Frekwencja - faktycznie bardzo dobra, jak na polskie koncerty, widać też było wielu fanów Enforcera.
Pierwszy support - nawet znośny, przynajmniej udało im się choć trochę rozgrzać publiczność, ale wyglądali no po prostu jak czesi
Enforcer - energicznie i prosto. Czysty rock and roll, choć jak dla mnie to trochę na jedno kopyto grają.
Gamma ray - pokazali klasę i tyle. CHOĆ, po zmianie gitary u Hansena: ta mu nie działa, a zbliżało się zwrotka, on nie zrażony niczym poszedł sobie ją zmienić, a tu podczas zwrotki... Jego głos popłynął z głośników
Ale poza tym to setlistę mieli rzeczywiście bardzo ciekawą, odświezyli stare kawałki, choć odczuwam niedosyt, bo w ogóle zapomnieli o genialnym Land of the Free II no i klasyku HEAVY METAL UNIVERSE. Jak jeszcze ten pierwszy mogę zrozumieć, ale nie zagrać hymnu to już nieładnie
Niestety pan Kiske się nie pojawił, ale i tak zabawa była przednia
Trochę po:
Podczas godzinnego oczekiwania na panów z Gamma ray, miałem przyjemność zobaczyć kompletnie nawalonych, naćpanych panów z Enforcera, którzy:
- nie potrafili sobie drzwi otworzyć
- na każdej rzeczy składali zupełnie inne autografy, tak jakby nie wiedzieli jak się podpisać
- obijali swoimi walizkami praktycznie każdą ścianę, jaką napotkali
Na Hansena i ekipę, trzeba było poczekać godzinkę, lecz gdy zeszli, to podpisali wszystko co chciano, na luzie, rozmawiali żartowali, zdjęcia można było robić do woli. Na pytanie jakie zadałem Hansenowi:
- doesn't smoking affend your voice?
- yes it does, that's why it sounds so awesome!
To podsumowuje ich całe podejście do rzeczy
Także na Gamma Ray - warto jechać naprawdę, polecam!
