To był mój 1. Mystic, i o dziwo również dopiero 1. fest muzyki metalowej, więc też pokuszę się o relację
Organizacyjnie bardzo mi się podobało, Stocznia robi klimat i robotę, jedynie czasem powstawały duże zatory i już pisałem w feedbacku organizatorom że powinni przemyśleć ustawienie Desert Stage oraz Park Stage, bo ciężko chwilami było przejść. Poza tym - nie mam nic do zarzucenia. Miło było również, że pomyśleli o platformach dla osób z niepełnosprawnościami, nawet przy Desert Stage, co było miłym zaskoczeniem.
Strefa VIP dla mnie super, ale gęsto ustawione stoliki przeszkadzały, bo widziałem wiele osób, które się do nich przyspawały na długi czas i ciężko się między nimi było wbić do barierki, żeby coś widzieć.
Nie ukrywam, że na fest pojechałem głównie dla Dickinsona, a przy okazji po prostu posłuchać innych zespołów, które gdzieś tam się przewijały, ale nigdy ich nie zgłębiałem. Bruce dla mnie wymiótł, czekałem 20 lat, żeby usłyszeć te kawałki na żywo, i chyba nie muszę nic więcej mówić

Dla mnie oczywiście najlepszy koncert festiwalu, również pod względem technicznym - wszystko dobrze nagłośnione.
Nie widziałem aż tak wielu występów, jak co niektórzy, z reguły na dany dzień miałem około 2 koncertów na których mi bardziej zależało i do tego 2-3, które chciałem przy okazji. Nie będę zatem wymieniał wszystkich. Napiszę tylko że w czwartek Wij mnie nie zawiódł, zacząłem słuchać ich płyty już przed festiwalem, ale na żywo są jeszcze lepsi i jak tylko zawitają do Szczecina to koniecznie muszę wpaść na ich koncert, bo ten zespół to petarda! Dla mnie 3. najlepszy występ z tych, które widziałem.
Sodom - bardzo fajne, solidne napierdalanie. Na koncert solo bym się nie wybrał, ale jako festiwalowy lub support przy okazji innego zespołu, dla mnie super!
W piątek głównie chciałem zobaczyć Accept oraz Megadeth. Accept podobnie jak Sodom dzień wcześniej. Oba zespoły obiecałem sobie obadać szerzej w domu na spokojnie.
Megadeth - super-pozytywne zaskoczenie, nie sądziłem, że aż tak mi się spodoba. Dla mnie 2. koncert tego festiwalu (po Dickinsonie), gdzie naprawdę czułem mega klimat, wszystko było też technicznie dobrze, mega-fun!
W sobotę niestety z powodów kłopotów zdrowotnych dotarliśmy późno, na końcówkę Lord of the Lost, trochę żałuję ale trudno. Kerry King mnie nie porwał, po prostu nie mój klimat. Po tym popiliśmy drinki ze stoiska Krakena i zawinęliśmy na miasto.
pz pisze: ↑sob cze 08, 2024 11:58 am
Właśnie, zapomniałem o jednym fakcie z Main Stage. Na Paradise Lost i na Megadeth, w sektorze VIP (gdzie ogólnie wszyscy siedzieli i się nie ruszali) był młody dzieciak, na oko 10-11 lat, który całe koncerty ostro moshował i śpiewał. Widać było, że świetnie się bawił. Bardzo pozytywna obserwacja.
Stałem na VIPie blisko tego dzieciaka, super-pozytywne to było, dobrze nam rośnie kolejne pokolenie
Podsumowując, będę oczekiwał ogłoszeń na przyszły rok i myślę, że jest duża szansa że wpadnę znów

Jedynie zmieniłbym w moim planie kilka rzeczy - jak już
Mr. M bodajże wspomniał, w dniu festiwalowym niezbyt dobrze jest mieć jakiekolwiek inne aktywności, a już zwłaszcza nie poranne. Nasze poranne wstawanie o 8 aby zdążyć na Escape Room odbijało nam się czkawką i w piątek i jeszcze w sobotę. Drugą nauczką jest fakt, że jeśli koncerty są tuż po sobie to praktycznie niemożliwością jest zobaczyć oba w całości, na coś trzeba się zdecydować albo zaakceptować, że się części nie zobaczy.
EDIT: byłbym zapomniał, w czwartek przy śniadaniu na mieście mijała nas Tanya - basistka Dickinsona, oraz Philip (?) - jeden z gitarzystów, zdążyłem im życzyć udanego koncertu, ale niestety nie było jak lecieć po foto, bo musiałbym wybiegać z ogródka
