Judas Priest
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: Judas Priest
Osłuchałem się już trochę z nową płytą, doskonała rzecz.
Forum internetowe to poważna sprawa.
Re: Judas Priest
Bez dwóch zdań. Nie pamiętam w ostatnich latach, żeby jakiś inny materiał zrobił mi tak dobrze
www.MetalSide.pl
Re: Judas Priest
Płyta bardzo dobra, mocne 8/10. Gorzej z formą Roba na żywo (tak wnioskuję po przesłuchaniu obszernych fragmentów z Glasgow gdzie strasznie fałszował)
"Moje dni upływają pomiędzy logiką, gwizdaniem, chodzeniem na spacery i stanami depresji."
-
Piotr Lange
- -#Moonchild

- Posty: 1535
- Rejestracja: czw paź 27, 2022 5:06 pm
- Skąd: Łódź
- blackcocker
- -#Moderator

- Posty: 12617
- Rejestracja: czw cze 14, 2018 9:04 pm
- Skąd: HerbacianePolaBatumi
Re: Judas Priest
Najgorszy moment to był chyba Trial, wszystko mi się tam nie zgadzało. Za to w Dublinie było przyzwoicie, choć nie ukrywam, że bardziej zwracałem uwagę na RF niż Roba XD wiadomo też, że odsłuch na żywo sporo wybacza, potem słuchając nagrań jest czasem srogi zonk
#blackcocker2023
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.
07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)
***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Re: Judas Priest
W Dublinie było dobrze. Kilka górek ominął (np. w jednym miejscu w Sinner), ale ogólnie wyszedłem z areny bardziej zadowolony, niż po ostatnim koncercie w Gdańsku. Największe zastrzeżenie mam do Crown of Horns, bo mam wrażenie, że za bardzo nie wiedział, jak to zaśpiewać i trochę nisko jechał. Szkoda, że ten bardzo painkillerowy fragment w Panic Attack zaśpiewał oszczędnie, bo w Glasgow właśnie naprawdę fajnie mu to wyszło, ale to jest bardzo ciężki temat i nie mam pretensji. Na ten moment wszystko idzie zgodnie ze schematem i z koncertu na koncert jest lepiej.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: Judas Priest
Mnie martwi tylko to, że pomiędzy Krakowem a Pragą nie ma dnia przerwy. Oby to tylko się nie przełożyło na wyjątkowo kiepską formę lub skrócenie repertuaru.
A
B
C
D
E
B
C
D
E
Re: Judas Priest
Też na to zwróciłem ostatnio uwagę. Ale w 2018 była dokładnie taka sama sytuacja, a ostatecznie wszystko poszło dobrze.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
-
Deleted User 8263
Re: Judas Priest
Nie rozumiem osób, które robią 1-2 koncerty i jarają się takim chaosem w secie.
Pierwszy gig na trasie niezły, drugi jakaś katastrofa kotletoza, trzeci kotlety i jakieś dziwne live debuty.
Mi to się odechciewa jechać do KrK jak mam np nie usłyszeć Victima i Beyonda, za to dostac kotlety ktore słyszałem na wiekszosci koncertów JP (a widziałem ich duzo razy)
Pierwszy gig na trasie niezły, drugi jakaś katastrofa kotletoza, trzeci kotlety i jakieś dziwne live debuty.
Mi to się odechciewa jechać do KrK jak mam np nie usłyszeć Victima i Beyonda, za to dostac kotlety ktore słyszałem na wiekszosci koncertów JP (a widziałem ich duzo razy)
Re: Judas Priest
Przecież Victim i Beyond to też kotlety.
Dziwne? Jeden to numer z ostatniej płyty więc całkiem normalny, a drugi mocno pozytywnie zaskakujący, bo to fajny numer, a nieograny.
Chaos w secie jest fajny, bo oznacza, że zespół chce coś pokombinować i popróbować różne możliwości. Na tej samej zasadzie mógłbym napisać, że nie rozumiem osób, które robią 20 koncertów na trasie, a nie przeszkadza im ciągle ten sam identyczny set
I z ciekawości sobie porównałem ostatnio ile różnych numerów JP słyszałem, a ile ty IM i różnica między nami na Twoja korzyść nie jest specjalnie duża biorąc pod uwagę różnice w ilości sztuk
Dziwne? Jeden to numer z ostatniej płyty więc całkiem normalny, a drugi mocno pozytywnie zaskakujący, bo to fajny numer, a nieograny.
Chaos w secie jest fajny, bo oznacza, że zespół chce coś pokombinować i popróbować różne możliwości. Na tej samej zasadzie mógłbym napisać, że nie rozumiem osób, które robią 20 koncertów na trasie, a nie przeszkadza im ciągle ten sam identyczny set
I z ciekawości sobie porównałem ostatnio ile różnych numerów JP słyszałem, a ile ty IM i różnica między nami na Twoja korzyść nie jest specjalnie duża biorąc pod uwagę różnice w ilości sztuk
BRUCE SPRINGSTEEN, JAN BO I RICHIE FAULKNER PONAD WSZYSTKO
https://www.last.fm/pl/user/sardynex
setlist.fm/user/matt01
https://www.last.fm/pl/user/sardynex
setlist.fm/user/matt01
Re: Judas Priest
>trzeci kotlety i jakieś dziwne live debiuty
- Panic Attack
- Crown of Horns
- Invincible Shield
- Love Bites
- Sword of Damocles
- You Don't Have to Be Old to Be Wise
- Sinner
- Saints in Hell
- Rapid Fire
9 na 17 utworów, no rzeczywiście same kotlety. Jak Sard już zaznaczył, VoC i BtRoD były grane na większości tras od lat 70., więc to nie są żadne rarytasy. Przypierdalanie się o nic.
- Panic Attack
- Crown of Horns
- Invincible Shield
- Love Bites
- Sword of Damocles
- You Don't Have to Be Old to Be Wise
- Sinner
- Saints in Hell
- Rapid Fire
9 na 17 utworów, no rzeczywiście same kotlety. Jak Sard już zaznaczył, VoC i BtRoD były grane na większości tras od lat 70., więc to nie są żadne rarytasy. Przypierdalanie się o nic.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: Judas Priest
Każdy pretekst jest dobry, żeby napisać "Maiden zajebiste, Priest cienizna" 
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Re: Judas Priest
Kurczę, nigdy nie zrozumiem tych lamentów świętokrzyskich. Zarówno tegoroczny live Judasów, jaki i zeszłoroczny The Future Past Tour Maidenów toż to czysta radocha, cud, miód i orzeszki!
Biadolenia, kwęki i żale zostawmy sobie na później, za parę lat - gdy ich już nie będzie.
Teraz to carpe diem, Rodacy!
Biadolenia, kwęki i żale zostawmy sobie na później, za parę lat - gdy ich już nie będzie.
Teraz to carpe diem, Rodacy!
- johnny_o
- Ten, Który Czyta Wszystko
- Posty: 9556
- Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
- Skąd: Prawie Warszawa
Re: Judas Priest
Pełna zgoda! Car-pay Dee-um, jak to śpiewa Biff 
-
Deleted User 8449
Re: Judas Priest
Przede wszystkim to zawsze uważa, że wbijanie kija w mrowisko jest lepsze niż klaka. Piszę na forach od prawie 20 lat i zawsze lubiłem przedstawiać zdanie odrębne. Iron Maiden vs Judas Priest to jest dość ciekawy i wręcz bym powiedział klasyczny spór. Dwie największe grupy heavy wszechczasów i porównania nasuwają się same. Uważam, że takie wbijanie kija w mrowisko może sprawić, że ludzie zaczną myśleć obiektywnie.
Iron Maiden i Judas Priest to są zespoły o porównywalnym poziomie mocy, oba zrobiły bardzo wiele dla tego gatunku i uważam, że oba zasługują na obiektywne spojrzenie. Pogląd, że jeden z tych zespołów deklasuje drugi jest mi zupełnie obcy. Obu JEDNOCZEŚNIE można wiele zarzucić.
Dla mnie tak z grubsza genialne Iron Maiden kończy się w roku 1988, a genialne Judas Priest w 1990 roku. Potem historia tych zespołów to lepsze lub gorsze powroty do dawnych lat świetności. Dodajmy w trudnych dla gatunku heavy-metal latach. Frontmani obu tych kapel otarli się o sporą hipokryzje, bo gdyby ich wolty stylistyczne (Dickinson-Skunkworks, Halford-Fight, Two) okazały się udane....Właśnie gdyby. Być może nie byłoby powrotów synów marnotrawnych (Ressurection, Accident of Birht i w konsekwencji Angel of Retribution, Brave New World). To jest jednak hipokryzja bo momenty opuszczania swoich macierzystych kapel, przez Dickinsona i Halforda były burzliwe. Wczoraj heavy metal się skończył, jutro heavy metal to potęga. Czy zdecywowała tylko kasa? Pewnie nie, ale jednak na tym tle taki Biff Byford, Udo Dirkshneider, Chris Boltendahl czy Kai Hansen mogą powiedzieć Halfordowi i Dickinsonowi- my byliśmy szczersi.
Jeszcze co do Invicible Shield. Jak słuchałem starych nagrać Judas Priest to np. pierwsze przykłady z brzegu, gdy pierwszy raz wjechał Steeler czy All Guns Blazing (że weźmiemy flagowe albumy), od razu były ciary, melodie po pierwszym odsłuchu nie wychodziły z głowy. Na nowym albumie JP mi tego troszkę brakuje. Przesłuchałem album tak gdzieś 10 razy i niektórych utworów do dziś nie pamiętam. Nie ma czadu Rezurekcji, nie ma nawet ciężaru Jugulator. Płyta nie jest jakaś taka charakterystyczna. Dużo ładnych, efektownych solówek ale pierwsze primo, solówki to nie wszystko, drugie primo, to jednak nie jest poziom Defenders of the Faith. Album jest dobry, ale jakoś inaczej sobie wyobrażałem go, po pierwszym singlu. To tylko moja opinia.
Iron Maiden i Judas Priest to są zespoły o porównywalnym poziomie mocy, oba zrobiły bardzo wiele dla tego gatunku i uważam, że oba zasługują na obiektywne spojrzenie. Pogląd, że jeden z tych zespołów deklasuje drugi jest mi zupełnie obcy. Obu JEDNOCZEŚNIE można wiele zarzucić.
Dla mnie tak z grubsza genialne Iron Maiden kończy się w roku 1988, a genialne Judas Priest w 1990 roku. Potem historia tych zespołów to lepsze lub gorsze powroty do dawnych lat świetności. Dodajmy w trudnych dla gatunku heavy-metal latach. Frontmani obu tych kapel otarli się o sporą hipokryzje, bo gdyby ich wolty stylistyczne (Dickinson-Skunkworks, Halford-Fight, Two) okazały się udane....Właśnie gdyby. Być może nie byłoby powrotów synów marnotrawnych (Ressurection, Accident of Birht i w konsekwencji Angel of Retribution, Brave New World). To jest jednak hipokryzja bo momenty opuszczania swoich macierzystych kapel, przez Dickinsona i Halforda były burzliwe. Wczoraj heavy metal się skończył, jutro heavy metal to potęga. Czy zdecywowała tylko kasa? Pewnie nie, ale jednak na tym tle taki Biff Byford, Udo Dirkshneider, Chris Boltendahl czy Kai Hansen mogą powiedzieć Halfordowi i Dickinsonowi- my byliśmy szczersi.
Jeszcze co do Invicible Shield. Jak słuchałem starych nagrać Judas Priest to np. pierwsze przykłady z brzegu, gdy pierwszy raz wjechał Steeler czy All Guns Blazing (że weźmiemy flagowe albumy), od razu były ciary, melodie po pierwszym odsłuchu nie wychodziły z głowy. Na nowym albumie JP mi tego troszkę brakuje. Przesłuchałem album tak gdzieś 10 razy i niektórych utworów do dziś nie pamiętam. Nie ma czadu Rezurekcji, nie ma nawet ciężaru Jugulator. Płyta nie jest jakaś taka charakterystyczna. Dużo ładnych, efektownych solówek ale pierwsze primo, solówki to nie wszystko, drugie primo, to jednak nie jest poziom Defenders of the Faith. Album jest dobry, ale jakoś inaczej sobie wyobrażałem go, po pierwszym singlu. To tylko moja opinia.
Re: Judas Priest
Ktoś oczekiwał poziomu Defenders? Bez jaj, pomniki już dawno zostały zbudowane. A nowa płyta jest bardzo dobra.
Re: Judas Priest
Nasłuchałeś się kilku starych płyt mając te -naście lat. Wiadomo, że one będą działały inaczej. To jest kwestia związania się z muzyką, ta umiejętność po pewnym czasie robi się coraz trudniejsza, albo zanika w ogóle. Vorgel to był właśnie taki smutny przypadek człowieka, który niczym nie potrafił się cieszyć, bo jego gust był stuprocentowo związany ze wspomnieniami z młodości.
To nie Dickinson i Halford potrzebowali Maiden i Priest, tylko na odwrót. Rzeczywistość dość brutalnie zweryfikowała poczynania tych zespołów na przełomie lat 90. i 00.25Saxonwyzwanie pisze:
Dla mnie tak z grubsza genialne Iron Maiden kończy się w roku 1988, a genialne Judas Priest w 1990 roku. Potem historia tych zespołów to lepsze lub gorsze powroty do dawnych lat świetności. Dodajmy w trudnych dla gatunku heavy-metal latach. Frontmani obu tych kapel otarli się o sporą hipokryzje, bo gdyby ich wolty stylistyczne (Dickinson-Skunkworks, Halford-Fight, Two) okazały się udane....Właśnie gdyby. Być może nie byłoby powrotów synów marnotrawnych (Ressurection, Accident of Birht i w konsekwencji Angel of Retribution, Brave New World). To jest jednak hipokryzja bo momenty opuszczania swoich macierzystych kapel, przez Dickinsona i Halforda były burzliwe. Wczoraj heavy metal się skończył, jutro heavy metal to potęga. Czy zdecywowała tylko kasa? Pewnie nie, ale jednak na tym tle taki Biff Byford, Udo Dirkshneider, Chris Boltendahl czy Kai Hansen mogą powiedzieć Halfordowi i Dickinsonowi- my byliśmy szczersi.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
-
Deleted User 8449
Re: Judas Priest
No powiedzmy, że pierwszy singiel bardzo rozbudził moje oczekiwania. Dokładnie odwrotnie jak z Angel of Retribution gdzie po Revolution spodziewałem się katastrory, a było znacznie lepiej. Poza tym mi chodziło o coś troszkę innego. Mi chodziło, że solówki mogą stanowić o sile utworu jak to są TAKIE solówki jak w Rock Hard Ride Free czy Some Heads Are Gonna Roll. Przy takich bardzo dobrych nawet sola Ritchiego na IS wszystiego nie załatwią. Zresztą uważam paradoksalnie, że najlepszym gitarowym momentem IS jest intro do Crown of Horns. Utworu, który całościowo mi się nie podoba.
Schizoid, akurat u mnie w czasie gdy miałem naście lat miłość do heavy kiełkowała. Moje pierwsze fascynacje to Black Sabbath, Deep Purple i AC/DC. Byłem myślę, w miarę świadomym słuchaczem. Umiem się cieszyć nową muzyką, nie jestem gościem, że im gorzej tym lepiej.
Vorgel też często miał racje w dyskusjach z Wami. Przesadzał z jak to mówicie boomerstwem, ale to nie jest tak, że jakieś jego argumenty były idiotyczne. Poznałem człowieka i jak to częste u ludzi zakorzenionych w PRL dużo przesady ale też dużo wiedzy.
Swoją drogą, Dublin drogi jak skurwesyn, dziś miałem relacje telefoniczną z pierwszej ręki i "niezłe" tam ceny są.
Schizoid, akurat u mnie w czasie gdy miałem naście lat miłość do heavy kiełkowała. Moje pierwsze fascynacje to Black Sabbath, Deep Purple i AC/DC. Byłem myślę, w miarę świadomym słuchaczem. Umiem się cieszyć nową muzyką, nie jestem gościem, że im gorzej tym lepiej.
Vorgel też często miał racje w dyskusjach z Wami. Przesadzał z jak to mówicie boomerstwem, ale to nie jest tak, że jakieś jego argumenty były idiotyczne. Poznałem człowieka i jak to częste u ludzi zakorzenionych w PRL dużo przesady ale też dużo wiedzy.
Swoją drogą, Dublin drogi jak skurwesyn, dziś miałem relacje telefoniczną z pierwszej ręki i "niezłe" tam ceny są.


