1. MayheM- De Mysteriis Dom Sathanas- Atilla na tej płycie jest niesamowity. Koleś operuje wokalem że głowa mała, przy tym tworząc zajebisty, specyficzny klimat.
2. Slayer- Reign in blood/ Hell Awaits- niewiem który album wybrać, na obydwu Tom pokazuje że jest (był) w najlepszym okresie wokalnym. Ładnie wyciąga wysokie dźwięki.
3. Nevermore- This godless endeavor- No wiadomo, Warrel.
4. Iron Maiden- TNOTB- Dick wyje jak syrena alarmowa, świetna forma.
5. Black Sabbath- Dehumanizer- moc!
6. Sodom- M-16- właśnie taki wokal Toma uwielbiam.
7. Exodus- Tempo of the damned- Ogólnie Zetro to świetny wokalista, z charakterystycznym głosem, ale na tej płycie IMO osiąga apogeum swoich możliwości.
8. Immortal- At the heart of winter- Abbath ładnie grzeje. Charakterystyczny skrzek.
9. Opeth- Morningrise- W sumie wszystkie albumy Opeth są okraszone świetnymi, zróżnicowanymi wokalami ale ta płyta najbardziej mi odpowiada pod tym względem.
10. Testament- The gathering- Chuck miszcz.
No i tak jeszcze można wymieniać, dodałbym jeszcze Iced Earth- The glorious burden.




