04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Info o koncercie? Zlocie? Imprezie? Patrz tutaj

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

Prodigal Son
-#Wrathchild
-#Wrathchild
Posty: 63
Rejestracja: wt lip 26, 2022 11:46 am

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: Prodigal Son »

Świetne te Wasze relacje z Mystic. Dzięki nim teraz już wiem, że ten fest jest kompletnie nie dla mnie :D
Awatar użytkownika
Schizoid
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 13228
Rejestracja: śr cze 25, 2014 3:01 pm

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: Schizoid »

To co pz wkleił to akurat nie dotyczy Mystica :D

As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Awatar użytkownika
blackcocker
-#Moderator
-#Moderator
Posty: 12617
Rejestracja: czw cze 14, 2018 9:04 pm
Skąd: HerbacianePolaBatumi

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: blackcocker »

Schiz, czemu psujesz zabawę tak szybko :lol:
#blackcocker2023

Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.

07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)

***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Prodigal Son
-#Wrathchild
-#Wrathchild
Posty: 63
Rejestracja: wt lip 26, 2022 11:46 am

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: Prodigal Son »

Schizoid pisze: ndz cze 08, 2025 11:15 am To co pz wkleił to akurat nie dotyczy Mystica :D
Ale już poprzednie relacje nie rokowaly najlepiej :D
Awatar użytkownika
Schizoid
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 13228
Rejestracja: śr cze 25, 2014 3:01 pm

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: Schizoid »

blackcocker pisze: ndz cze 08, 2025 11:25 am Schiz, czemu psujesz zabawę tak szybko :lol:
Spokojnie, o prawdziwych patologiach Mystica napiszę sam w swojej relacji ;)

As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Awatar użytkownika
Kevin18
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1992
Rejestracja: sob mar 27, 2010 4:17 pm

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: Kevin18 »

To chyba było o tym festiwalu Podsiadło w Poznaniu :)
www.last.fm/user/darkfuneral18
pz
-#Administrator
-#Administrator
Posty: 21960
Rejestracja: śr maja 07, 2014 12:56 am
Skąd: z Sanatorium

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: pz »

Kevin18 pisze: ndz cze 08, 2025 12:01 pm To chyba było o tym festiwalu Podsiadło w Poznaniu :)
Tak było. Wrzuciłem jako prowokację po naszych wcześniejszych uwagach, ale Schizoid za szybko zdemaskował :lol:

02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
pz
-#Administrator
-#Administrator
Posty: 21960
Rejestracja: śr maja 07, 2014 12:56 am
Skąd: z Sanatorium

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: pz »

Dzień rozpoczęliśmy z cockerem od zrobienia zakupów na śniadanie (na otwarcie sklepów czekaliśmy sącząc ostatniego SPECJALa na balkonie) i już koło 11 położyliśmy się spać. Pobudka przed 14 i trzeba było się szybko ogarniać, bo o 15:30 miało grać Bad Touch, na które chcieliśmy iść.

Bad Touch - typowy "desertowy" zespół. Dobre rockandrolle na pobudzenie i nadanie rozpędu na cały dzień. Można było posłuchać, poskakać. Goście dość radośnie wyglądali. Myślę, że to będzie jeden z moich topowych koncertów na tegoroczonym Mysticu.

Po koncercie poszliśmy na szybko uwolnić plecak Benego z depozytu i zrzucić go do apartamenetu. Czasu było niewiele, bo 45 minut po koncercie Bad Touch na scenę wchodziła Bokassa. Dzień zapowiadał się bardzo intensywnie.

Bokassa - jak dla mnie dużo prostsze granie niż Bad Touch. W domu bym ich nie puścił, ale na żywo bardzo fajna zabazwa ze skakaniem i machaniem rękami. Wokalista zdecydowanie robił robotę swoją postawą. Kolejny radosny muzyk na scenie i jego nastrój się zdecydowanie udzielał. Niestety na koniec dałem ciała i nie złapałem świetnie rzuconej pałeczki, jednocześnie blokując możliwość jej złapania przez żonę. Co za wstyd :(

Katla - Zupełna zmiana nastroju. Ciężkie klimaty w dusznej Sauna Stage. Dobrze się słuchało Duńczyków, ale atmosfera sali mocno mnie zmęczyła. Wyszedłem spocony mimo, że koncert był raczej statyczny.

Na Slomosa postanowiliśmy się posilić, bo kolejna potencjalna przerwa wypadała dopiero na Sepulturze, więc koncert śledziłem z daleka zagryzając kanapkę z szarpaną (w miarę niezła). Stonery jak stonery, widziałem wcześniej, więc po 20-30 minutach poszedłem na trochę obejrzeć

Dark Tranquillity na main stage. Słuchałem ich lata temu trochę, więc poszedłem z ciekawości. W sumie do posłuchania. Na main raczej luźno, dość szybko dotarliśmy w pobliżę sceny. Była grupa mocno moszujących i utrzymujących interakcję z zespołem. Myślę, że mogliby grać na park stage. Ewakuawaliśmy się w trakcie ostatniego numeru, żeby dotrzeć na

Death Angel. Z opcji Vader / Death Angel zdecydowaliśmy się na nich, wychodząc z założenia, że na Vader zawsze będzie jakaś okazja. Spoko granie, bardzo dobry dźwięk instrumentów. Wokal trochę średnio mi pasował, ale bez tragedii. Za to w uszy rzucała się ilość fucków używanych w trakcie konfenansjerki. Oczywiście był problem z wejściem do sali B90, ale to akurat wina ludzi, którzy stali ciasno w drzwiach, a 5 metrów dalej można było już spokojnie się poruszać i bez większego problemu dojść do pita jak ktoś miał ochotę. Ja nie miałem i stałem sobie na wysokości drugiego filaru z całkiem niezłym widokiem na scenę. Sam pit bardzo żywiołowy i spory, sięgał praktycznie do konsoli.

Pentagram - ja nie wiem jak ten 120letni gość jest w stanie wytrzymać cały koncert. Jak przesłuchiwałem zespoły przed festwialem, to Pentagram był głównym celem na soboty i zdecydowanie spełnił oczekiwania. Chętnie przyjąłbym więcej takiej muzyki, w takim wykonaniu na MF.

Blood, Fire, Death - Nigdy jakoś nie byłem fanem Bathory, ale ten występ robił świetne wrażenie. Staliśmy trochę z boku, koło merchu artystów, więc widok całkiem niezły. Grało to tam bardzo fajnie. Kolejny występ, który miał być przy okazji, a dał dużo radochy.

Pod koniec BFD poszliśmy się przebrać (zrobiło się mokro i zimno) i coś zjeść, a po powrocie obejrzeliśmy po kawałku Sepultury (nieźle, ale wokal średnio mi siedzi, liczba ludzi na main bez szału, ale więcej niż w zeszłym roku na zamykającym Bring Me The Horizon), I Am Morbid (jak stwiedziła żona "to taki Vader") oraz Tiamat (ich też trochę słuchałem w "starych czasach", chętnie zobaczył bym ich trochę wcześniej i nie w deszczu).


Ogólnie festiwal uznaję za udany. Po pierwsze... towarzysko. :D Poza tym muzycznie. Tym razem nie było zespołów, na które bym się specjalnie wybrał do Gdańska na koncert (poza W.A.S.P.), ale całościowo zobaczyłem sporo ciekawych występów i kilka zespołów zagości, przynajmniej na jakiś czas, w moim "odtwarzaczu". Organizacyjnie było trochę niedociągnięć. O większości było w między czasie pisane. Postaram się to zebrać w oddzielnym poście.

02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Żelazny
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2396
Rejestracja: śr paź 19, 2022 9:04 am
Skąd: Kato

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: Żelazny »

Za dużo ludzi wpuszczonych na ten teren. Dostanie się gdziekolwiek, to był dramat.
Akurat ten fragment pasuje do MF idealnie. Miałem w głowie zaburzony obraz z MF 2022 gdzie ludzi było znacznie mniej, teraz były naprawdę tłumy i ciężko było nie odnieść wrażenia, że sprzedano więcej biletów niż przyjmie teren.
Bydło to temat rzeka, nie byłem świadkiem tego w jaki sposób przebijał się Dżozef, ale nie sądzę żeby było to na takim poziomie jak co niektórzy wbijający się w środku koncertu z łokciami, oczywiście nawaleni jak szpadel. Co do kradzieży jeszcze, to ani ja, ani nikt kogo znam się z tym nie spotkał, natomiast faktycznie ta sytuacja im sprzyjała. Ogólnie ta sceną w parku i Sabbath stage to jakiś dramat, gratuluję dobrego samopoczucia ludziom którzy dali np Hellripper na Sabbath.
Ceny na festiwalu widać już zachodnie, na plus że stoisk całkiem sporo więc przynajmniej tam nie było kolejek.
Towarzysko udany wypad, więc ostatecznie nie żałuję że wybrałem się na te 2 dni, ale jednocześnie nie wiem co by musiało grać za rok żeby mi się chciało ruszyć znowu.

TLDR - No Up The Hammers to to nie jest
Forum internetowe to poważna sprawa.
pz
-#Administrator
-#Administrator
Posty: 21960
Rejestracja: śr maja 07, 2014 12:56 am
Skąd: z Sanatorium

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: pz »

Sporo w tym roku było narzekania na tłok, źle dobrane sceny (Hellripper, Archgoat, Cradle of Filth, kilka koncertów w Shrine), itp. Wydaje mi się, że to co pomogło festiwalowi, czyli lokalizacja, teraz go blokuje. Mamy festwial w centrum dużego miasta, świetnie skomunikowany. Nie trzeba jechać w jakieś szczere pole. Jeżeli ktoś nie pije do rana, to zanim rozpoczną się koncerty kolejnego dnia, ma mnóstwo opcji na spędzenie czasu. Do tego sama lokalizacja w stoczni nietypowa i ciekawa. Niestety wiąże się to z ograniczeniami "lokalowymi". Kluby są jakie są. Sabbath jest małe i bez wentylacji. Można by tam robić naprawdę małe koncerty, albo Mystic Talks. Z tych, na których byłem to Soulburn i Katla była spoko pojemnościowo - gdyby tylko była wentylacja w tym pomieszczeniu. B90 też było często przeładowane. W obu przypadkach dodatkowym problemem są wejścia, które są wąskim gardłem komunikacyjnym i ludzie, którzy zamiast wejść do środka, potrafią stanąć na środku wejścia i się nie ruszać. To temat dla ochrony moim zdaniem. Wydaje mi się, że w poprzednich latach z samym przejść przeganiali dopóki klub nie był nabity. W tym roku na Death Angel musiałem się przepchnąć przez tłum w wejściu, za którym widziałem sporo luzu - i rzeczywiśce dalej można było się spokojnie poruszać.

Przeniesienie Desert Stage dało dodatkową przestrzeń. To spory plus. Wejście na tą scenę też miało swoje wąskie gardło, ale nie stanowiło ono takiego problemu jak na starym Desert czy w klubach. Powinni jednak rozważyć zamianę miejscami części zespołów z Desert z tymi z B90, bo na dworzu było zdecydowanie więcej łatwo dostępnej przestrzeni, a na niektórych zespołach były luzy. Problem tej sceny była nawierzchnia - na tym szutro-gruzie zdecydowanie należałoby rozłożyć te gumowe maty. Przynajmniej na tej głównej części przed sceną. Widziałem kilku gości ostro pościeranych po pogo.

Na Parku mam wrażenie, że buda dźwiękowca była bliżej sceny niż w poprzednich latach co ograniczyło pojemność sceny. Kojarzę, że wcześniej była przytulona do strefy gastro (ale może pamięć mnie zawodzi). Do tego koło Parku przebiega ciąg komunikacyjny między klubami a main, więc tam zawsze się korkowało. Z reguły jednak dało się to obejść za dźwiękowcami i od strony ulicy kulturalnie dojść stosunkowo blisko sceny (tak zobiliśmy na większości koncertów, w tym W.A.S.P. i Turbonegro, na które dotarliśmy na ostatnią chwilę z maina). Szczyt był na Cradle, gdzie naprawdę nie dało się przejść na trasie main - kluby. Spora wpadka. Nie wiem czemu Cradle nie grało na Main Stage. Przy deszczu też przyadały by się podkłady na ziemię. Chociaż na W.A.S.P. mosh dość szybko wychlapał wodę z solidnej kałuży na środku, do przed rozpoczęciem koncertu była tam po prostu dziura w tłumie.

Na Main problemem jest wąskie przejście. Może dałoby radę ukraść tam kawałek parkingu dla autokarów. Lepiej to obejść przez kible. Poza tym main jak w ubiegłych latach.

Ze stref gastro raczej nie korzystaliśmy. Przydałyby się jakieś namioty na tej koło parku, zwłaszcza przy takich prognozach pogodowych. No i więcej SPECJALa.

Toalety mimo tłumów raczej ogarnięte dobrze. Nigdy nie miałem problemu z za długą kolejką czy obsranym wnętrzem (z drugiej strony korzystałem tylko z pisuarów). Można by kilka takich otwartych pisuarów postawić, np. koło main, to by jeszcze zredukowało kolejki.

Ogólnie było dużo ludzi. Ich liczba się raczej nie zmniejszy, bo kto by rezygnował z kasy. Kilka kwestii jest jednak do przemyślenia skoro festiwal ma się dalej odbywać w tym miejscu.

02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
pz
-#Administrator
-#Administrator
Posty: 21960
Rejestracja: śr maja 07, 2014 12:56 am
Skąd: z Sanatorium

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: pz »

Żelazny pisze: ndz cze 08, 2025 12:06 pm
Bydło to temat rzeka, nie byłem świadkiem tego w jaki sposób przebijał się Dżozef, ale nie sądzę żeby było to na takim poziomie jak co niektórzy wbijający się w środku koncertu z łokciami, oczywiście nawaleni jak szpadel.


Ja też nie byłem świadkiem. Mogę podejrzewać, bo nie raz byłem z nim na koncertach (chociaż zazwyczaj zaczynaliśmy na barierce). I podejrzewam, że było bardziej dyskretne niż wynikało z opisu. Natomiast ponad 100-kilowi najebani kolesie, którzy odwracali się tyłem a potem robili gwałtowny skok, żeby przepchnąć się masą do przodu zasługiwali na wdeptanie w błoto.

Do tego jabani palacze. Jak nie trawa, to jakieś śmierdzące faje czy to gówno do podgrzewaczy. I wszystko w tłumie. Śmierdziało czasem niemiłosiernie. Jestem wstanie zrozumieć, że niektórzy się nie myją i jedzie od nich potem, ale z paleniem powinni dać radę się powstrzymać na trochę.

02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Awatar użytkownika
Recit The Thornographer
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2328
Rejestracja: ndz paź 15, 2006 6:54 pm
Skąd: Midian

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: Recit The Thornographer »

Nie wiem co kolega odwalał, ale jak sam napisał o wpieprzaniu się z łokciami w ludzi, to niech się nie dziwi takiej słusznej reakcji. Jak tak nie było, to po co pisać takie rzeczy?

Racja co do tej największej zalety i zarazem trudności Mystica. Na WASP było w dodatku to do dupy, że primadonna zabroniła telebimu, żeby nie było peruki widać. Ścisk jak cholera. Plus jeszcze playback i cóż, nie szanuję takiego podejścia. Osobiście dałem sobie spokój.

Prawdę mówiąc zastanawiam się, czy nie dałoby się scen main i park zrobić obok siebie albo naprzeciw siebie. Wtedy od razu zniknęłoby wąskie gardło, a miejsca na park jest po prostu za mało, ludzie blokują ciąg komunikacyjny. No i ten podział na sceny jest też dziwny, gwiazdy konwerujące Bathoty, Cradle Of Filth, Vader z hymnem festiwalu - to powinno być na głównej scenie przecież. Playback też. Wiem, że to żaden miernik, ale zarówno WASP jak i Cradle mają chyba rekordowe wyniki na streamach na scenie park w historii tego festiwalu, więc ten tłum szło przewidzieć.
No, ale może po prostu się nie da, z pewnością nie mamy wszystkich informacji.

W klubach moim zdaniem powinni ochroniarze prowadzić podstawową ewidencję liczby uczestników i wpuszczać tylko do jakiegoś limitu. Da się to zrobić skanem opasek, system prościzna dla studenta informatyki. Wtedy jak jest max, to wpuszczają jak ktoś wyjdzie. Wrócę do myśli z wczoraj, że coś tu nie gra, że na co dzień klub ma ustaloną pojemność na podstawie przepisów BHP, a podczas festiwalu to nie istnieje.

Miejsce ogólnie jest fajne, zdecydowanie wolę Gdańsk niż jakieś wypizdowie.
We embrace like two lovers at death. A monument to the trapping of breath
pz
-#Administrator
-#Administrator
Posty: 21960
Rejestracja: śr maja 07, 2014 12:56 am
Skąd: z Sanatorium

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: pz »

O tym ekranie to niewiedziałem. Ależ Primadonna z tej Maryli w czarnej peruce. :)

02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Awatar użytkownika
Schizoid
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 13228
Rejestracja: śr cze 25, 2014 3:01 pm

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: Schizoid »

Ach, Mystic, Mystic… Właśnie zmierzam do domu i żałuję, że to już koniec :(

Dzień 1 – do Gdańska zawitaliśmy popołudniu. Nie miałem na ten dzień większych planów, choć jeden koncert zobaczyć musiałem – mianowicie Turbonegro, o których nawet nie myślałem, że kiedyś uda mi się odhaczyć. No ale Mystic Coallition to kumaci ludzie i ściągają sporo ciekawych, mniej oczywistych kapel, tym razem było to Turbonegro. Skandynawski rock to nie jest muzyka uwielbiana przez Polaków, co dało się zauważyć 2 lata temu podczas występu The Hellacopters, więc zastanawiałem się, jaki odbiór będą mieli Norwegowie. Okazało się, że był bardzo dobry. Co tu dużo gadać, gig Turbonegro to przede wszystkim energia i rock ‘n’ rollowa jazda na pełnej, nie odnotowałem choćby momentu znużenia, sądząc po reakcjach audytorium, to chyba nikt takowego nie odczuł. Leciał hit za hitem, a ja bawiłem się znakomicie, zwłaszcza podczas All My Friends are Dead.

Najpewniej swoją zasługę tutaj miał też fakt, że wspólnie z dżentelmenami @blackcocker i @browar zapodaliśmy wcześniej piwko i 2x Jagerbombę :lol: Zresztą temat alkoholu wrócił jak bumerang po Turbonegro, bo poszliśmy doładować Specjala pod Maina (grało Bullet for My Valentine, syf, ale odhaczone) i bonusowo uraczono nas Krakenem. Skutkiem tego było osiągnięcie dobrego humorku, przez co na Elder było już… Hmm, przyjemnie, choć muzycznie nie mam pojęcia, co się wtedy działo, bo zespół mi nieznany, a do tego grali głównie instrumentalnie. Ale spoko się tego słuchało.
Następnie króciutka wizyta na Beherit (nie było jak się wcisnąć na Shrine), powrót z @manichean na chatę, wypicie większych ilości piwa i… Niespodziewany comeback na festiwal w trakcie Perturbatora. Bardzo fajny występ! Z nowszymi dziełami Jamesa nie jestem zbyt dobrze zaznajomiony, jeśli w ogóle, ale Future Club masował mózg aż miło :D

A dalej absolutny highlight całego wypadu, czyli POZNANIE SZPARY. Nie będę referował – kmwtw, no w każdym razie było to zdarzenie niesamowite, surrealistyczne i wspaniałe. Jeśli Szpara to czytasz, to pozdrawiam.

Dzień 2 – jak nietrudno się domyślić, tego dnia byliśmy… Zmęczeni :lol: Do Stoczni podbiliśmy już na 15. Dla mnie oznaczało to godzinkę czekania na otwarcie Maina. Otwarł się punktualnie (to jest ogólnie duży plus MF, pilnują tych czasówek), zameldowałem się na barierce i trzeba było czekać 45 minut na Green Lung. Czciciele Iommiego nie grają muzyki domyślnie przeznaczonej na tak duże sceny, ale poradzili sobie świetnie. Byłem bardzo ciekaw tego gigu i jestem z niego zdecydowanie zadowolony. Daleko mi do fana Green Lung, bo nie znam nawet całej dyskografii, ale super się do tego kiwa głową. Bardzo chętnie poszedłbym na klubówkę i zobaczył ich w bardziej naturalnym otoczeniu i z ich własną publicznością.
Potem było trochę czekania na Jinjer. I niestety, ale chmurom zachciało się na nas odlać, a w pewnym momencie to srogo jebło, na szczęście miałem pelerynkę przeciwdeszczową, więc udało mi się pozostać względnie suchy. Sam Jiner oglądałem z zaciekawieniem – starałem się zrozumieć fenomen tej kapeli, bo to duża grupa, ale kompletnie nie w moich klimatach. No i nie polubimy się niestety. Przez godzinę słuchałem utworów zlewających się w jedno, opartych na kontraście czystego wokalu i growlu. To są sprawni technicznie muzycy, ta wokalistka jest naprawdę rewelacyjna, ale Jinjer po jakichś 30 minutach zaczął mnie zwyczajnie nudzić i wyczekiwałem końca ich występu.

Kolejny na liście był Opeth. Tutaj wymieniłem się miejscem z @blackcokerem, czyli forumowym fanem #1 Szwedów, tym samym oglądałem tę sztukę z powiedzmy 5 rzędu. Opeth widziałem wcześniej tylko raz, zresztą na tej samej scenie (choć w roli heada) w 2022. Po piątku wyraźnie widzę, że to totalnie nie jest zespół dla mnie. Znowu: pod względem technicznym to jest kapitalne, ale zupełnie nie mogę się zaangażować emocjonalnie w to, co pan Mikael wyprawia. Jest tu dużo do podziwiania, ale nawet słuchając nowego krążka zauważyłem, że to wszystko mnie kompletnie omija. Koncert obiektywnie dobry, zagrany dla naprawdę dobrej publiki (choć typ który śpiewał każde słowo i growlował mi do ucha wkurwiał) i widać było, że sporo osób przyszło głównie na Opeth. No i na marginesie, Mikael to osobliwy, ale świetny frontman ;)

No i przechodzimy do jednego wielkiego kuriozum, którego kompletnie się nie spodziewałem. Sytuacja wygląda tak: stoimy na barierce w oczekiwaniu na Króla, jakąś godzinę-półtorej przed planowanym startem, a tu nagle ochrona przychodzi i… Mówi, że mamy się wszyscy cofnąć, bo będą robili jakieś techniczne rzeczy. Okej, krok, dwa w tył. Ale to za mało. Jeszcze. I jeszcze. Do wieży stojącej na połowie pola pod Mainem. Odgrodzili nas od tamtej części pola taśmą. Pytam ochroniarza, ile to potrwa, on mówi, że zależy, ale tak z pół godziny pewnie. Patrzymy, a tam wjeżdża jakiś podnośnik (niezbyt duży) i… Ściąga z tej wieży skrzynie, które domyślnie ma wwieźć na backstage (???). I zaraz potem widać, jak ludzi z drugiej strony wieży już puścili… No to sru! I lecimy. Podnośnik stoi na środku, ochroniarz krzyczy, że nas popierdoliło, ale cóż, zadekowaliśmy się ponownie na barierce. Oczywiście nie wszyscy, bo skutkiem tego idiotyzmu było przetasowanie i nie każdy swoje miejsce odzyskał. W tym wszystkim najlepsze jest to, że zanim nas wygonili z barierki, to nas tam były 2 rzędy (po ponownym biegu na barierkę już więcej xD). W ogóle to nie musiało mieć miejsca, bo ten pojazd wielki nie był, wystarczyłoby mu miejsca na manewry z zachowaniem odpowiedniej odległości. Anyway, jedna laska się podczas minimaratonu przewróciła i nieźle rozwaliła rękę, przez co musiała interweniować służba ratownicza xD Genialne, nie? Podobno dzień wcześniej też były takie atrakcje. W obliczu tego pytam się: PO CHUJ ONI TO W OGÓLE ROBILI XD Po co składować skrzynie (tego typu, co zespoły biorą w trasę) na wieży, żeby potem je sprowadzać za scenę? No ogólnie absurdalne wydarzenie, niestety świadkiem tej hucpy było stosunkowo niewiele osób, więc inby nikt chyba nie rozkręci, a szkoda, bo orgowie powinni być za ten syf jebani okrutnie.

Niezależnie od powyższego, na krótko przed 23:00 z głośników poleciało The Wizard (Uriah Heep). Fani powinni wiedzieć, co to oznacza: rychłe rozpoczęcie koncertu. Tym samym zaraz potem wybrzmiały pierwsze dźwięki intra Funeral z drugiej płyty Króla, a sam King Diamond pojawił się na scenie, odgrywając rólkę z początku (choć de facto końca – pozdro dla kumatych ;) ) płyty Abigail. No i jazda – na start morderczy duet Arrival i A Mansion in Darkness. Symboliczne, że koncert Diamonda rozpoczął się od słów „Through the summer rain…” :lol: No co tu dużo mówić, zestaw idealny na start, zawsze robi robotę. Potem moment na przedstawienie kapeli i przypomnienie klasyka z Fatal Portrait, czyli Halloween, śpiewanego chóralnie przez publikę. W ramach prywaty dodam, że dzięki ten piosence wygrałem konkurs na 4-dniowego passa na festiwal, więc tym razem Halloween smakowało szczególnie :D Następnie swoje 5 minut (i niestety tylko tyle – nieładnie, Kim!) otrzymały lata 90., a to za sprawą utworu Voodoo, przyjętego przez publikę zaskakująco dobrze. Choć nie powinienem się dziwić, bo to po prostu kapitalny kawałek, który na żywo wypada jeszcze lepiej. Voodoo to też jeden z moich ulubionych momentów show, gdy Jodi (aktorka) odgrywa rolę opętanej przez duchy Voodoo. Krótka pauza na przerywnik z „Them” i nowa piosenka – Spider Lilly. No cóż, dupy nie urywa, ale jest spoko i w zasadzie to mi wystarcza, na żywo całkiem fajna. Potem kolejny przerywnik, Two Little Girls – i tutaj nie wiem, czy całość leciała z taśmy, czy King śpiewał część wokali. Nie jest to jakieś istotne, bo to ewidentnie była przerwa w koncercie, a nie regularny performance, ale było to zastanawiające. Potem dostaliśmy klasyczek w postaci Sleepless Nights, który do śpiewania przez publikę jest w sumie idealny, choć nie należy do mojego topu. Za to potem było grubo, bo dostaliśmy w mordę z dubletu Welcome Home i The Invisible Guests. Było intensywnie, aż tak intensywnie, że King się w pewnym miejscu wyjebał i zespół bardzo zgrabnie to naprawił, dostosowując się do partii wokalisty :lol: Masquerade of Madness to casus tyle śmieszny, ile żałosny. Numer sprzed 6 lat, z zapowiadanego wówczas albumu The Institute, który oczywiście nie ukazał się aż po dziś dzień. Nie jestem fanem wskazanej kompozycji, choć live wybrzmiewa lepiej niż w słuchawkach. W tym miejscu powinno pojawić się też Electro Therapy, które z setu jednak wyparowało (i co ciekawe, zabrakło go też w Berlinie, co jest dość dziwne, ale w sumie wyjebane xD Choć to pewnie najlepszy z nowych utworów). Absolutnie pięknym momentem było Eye of the Witch, czyli utwór, od którego (czy szerzej: od The Eye) zaczęła się moja fascynacja Diamondem, gdy miałem 14 lat. Nie grał tej pieśni w 2019, więc trochę się na nią wyczekałem i to była wspaniała chwila. Przy Oku zatrzymaliśmy się jeszcze na moment i wróciliśmy do świetnego Burn. Cóż to jest za kompozycja! Niesamowite, ile killerów ten człowiek ma w dyskografii, a to jeden z najlepszych. Potem nastał już niestety koniec, choć bis był oczywistością. Zespół wrócił na scenę, by wykonać ikoniczne Abigail, do którego zdzierałem gardło bez żadnych ograniczeń. I niestety gdy już puszczono z taśmy Insanity, a kapela zaczęła żegnać się z fanami, jasne było, że nie ma co liczyć na więcej.
To jest dziwna trasa Króla, bo w zasadzie promuje… Nic, scenografia jest ulepszoną scenografią z 2019, a setlista też bardzo zbliżona do ówczesnej. Natomiast są zmiany w składzie, bo na wokalu wspierającym nie ma już Livii (żony Diamonda), tylko laseczka z Nervosy, która sprawuje się bardzo spoko. Natomiast King na tym etapie nie potrzebuje tego dodatkowego wokalu do „wskakiwania na górki”, bo w formie jest kurwa niesamowitej. Pisałem to już w 2022, napiszę jeszcze raz, chłop jest nie do zajebania i to jest niezwykłe, że po słabszym (i trwającym dość długi czas) okresie osiągnął poziom, na którym aktualnie się znajduje. Drugi wokal jest wyłącznie dlatego, że jego ścieżki są wielowarstwowe (tego problemu nie ma w przypadku Mercyful Fate), więc jedna osoba nie odtworzy ich na żywo. Ale na pewno głupotą byłoby jakieś mówienie o oszustwie, gdy jeden wykon Welcome Home wciąga dupą wszystkie śmieszne Ejses Haj maj frends i Pejnkila. No i kuuuurwa, co to jest za człowiek w ogóle :D Na start dygnął kieliszkiem w naszym kierunku, potem było sporo okejek i rogów w naszą stronę, a w pewnym momencie koncertu to w ogóle sobie stanął, pokazał na flagę i podziękował. Jeśtli chodzi o interakcje z fanami, to naprawdę w metalu on nie ma sobie równych. Ale zauważyłem też, że w 2022 było tego więcej, bo nie było tak rozbudowanego aspektu teatralnego, więc Diamond miał więcej swobody w ruchach scenicznych itp. Tak czy siak, było super i nogi mogą mnie nienawidzić, ale warto było przeżyć te katusze, żeby znowu widzieć Kinga z bliska. Każde spotkanie z Kingiem Diamondem to przeżycie metafizyczne, a mistrz kurwa wrócił i diabeł też.

Potem kontrolne sprawdzenie Shrine Stage, gdzie grał Arthur Brown, ale zmęczenie i zaduch zrobiły swoje, więc odpuściliśmy ten gig i wróciliśmy na lokum.

Dzień 3 – chcieliśmy dotrzeć na Bad Touch, no ale byliśmy trochę zmęczeni piątkiem (nie, tym razem nie zachlaliśmy pały xD), więc się wszystko opóźniło i trafiliśmy dopiero na spotkanie z Peterem, który opowiadał o historii VADER i LITANY. Spoko sprawa, ale zaczęło lać, więc z samej końcówki się urwaliśmy i piliśmy piwko pod dachem. Niestety deszcz padał przez kolejne kilka godzin, więc nie uwolniliśmy się od niego w pełni, no ale cóż, that’s life. Secik VADER na Park Stage’u mocny, całe LITANY od A do Z i mieszanka innych numerów z różnych płyt. Oglądanie załogi z Olsztyna na scenie to zawsze przyjemność. Można im zarzucać, że w ostatnich latach popadli w odcinanie kuponów, że brak w tym weny, ale koncerty to nieuchronny rozpierdol i panowie dają z siebie 100%. Kiedy wczoraj lecieli z LITANY, to nie miało się wrażenia, że ten materiał powstał 25 lat temu – a jednak, ćwiara pykła. Szacun za wytrwałość i zaangażowanie, bo VADER to naprawdę piękna sprawa, nawet w strugach deszczu ;)

Szybki spacerek na Desert Stage i oczekiwanie na Pentagram. Zastanawiałem się, w jakiej formie jest obecnie Bobby Liebling, czyli człowiek-tablica Mendelejewa. Jeśli ktoś nie wie, jak mu się życie potoczyło, polecam dokument Last Days Here, z którego sporo można się o nim dowiedzieć. Ostatecznie okazało się, że Bobby… Brzmi zajebiście! Serio, byłem nieźle zaskoczony jego kondycją. Repertuar objął kilkanaście utworów z różnych wydawnictw. Kapela teoretycznie promuje nowy album, ale nie skąpili klasyków. Bardzo ucieszyło mnie szczególnie When the Screams Come, Sign of the Wolf, The Ghoul i Forever My Queen. Co by nie mówić, nawet w obecnym składzie ten zespół to kawał historii i warto ich oglądać, zwłaszcza że kolejnej okazji może nie być. Wielki szacunek dla MC za ściągnięcie Bobby’ego do Polski. A wielki chuj w dupę kindermetalom robiącym jakieś nieskładne moshe i wall of death na Pentagram podczas takiego Walk the Sociopath, czyli wybitnie doomowego numeru. Kretyni kurwa, naprawdę idiotyczne zachowania, a trwały w zasadzie połowę gigu. Tak czy siak wspaniały występ.

Blood Fire Death nie można było odpuścić, więc żwawo przenieśliśmy się na Park Stage i zajęliśmy spoko miejsca bardziej z tyłu, skąd oglądaliśmy cały koncert. Koncert, o którym… Nie do końca wiem, co sądzić. Wydaje mi się, że jestem dość dużym fanem Bathory. Powinienem być wniebowzięty występem Blood Fire Death, ale… No jakoś nie jestem. Podczas oglądania tego czułem się dziwnie (?), nie mogłem wyzbyć się wrażenia, że tam powinien stać i śpiewać ktoś inny. Oczywiście wiem, że tak być nie mogło, bo Quorthon pożegnał się ze światem żywych lata temu, natomiast jak mówię, było to dla mnie inne w odbiorze. Wydaje mi się, że nie powinienem tego porównywać do innych koncertów, bo to było raczej wydarzenie muzyczne, aniżeli regularny koncert metalowy. Pod względem wykonawcznym było serio git. A przynajmniej do momentu zapowiedzenia Nergala jako gościa. Nie dość, że część publiki zaczęła wtedy skandować „WYPIERDALAJ”, to w stronę Pięknego poleciał kubek po piwie, a sam Nerdżi przypisany mu utwór (Raise the Dead) zaśpiewał średnio. Ale oj kurwa, Darski to mógłby niektórym udzielać lekcji śpiewu, bo Węgier z Mayhem po prostu zmasarkował Born for Burning. Już drugi raz ten menel pojawił mi się na koncercie, na którym pierwotnie miało go nie być (wcześniej „uraczył” mnie swoim talentem na jednym gigu Watain). Co za dno – i to jeszcze padło na jeden z moich ulubionych numerów Bathory. Natomiast pozostali wokaliści sprawdzili się bardzo dobrze, ze wskazaniem na Erika Danielssona (którego nota bene spotkaliśmy na mieście dzień wcześniej), który wziął na swoje barki m.in. Woman of Dark Desires, Sacrifice czy finałowe Blood Fire Death. Ogólnie kminie, czy nie lepiej byłoby, gdyby to on nie był jedynym wokalistą BFD, ale znowu: to nie jest normalny zespół, to nie są zwykłe koncerty, chodzi o oddanie hołdu osobie, która ten black metal w zasadzie wymyśliła, więc nie będę nikomu bronił uczestnictwa w takiej celebracji. Nie wiem, czy chciałbym zobaczyć ten projekt jeszcze raz. Być może, ale z innym repertuarem i w innym składzie (czyt. bez influencera i Węgra).

No i tak zakończył się mój Mystic Festival 2025 :( Trzeba było wypocząć, więc po pożegnaniu się z Forumowiczami zawinęliśmy się na chatę.
Ogólnie wrażenia bardzo pozytywne, to były piękne dni i piękne chwile, w sumie wcześniej nigdy nie skorzystałem z MF w takim stopniu, jak miało to miejsce teraz. NATOMIAST należy porozmawiać o ewidentnych wtopach organizacyjnych, które miały miejsce. Dla mnie absolutnym skandalem i blamażem orgów była opisana przeze mnie akcja z podnośnikiem. Ale mam wrażenie, że festiwal jest ogólnie średnio zorganizowany pod kątem scen. Shrine i Sabbath są często przepełnione, a do tego cholernie duszne – pomimo tych faktów, dają tam duże kapele (Death Angel) i efekty są, jakie są.
Bezsensem jest to, że na mainie grają 4 zespoły na dzień. Tę scenę można otwierać godzinę wcześniej (o 15) i upchnąć kapelę-dwie więcej. Przerwy między takim Green Lung i Jinjer czy Jinjer i Opeth wynosiły powiedzmy godzinę – to nie było potrzebne, scenografie tych artystów były skąpe i 30 minut by na luzie wystarczyło na ogarnięcie tych kwestii. To jest wykonalne.

Złym rozwiązaniem była likwidacja starego Deserta. Trzeba było postawić tego nowego (który rozmiarami przypomina Park, o ile mu nie dorównuje) i zostawić stary, to można byłoby odciążyć inne sceny. Wspomniany Death Angel mógłby na luzie grać na tym aktualnym Desert, a do Shrine dać wtedy coś innego. Oczywiście można pytać, co w takim razie ze strefą na Mystic Talks, ale umówmy się, to chyba dość prozaiczny problem w obliczu innych.
Nie wiem, czy wykonalne jest ogarnięcie kwestii rozmiaru Park Stage, ale jest wyraźny problem i powinni nad nim pokminić. Nie powiem, uśmiechnąłem się, gdy na Mystic Talks na pytanie skierowane do orgów, czy jest coś, co nie wypaliło i mogą o tym powiedzieć, jeden z nich wskazał… jakąś grę (animację?) VR. No tak, to faktycznie największy problem tej edycji.

Kolejny idiotyzm: wejście od Popiełuszki otwiera się dopiero od 15:00 (czyli później niż główne) i zamyka wcześniej niż główne. Tzn. można nim wyjść o tej powiedzmy północy, ale już nie wejdziesz, musisz iść na główne. Bo nie mają skanerów. No ludzie kochani…
Niezależnie od powyższych narzekań był to dla mnie cudny wyjazd i pozdrawiam wszystkich Sanatorian, których miałem przyjemność spotkać – czy to latając między scenami, czy to barierkując, czy spożywając alkohol… czy w ogóle po raz pierwszy ;)

EDIT: jeszcze jeden wątek, a w zasadzie kluczowy: bezpieczeństwo. Na festiwal można wejść ze wszystkim. Mi ostatniego dnia nawet nie sprawdzali zawartości nerki. Ludzie na luzie wchodzili ze swoimi napojami, plecaki i torby też sprawdzane były pobieżnie. No nie jest to dobra rzecz w obliczu takiego tłumu ludzi. Mam w pamięci akcję z gazem na krakowskim Saxon i wiem, jak takie rzeczy mogą się kończyć.

Niech Mystic się zmienia na lepsze i żyje nam długo!
Ostatnio zmieniony ndz cze 08, 2025 1:53 pm przez Schizoid, łącznie zmieniany 2 razy.

As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Awatar użytkownika
manichean
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1211
Rejestracja: sob kwie 23, 2022 4:35 pm

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: manichean »

Mystic anno domini MMXXV - relka koncertowa

Postanowiłem to trochę oszczędniej ułożyć, ale trzy dni na jeden post i tak zaowocowało w ścianę tekstu :wink:

CZWARTEK

Po bardzo udanym Wilsonie w Warszawie dzień wcześniej i zobaczeniu w końcu Łazienek z rana, wyruszyłem na Warszawę Centralną, z której wyruszyłem wnet do Gdańska. Po wysiadce powitała mnie czasowo deszczowa pogoda, ale po odczekaniu na szamie czasu na Schizoida zrobiło się słonecznie. Po odebraniu mieszkania (trochę to się wydłużyło) ruszyliśmy nareszcie po odbiór opasek.

Na pierwszy rzut tego dnia zobaczyłem przez moment Thaw - dobra schiza, po młóceniu od miesięcy Swans lubię takie dźwięki. Po tym był Ufomammut, przyjemny akt i na moment Eagles of Death Metal, nie porwało to. Po drodze zerknąłem masochistycznie na Split Chain (nie ma co o tym pisać), Nile - nawet fajne, ale nie chciało mi się wbijać do nabitego B90 (oj nie raz to jeszcze nadmienię razem z Sabbathem) i skończyłem na Turbonegro. Norwedzy dali porywające show, umieją zagrzać publikę, a i ich kawałki to bardzo fajna bujanka na żywo. Na pewno jeden z lepszych występów czwartkowych.

Następnie spotkałem się z powrotem z resztą ekipy opusowej na mainie po SPECJALA, w tym czasie musiałem słuchać Bullet for My Valentine, nie ma tu pozytywów do wymienienia. Po tym byłem na Elder, gdzie raz co raz oglądałem poczynania zespołu na scenie albo słuchałem przemyśleń dość wstawionego Schizoida. Na koniec poszliśmy na chwilę na Beherit. Moje katowanie się koncertówką z Pragi potwierdziło nieciekawe doświadczenia z tym zespołem na żywo. Nie kupuję ich fenomenu, zmyliśmy się po kilku minutach.

Na odchodnym posłuchałem Sucidal Tendencies łażąc po stoiskach z merchem i oglądając trochę koncertu na telebinie. Po tym ze Schizem ruszyliśmy kończyć SPECJALE na lokum. Mieliśmy nie wracać (mimo że kusiło mnie na Oransi) ale po spożyciu piwa w jakiejś pustej knajpie w centrum padła decyzja, że jednak wbijamy na Perturbator. Zobaczyliśmy połowę, ale dobry to był kopniak i chyba najlepiej mi siadł tego dnia obok Turbonegro.

Po tym ekipa Opusa zabrała się za starą dobrą patologię. Spotkaliśmy też użytkownika Szparę po raz pierwszy (szanse na to były losowe, dzięki za browarka) i po ponad godzinnej „imprezie” pod drugą bramą wyruszyliśmy finalnie odpocząć.

PIĄTEK

Po ogarnięciu szamy i kontrolnych SPECJALACH, byliśmy gotowi zbezcześcić ten festiwal kolejnego dnia. Dzień zacząłem od obejrzenia Heaven Blood and Die, które pasowało do Deserta, ale bardziej tego w starym wydaniu. Następnie Sphere, polski death, który nie zatrzymał mnie na więcej niż 10 minut, ale uszło to. Po tym weszliśmy z cockerem na Thantifaxath, brzmiało to jak black metalowe King Crimson i fajnie się tego słuchało, ale Sabbath szybko zrobił się piekarnikiem i skusiło nas to do wyjścia.

Po wycofaniu się wybraliśmy się na Green Lung. Fajny to był występ, nieźle bujali na mainie i mógłbym się przejść na ich klubówkę. Po tym zerknąłem na Hellripper, nieźle tam młócili, ale Sabbath był już full i patrzyłem na to z zewnątrz, dlatego skłoniło mnie to by przenieść się na Hatebreed. Nie moje klimaty, ale pasowali na ten Park. Śmieszny patent z tą kulą.

Już wybierałem się na Cobra the Imapler, w zasadzie stałem pod Desertem przez chwilę, ale na moment przed gigiem lunęło. Szybko wskoczyłem do Foodhalla, gdzie zobaczyłem absolutny rekord ludzi w tym miejscu. Skłoniło mnie to do zobaczenia wystawy Vadera, fajna sprawa i faktycznie zwieźli trochę fantów z różnych kolekcji. Po tym jak trochę się poprawiło, zajrzeliśmy z BroWarem na Archgoat. Oj był to mocny kopniaczek, panowie są bezkompromisowi.

Wiedząc, że zbliża się mój czas na zalegnięcie na Mainie, zacząłem się przebijać pod Parkiem, na którym grało już Cradle of Filth. Metalowa kurwa chihuahua. Nie pojmuję sukcesu tej cepeliady. Nie wiem, jaki jest target słuchający tego, idzie jedynie współczuć. Uwolniłem się stamtąd na reszcie i podbiłem do Dzosefa z cockerem pod barierkę Maina.

Opeth, zespół szwedzki. Zajęło mi trochę by ich zobaczyć, odkąd przesłuchałem Sorceress na premierę. Niesamowity zespół na żywo, cudowne to było! Mikele ma sporo charyzmy jako frontman, to widać, choćby interakcja z dronem była bekowa. Obecny skład to maszynka instrumentalna, czekam na ten Kraków jesienią z wypiekami na twarzy.

Po „Optehu” przyszło czekać na Króla. O incydencie napiszę w innym poście, zgaduje że w momencie pisania mojego posta Schizoid pewnie już to zawarł, ja się nad tym osobno wyżyję. Po posłuchaniu kilku pyskówek typów za nami, którzy nawet nie kojarzyli kiedy KD ostatnio grał w Polsce (licytowali się z 2013 i 2015), wybrzmiały dźwięki pięknego intra. Co tu dużo pisać. To ten rodzaj legendy, która broni się po latach z naddatkiem. Fantastyczne przeżycie, mocne przeżycia na Eye, Welcome Home czy nawet Voodoo, ciężko wybierać bo w zasadzie wszystko siedziało po brzegi, nawet najnowsze kawałki. Na Abigail niestety nie płakałem, więc jestem najwidoczniej nieczuły na sztukę - bywa.

Na koniec dnia idąc tłumem posłuchałem trochę The Bug, które w przeciwieństwie do Perturbatora brzmiało dla mnie bardziej jak coś z repertuaru starego Skrillexa i nie wiem co sądzić o takim akcie na feście ROCKowym. Na Artura Browna zerknąłem na moment, bo trochę mnie już ciągnęło do piwka i chyba szkoda, bo słyszałem wiele bardzo pozytywnych opinii o show seniora.

SOBOTA

W ostatni dzień procedura wyglądała z rana podobnie do piątku - SPECJAL, jedzenie i wio na zabawę. Dzień się zaczął od Employed to Serve, na które nie zatrzymywałem się za długo. Na Bokasie postaliśmy przez momentem z Sardem, kierując się po tym na rozmowę z GENERAŁEM, z której po rozpoczęciu się bloku na pytania wygonił nas lekki deszcz. Na Skeletal Remains byłem najpierw zerknąć przy początku, a potem na dłużej wracając z Katli. Okej ale nie chciało zatrzymać na dłużej. Na wspomnianej Katli byłem na ponad połowę show, znowu wygrała duchota Sabbathu, acz był to niezły doom.

Postałem większość występu Slomosy, której ostatnia płyta przypadła mi do gustu i show na żywo nawet podtrzymało pozytywne nastroje. Poszedłem za potrzebą pod Main do tojek, no i przyznam że te nowe dźwięki Dark Tranquility do tego pasowały, nie zabawiłem tam długo.

Na parku niestety deszcz przywitał na dłużej, ale o wycofywaniu z wojny na VADER nie ma nigdy mowy. Super koncert, całe Lithany, kilka fajnych pozycji z reszty płyt oraz z najnowszej epki - w końcu nagrali hymn festiwalu. Ludzie z parasolami przeszkadzali w pierwszej połowie, no serio, można założyć na siebie pelerynę i nie kasować widoku wszystkim z tyłu, a Park na dodatek nie ma sceny wysoko. Po VADER wycofaliśmy się z Schizodiem i udało nam się zająć spoko miejsce na Desercie - szybko zmienione, kiedy zorientowaliśmy się, że kilka dziwnych istot chce tam robić pogo. Pentagram był koncertem dnia. Piękny rarytasik, grzeją te kawałki na żywo i człowiek samoczynnie się do nich buja. Bobby jak na swój wiek i to, co robił z organizmem całe życie, śpiewał naprawdę spoko.

Po Pentagramie okienko na BFD było małe, ale dostaliśmy się na całkiem niezły spot. O koncercie nie wiem co napisać. Większość utworów bujała porządnie, bo Bathory co by nie mówić lubię bardzo, i na takim Shores in Flames czy tytułowym BFD po prostu nosiło. Były jednak ZŁE niespodzianki, noszą one imiona Nergal i Żul węgierski. Ten pierwszy wpierniczył się atencyjnie na scenę i nie porwał swoim wykonem. Drugi natomiast obrzydził, ten człowiek nie umie śpiewać. Całość oceniam pozytywnie mimo wszystko. To nie było Bathory, Bathory nie ma od 21 lat, ale inicjatywa jak na coverband wypada w tym wypadku nieźle. Zasługa w tym z pewnością leży głównie po stronie Erika, bo czuć, że śpiewa na swoich partiach od serca i z poczuciem szacunku do dorobku Quorthona - o dwóch wspomnianych wcześniej tego powiedzieć nie można, chociaż gostek z Enslaved nade uciągnął.

Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy. Sepultury słuchałem z dala i niespecjalnie czułem już by zostawać na I Am Morbid, reszta kompanów z lokum już się na to nie kwapiła. Tegoroczna edycja była jak najbardziej udana. Wszystko na co czekałem spełniło swoje oczekiwania, ciekawostki na które nie czekałem były co do zasady okej, ale odkrywczo nie nadarzył się nic, co by mnie skłoniło do wrócenia w przyszłości. Padło u mnie rekordowe 36 zobaczonych występów, co odczuwam jako właściwe zapełnienie sobie czasu na 3 z 4 dni festiwalu.

Dziękuję za miłe pogadanki, dużą dawkę humoru i wspólne piwka z wszystkimi Sanatorianami, których spotkałem w trakcie festu. A w szczególności dla Schiza i Browara, z którymi bytowaliśmy na lokum przez te trzy dni, trzymajcie fason. Mystic za rok do przemyślenia, a jakoś później napiszę post krytykujący to i owo o organizacji festu, przemyślenia i mooże pochwały.

… i nic nie złapałem.
Ostatnio zmieniony ndz cze 08, 2025 4:45 pm przez manichean, łącznie zmieniany 2 razy.
Awatar użytkownika
Mr. M
-#Rainmaker
-#Rainmaker
Posty: 6216
Rejestracja: pt sty 08, 2010 4:21 pm

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: Mr. M »

Kontynuując relację:

W dniu nr 2 wpadłem dopiero na Cradle of Filth. Myślałem, żeby może wpaść wcześniej na Hatebreed i Jinjer, ale oba zespoły widziałem, więc nie było wielkiego ciśnienia. Zastanawiałem się też nad Green Lung, no ale trochę za wcześnie zaczynali, szczególnie że chciałem tego dnia zostać do końca.

Samo CoF to zespół, który idealnie wydziela granicę między ekstremalnymi brzmieniami i szatańskim wyglądem a totalnym kiczem i autoparodią metalu. Wpadł mi w oczy taki komentarz, że to zespół fantastyczny i fatalny jednocześnie, i trudno się z nim nie zgodzić. Fanem nie byłem i po koncercie raczej już nie zostanę, ale raz na żywo można było zobaczyć.

Dalej Opeth. Jak zwykle bardzo dobrze, może nie tak jak na solowym koncercie, ale Wysoki Szwed tradycyjnie dowiózł. Oby wpadli do Progresji niedługo.

Jako że nie mogłem sobie odpuścić posłuchania Deliverance do końca, to słuchanie koncertu W.A.S.P. rozpocząłem idąc powolnie w tłumie z Maina pod Park. Tutaj było już nie raz pisane, że ciąg komunikacyjny przy Park Stage to obecnie największy problem organizacyjny, do czego wrócę jeszcze w podsumowaniu. Ostatecznie oglądałem Mary... Blackiego z kumplami gdzieś zza drzew po prawej stronie sceny, ale na szczęście sam koncert wynagrodził niedogodności związane z miejscem. Debiut na żywo wypada rewelacyjnie, może jedynie żal braku Animal, które idealnie wpasowałaby się na początek bisu. Efekty wokalny było słychać, ale nie przeszkadzało to w odbiorze, wręcz przeciwnie, pasowało do tego glamowego klimatu, a sam występ zaliczyłbym do top 5 całego festiwalu. Mam nadzieję, że na jesień wpadną jeszcze na jakiś klubowy koncert, bo chętnie bym powtórzył usłyszenie tego seta na żywo.

Po koncercie z top 5 przyszedł czas na koncert z top 1. King, jak na Króla przystało, jak najbardziej dowiózł jako headliner. Trochę minus, że było za głośno, gitary spokojnie mogły być parę decybeli ciszej ustawione. Sama forma Kinga i zespołu rewelacyjna, set jak na mój pierwszy ich występ też. Może lekka szkoda, że wypadło Electro Therapy, ale byłem zaskoczony, że i tak wyszło 1,5h, The Wizard zaczął lecieć 22.57, a Insanity skończyło lecieć 00.27. Koncert godny headlinera, niestety chyba jedyny w tej edycji, o czym później.

Jako że King wykorzystał swój slot w pełni, to do Sauna Stage (wspaniała nazwa, kradnę) dotarłem dopiero gdzieś w połowie koncertu Arthura Browna. Szkoda, że te występy się nałożyły, bo prawie 83-letni Pan dał chyba mój drugi ulubiony koncert tegorocznego Mystika. Trochę śmiać mi się chciało, że dużo młodsi od Niego skracają sety, a On stwierdził "a chuj tam, mam dobry vibe, zagram jeszcze z 15 minut dłużej XD". Wyjątkowe przeżycie, rzeczywiscie można się było przenieść "into the Crazy World" i mam nadzieję to kiedyś jeszcze powtórzyć.

Dzień 3 i podsumowanie później.
Awatar użytkownika
johnny_o
Ten, Który Czyta Wszystko
Posty: 9566
Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
Skąd: Prawie Warszawa

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: johnny_o »

Wow... Obiecuję że wszystko dokładnie przeczytam, ale nie w tej chwili ;) Do 12.27 byłem pięknie na bieżąco, ale takie ściany muszą chwilę poczekać. Fajnie że Wam się chce i dzięki z góry, bo wszystko dotychczasowe świetnie się czytało.
IgorW
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1778
Rejestracja: śr sie 25, 2004 12:44 am
Skąd: Breslau

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: IgorW »

Nieźle się rozpisaliaciście :). Ode mnie tylko kilka słów - cieszę się, że byłem, bo bawiłem się jak zawsze dobrze, mimo, że pogodowo była to najcięższa edycja festiwalu. Najmocniejsze wrażenie zrobiły na mnie Slomasa, Pentagram, Opeth, tribute dla Bathory i chyba King. Ale ogólnie sporo było dobrego i srodze zawiódł mnie tylko ten amerykański coverband na Desert pierwszego dnia - nie pamiętam nazwy. Samo miejsce staje się powoli obciążaniem dla festiwalu, mam na myśli głównie B90 i Drizzly Grizzly. Praktycznie na nic nie dało się tam wejść, nawet na tych duńskich kapelach ostatniego dnia był tłok. Mogliby przemyśleć trochę tę przestrzeń przy kolejnych edycjach.
Deleted User 8263

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: Deleted User 8263 »

Recit The Thornographer pisze: ndz cze 08, 2025 1:17 pm Nie wiem co kolega odwalał, ale jak sam napisał o wpieprzaniu się z łokciami w ludzi, to niech się nie dziwi takiej słusznej reakcji. Jak tak nie było, to po co pisać takie rzeczy?
Raczej miedzy ludzi, po prostu trzeba było się sciskac.
Prawdę mówiąc zastanawiam się, czy nie dałoby się scen main i park zrobić obok siebie albo naprzeciw siebie. Wtedy od razu zniknęłoby wąskie gardło, a miejsca na park jest po prostu za mało, ludzie blokują ciąg komunikacyjny. No i ten podział na sceny jest też dziwny, gwiazdy konwerujące Bathoty, Cradle Of Filth, Vader z hymnem festiwalu - to powinno być na głównej
Można byłoby po prostu robić 7-8 gigow na głównej i przerwy 30 minut. Alcatraz, MoR i wiele innych imprez nie ma z tym problemu. Na Monsters of Rock to samo a tam bylo JP i Scorpions
W klubach moim zdaniem powinni ochroniarze prowadzić podstawową ewidencję liczby uczestników i wpuszczać tylko do jakiegoś limitu. Da się to zrobić skanem opasek, system prościzna dla studenta informatyki. Wtedy jak jest max, to wpuszczają jak ktoś wyjdzie. Wrócę do myśli z wczoraj, że coś tu nie gra, że na co dzień klub ma ustaloną pojemność na podstawie przepisów BHP, a podczas festiwalu to nie istnieje.
Na Graspop czasami nie wpuszczają na małe sceny. Rozkladaja tasme i koniec.
pz
-#Administrator
-#Administrator
Posty: 21960
Rejestracja: śr maja 07, 2014 12:56 am
Skąd: z Sanatorium

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: pz »

Dzosef pisze: ndz cze 08, 2025 3:16 pm
Prawdę mówiąc zastanawiam się, czy nie dałoby się scen main i park zrobić obok siebie albo naprzeciw siebie. Wtedy od razu zniknęłoby wąskie gardło, a miejsca na park jest po prostu za mało, ludzie blokują ciąg komunikacyjny. No i ten podział na sceny jest też dziwny, gwiazdy konwerujące Bathoty, Cradle Of Filth, Vader z hymnem festiwalu - to powinno być na głównej
Można byłoby po prostu robić 7-8 gigow na głównej i przerwy 30 minut. Alcatraz, MoR i wiele innych imprez nie ma z tym problemu. Na Monsters of Rock to samo a tam bylo JP i Scorpions

Oni tutaj strasznie starają się, żeby ten Main nie pokrywał się z innymi scenami. Stąd te duże przerwy. Może trzeba przemyśleć tę politykę, bo wczoraj jak grała Sepultura, to trochę nie było co robić (my poszliśmy się przebrać, chłopaki poszli na "miasto" coś opierdzielić, ale jakby coś grało na innych scenach, to pewnie byśmy zostali cały czas na feście).

Dzosef pisze: ndz cze 08, 2025 3:16 pm
W klubach moim zdaniem powinni ochroniarze prowadzić podstawową ewidencję liczby uczestników i wpuszczać tylko do jakiegoś limitu. Da się to zrobić skanem opasek, system prościzna dla studenta informatyki. Wtedy jak jest max, to wpuszczają jak ktoś wyjdzie. Wrócę do myśli z wczoraj, że coś tu nie gra, że na co dzień klub ma ustaloną pojemność na podstawie przepisów BHP, a podczas festiwalu to nie istnieje.
Na Graspop czasami nie wpuszczają na małe sceny. Rozkladaja tasme i koniec.

A na Graspop masz szerokie wejścia do tych małych scen, więc nie ma też problemu z wąskim gardłem. No, ale to festiwal w polu, więc możliwości konfiguracji są nieograniczone. Tutaj jak pisałem samo miejsce staje się problematyczne przy takiej frekwencji.

02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
ODPOWIEDZ