voivod' pisze:Dejavu pisze:Szukanie roz*****olu i ocenianie Iron Maiden przez pryzmat tego roz*****olu jest tak samo sensowne jak szukanie w Macdonaldzie zdrowego jedzenia i krytykowanie, że go tam nie ma.
no ale mimo wszystko wiele osób ma problem z albumami IM z DiAnno bo są one dla nich zbyt ostre, brudne, niedopracowane i punkowe. oh wait....
Ja bym powiedział, że po prostu są mało przebojowe. Co za tym idzie, zespół dziś prawie nic nie gra z wczesnego okresu (pomijając "Iron Maiden" i od wielkiego dzwonu "Running Free" i "Phantom of the opera") to daje to świadectwo, że naprawdę jest muzyka do dupy, skoro Steve Harris nie gra jej na koncertach. Czyli jednak idziemy tropem, że skoro dla szefa kapeli te kawałki są po prostu słabe to lepiej sięgać po to, co promuje aż w nadmiarze. Płyty po reunion z Dickym! A to już jest miód, cud i malina. To w ogóle ma się wrażenie, że pierwsza płyta to rozgrzewka przed właściwym Iron Maiden. A "Killers"? Może jakby była nagrana z Brucem to by była lubiana, chociaż przez wokal. Bo gdy na 'jedynce' mamy powiedzmy, ekhem, tfu, tfu, przeboje - to na 'dwójce' właściwie ich brak! O matko! Nie ma przebojów?? No oprócz "Wrathchild", katowanego niemiłosiernie przez lata, na koncertach, na składankach znów daje się powód do myślenia dla dzieciaków, o którym wspomniałem wyżej. Przecież taki jeden z drugim nie weźmie się za to, bo przecież gdzie tam "Murders in the Rue Morgue", "Killers", "Another Life" czy "Drifter" start do "Wicker Man", "Blood Brothers", "Pilgrim" czy tam czegokolwiek z Final Frontier. Smutna prawda niestety. Teraz liczy się nienaganność a la Dream Theater, progressive metal, z pięcioma syntezatorami, pasażami, chórami ewangelickimi a nie proste i świdrujące mózg riffy, prędkość, szał, amok i ochota na machanie głową niż siedzenie w skupieniu i analizowanie miliarda dźwięków gitary.