Wszystko zależy od Niego samego, wydawało się że będzie tylko gorzej a tu niespodzianka. Oby tak dalej.
The Future Past Tour 2024 - trasa
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
-
Piotr Lange
- -#Moonchild

- Posty: 1535
- Rejestracja: czw paź 27, 2022 5:06 pm
- Skąd: Łódź
Re: The Future Past Tour 2024 - trasa
AFAIR ona jest jednym z fantów w Hard Rock Cafe NYC, więc pewnie ktoś rzucił pomysł na jednorazową akcję lokalnie.
-
Piotr Lange
- -#Moonchild

- Posty: 1535
- Rejestracja: czw paź 27, 2022 5:06 pm
- Skąd: Łódź
Re: The Future Past Tour 2024 - trasa
To wynika z tego, że na trasie Somewhere on Tour takich kurtek Bruce miał kilka. Nawet na zdjęciach z epoki widać, że te kurtki nieco się różnią. Jedna z nich jest częścią stałej ekspozycji w RnRHoF
Re: The Future Past Tour 2024 - trasa
Tak, w tamtym czasie prawdopodobnie było ich już stać na kilka kurtek 
Re: The Future Past Tour 2024 - trasa
Bardzo dobra. Taką bym chętnie kupił.
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
- johnny_o
- Ten, Który Czyta Wszystko
- Posty: 9585
- Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
- Skąd: Prawie Warszawa
Re: The Future Past Tour 2024 - trasa
Też nie, nadal Kanada bije wszystkie pozostałe na łeb. Texas bardzo spoko, choć motyw nieco oczywisty.
-
Deleted User 8263
Re: The Future Past Tour 2024 - trasa
Skrobnę parę słów o ostatnim legu na east coast, chociaż jakos mniej i mniej mam ochote tu pisac dluzsze formy.
Po koncercie w Phoenix zajechałem na chwilę do kraju i było trochę czasu żeby zatęsknić za Maiden. Pierwszy gig Montreal, doszło do powrotu Konia i Bruce bardzo się z tego powodu ucieszył. Kanadyjska publika spokojna, na FTTB pierwsi durnie już od drugiej w nocy.
W Philly mieliśmy z kolegą Bartek_ nieprzyjemnego jankesa, wielki stary facet z gigantycznym kijem w dupie, spruł się, że go Bartek dotknął, a potem że chciałem na zwolnione przez niego miejsce wpuścić koleżankę. Do tego wraz z drugim pedałem, który robi po 15+ Maiden rocznie dyskutował z ochroną, że są największymi fanami Maiden i kostki powinni dawać tylko im. Cały east coast jest niestety pełen takich pierdolonych idiotów, dla których koncert to ma być kulturalne stanko z kilometrem miejsca wokół i za sobą. Ludzie spięci jak plandeka na żuku, coś strasznego. Brooklyn już bez ekscesów, najlepszy gig to chyba było dla mnie Worcester - mam dobre wspomnienia z tej hali, zespół jest bardzo blisko publiki, do tego koło mnie był ojciec z 12-13 letnią córeczką, która skradła show, dziewczynka była przeurocza, ale też mega zajarana Maiden. Bardzo fajny obrazek. Bruce chyba był lekko chory bo męczył się w niektórych numerach, zwłaszcza Days, wyłączono też klimę bo w hali była przeraźliwa sauna. Skracał też gadki między numerami, które generalnie na tej części trasy stają się coraz bardziej chaotyczne. W Pittsburgu wpuściliśmy na barierkę dwa inne dzieciaki i Steve rzucił mi dwie froty dla maluchów, mógł oddać ostatnią mi za pośrednictwo hehe. Była też fajna scena jak zaczął Writinga bardzo szybko czym totalnie zaskoczył Adriana, który musiał podbiec do akustyka. Newark już omówiliście, kurtka Bruce'a to był niezły highlight, udało mi się też wynagrodzić sobie drugi rząd - Nicko rzucił w trybuny naciąg, który nabrał rotacji i zawrócił. Kilku amerykanów go złapało, ale średnio im szła decyzja kto ma go zatrzymać, szarpali się o niego, więc wjechało polish power i nie było co zbierać hehe. Gdzie kilku się bije tam słowiańska krew wygrywa. Potem było Baltimore - gig bez historii, trochę już byłem zmęczony trasą, na plus Steve kopiący Janka i ktoś z transparentem z Deloreanem. Na koniec trasy Charlotte, oddałem spare'a ojcu z córką, którzy pierwszy raz byli na Maiden. Wjechałem sobie na drugi rząd na środek i chociaż każdy koncert Maiden uwielbiam, tak przyjąłem z ulgą fakt, że nie robię Texasu (chociaż szkoda bo świetny event shirt). Generalnie wszystkie poprzednie legi łączyły się z odkrywaniem przepięknych miesc, czy to australijski outback, czy piękne japońskie wioski, nie mówiąc już o parkach narodowych na zachodnim wybrzeżu USA, które rozwaliły mi głowę. Tymczasem trasa na wschodzie przez natężenie gigów (bo poza Maiden robiłem też Kinga Diamonda, Gilmoura i Belewa w LA), chujową logistykę (z Kanady do Pensylvanii, potem NYC, potem Masachusetts, znowu PA, znowu NYC, a potem dzień po dniu długi przelot z Baltimore do Charlotte) i samą specyfikę wschodniego wybrzeża (zasyfiałe, zamurzynione, nieciekawe i niezbyt bezpieczne miasta) sprawiły, że poza dwoma godzinami koncertu Maiden miałem poczucie marnowania czasu, bo kasa zostawiona w motelach i Taco Bellu starczyłaby na świetny wyjazd do Azji, czy nawet w ładniejsze rejony USA. A tak to trzeba było jeździć na złamanie karku między słabymi miastami, z chujową publiką i tak przez dwa tygodnie... a do tego jeszcze wszystkie fttb zjeby skumulowane przed każdym koncertem, bo większość tych idiotów jest właśnie ze wschodniego wybrzeża.
Było sporo fajnych interakcji z Adrianem czy Davem, kilka razy pojawiła się maska konia co wzbudzalo prawie za każdym razem fajne reakcje Bruce'a (Adrianowi chyba się znudziło), fajnie że na scenie jest coraz więcej spontanu i interakcji z barierką. Poza naciągiem złapałem trochę frot i wiadro kostek (Worcester było rekordowe, 7 kostek i frota). Ale szczerze mówiąc nie chcę wracać w ten rejon USA. Niemniej polecam każdemu się wybrać i zobaczyć do czego prowadzą rządy uśmiechniętej tolerancji, bo taki szedao jakby wyszedł w nocy na Queens czy downtown LA (nie mówiąc o Baltimore) to po prostu by go zabili (z niewielką stratą dla społeczeństwa zresztą). Boże Chroń Polskę przed tym.
Pozdrawiam mojego syna Bartka_, Remiego, Wickera, Hammera, Spartana i Szymona. Polska Gurom.
Po koncercie w Phoenix zajechałem na chwilę do kraju i było trochę czasu żeby zatęsknić za Maiden. Pierwszy gig Montreal, doszło do powrotu Konia i Bruce bardzo się z tego powodu ucieszył. Kanadyjska publika spokojna, na FTTB pierwsi durnie już od drugiej w nocy.
W Philly mieliśmy z kolegą Bartek_ nieprzyjemnego jankesa, wielki stary facet z gigantycznym kijem w dupie, spruł się, że go Bartek dotknął, a potem że chciałem na zwolnione przez niego miejsce wpuścić koleżankę. Do tego wraz z drugim pedałem, który robi po 15+ Maiden rocznie dyskutował z ochroną, że są największymi fanami Maiden i kostki powinni dawać tylko im. Cały east coast jest niestety pełen takich pierdolonych idiotów, dla których koncert to ma być kulturalne stanko z kilometrem miejsca wokół i za sobą. Ludzie spięci jak plandeka na żuku, coś strasznego. Brooklyn już bez ekscesów, najlepszy gig to chyba było dla mnie Worcester - mam dobre wspomnienia z tej hali, zespół jest bardzo blisko publiki, do tego koło mnie był ojciec z 12-13 letnią córeczką, która skradła show, dziewczynka była przeurocza, ale też mega zajarana Maiden. Bardzo fajny obrazek. Bruce chyba był lekko chory bo męczył się w niektórych numerach, zwłaszcza Days, wyłączono też klimę bo w hali była przeraźliwa sauna. Skracał też gadki między numerami, które generalnie na tej części trasy stają się coraz bardziej chaotyczne. W Pittsburgu wpuściliśmy na barierkę dwa inne dzieciaki i Steve rzucił mi dwie froty dla maluchów, mógł oddać ostatnią mi za pośrednictwo hehe. Była też fajna scena jak zaczął Writinga bardzo szybko czym totalnie zaskoczył Adriana, który musiał podbiec do akustyka. Newark już omówiliście, kurtka Bruce'a to był niezły highlight, udało mi się też wynagrodzić sobie drugi rząd - Nicko rzucił w trybuny naciąg, który nabrał rotacji i zawrócił. Kilku amerykanów go złapało, ale średnio im szła decyzja kto ma go zatrzymać, szarpali się o niego, więc wjechało polish power i nie było co zbierać hehe. Gdzie kilku się bije tam słowiańska krew wygrywa. Potem było Baltimore - gig bez historii, trochę już byłem zmęczony trasą, na plus Steve kopiący Janka i ktoś z transparentem z Deloreanem. Na koniec trasy Charlotte, oddałem spare'a ojcu z córką, którzy pierwszy raz byli na Maiden. Wjechałem sobie na drugi rząd na środek i chociaż każdy koncert Maiden uwielbiam, tak przyjąłem z ulgą fakt, że nie robię Texasu (chociaż szkoda bo świetny event shirt). Generalnie wszystkie poprzednie legi łączyły się z odkrywaniem przepięknych miesc, czy to australijski outback, czy piękne japońskie wioski, nie mówiąc już o parkach narodowych na zachodnim wybrzeżu USA, które rozwaliły mi głowę. Tymczasem trasa na wschodzie przez natężenie gigów (bo poza Maiden robiłem też Kinga Diamonda, Gilmoura i Belewa w LA), chujową logistykę (z Kanady do Pensylvanii, potem NYC, potem Masachusetts, znowu PA, znowu NYC, a potem dzień po dniu długi przelot z Baltimore do Charlotte) i samą specyfikę wschodniego wybrzeża (zasyfiałe, zamurzynione, nieciekawe i niezbyt bezpieczne miasta) sprawiły, że poza dwoma godzinami koncertu Maiden miałem poczucie marnowania czasu, bo kasa zostawiona w motelach i Taco Bellu starczyłaby na świetny wyjazd do Azji, czy nawet w ładniejsze rejony USA. A tak to trzeba było jeździć na złamanie karku między słabymi miastami, z chujową publiką i tak przez dwa tygodnie... a do tego jeszcze wszystkie fttb zjeby skumulowane przed każdym koncertem, bo większość tych idiotów jest właśnie ze wschodniego wybrzeża.
Było sporo fajnych interakcji z Adrianem czy Davem, kilka razy pojawiła się maska konia co wzbudzalo prawie za każdym razem fajne reakcje Bruce'a (Adrianowi chyba się znudziło), fajnie że na scenie jest coraz więcej spontanu i interakcji z barierką. Poza naciągiem złapałem trochę frot i wiadro kostek (Worcester było rekordowe, 7 kostek i frota). Ale szczerze mówiąc nie chcę wracać w ten rejon USA. Niemniej polecam każdemu się wybrać i zobaczyć do czego prowadzą rządy uśmiechniętej tolerancji, bo taki szedao jakby wyszedł w nocy na Queens czy downtown LA (nie mówiąc o Baltimore) to po prostu by go zabili (z niewielką stratą dla społeczeństwa zresztą). Boże Chroń Polskę przed tym.
Pozdrawiam mojego syna Bartka_, Remiego, Wickera, Hammera, Spartana i Szymona. Polska Gurom.
Re: The Future Past Tour 2024 - trasa
To w ciągu 4 ostatnich lat tak się stało? Za pierwszej kadencji pomarańczowego nie było czarnuchów? Syf nie od dzisiaj i nie od wczoraj.
M.
M.
-
Deleted User 8263
Re: The Future Past Tour 2024 - trasa
A wiesz kto rzadzi w tych stanach na wschodnich wybrzezu i w poszczególnych miastach?
Pojedz do stanów i zobacz sam jak będziesz się czuł w LA, Baltimore i tak dalej.
-
Piotr Lange
- -#Moonchild

- Posty: 1535
- Rejestracja: czw paź 27, 2022 5:06 pm
- Skąd: Łódź
Re: The Future Past Tour 2024 - trasa
Tak czy inaczej, 23 koncerty w Stanach i Kanadzie przeszły do historii. Liczne recenzje dowodzą, iż zespół wypadł bardzo dobrze potwierdzając swoją pozycję w świecie rocka i klasę prawdziwej legendy. Były spore obawy, iż frekwencja na tym etapie trasy będzie bardzo średnia. Jeszcze miesiąc temu wydawało się, że w kasach zostanie masa biletów. Stało się dokładnie odwrotnie. Znakomita większość koncertów została wyprzedana, co potwierdzali sami organizatorzy, w pozostałych przypadkach sprzedaż wynosiła 85 - 95%. Czyli standard w ostatnich latach. Wypada mieć tylko nadzieję, iż w 2026 zespół wróci ze starymi hitami oraz niesamowitą oprawą.
Re: The Future Past Tour 2024 - trasa
To przede wszystkim Tobie się wydawało, że trasa się nie sprzeda.
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Re: The Future Past Tour 2024 - trasa
Aż zużyłem wszystkie chusteczki podczas czytania tego
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
-
Deleted User 8263
Re: The Future Past Tour 2024 - trasa
Takie nawyki konsumenckie w USA, że kupuje się bilety tuż przed gigiem. Amerykanie mocno zbiednieli przez plandemię.
-
Piotr Lange
- -#Moonchild

- Posty: 1535
- Rejestracja: czw paź 27, 2022 5:06 pm
- Skąd: Łódź
Re: The Future Past Tour 2024 - trasa
A nie mieli zmienić zasad tego fttb? Żeby już czuwania nocnego nie było?
A
B
C
D
E
B
C
D
E
-
Deleted User 8263
Re: The Future Past Tour 2024 - trasa
Czlowieku, wez juz sie kurwa zamknij z tymi biletami, bo dzieki Tobie i Twojemu pierdoleniu o slabej sprzedazy trasy, bilety kosztowaly mnie ponad dwa razy tyle, ile mogly. Oczywiscie zdaje sobie sprawe, ze to ostatecznie moja wina, bo uwierzylem jakiemus durniowi w internecie zamiast sprawdzic, ale jak widze, ze dalej idziesz w zaparte to nie moge tego zostawic.Piotr Lange pisze: ↑wt lis 19, 2024 12:13 pm Były spore obawy, iż frekwencja na tym etapie trasy będzie bardzo średnia. Jeszcze miesiąc temu wydawało się, że w kasach zostanie masa biletów. Stało się dokładnie odwrotnie. Znakomita większość koncertów została wyprzedana, co potwierdzali sami organizatorzy, w pozostałych przypadkach sprzedaż wynosiła 85 - 95%.
Jeszcze nikt mnie tu tak nie striggerowal.
I zeby nie bylo, probowalem to z Toba wyjasnic jakies poltora miesiaca temu, to oczywiscie uslyszalem, ze sytuacja sie NAGLE zmienila.
Btw - Dzozef, dzieki za pomoc w ogarnieciu biletu na Fort Worth. Gdyby nie Ty, zaplacilbym jeszcze wiecej.
UP THE IRONS !!!



