Cały album ma 10/10, a tytułowy utwór jest jednym z moich ulubionych, teoretycznie może dla kogoś być monotonny, ale dla mnie nie jest, a ta niemalże hipnotyczna część środkowa jest fantastyczna... niebardzo wiem w czym jest gorszy od "Rime..." albo "Alexandra..." ale co kto lubi :rocx
Płyta doskonała jak dla mnie, kiedyś nie, teraz już TAK... Po prostu album skończony i się nie dziwię panom z Maiden, że tak go lubią....
Invader pisze:Can I Play With Madness - 10{wcaal nie zygam i do dzisaj mam ciary na plecach gdy słucham tego kawałka}
Nie Ty jeden gitarowy znawco
Fear pisze:Moonchild - 8,5
Infinite Dreams - 10
Can I Play With Madness - 8,5
The Evil That Men Do - 10
Seventh Son Of A Seventh Son - 10
The Prophecy - 9
The Clairvoyant - 9,5
Only The Good Die Young - 9
Leci teraz właśnie Seventh Son-i o jakim znudzeniu mowa ? Ta płyta jest genialna. Jedna z nielicznych płyt które uwielbiam od początku do samego końca.
Seventh chętniej mi się ogląda na video ("Maiden England) niż słucha na płycie. Nie znałem tego albumu w wersji studyjnej ale koncert swego czasu bardzo mi się podobał. Kiedy włączyłem płytę to jakoś troszkę zabrakło mi tego klimatu live. Ale to bardzo dobry album. Świetny jest "Only The Good die Young"(refren!!!), ktorego na tym koncercie nie bylo. "Prophecy" ma fajną końcówkę, która przypomina mi troche "To live is to die" Metallicy, a wokal Bruca nie wiem czemu kojarzy mi się z K. Diamondem (gdy wykrzykuje tekst), reszte znam, lubię(i wole słuchać) z "Maiden England". to tak jak z "Live After Death". bardziej podoba mi się na winylu niż na CD.
Najlepszy jest moment ,jak Bruce bawi sie misiem , ogladałem tylko fragmenty z tego koncertu, ale wystarczyło to bym uważał go za niesamowity.Angielska publicznosć jest bardziej fanatyczna niż możnaby było sie spodziewać.
Nie wiem jak dla was ,ale dla mnie ta płyta to wulkan sentymentalny, te melodie z tej płyty zawsze gdzieś zostaną ,kojarzą sie z wieloma sytuacjami w życiu, dzięki temu chce sie ich słuchać cały czas.
Pierwsza płyta Iron Maiden jaką kupiłem,za całkiem dużo kasy, jeszcze przez internet, od niej Iron Maiden ugruntował sie na pozycji ulubionego zespołu, niesamowity klimat, świetne brzmienie, fantystyczne kompozycje ,można tak wymieniać w nieskończoność.
Co najwazniejsze brak słabego utworu, brak nawet średniego utworu, wszystko rewelacyjne. I co wazne,o płycie,o jej wartości nie stanowią głównie single, tylko płyta jest równą całością. Ja akurat o ironio losu, single uważam raczej za słabsze na płycie, o ile tu można o jakiejś słabości mówić. Najsilniejsze punkty to wg.mnie Moonchild,Infinite Dreams i utwór tytułowy.
Ta płyta to było pewne zamknięcie wspaniałego okresu Iron Maiden,które zaczeło sie na Number of the Beast czy jak kto woli na Piece of Mind.
Potem nigdy już Iron Maiden nie robił tak ogromnych tras koncertowych, nie zajmował tyle miejsca na łamach gazet ,krótko mówiac nie rządził.