Sporo napisałem przed i tuż po koncercie, ale czas na jakieś pełniejsze podsumowanie wypadu do Łodzi. Przed startem wiadomo było, że ekipa kuracjuszy będzie mocno, ale że będzie nas aż tylu i to w jednym miejscu, to zaskakujące. Na płycie zameldowaliśmy się z jakieś pół godziny przed supportem. Wchodząc do hali zgubiliśmy gdzieś Benego, ale razem z małżonką i Dzosefem szybko trafiliśmy na silną ekipę z południa Polski w składzie Blackcocker, Max, Sardi, Żelazny. Gdzieś przed nami na barierkach wisieli Schizoid i Manichean. Jeszcze przed rozpoczęciem supportu lub w jego trakcie w naszej okolicy pojawili się Barsiarz, Bartek_, Lando i Gumbyy, a już po rozpoczęciu koncertu wpadłem na Puchę. No, zacne forumowe grono zebrało się na dość niewielkim obszarze płyty (sorki jak kogoś pominąłem). Kilka innych osób było też w miarę blisko, a po koncercie dołączył do nas MaidenFan. Gdyby tak solidna ekipa zebrała się z okazji koncertu Maiden nie było by to żadnym zaskoczeniem. Fajnie, że i na Priest dotarliśmy licznie.
O koncercie GloryHamstera pisałem sporo w trakcie. Są jednak dwie rzeczy, o których chciałem dodatkowo wspomnieć. Podczas koncertu wepchnął się między nas jakiś koleś, któremu wyraźnie się to podobało. Stanął idealnie w środku i machał głową, rękami. Jako, że my wszyscy staliśmy z czytając lub grając na telefonach, nie mógł złapać odpowiedniego klimatu i szybko się ewakuował. Druga rzecz to wracając w niedzielę z Openera, pomimo Waszych ostrzeżeń, postanowiliśmy się zapoznać trochę z ich twórczością (daliśmy radę niecałe dwa numery). W efekcie tego zapoznawania cały koncert czekałem, żeby wykrzyczeć koledze moderatorowi do ucha "FIGHT FOR THE KING, FOR THE HAMMER AND THE RING".

Trochę musiałem poczekać, za to potem jeszcze chwila, żenujące outro i wreszcie koniec.
b
Koncert Priest był moim 9 koncertem ekipy z Birmingham, która od weekendu oficjalnie jest najlepszą kapelą ze swojego miasta

, a wczoraj pokazała, że jest również najlepszą ekipą heavy. Tak jak podczas poprzednich tras koncerty Priest zostawiały mnie z pewnym niedosytem w porównaniu z Maiden, tak wczoraj pozamiatali. Z setem się nie zapoznawałem dokładnie przed koncertem, więc nie wiedziałem od czego zaczną. All Guns było zaskakujące, a jednocześnie świetne na początek. A potem, jak słusznie zauważył Barsiarz, dynamika była fantastycznie utrzymywana. Nawet przerwy z chwilowymi wyjściami zespołu jej nie zaburzały. Były króciutkie, a jednocześnie wystarczające, żeby nabrać oddechu. Numery z Painkillera świetnie wchodzą na żywo: All Guns, Hell Patrol czy Nightcrawler to dla mnie top wczorajszeo koncertu. Co ważne były one na tyle rzadko grane, że nie można mówić o secie przeładowanym kotletami. I to Living na koniec. Kurde kotlet jak cholera. Z płyty bym go nie słuchał, ale na koncercie żre niesamowicie. Fantastyczne zakończenie. Jedyny moment, w którym trochę zabrakło mi mocy to Gates of Hell. Mimo, że świetny, nie pocisnął mnie tak mocno jak z płyty
Publika świetna. Była oczywiście polska sauna. Trochę popływaliśmy, ale bez chamstwa, pracy łokciami itp. Po prostu naturalne ruchy w rytm muzyki. Do tego rozśpiewana. Niektóre numery w całości, w innych refreny. Niektórzy pisali, że Halford w Painkillerze wypadł słabo. Pozostaje mi wierzyć, bo ja słyszałem tylko siebie i sąsiadków
Ciekawa sprawa z dźwiękiem. Sporo osób narzekało na jakość i pisało, że było za głośno. Tam z przodu było bardzo dobrze i... cicho. Powiedziałbym, że nawet trochę za cicho, a byłem bez stoperów. Były takie momenty, że pomyślałem, że mogliby trochę podkręcić sekcję

Jedyny mankament to cicha gitara Andiego po lewej stronie sceny.
Oby więcej takich wieczorów.