Re: Najlepsza płyta po Reunion
: ndz maja 01, 2011 1:42 pm
Nie jestem pewien, ale to była chyba jedna z najszybszych pojedyńczych stóp, które słyszałemDeJMIeN Wielki pisze:w Ghost Of The Navigator użył chyba jeszcze
Polski Fan Klub Iron Maiden
https://www.sanktuariumfc.org/forum/
Nie jestem pewien, ale to była chyba jedna z najszybszych pojedyńczych stóp, które słyszałemDeJMIeN Wielki pisze:w Ghost Of The Navigator użył chyba jeszcze
Bardzo ciekawe spostrzeżenia,ale nie zgadzam się.PanPrezes pisze:Moim zdaniem na DoD zespołowi zabrakło trochę jaj - chcieli zrobić duży krok do przodu, ale w pewnym momencie zawahali się i lekko zachwiali. Z tond powstała płyta trochę nierówna - krótsze utwory choć są dobre, nie mają nawet startu do klasyków z lat osiemdziesiątych (za wyjątkiem cudownego Rainmakera oczywiście), ale te bardziej epickie z miejsca stały się klasyką. Dopiero to pokazało im co jest obecnie ich największą siłą i dało odwagę do nagrania tak genialnej i niestrawnej dla fanów ze zboczeniem na punkcie czystości gatunku płyty jaką jest AMOLAD.
Co do DoD to dla mnie jego największym plusem są cudowne melodyjne solówki, coś z czym zespół się chyba definitywnie pożegnał wchodząc na nową drogę, a czego mi trochę brakuje, mimo bezgranicznej miłości do ostatnich płyt.
Przede wszystkim jest stanowczo za długi.Minotaurus pisze:Jeszcze apropo Montsegur,dla mnie to jeden z gorszych utworów na Dance of Death,
To akurat prawda niepodważalna dla każdego kto ma uszy i wszystkie zwoje mózgowe na właściwym miejscuMinotaurus pisze:Brave New World to absolutne dzieło
Faktycznie trochę tam za wysoko dla normalnych ludzi, ale jakby tak lekko wsadzić jaja do imadła...Chyba nie do końca wiesz o czym mówisz. Śpiewanie unisono tak jak robi to np Blaze w Judgement of Heaven oczywiście jest wykonalne. Jednak z tak wysokimi dźwiękami jak robi to Bruce w Montsegur jest to nieosiągalne dla większości ludzi.
Nie. Do tej pory tylko w "Face in the Sand"DeJMIeN Wielki pisze:w Ghost Of The Navigator użył chyba jeszczeJourneyman666 pisze: Face in the Sand jest jedynym utworem gdzie zdecydował się zagrać z "podwójną stopą".
Zgadza się, w Ghost of the Navigator była zawsze pojedyncza stopa. Co zresztą widać na RiRKai. pisze:Nie. Do tej pory tylko w "Face in the Sand"DeJMIeN Wielki pisze:w Ghost Of The Navigator użył chyba jeszczeJourneyman666 pisze: Face in the Sand jest jedynym utworem gdzie zdecydował się zagrać z "podwójną stopą".
No wiesz, ja tam słyszę energię i polot. Moim zdaniem słychać tam dużo więcej energii niż na paru starszych płytach.erosinho pisze:(np. Mother of mercy) są nagrane jakoś tak bez polotu i energii
DoD: Montsegur, Dance of Death, Paschendale, JourneymanJourneyman666 pisze:Z ciekawości zapytam - jakie masz na myśli?3. Dance Of Death - 4 świetne numery
4. The Final Frontier - 2 świetne numery
Nie zgodzę się. Muzyka to melodie a nie produkcja. Jeśli melodie są dobre, to słaba produkcja ich nie przytłumi. Dopiero w szerszym rozumieniu producent jako współtwórca muzyki ma znaczenie, bo np. wpływa na konstrukcję utworów, czyli znacznie więcej niż mix.alistair pisze: Może nie jest to odpowiedni temat, ale napiszę parę słów o 'Dance Of Death', bo widzę, że większość nisko ocenia ten album. Zgadzam się, że jakość dźwięku na standardowym CD jest kiepska. Ja doceniłem tę płytę dopiero po kilku latach, kiedy stałem się posiadaczem wersji japońskiej. Słyszałem kilka opinii, że całkowicie zmienia się swoją ocenę, po odsłuchaniu utworów w wersji DVD Audio.
Widzisz, co osoba to opinia. Ja ogólnie Mother of mercy bardzo lubię, świetny kawałek, ale refren - mimo iż znakomity - zagrany jest jakby na pół gwizdka, brak mi w nim tej mocy, którą zespół miał jeszcze powiedzmy na BNW, Dlatego chciałbym usłyszeć ten kawałek na żywo, bo to może być koncertowy killer.Journeyman666 pisze:No wiesz, ja tam słyszę energię i polot. Moim zdaniem słychać tam dużo więcej energii niż na paru starszych płytach.erosinho pisze:(np. Mother of mercy) są nagrane jakoś tak bez polotu i energii
To tylko dowód na to, że Shirley wnosi ujemną wartość dodaną do zespołuPrzemo142 pisze:krusejder, ale musisz przyznać, że niektóre kawałki na Dance of Death są takie "nijakie", a zagrane na żywo kopią tyłek nieźle...
To samo mozna powiedzieć o kilku kawałkach przed epoka Shirleya.krusejder pisze:krusejder, ale musisz przyznać, że niektóre kawałki na Dance of Death są takie "nijakie", a zagrane na żywo kopią tyłek nieźle...
To tylko dowód na to, że Shirley wnosi ujemną wartość dodaną do zespołu
W Brave się nie czepiam jego produkcji, bo nie słyszę zbytnio wad. DoD jeszcze może być, na AMoLaDzie się troszkę poprawił, ale ostatniej płyty po prostu nie mogę słuchać! to, co słyszałem z wykonań live jest nawet dobre, ale na płycie jest do wyrzygania. Już chyba pół roku nie słuchałem TFF w całości i może ze cztery czy pięć razy w ogóle to zrobiłem. może koncert pozostawi na mnie jakieś wrażenie i wtedy jakoś bardziej się przekonam do tej płyty, ale jak na razie jest to dla mnie pierwsza i za razem ogromna porażka w historii tego zespołuPanPrezes pisze:Nie wiem co wszyscy chcecie od Jaskiniowca - fakt spieprzył niemiłosiernie DoD, ale wszystkie pozostałe płytki studyjne brzmią wzorcowo! Potężnie, głęboko i przede wszystkim czytelnie...
Ja o czym już wiele razy pisałem przez długi czas uważałem AMOLAD za pierwszą i zarazem ogromną porażkę ulubionego zespołu, teraz to chyba moja ulubiona ich płyta... Czasem wystarczy po prostu zmienić nastawienie, by zobaczyć rzeczy z innej strony i je docenić.Siwy pisze:Już chyba pół roku nie słuchałem TFF w całości i może ze cztery czy pięć razy w ogóle to zrobiłem. może koncert pozostawi na mnie jakieś wrażenie i wtedy jakoś bardziej się przekonam do tej płyty, ale jak na razie jest to dla mnie pierwsza i za razem ogromna porażka w historii tego zespołu