Byłem i wróciłem
Na szybko kilka zdań skrobne:
Nie żałuje, że poszedłem, jednak

A szedłem na ten koncert jakoś tak szczerze mówiąc bez emocji, pamiętając, że po, bądź co bądź, bardzo dobrym koncercie rok temu czułem lekki niedosyt. Tym razem jakichś wielkich oczekiwań nie miałem, wiedziałem co będzie grane i tyle, może tylko liczyłem na dłuższy koncert niż ostatni. I tutaj można niby mówić o rozczarowaniu - ledwie 1h20 min. Czyli króciutko. Ale jednak do nich pretensji nie mam zbytnich, za to sz.p. Dziubiński niech już nigdy nie pierdoli, że niby doszedł do porozumienia z jakimś managementem co do przedłużenia setu czy takich pierdół, bo ten pionek zapewne po prostu nie ma na to wpływu. Nie wierzę, że w ogóle było coś konsultowane ze stroną Tool, po prostu pewnie pieprznęli jakieś oświadczenie, że niby rekompensata za brak Cornella. Gówno prawda. Kropka.
Co do samego koncertu; set lista:
Jambi
Stinkfist (rozszerzony)
46 & 2
Schism (rozszerzony)
Rosetta Stoned
Flood (poprzedzony dłuższą introdukcją)
Lateralus
Vicarious
Więc tutaj jednak i jakimś rozczarowaniu można mówić. Nagłośnienie - nieco ambiwalentne mam odczucia. Już tłumacze. Instrumenty słyszalne raczej dobrze, ze świetnie wyeksponowaną basówką Justina, który był dla mnie gwiazdą wieczoru

Wyraźne bębny Careya. Gitarę Jonesa słyszałem generalnie też dobrze, ale czasem troszke coś szwankowało. No i sedno sprawy - wokal. Powiem wprost - dla mnie na tym koncercie w zasadzie nie istniał, nad czym ubolewam jednak. Ale zasadniczo to już nie raz w wywiadach mówili jak traktują wokal, zwłaszcza na koncertach, więc to jest chyba po prsotu ich celowe działanie. Co nie znaczy że je rozumiem

Bo tak nie jest - brakowało mi TEGO śpiewu troche. No ale trudno. Obecnie ten zespół napędza po prostu doskonała sekcja rytmiczna, która jest po prostu bardziej wyeksponowana.
Więc można odnieść wrażenie, że gorzej niż rok temu. A jednak IMO nie
Przede wszystkim - tym razem cały koncert spędziłem przy samych barierkach, centralnie naprzeciw perkusji Careya. Dzięki temu odbioru muzyki nie zepsuła mi publika.
Dwa - sam zespół. Wg mnie widać było większe zaangażowanie, większą radość z grania (choć akurat Justin to praktycznie wypisz wymaluj jak na poprzednim koncercie

), większy luz po prostu. Maynard tym razem nie był tak oszczędny w słowach. Kilka razy odezwał sie do publiki, przywitał sie, podziękował, stwierdził że było prawdziwie (o ile dobrze usłyszałem

) i bardzo fajnie zdaje sie. Poza tym - kilka gestów wykonał w strone publiki, raczej przyjaznych

"Peace and love", potem palec na buzie jak chciał żeby sie ciszej zrobiło

, ukłonił sie też, no i na sam koniec, po "Vicarious" zaczął rzucać butelki z wodą do publiki. Kompletnie inny Keenan

I oczywiście nieodłączny taniec szamana

chwilami zajebiste miał te ruchy

od pasa w dół ubrany bardzo podobnie jak ostatnio - to tak na marginesie

ale koszulke tym razem miał, a wyszedł nawet w takiej śmiesznej pomarańczowej bluzie z kapturem z napisaem "Puscifer" (jakby ktoś nie wiedział to jest jego nowy projekt, płyta w najbliżsym czasie). No i irokez, nieco inny niż ostatnio. Tak oceniając ogólnie MJK to jestem pewien że był dziś zadowolony i wyluzowany. Adam też chyba bardziej wylewny, po zakończeniu wyszedł na środek i też podziękował, też kilka gestów do publiki wykonał. Justin i Danny to wiadomo - oni raczej zawsze tacy uśmiechnięci i wyluzowani. I naprawde, tymi podziękowaniami mnie kupili

Ja to jednak kocham ich bezkrytycznie i tyle

Ale jestem też pewien, że gdyby na kolejnym koncercie w Polsce miałą sie pojawić taka sama w zasadzie lista utworów to bym nie poszedł, bo i po co. Z tym że IMO to następna trasa chyba by promowała kolejny album a to zmienia postać rzeczy (znaczy znowu pójdę za ciężką kase

).
Muzycznie było oczywiście na bardzo wysokim poziomie, może jedynie do owego nagłośnienia można troszke sie przyczwepić ale do wykonania raczej nie. Wizualizacje inne niż ostatnio, ciekawie wyglądały (ofkorz przy "Stinkfist" i "Schism" poleciały klipy). Nad ekranami jeszcze motyw z jednej z grafik z bookleta nowej płyty, stanowiący chyba 2/3 wysokości całej sceny.
I jeszcze jedno - dziś tak patrząc na nich zupełnie nie miałem poczucia że to ci sami muzycy posiadający opinię troche zarozumiałych (co zresztą rozumiałem doskonale, bo takie wrażenie odnieść można) w tym co robią - dziś na scenie grało 4 zwyczajnych facetów, grających swoją muzykę i czerpiących z tego satysfakcję, nie próboujących nikomu udowodnić czegoś na siłę... tak to odebrałem. I za to też u mnie plus.
Uczciwie mówiąc - wole ich na płytach, to już wiem raczej na pewno. Chciałbym żeby kolejny koncert to zmienił ale wątpie

Tym niemniej - dzisiejszy (wczorajszy

) koncert bardzo mi sie podobał, świetnie było. Nie był to najlepszy na jakim w tym roku byłem, nawet do Top3 sie może nie łapać, ale...... kurde fajnie było, naprawde

Na więcej szczegółów mogłem zwrócić uwagę, mniej skupiać sie na przepychających sie ludziach i to wszystko pomogło tej dobrej całościowo ocenie.
Co do supportów - na
Comie pojawiłem sie zaraz jak zaczęli. I z tym sie wiąże dośc śmieszna sprawa

Bo zanim wszedłem z ziomem na płyte to lookneliśmy na merch i fajne t-shirty Toola za 80 tam mieli. Niestety tyle kasy w portfelu nie miałem. Ale cały czas mnie korciło, i w końcu po wejściu na płytę, zaraz jak ziomek rzucił sie w wir młyna wygrała u mnie konsumpcja i poleciałem do bankmatu

na szczęście dawali opaski i można było wychodzić. Żeby było śmieszniej - najbliższy bankomat był nieczynny. A kolejny był dośc daleko i w kompletnie przeciwnym kierunku. No ale tam pobiegłem

Wziałem kase i kupiłem tego t-shirta

jeszcze musiałem w Spodku kase rozmieniać bo wydać jak nie mieli

jak wszedłem znowu na płyte to Coma już kończyła, więc nic o ich występie nie powiem
Dir En Grey - śmieszni ci Japońce

Pod sceną całkiem spora grupa naprawde rozhisteryzowanych fanek

Mocno zaskoczony byłem, strasznie żywiołowo reagowały

a sam zespół - mnie to nieszczególnie przekonało. Miałem wrażenie, że oni tak do końca nie wiedzą co grać. Bo raz to brzmiało troche jak Godsmack (w riffach), innym razem punk a jeszcze innym jak jakaś załoga ekstremalnego metalu. No i ok - można grać róznorodnie, ale to wszystko musi być spójne, musi sprawiać wrażenie czegoś przemyślanego. U nich tego IMO nie było, zbyt chaotyczne to. Śpiewania po japońsku - plus dla nich ale ja tego bym słuchać nie mógł

Sorry chłopaki. Tak więc w zasadzie to ja wiele o nich powiedzieć nie mogę - grunt, że tym którzy przyszli tylko na nich (a serio tacy byli) sie podobało - i o to chodzi. Mnie sie nie podobało no i trudno, tragedii nie ma.
No i jednak tego Cornella brakowało, przyznaje. Szkoda.
Bo na dumną nazwę "festiwal" to nie zasługiwało raczej.
Aha - frekwencja. Jestem pod wrażeniem O_o Wakacje, ceny biletów posrane, świeżo zakończony maraton koncertowy - a ludzi było chyba z 6 tys. Może i nawet więcej. Jak widać rzesza fanów Tool w Polsce jest spora i dość oddana o czym może też świadczyć znakomite przyjęcie. Brawo.
Jak zwykle wyszło więcej niż kilka zdań

no ale przynajmniej nic już nie bede dopisywał
Dobranoc wszystkim. Dla mnie to był świetny koncert i sie ciesze że sie zdecydowałem.
