Tak, ja byłem.
Środa i czwartek to frekwencyjna lipa w porównaniu do zeszłego roku. Nigdzie nie było kolejek, nie czekałem ani do piwa, ani do żarcia ani na autobusy na i z festiwalu. W sumie to było całkiem przyjemne, bo zero tłoku. W piątek już było grubo, a w sobotę chyba blisko sold-outu tego dnia, bo pełno ludzi wszędzie. Wychodzi na to, że większość ogarnęła sobie karnety weekendowe + jednodniowe na sobotę.
Wbrew pozorom ten line-up nie był aż tak tragiczny jeśli chodzi o gitarowe/alternatywne granie. Nie było może wielu wielkich gwiazd typu The Cure, ale takie absolutne zrzędzenie na tegoroczny skład festu to zwyczajna ignorancja. A czytałem takie opinie jak chociażby na fanpage'u naszego przyjaciela Kusego, gdzie troszkę obśmiano ogłoszenie m.in. La Dispute - a to bardzo zacny band.
Ja widziałem w sumie 25 koncertów (cześć z nich tylko częsciowo, bo musiałem przejśc na inną sceną) i bawiłem się całkiem nieźle.
03/07 - Oxford Drama, Coals, Jain, Idles, Vampire Weekend (co za gówno), The Voidz, Interpol
04/07 - Bobkovski, Normal Echo, Marina, The 1975 (słabe w chuj), Jorja Smith, The Strokes, Greta Van Fleet
05/07 - The Satuday Tea, Daria Zawiałow, Wczasy, Rosalia (nie kumam zachwytu nad nią, bo wielu się spuszcza nad tym koncertem), The Smashing Pumpkins, Cool Kids of Death
06/07 - La Dispute, The Satuday Tea, Kodaline, Lana Del Ray, Perry Farrell's Kind Heaven Orchestra
Moj top 3:
1. The Smashing Pumpkins
2. Idles
3. Cool Kids of Death
Na plus z mojej strony też Perry Farrell, fajne show z dobrą oprawą. Oprócz jego solo rzeczy było tez parę kawałków Jane's Addiction i Porno for Pyros.
Wchodząc w szczegóły nieco to mogę powiedzieć, że świetny koncert dali Cool Kids Of Death, którzy odegrali swój debiutancki album w całości (no prawie, zabrakło jednego utworu - nie wiem czemu). Uwielbiam te płytę, przesłuchałem ja niezliczoną liczbę razy. Oni nie grają od 2013 orku w ogóle i tutaj Ziołkowski sypnął dużym hajsem, żeby ich przekonać do jednorazowego powrotu. Powiedział to Kuba Wandachowicz odpowiadając na pytanie co ich skłoniło do tego koncertu:
Nie wiem. Chyba najmniej paliłem się do tego koncertu, ale stwierdziłem, że nie będę robił scen, jeśli większość zdecyduje, że gramy. Nie ukrywam, że istotnym argumentem były pieniądze. Takie, jakich w historii tego zespołu jeszcze nie było. Ale to nie będzie kamień milowy w mojej artystycznej karierze. Po prostu odcinamy kupony od rzeczy, które zrobiliśmy w przeszłości. Ale piosenki wciąż są fajne i mam nadzieję, że zadziałają.
Cały wywiad tu:
http://wyborcza.pl/7,113768,24942388,co ... epiej.html. Bardzo ciekawa rozmowa, naprawdę polecam.
Interpol też był dobry, La Dispute dali bardzo dobry koncert przy miernej frekwencji. Idles rozjebali pierwszego dnia. Co za zespół! Z innych rzeczy to podobały mi się występy młodych zespołów typu Wczasy czy Oxford Drama. Lana Del Ray też ciekawy koncert dała, widziałem ją drugi raz i nie byłem rozczarowany.
Co do Grety to sam nie wiem... Ja mam problem z takimi zespołu, które tak jawnie zrzynają od innych. Posłucham płyty parę razy, pójdę na koncert i mogę zapomnieć. Ogólnie to bedąc na tym koncercie to tak sobie przypomniałem słowa Mike'a Pattona, który kiedyś słysząc w tle Wolfmother powiedział 'What year are we in?' i stwierdzil, że ten zespół ssie.
I zgadzam się z tym. Dziś się już tak nie gra, to nie te czasy, a bandy które tak robią stylizując się na lata 60/70 nie tworzą nic nowego. Niestety jest ich cała masa obecnie - Kadavar, Blues Pills, Siena Root itp itd. Długo by wymieniać. Nie wydaje mi się, żeby Greta za 10 lat miala jakiś wielki status na rynku muzycznym. Co oni mogą nowego nagrać? Kolejna płyta (o ile będzie) raczej możne być bardzo podobna do tej pierwszej. Jeśli nie taka sama... Ile można by było tego słuchac?
Ogólnie koncert był fajny, dobra energia, naprawdę spoko jamowanie im wychodziło. No i chłopakom też sie podobało, bo Tent Stage był nabity po brzegi (trochę to wynik ulewy, bo ludzie chcieli się chować). Drugi raz na ich koncert nie pójdę, chyba że grali by Wawie i miałbym pod nosem. Żeby za nimi jeździć gdzies po Polsce to na pewno nie.
Wracając do innych koncertów to żałuję, że nie zostałem na Jungle czy Fisz Emade, ale strasznie jednak pizgało i po 8 godzinach latania po terenie festiwalu już nie dałbym rady obejrzeć kolejnych koncertów zaczynających się o 1:30.
Na minus oczywiście pogoda, bo bardzo zimno. W nocy to 12 stopni max + wiatr. A w czwartek to ulewa totalna, wychodząc po 1:00 z terenu festiwalu byłem cały mokry. Trochę to zabiło atmosferę imprezy.
Ogólnie rzecz ujmując to Open'er skręca w stronę, która mi średnio odpowiada. Za dużo tam rapu i jakiegoś elektro i to takiego rodzaju, którego jednak nie słucham. Bo czym innym jest dla mnie bardzo fajny Moderat, Trentemoller, Cypress Hill czy Public Enemy, a czym innym Diplo, Stormzy itp. Choć z drugiej strony można znaleźć jakieś perełki i dobrze się bawić, tak jak to miałem okazję zrobić teraz.
Miałem nie jechać za rok, ale pewnie pojadę. Już po raz 9. Dla mnie Open'er to taki początek wakacji, dużo fajnych wspomnień i człowiek jakoś się młodszy czuje przez to
Daty kolejnej edycji już ogłoszone. Odbędzie w dniach 1-4 lipca 2020.