Po dłuższej chwili ciszy zdmuchuję kurz z tego wątku

Może być i przydługawo i trochę nerdowo, ale czuję, że jeszcze niewystarczająco oddałem Nicko to, co mu należne.
Sygnalizowałem nieoczywiste wybory jeśli chodzi o przegląd kawałków/wykonów z poszczególnych okresów, więc zacznę od oczywistego - ale tylko żeby to odhaczyć :p
Where Eagles Dare
Wiemy. To intro zna każdy, kto miał cokolwiek wspólnego z perkusją i metalem - tripletowy wjazd po tomach, coraz wyżej, coraz głośniej, aż do wystrzelenia w riff. Nic nie wiesz o nowym pałkarzu Maiden, słyszysz te pierwsze sekundy i wiesz już, że będzie tylko lepiej.
Jedna stopa. Ten triplet brzmi jak robota na podwójnym pedale - Nicko gra go na jednej. Sam przyznał, że musiał to ładnie poćwiczyć, gdy Steve poinformował go, że potem będą tym otwierali każdy koncert.
Poza intro, to co jeszcze jest solidnym manifestem Nicko przejmującego stołek, to tripletowy pattern stopy napędzający groove przez cały utwór oraz synkopowane akcenty na werblu piekielnie precyzyjnie dopasowane do frazowania gitar.
Revelations
70 BPM. Jak na Maiden - wolno. I przez to tempo słychać tu wszystko.
Mamy tu zmiany między 2/4 a 4/4, trzymany groove przy wolnym tempie, świetną kontrolę dynamiki między cichymi, a mocnymi sekcjami zanim wejdzie się w szybsze sekcje.
Wbrew pozorom nie jest takie proste, stąd na liście.
Still Life
Warto posłuchać co Nicko robi w tym kawałku. Te przejścia między sekcjami to jego znak rozpoznawczy (szczególnie to na wejściu). Wersja live z Maiden England '88 jeszcze lepiej to obrazuje.
Losfer Words (Big 'Orra)
Instrumental. Nie ma tekstu, nie ma Bruce'a, nie ma się za czym schować. Nicko gra pod Harrisa jak zegarek, ale słychać w tym muzyka. "Percussive drummer" - tak sam o sobie mówił i tutaj to bardzo dobrze słychać.
Prawa ręka grająca 16stki na ride. Jeszcze na tym jego skośnym, prawie pionowym ride. Iron Maiden: Album by Album przy opisie brzmienia mid-80s wprost używa frazy "Nicko-on-the-ride-cymbal sound", a jako przykład pada m.in. Losfer Words. Jego własny dźwięk. Mało który bębniarz z takim uwielbieniem korzysta z ride'a.
Sam Nicko o tej technice:
"an inch off the bell, slapping the cymbal rather than using the ping of the stick." Trzon pałki, centymetr od dzwonu, nie główka na środku blachy. To stąd ten punktowy, twardy dźwięk. Na 16stkach w takim tempie łatwo stracić kontrolę - a tutaj każda nuta jest wyraźna.
Rainbow's Gold
Przy okazji - Rainbow's Gold z singla 2 Minutes to Midnight (1984). B-side, cover Beckett. Nicko na zupełnie innym materiale niż codzienne Maiden - a wstawiam na listę ze względu na ten bass drum pattern, który odróżnia go od reszty. Jeśli ktoś nie słyszał, warto. Ponownie - niesamowita kontrola pomimo, że pattern wymagający i ciągnie się przez ładną chwilę.
Live After Death
Rok 1985, World Slavery Tour. Nicko w Maiden od 3 lat, a gra jakby grał od zawsze. LAD to dla mnie highlight oraz najlepsza dokumentacja tego pierwszego etapu - świeży, pełen energii, jeszcze bez rutyny. Wystarczy posłuchać jak prowadzi Rime of the Ancient Mariner (sorry Simon). 13 minut, kilka temp, kilka klimatów - i ani przez chwilę nie czuć, że perkusista się gubi albo nudzi.
I do tego jego interpretacje kawałków z ery Clive'a.
Jak zacznie się słuchać Maiden w tamtym okresie przez pryzmat tego, co Nicko wybierał by zagrać, a co odpuszczał - słychać dużo więcej. I nie zawsze tam, gdzie się można spodziewać
No i wracając do tego okresu - w 83-85 galopujących trójek na stopie jest stosunkowo mało. Finezja jest, gra pod muzykę jest, ta charakterystyczna gra na ride już jest. Ale to i tak dopiero przedsmak tego, co za dwa lata zdefiniuje SiT.
Jest jeden cytat z tamtego okresu, który dużo mówi o tym, co Nicko wniósł do Maiden. Adrian przyznał kiedyś, że chłopaki zastanawiali się, czy Nicko nie jest za funky jak na Iron Maiden.
I mieli rację - był bardzo funky. I właśnie o to chodziło - bo to właśnie wtedy pojawiła się w ich graniu lekkość, swoboda i ogromna muzykalność.
Sam Nicko o tym, skąd to wszystko:
"My style progressed from my early days playing in three-piece bands and becoming more of a 'percussion-drummer'. What I mean by that is I wasn't just a timekeeper; I was an explorer. I had the opportunity to embellish. When you're in a three-piece there's a lot more room to step out and become progressive and play chops and fills and whatnot. I'm now in a six-piece band, which is twice as many as three. But I still play the same way. I try to listen to everything else that's going on and interpret it, and embellish where I can."
Cd. - 86-89. "Realize you're living in the golden years."