciężko to opisać. Potem bardzo ładne Giants in the Sky i standardowy Painkiller z bardzo fajnym intrem
Wykonawczo forma baaaardzo dobra. Rob dostarczył legendarny materiał z godnością. Na barierce nie wszystko było słychać idealnie, ale chyba był to jeden z jego lepszych występów, jakie widziałem. Wokal mocny, a sam Halford ruchliwy (widziałem takie koncerty, podczas których ledwo co ruszał się z miejsca...), choć widać było, że wszystko to sprawia mu duży wysiłek. Pozostali muzycy oczywiście bez zarzutów, Rysiek atakował solówkami aż miło. Szkoda tylko, że przed nami typek z kamerą zasłaniał mi widok, bo stał na takim podeście, że często wchodził w paradę i sola w All Guns Blazing to nie widziałem w ogóle... Co jest dość przykre, bo to jedna z bardziej imponujących solówek w katalogu Priest. Nagłośnienie u nas na barierce było okej. Wiadomo, bez szału, bo to barierka, ale nie mogłem narzekać i dzisiaj też nie mogę narzekać na stan swoich uszu.
Wspominałem o publice i niestety, ale nie było lajtowo. Było dość ciężko, na pewno gorzej niż w Krakowie. Natomiast na szczęście nie były to Katowice 2018, czyli w moim dorobku jakiś peak bydła i głupoty trzodnej. Zresztą, te czasy już chyba ogólnie minęły - i słusznie. Z fajnych rzeczy, to publika wokół mnie była głośna, a dziewczyna, która pojawiła się obok mnie, cechowała się wręcz zaraźliwym entuzjazmem
To był dla mnie szczególny koncert. Pierwszy raz widziałem się z Priest w Łodzi w 2015 roku. Teraz nie tylko minęło prawie równo 10 lat od tamtego wydarzenia, ale sam koncert był moim 10 na liczniku. Przyznam, że podążyła za tym cała masa różnych refleksji. Lepszego jubileuszu nie mogłem sobie wymarzyć. Jestem wdzięczny życiu, że mogłem tego doświadczyć... A za niedługo powtórka i ta wizja bardzo mi się podoba
Pozdro dla wszystkich spotkanych Sanatorian, było nas dużo i fajnie
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: 07/07/2025 - Judas Priest - Łódź
Pociąg z Łodzi Kaliskiej już ruszył więc pora na kilka słów o wczorajszym nokaucie.
Wraz z ogłoszeniem trasy i zobaczeniem jej nazwy, można już było odczuć, że nadchodzi coś bardzo dobrego. Vol.2 promowania Invincible Shield połączone z repertuarem z Painkillera - no czego chcieć więcej. Z biletem mimo to wstrzymywałem się (słusznie XD) żeby skubnąć go za punkty z mybenefit, których pracodawca sypie mi zaskakująco sporo co miesiąc.
Zaczął się sezon festiwalowy, a wraz z nim pojawił się set z pierwszego koncertu na trasie z Finlandii. Oj ale hypik wywalił w górę. Padła dość szybka i nade emocjonalna decyzja o *konieczności* przyjazdu pod Atlas w godzinach wcześniejszych.
Nadszedł i dzień koncertu. Po wysiadce ze Schizoidem na Kaliskiej przed 9, zadekowaliśmy się pod areną na następne prawie 10 godzin - chociaż mnie jedna godzina zeszła na ogarnięcie spraw noclegowych. Ciekawym doświadczeniem było oglądanie, jak wszystkie te barierki wokół hali były dopiero rozstawiane. Dalsze godziny minęło zadziwiająco szybko, biorąc też pod uwagę rekordowy jak dla mnie czas oczekiwania. Z pewnością cały ten proces ułatwiła wyjątkowo stabilna temperatura, co nie zawsze wychodziło przy koncertach Priest.
Otwarcie bram przebiegło nade sprawnie, chociaż nie obyło się bez zaskoczeń, jak choćby wejście na płytę przez jakąś dziwną kotarę, gdzie absolutnie nie kojarzę na Atlasie takich akcji. Barierka trafiła się bez większych problemów, spot Rysikowy wprost idealny.
Trzeba było czekać aż półtorej godziny na TO GÓWNO obszczane. Nie wiem kto w tym LN jest od ogarniania supportów przed koncertami, ale tutaj był najprawdopodobniej walony jakiś ciężki samogon przed podjęciem decyzji. To co zobaczyłem było tandetne, dziwne, nudne i „above all” nieśmieszne. Do Choroszczy.
Po tym jak Gloryhole narobiło smrodu, dość szybko znajome logo w trasowym wydaniu, które wychyliło się znad sceny, poprawiło humor w trybie natychmiastowym.
War Pigs rozgrzało sytuację do właściwego stanu. Zaraz po nim scena poczęła migotać w przyciemnienia i dało się słyszeć trasowe intro które - oj niewątpliwe - rozgrzało atmosferę do czerwoności.
All Guns Blazing, pręgierz już na start. W zasadzie ciężko mi te trzy pierwsze trzy utwory rozbijać osobno, mimo to Hell Patrol muszę wyszczególnić, bo osz fuck jak to kosi na żywo. Aż do zakończenia YGATC była tak ekstremalna ROCKomotywa, że tchu człowiekowi brakowało na śpiewanie tego.
Na Freewheel Burning tłum przeszedł z Defcom 4 do 3 i żebra poczęły pierwszy raz czuć wyraźniejszy nacisk. Defcom 2 był za to na na Breaking the Law, no bo jakże by inaczej
Ja już nie chcę BtL na koncertach JP, zabierzcie je.
A Touch of Evil to ściślejszy top Judasów, ale wczoraj nie działał na mnie tak jak w 2022, chyba kwestia tego że najbardziej byłem nakręcony na to czego nie widziałem dotąd live (a i tak kosił). Po tym Crawler, absolutne top 2 koncertu, rany boskie czym ten kawałek jest. Piękny smaczek w postaci Solar Angles, spóźnione doświadczenie Gates of Hell na żywo, które jest wspaniałe live i potwierdza u mnie swój status po roku jako najlepszy utwór Priest z XXI wieku.
One Shot dotąd był dla mnie otwieraczem koncertu, ale jakże cudownie sprawdza się dalej w secie, miód! Serpent również pokazało się od najlepszej strony. No i tak, BETWEEN THE HAMMER AND THE ANVIL. Ja nie wiem, to jakieś top 3 tego zespołu. Totalny zwycięzca łódzkiego koncertu, było to wielkie doświadczenie.
Na tym etapie nacisk ludzi osiągnął już praktycznie Defcom 1, przez co większość Giants i otwarcie Painkillera miałem nieco cięższe pod względem kognitywnym. Mimo to raczej wspominam je mocno, Painkiller po raz pierwszy nie był kotletem, z którego mógłbym zrezygnować (chociaż rok temu chwaliłem!) ale tym razem to była wisienka na torcie do Painkillerowej części seta.
Bisy wypadły wczoraj zgrabnie. Lubię kiedy otwiera jest Hellion/Electric. Koniec LaM, The Priest Will Be Back. Kurtyna. Rozniósł mnie ten koncert, dosłownie i w przenośni. Odchodziliśmy od barierki w lekko awaryjnym stanie. Na Solar Angels chyba się opaliliśmy od reflektorów, co zostało odnotowane przez administrację forum
Wielki wieczór, raczej plasuję go jako moje trzecie JP, na pewno jednak było to najbardziej intensywne Priest w kategorii tego, jak było na scenie i co z niej biło. W 2018 pamiętam że intensywne to było bydło w tłumie, a to na scenie to bieg trzeci względem wczoraj. Wczoraj było maksymalne przyśpieszenie. I ta intensywność totalnie wynagradzała krótszy set, plus to co było i tak zdołało mocno wymęczyć.
Na Oberhausen rumieńce z twarzy nabyte wczoraj mogą mi zejść, ale zapewne wnet powrócą
Pozdrowienia dla wszystkich kuracjuszy, którzy się licznie zebrali po koncercie na płycie. Do następnego!
Wraz z ogłoszeniem trasy i zobaczeniem jej nazwy, można już było odczuć, że nadchodzi coś bardzo dobrego. Vol.2 promowania Invincible Shield połączone z repertuarem z Painkillera - no czego chcieć więcej. Z biletem mimo to wstrzymywałem się (słusznie XD) żeby skubnąć go za punkty z mybenefit, których pracodawca sypie mi zaskakująco sporo co miesiąc.
Zaczął się sezon festiwalowy, a wraz z nim pojawił się set z pierwszego koncertu na trasie z Finlandii. Oj ale hypik wywalił w górę. Padła dość szybka i nade emocjonalna decyzja o *konieczności* przyjazdu pod Atlas w godzinach wcześniejszych.
Nadszedł i dzień koncertu. Po wysiadce ze Schizoidem na Kaliskiej przed 9, zadekowaliśmy się pod areną na następne prawie 10 godzin - chociaż mnie jedna godzina zeszła na ogarnięcie spraw noclegowych. Ciekawym doświadczeniem było oglądanie, jak wszystkie te barierki wokół hali były dopiero rozstawiane. Dalsze godziny minęło zadziwiająco szybko, biorąc też pod uwagę rekordowy jak dla mnie czas oczekiwania. Z pewnością cały ten proces ułatwiła wyjątkowo stabilna temperatura, co nie zawsze wychodziło przy koncertach Priest.
Otwarcie bram przebiegło nade sprawnie, chociaż nie obyło się bez zaskoczeń, jak choćby wejście na płytę przez jakąś dziwną kotarę, gdzie absolutnie nie kojarzę na Atlasie takich akcji. Barierka trafiła się bez większych problemów, spot Rysikowy wprost idealny.
Trzeba było czekać aż półtorej godziny na TO GÓWNO obszczane. Nie wiem kto w tym LN jest od ogarniania supportów przed koncertami, ale tutaj był najprawdopodobniej walony jakiś ciężki samogon przed podjęciem decyzji. To co zobaczyłem było tandetne, dziwne, nudne i „above all” nieśmieszne. Do Choroszczy.
Po tym jak Gloryhole narobiło smrodu, dość szybko znajome logo w trasowym wydaniu, które wychyliło się znad sceny, poprawiło humor w trybie natychmiastowym.
War Pigs rozgrzało sytuację do właściwego stanu. Zaraz po nim scena poczęła migotać w przyciemnienia i dało się słyszeć trasowe intro które - oj niewątpliwe - rozgrzało atmosferę do czerwoności.
All Guns Blazing, pręgierz już na start. W zasadzie ciężko mi te trzy pierwsze trzy utwory rozbijać osobno, mimo to Hell Patrol muszę wyszczególnić, bo osz fuck jak to kosi na żywo. Aż do zakończenia YGATC była tak ekstremalna ROCKomotywa, że tchu człowiekowi brakowało na śpiewanie tego.
Na Freewheel Burning tłum przeszedł z Defcom 4 do 3 i żebra poczęły pierwszy raz czuć wyraźniejszy nacisk. Defcom 2 był za to na na Breaking the Law, no bo jakże by inaczej
A Touch of Evil to ściślejszy top Judasów, ale wczoraj nie działał na mnie tak jak w 2022, chyba kwestia tego że najbardziej byłem nakręcony na to czego nie widziałem dotąd live (a i tak kosił). Po tym Crawler, absolutne top 2 koncertu, rany boskie czym ten kawałek jest. Piękny smaczek w postaci Solar Angles, spóźnione doświadczenie Gates of Hell na żywo, które jest wspaniałe live i potwierdza u mnie swój status po roku jako najlepszy utwór Priest z XXI wieku.
One Shot dotąd był dla mnie otwieraczem koncertu, ale jakże cudownie sprawdza się dalej w secie, miód! Serpent również pokazało się od najlepszej strony. No i tak, BETWEEN THE HAMMER AND THE ANVIL. Ja nie wiem, to jakieś top 3 tego zespołu. Totalny zwycięzca łódzkiego koncertu, było to wielkie doświadczenie.
Na tym etapie nacisk ludzi osiągnął już praktycznie Defcom 1, przez co większość Giants i otwarcie Painkillera miałem nieco cięższe pod względem kognitywnym. Mimo to raczej wspominam je mocno, Painkiller po raz pierwszy nie był kotletem, z którego mógłbym zrezygnować (chociaż rok temu chwaliłem!) ale tym razem to była wisienka na torcie do Painkillerowej części seta.
Bisy wypadły wczoraj zgrabnie. Lubię kiedy otwiera jest Hellion/Electric. Koniec LaM, The Priest Will Be Back. Kurtyna. Rozniósł mnie ten koncert, dosłownie i w przenośni. Odchodziliśmy od barierki w lekko awaryjnym stanie. Na Solar Angels chyba się opaliliśmy od reflektorów, co zostało odnotowane przez administrację forum
Wielki wieczór, raczej plasuję go jako moje trzecie JP, na pewno jednak było to najbardziej intensywne Priest w kategorii tego, jak było na scenie i co z niej biło. W 2018 pamiętam że intensywne to było bydło w tłumie, a to na scenie to bieg trzeci względem wczoraj. Wczoraj było maksymalne przyśpieszenie. I ta intensywność totalnie wynagradzała krótszy set, plus to co było i tak zdołało mocno wymęczyć.
Na Oberhausen rumieńce z twarzy nabyte wczoraj mogą mi zejść, ale zapewne wnet powrócą
Pozdrowienia dla wszystkich kuracjuszy, którzy się licznie zebrali po koncercie na płycie. Do następnego!
Re: 07/07/2025 - Judas Priest - Łódź
Nie jest dobra dla całej Polski, np. dla wschodniej Polski to właściwie najgorsza pod względem dojazdu. Już lepszy byłby Sopot bo byłyby do ogarnięcia loty.Recit The Thornographer pisze: ↑wt lip 08, 2025 8:59 am Łódź to akurat dobra miejscówka, w miarę fair dla całej Polski
- Caracalized
- -#Clairvoyant

- Posty: 1447
- Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
- Skąd: Catland
Re: 07/07/2025 - Judas Priest - Łódź
Że o której Wy tam byliście?Schizoid pisze: ↑wt lip 08, 2025 9:29 am "I still hear the battle cry" - chciałoby się rzec.
Wyjazd do Łodzi był ciężki. Zdecydowaliśmy się z @manichean na podróż we wczesnych godzinach porannych, co oczywiście wiązało się z różnymi niedogodnościami, pod Atlasem byliśmy o 8:40. Koniec końców dobrze zrobiliśmy, bo zwłoka i podróż kolejnym pociągiem wiązałyby się najpewniej z brakiem barierki.
- Caracalized
- -#Clairvoyant

- Posty: 1447
- Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
- Skąd: Catland
Re: 07/07/2025 - Judas Priest - Łódź
No dokładnie. Ja z Rzeszowa nie dojadę bezpośrednio do Łodzi na jakąś normalną godzinę. Nawet z Lublina w niedzielę się przesiadałem xDmrfox pisze: ↑wt lip 08, 2025 9:59 amNie jest dobra dla całej Polski, np. dla wschodniej Polski to właściwie najgorsza pod względem dojazdu. Już lepszy byłby Sopot bo byłyby do ogarnięcia loty.Recit The Thornographer pisze: ↑wt lip 08, 2025 8:59 am Łódź to akurat dobra miejscówka, w miarę fair dla całej Polski
Re: 07/07/2025 - Judas Priest - Łódź
No przecież napisali, że o świcie rozbili namioty
Zależy jaką wschodnią Polskę masz na myśli. Z Białegostoku - ekspresówka + autostrada, z Lublina - ekspresówka + autostrada, z Rzeszowa - ekspresówka + autostrada. Pozostaje kwestia dystansu, no ale tego się nie przeskoczy.
mrfox pisze: ↑wt lip 08, 2025 9:59 amNie jest dobra dla całej Polski, np. dla wschodniej Polski to właściwie najgorsza pod względem dojazdu. Już lepszy byłby Sopot bo byłyby do ogarnięcia loty.Recit The Thornographer pisze: ↑wt lip 08, 2025 8:59 am Łódź to akurat dobra miejscówka, w miarę fair dla całej Polski
Zależy jaką wschodnią Polskę masz na myśli. Z Białegostoku - ekspresówka + autostrada, z Lublina - ekspresówka + autostrada, z Rzeszowa - ekspresówka + autostrada. Pozostaje kwestia dystansu, no ale tego się nie przeskoczy.
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Defenders of Steel
06: Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), Linkin Park
07: Judas Priest
Re: 07/07/2025 - Judas Priest - Łódź
Schizoid, po takim maratonie nie było oznak wieczornej schizofrenii? 
- Caracalized
- -#Clairvoyant

- Posty: 1447
- Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
- Skąd: Catland
Re: 07/07/2025 - Judas Priest - Łódź
No samochodem pewnie zajebiście się dojeżdża do Łodzi, ale nie każdy samochód ma.pz pisze: ↑wt lip 08, 2025 10:10 ammrfox pisze: ↑wt lip 08, 2025 9:59 amNie jest dobra dla całej Polski, np. dla wschodniej Polski to właściwie najgorsza pod względem dojazdu. Już lepszy byłby Sopot bo byłyby do ogarnięcia loty.Recit The Thornographer pisze: ↑wt lip 08, 2025 8:59 am Łódź to akurat dobra miejscówka, w miarę fair dla całej Polski
Zależy jaką wschodnią Polskę masz na myśli. Z Białegostoku - ekspresówka + autostrada, z Lublina - ekspresówka + autostrada, z Rzeszowa - ekspresówka + autostrada. Pozostaje kwestia dystansu, no ale tego się nie przeskoczy.
Re: 07/07/2025 - Judas Priest - Łódź
Dobrzy są, mój rekord to 9:40 rano, ale na DT nie ma jakiegoś ciśnienia na barierki. Nie raz jak gdzieś byłem za granicą, to ludzie po prostu sobie spokojnie idą a jak biegłem jak kretyn i wszyscy się patrzyli dziwnie. Mnie dziwi że po północy (przynajmniej rok temu) nie ma pociagów z Wawy-Krk i z Krk-WWA i musiałem spać w hotelu, a samochodu nie mam. Dwa największe miasta powinny mieć co chwilę połączenia. Dobrze, że koncert udany. Niektóre zespoły mają sporo takich fanów co mają ciśnienie na barierki, mega ciężko wtedy i trzeba czekać.
I don't belong here, we gotta move on, dear
Escape from this afterlife
'Cause this time I'm right to move on and on
Far away from here
Zajzajer on the Road 2026:
Metallica - Chorzów - 50%
Kings of Leon - Łódź
Testament - Krk
Escape from this afterlife
'Cause this time I'm right to move on and on
Far away from here
Zajzajer on the Road 2026:
Metallica - Chorzów - 50%
Kings of Leon - Łódź
Testament - Krk
Re: 07/07/2025 - Judas Priest - Łódź
Wieczorem to ja byłem totalnie wyjebany i przemielony. Bardzo intensywny koncert, a do tego cały dzień w sumie do lekkich nie należał.
ALE BYŁO WARTO.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
- Caracalized
- -#Clairvoyant

- Posty: 1447
- Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
- Skąd: Catland
Re: 07/07/2025 - Judas Priest - Łódź
Pociągi chyba rzadko kiedy jeżdżą w nocy ogólnie. Nawet busa żadnego nie było? z Warszawy do Rzeszowa nawet przynajmniej 2 lata temu były flixbusy o północy.Zajzajer pisze: ↑wt lip 08, 2025 10:17 am Dobrzy są, mój rekord to 9:40 rano, ale na DT nie ma jakiegoś ciśnienia na barierki. Nie raz jak gdzieś byłem za granicą, to ludzie po prostu sobie spokojnie idą a jak biegłem jak kretyn i wszyscy się patrzyli dziwnie. Mnie dziwi że po północy (przynajmniej rok temu) nie ma pociagów z Wawy-Krk i z Krk-WWA i musiałem spać w hotelu, a samochodu nie mam. Dwa największe miasta powinny mieć co chwilę połączenia. Dobrze, że koncert udany. Niektóre zespoły mają sporo takich fanów co mają ciśnienie na barierki, mega ciężko wtedy i trzeba czekać.


