Czas na pierwszą część mojego podsumowania.
ŚWIAT:
1. GHOST - MELIORA
Dla mnie zdecydowany numer jeden. Po wspaniałym poprzednim albumie myślałem, że poprzeczkę zawiesili sobie na tyle wysoko, że już tego nie przebiją. Jak widać - myliłem się. Więcej wspaniałych melodii (ciężko wymienić jeden wyróżniający się utwór), więcej ciekawych pomysłów - wszystkiego tutaj więcej (tytuł płyty mówi sam za siebie). Już nie mogę się doczekać niepotwierdzonego jeszcze oficjalnie koncertu przed IM.
2. BLUR - THE MAGIC WHIP
Z wielkimi powrotami bywa różnie. Bywają skokami na kasę, a w dodatku poziom muzyczny nie dorównuje wcześniejszym dokonaniom. W przypadku Blur miałem pewne obawy, że może się nie udać. Na szczęście niepotrzebnie, bo The Magic Whip to album... wspaniały. Czuć, że nagrywali go muzycy cieszący się ze wspólnego spędzania czasu w studiu. Jest trochę starego Blura z lat 90., ale dużo też nowych smaczków. To dobry znak na przyszłość.
3. FAITH NO MORE - SOL INVICTUS
Drugi z wielkim powrotów, na który czekałem z wypiekami na twarzy. I tu również się nie zawiodłem, a po koncercie w Krakowie tylko się utwierdziłem, że panowie są w bardzo dobrej formie. Mimo, że płyta wydaje się mniej szalona od poprzednich i - tak naprawdę - nie "wchodzi" od pierwszego przesłuchania, zyskuje z czasem. Utwory takie, jak Superhero, Matador czy Sunny Side Up - za kilka lat będą killerami w setliście.
4. THE DEAD WEATHER - DODGE AND BURN
Spośród wszystkich projektów Jacka White'a najbardziej lubię i cenię supergrupę The Dead Weather. W szczególności wtedy, gdy tworzą taką petardę, jak Dodge and Burn, który - jak dotąd - uważam za ich najlepsze dzieło, takie małe opus magnum. Jest rockowo, z pazurem i energią. A Alisson czaruje jak zawsze, co jest kolejnym magnesem do przesłuchania płyty.
5. MARILYN MANSON - THE PALE EMPEROR
Manson wraca do świata żywych. Po serii słabych albumów, których punktem kulminacyjnym był Born Villain, nagrał w końcu rzecz... zwalającą z nóg. Może właśnie dzięki temu, że przed przesłuchaniem zbytnio się nie nastawiałem, The Pale Emperor tak mi się spodobał. Nie był to jednak główny czynnik. Muzyka broni się sama - ze wskazaniem na chociażby Deep Six czy Third Day of a Seven Day Binge, najlepsze jego single od lat.
6. IRON MAIDEN - THE BOOK OF SOULS
W przypadku IM nie będzie się dłużej rozpisywał. To, co miałem napisać, na forum już napisałem dawno, tuż po premierze TBOS. Dodam tylko, że Ironi mnie nie zawiedli, wydali naprawdę album stojący na wysokim poziomie, którego z chęcią słucham. Tytułowy, Tears of a Clown, If Eternity Should Fail czy opus magnum Empire of the Clouds nie świadczą, że Harris i spółka się wypalili. Up the Irons i do zobaczenia we Wrocku!
7. NOEL GALLAGHER'S HIGH FLYING BIRDS - CHASING YESTERDAY
Powiem szczerze, że jakoś nigdy nie darzyłem ogromną sympatią Oasis. Za to bardzo podchodzą mi płyty Noela pod szyldem High Flying Birds. W szczególności Chasing Yesterday. Nie odkrywa tu jakiś nowych lądów muzycznych, ale słucha się tego albumu z wielką przyjemnością. Noel pokazał więc, kto tak naprawdę rządził w macierzystej formacji.
8. NOTHING BUT THIEVES - NOTHING BUT THIEVES
W zeszłym roku zachwycałem się Royal Blood, w tym debiutem Nothing But Thieves. Brytyjczycy mają dar do pisania chwytliwych numerów (muszę przyznać, że dawno nie słuchałem albumu tak napakowanego przebojowymi numerami) i tym mnie kupuli. Inspiracje? Muse (wysoki głos wokalisty), Radiohead (wolniejsze numery przypominają czasy The Bends/OK Computer), ale nie jest to bezmyślne kopiowanie.
9. EAGLES OF DEATH METAL - ZIPPER DOWN
Do tej pory EODM traktowałem trochę po macoszemu. I tu znowu błąd. Po odpaleniu Zipper Down czułem, że popełniłem ogromny błąd. Bowiem to album świetnie łączący jajcarstwo (vide okładka) z garażowym graniem przełomu lat 60 i 70. Ta płyta płynie i szybko uzależnia (w szczególności przeróbka Save a Prayer Duran Duran - miodzio).
10. DISTURBED - IMMORTALIZED
Jakoś nie spodziewałem się po Disturbed, że wypuszczą coś tak dobrego, jak Immortalized. Przerwa w działalności widocznie im posłużyła. Naładowali baterie i wysmażyli bardzo równy album. Składniki wciąż te same, ale bardziej mnie przekonuje niż Asylum.
11. EDITORS - IN DREAM
12. FOALS - WHAT WENT DOWN
13. FLORENCE + THE MACHINE - HOW BIG, HOW BLUE, HOW BEAUTIFUL
14. LINDEMANN - SKILLS IN PILLS
15. SLAYER - REPENTLESS
16. TURBOWOLF - TWO HANDS
17. COLDPLAY - A HEAD FULL OF DREAMS
18. P.O.D. - THE AWAKENING
19. MUSE - DRONES
20. PUBLIC IMAGE LTD. - WHAT THE WORLD NEEDS NOW...
Do pierwszej "20" nie zmieścili się m.in. David Gilmour, Chris Cornell, Nightwish, Scorpions. Puscifer, Motorhead, The Darkness, Wolf Alice, Killing Joke czy Europe.