To mój 1 koncert Ironów(słucham prawie 6 lat) ,ale to co tam się działo,tego się nie da wyrazić słowami

(sam koncert zleciał jak mrugnięcie okiem) ,najlepszy koncert mojego życia,DREAM THEATER wysiada,majowa Metallica również
swoją podróż zacząłem pośpiechem o 6:10 z krakowa,na miejscu byłem po 11 coś,potem poszedłem pod hard rock cafe,ale otwierali dopiero od 12,widziałem tam szajbę z czerwoną chustką(ale nie zagadałem,bo nie byłem pewny czy to on,oraz chyba krocznioka,choć nie jestem pewien,czy to on sam,ale spotkałem go już raz,zresztą szajbe też na koncercie DT w spodku

,potem widziałem tego fidusiewicza,koleś myślał,ze ktoś podejdzie do niego po autograf chybam,w każdym razie,ja go olałem,pod gwardię dotarłem o 14:55,bo poszliśmy w stronę torwaru,następnie różowe bilet,i nie działające czytniki dobrze,że w koncu wpuścili,potem po opaskę do kiebelka,i trawka,czekanie na supporty,córeczka steve'a śpiewać nie umie(IMO) ,ale gitarzysta całkiem niezły.
następnie Made of hate,bardziej mi się podobali(ten gitarzysta który śpiewał upodabnia się chyba do Johna Petrucciego,fryzura(kiedyś) oraz gra,jeden utwór brzmiał jak Pull Me Under(początek),gitarę miał nawet taka samą,tylko bez sygnaturki,choć Petruccim nigdy nie będzie ,tamten 2 gitarzysta to samo,fajne solo basisty,kiedy temu 1 się coś zjebało.przomniałem sobie,ze jescze matiego widziałem w koszulce troopera(złote tarasy chyba),no i coś na co czekałem tyle lat KONCERT IRON MAIDEN,ja pierdolę nigdy tego nei zapomnę,koncert zleciał strasznie szybko,chyba an Heaven Can Wait przedstawiłem się Szymonowi które pozdrawiam,choć widziałem go jescze na CIPWM,bo potem go już nie widziałem,Wickera na HCW,chyba tyle,Zespół w Genialnej formie(IMO),na poczatku satłem w 3-4 rzędzie(i tak już zostało do końca),tyle,że najpiew po lewej stronie,a później na środku(nie żałuję bo miałem lepszy widok),FOTD nie pasował do tego koncertu,ale i tak rozjebał(choć nigdy za bardzo nie przepadałem za tym utworem,i dalej nie przepadam)na Wasted Years przy solówce Adriana popłakałem się

,bo to było coś wspaniałego,tyle zmarnowanych koncertów IM,a 6 lat słuchania,Moonchild to było coś,darłem się jak pojebany,nie mogę mówić,zresztą jak większosć,wkurwił mnie tylko koleś który powiedział w na początku utwory''Co to kurwa jest?'',żal

,brakowało mi tylko TETMD,ale jestem spełniony przeżyłem najcudowniejszy dzień w moim życiu,Jasnowidz,HBTN i koniec,widziałem też żonkę Bruce'a i dzieciaki,ale nie wiem czyje,wracałem pociągiem o 5:11,a wróciłem o 13 coś,konduktor gadał coś o jakiejś przesiadce,ale pierdoliłem to z siorą i kumplem(który złapał pałeczkę Nicko,miałem okazję podotykać(bez skojarzeń),choć jakbym chciał mógłbym ją mu zajebać,bo spał jak niedźwiedź

,pozdro dla pani od kolonii która wracał z Hela,i dał po kanapce,bo już nic do żarcie nie mieliśmy,i która mówiła ,że słuchała Maiden w latach 80,ale nic nie wiedziała o koncercie.
+
IM
reszta
-
nie złapałem żadnej rzeczy,ale może to sprawiedliwie(bo na Metallice złapałem 2 kostki),ale może następnym razem się uda,choć byłem blisko koło jednej z frotek Stefka)
Fosa nie dawała wody
mógłbym też na upartego zaliczyć drogę powrtoną,bo mieliśmy 3 godzinne opóźnienie,zamiast przyjechać do krk,o 10:30,byliśmy ok 13:30,ale co tam
