Re: Run for Your Lives tour 2025
: pn cze 23, 2025 12:23 pm
Trochę zamuliłem z relacjami, więc tak zeby nadrobic
SZTOKHOLM:
Na pierwszym gigu juz przed koncertem były jaja, masa pospinanych ludzi kłóciła się z ryjącymi do przodu (co obserwowałem z drugiego rzędu, po czym większość pospinanych już koło Killers była wynoszona i uciekała. Fajny energiczny koncert, sporo pchanka ale bez chamówy, wreszcie Maiden z jakąś energią w publice. Na drugim wpadła barierka na dalekim Murrayu. Phantoma wszyscy widzieliście, strasznie się Steve wykoleił.
GRASPOP:
W końcu brak jebanego fttb tylko oldschoolowy run for your lives, dobrze rozlozylem siły i na ostatnich stu metrach minąłem ze sto osób. Dobry spot wpadł, Municipal Waste, dwa metalcorowe gówna i Dream Theater na przystawki. Generalnie obskoczyłbym inna scene z Death Angelem, Soen i Paradise Lost, ale szczerze nie miałem siły i sporo drzemałem. Myślałem, że rozbudzi mnie DT, ale zaczęli jakimś strasznym klocem i miałem nagle zerową ochotę na oglądanie ich. Dźwiękowo też mi w stoperach nie siadło, klawisze za głośno, gitara... nie wiem czy nie zrobiłoby temu zespołowi dobrze gdyby był tam drugi gitarzysta, który przy okazji dobrze wspierałby La Brie. Raz juz w zyciu wyszedłem z DT zażenowany, ale to jak zmasakrował Pull Me Under to było coś nowego. Nie wiem czy oni mogliby się jakoś przestroić, puszczać backing tracki, cokolwiek. Do tego nic nie rzucili, wiocha trochę. No ale to temat o Maiden, więc porozmawiajmy o IM - z racji na zachód słońca Dave i Murray wyszli
w szybkich oksach, Bruce powiedział ze sceny "jesli nie podoba ci się setlista... to jesteś w tym sam, 50k ludzi ją uwielbia" niestety coś w tym jest. Publika pełna kulturka, mało znajomych twarzy z fc, dużo maniacs którzy po prostu przyjechali na festiwal. Gig ogólnie dobry, ale bez pazura jak to na festiwalu. Aces absolutnie zmasakrowane, Bruce chyba był chory, wspominał też o chorobie Adriana i rzeczywiście H nic nie śpiewał.
BIRMINGHAM
Dwa lata w tej hali miałem najgorszy gig Maiden, tak zle sie czułem ze musiałem na parę numerów wyjsc i sie ogarnac bo ledwo stałem. Udało sie te złe wspomnienia z nawiazka odczarować, wpadliśmy z GA na drugi rząd po lewej, scena nisko i blisko, co prawda sauna maksymalna, Bruce zapewne kazał wyłączyć klimę. Równo o 1930 zaczęła się tęsknota za Halestorm bo wjechało Raven Age... natomiast mieliśmy tak dobrą załogę w drugim rzędzie, że koncert minął bardzo szybko i przyjemnie, jakby ktoś to nagrał to wszyscy byśmy wylądowali w kaftanie. W końcu czas na Maiden, wjechali na super energii, publika pulsowała, było ciasno, gorąco i zajebiście głośno, czyli tak jak powinno być. Sporo małych interakcji z Adrianem, to zawsze cieszy. Śmiesznie wygląda flaga Anglii na Trooperze. Genialna atmosfera i klimat, dawno tak dobrze nie bawiłem się na Maiden.
SZTOKHOLM:
Na pierwszym gigu juz przed koncertem były jaja, masa pospinanych ludzi kłóciła się z ryjącymi do przodu (co obserwowałem z drugiego rzędu, po czym większość pospinanych już koło Killers była wynoszona i uciekała. Fajny energiczny koncert, sporo pchanka ale bez chamówy, wreszcie Maiden z jakąś energią w publice. Na drugim wpadła barierka na dalekim Murrayu. Phantoma wszyscy widzieliście, strasznie się Steve wykoleił.
GRASPOP:
W końcu brak jebanego fttb tylko oldschoolowy run for your lives, dobrze rozlozylem siły i na ostatnich stu metrach minąłem ze sto osób. Dobry spot wpadł, Municipal Waste, dwa metalcorowe gówna i Dream Theater na przystawki. Generalnie obskoczyłbym inna scene z Death Angelem, Soen i Paradise Lost, ale szczerze nie miałem siły i sporo drzemałem. Myślałem, że rozbudzi mnie DT, ale zaczęli jakimś strasznym klocem i miałem nagle zerową ochotę na oglądanie ich. Dźwiękowo też mi w stoperach nie siadło, klawisze za głośno, gitara... nie wiem czy nie zrobiłoby temu zespołowi dobrze gdyby był tam drugi gitarzysta, który przy okazji dobrze wspierałby La Brie. Raz juz w zyciu wyszedłem z DT zażenowany, ale to jak zmasakrował Pull Me Under to było coś nowego. Nie wiem czy oni mogliby się jakoś przestroić, puszczać backing tracki, cokolwiek. Do tego nic nie rzucili, wiocha trochę. No ale to temat o Maiden, więc porozmawiajmy o IM - z racji na zachód słońca Dave i Murray wyszli
BIRMINGHAM
Dwa lata w tej hali miałem najgorszy gig Maiden, tak zle sie czułem ze musiałem na parę numerów wyjsc i sie ogarnac bo ledwo stałem. Udało sie te złe wspomnienia z nawiazka odczarować, wpadliśmy z GA na drugi rząd po lewej, scena nisko i blisko, co prawda sauna maksymalna, Bruce zapewne kazał wyłączyć klimę. Równo o 1930 zaczęła się tęsknota za Halestorm bo wjechało Raven Age... natomiast mieliśmy tak dobrą załogę w drugim rzędzie, że koncert minął bardzo szybko i przyjemnie, jakby ktoś to nagrał to wszyscy byśmy wylądowali w kaftanie. W końcu czas na Maiden, wjechali na super energii, publika pulsowała, było ciasno, gorąco i zajebiście głośno, czyli tak jak powinno być. Sporo małych interakcji z Adrianem, to zawsze cieszy. Śmiesznie wygląda flaga Anglii na Trooperze. Genialna atmosfera i klimat, dawno tak dobrze nie bawiłem się na Maiden.
