04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Info o koncercie? Zlocie? Imprezie? Patrz tutaj

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

Awatar użytkownika
johnny_o
Ten, Który Czyta Wszystko
Posty: 9574
Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
Skąd: Prawie Warszawa

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: johnny_o »

Ufff... Znowu jestem na bieżąco, świetna robota!
Awatar użytkownika
MaidenFan
-#Nomad
-#Nomad
Posty: 5390
Rejestracja: śr cze 09, 2010 8:04 pm
Skąd: Rzeszów

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: MaidenFan »

Świetne relacje, aż żal dupe ściska, że po raz kolejny nie zdecydowałem się pojechać.
Deleted User 8263

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: Deleted User 8263 »

W tym roku na Death Angel musiałem się przepchnąć przez tłum w wejściu, za którym widziałem sporo luzu - i rzeczywiśce dalej można było się spokojnie poruszać.
Troche tak wygladalo to na WASP bo jak się przebilrm przez ludzi stojacych w przejsciu to już było trochę lepiej. Co nie zmienia faktu że było przeladowane.
Awatar użytkownika
Max323
ZASŁUŻONY SANATORIANIN
Posty: 4682
Rejestracja: sob maja 26, 2018 8:58 pm

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: Max323 »

Świetne relacje.
A
B
C
D
E
IgorW
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1778
Rejestracja: śr sie 25, 2004 12:44 am
Skąd: Breslau

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: IgorW »

manichean pisze: ndz cze 08, 2025 1:40 pm Opeth
[...]
Obecny skład to maszynka instrumentalna, czekam na ten Kraków jesienią z wypiekami na twarzy.
Chodzą jakieś informacje o Opeth w Polsce na jesień? Można jakieś szczegóły?
Awatar użytkownika
Sardi
-#Moderator
-#Moderator
Posty: 7656
Rejestracja: sob sty 23, 2016 11:06 pm
Skąd: Born in the BZ Land

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: Sardi »

IgorW pisze: ndz cze 08, 2025 7:35 pm
manichean pisze: ndz cze 08, 2025 1:40 pm Opeth
[...]
Obecny skład to maszynka instrumentalna, czekam na ten Kraków jesienią z wypiekami na twarzy.
Chodzą jakieś informacje o Opeth w Polsce na jesień? Można jakieś szczegóły?
https://sanktuariumfc.org/forum/viewtop ... h#p1060765
BRUCE SPRINGSTEEN, JAN BO I RICHIE FAULKNER PONAD WSZYSTKO
https://www.last.fm/pl/user/sardynex
setlist.fm/user/matt01
Awatar użytkownika
Caracalized
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1952
Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
Skąd: Catland

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: Caracalized »

Okej, pora na moją relację. Chociaż codziennie coś pisałem, to jednak o paru rzeczach nie wspomniałem i warto, bym coś napisał chociażby jako kontrast do paru innych opinii tutaj, a przynajmniej opinii odnośnie jednego zespołu, z którym chyba nigdy mi nie będzie po drodze.

WARM UP DAY

Zacząłem od Martwej Aury , na którą myślałem, że się spóźnię, ale jednak dotarłem jeszcze przed czasem. Intro było trochę przydługie, lecz szczerze, mogłoby być zajebiste, gdyby jakiś gość co chwilę nie charczał przy mnie i generalnie ludzi w pobliżu nie było, bo w takich dronowo-ambientowych dźwiękach naprawdę można utonąć w innych okolicznościach. Lecz potem zaczął się właściwy koncert i było bardzo dobrze, gra świateł zwróciła moją uwagę, pięknie latały. Naprawdę udany pierwszy koncert festiwalu. Dlatego, że skończyli grać jakieś 5 minut po swoim planowanym czasie na początek koncertu Alcest nie zdążyłem, usłyszałem dwa całe utwory i chyba kawałek innego lub dwóch innych i było to lepsze niż na płytach, ogólnie nie jest to muzyka, za którą szczególnie przepadam, ale gdybym zobaczył ten występ od początku do końca to prawdoposobnie uznałbym go za naprawdę udany; to co słyszałem było zresztą naprawdę udane. Wyszedłem jakieś 15 minut przed końcem, by zająć sobie jakieś fajne miejsce na Castle Rat - ostatecznie udało mi się być w drugim rzędzie pod środkiem sceny i ja pierdolę, niesamowicie mnie zmoczyło; że nie wziąłem nawet parasola wtedy z hotelu ani płaszcza przeciwdeszczowego nie kupiłem! Lecz przechodząc do koncertu, był bardzo udany, najbardziej teatralny w tym dniu i muzycznie zapewne też najbardziej korzenny, bardzo klasyczne brzmienie. Zaskoczyło mnie to, że Szczurza Królowa gra również na gitarze koncertowo, bo ona wygląda na zdjęciach jak taka typowa frontwoman, jakby tego lepiej nie określić i myślałem, że będzie na mikrofonie tylko, a tu jeszcze pstrykała sobie riffy. Niezłe było uwypuklenie w pewnych momentach tego koncertu umiejętności poszczególnych muzyków, fajne były te recytowane/mówione wstawki, ta teatralność dodawała kolorytu całości. Muzycznie najbardziej podobały mi się chyba początek i koniec tego koncertu, kocham Dagger Dragger i Nightblood, to są tak fenomenalne kawałki i ten drugi pięknie się rozwinął na żywo. Bardzo udany koncert, ale przyznam, że deszcz mi trochę niestety popsuł jego odbiór. Z chęcią zobaczę ten zespół co najmniej jeszcze jeden raz w lepszych i bardziej klubowych warunkach. Po tym koncercie chciałem iść na Witch Club Satan, ale pogoda zmusiła mnie do podsuszenia się i odetchnięcia po tym ulewowym napierdolu. I to był jeden z co najmniej paru przypadków, kiedy moje wcześniejsze plany poszły się jebać, a ten koncert razem z wcześniejszym Castle Rat chciałem najbardziej zobaczyć w tym dniu. Dlatego, że o ruszeniu się na zewnątrz nie było dla mnie mowy, stwierdziłem że zostanę na jakiejś połowie Midnight, koncercie którego wcześniej w ogóle nie planowałem i który niestety utwierdził mnie tylko w przekonaniu, że ten black 'n' roll w wykonaniu Amerykanów nie jest zupełnie dla mnie. Pewnie, była moc, ludzie byli zadowoleni, nieźle grali, ale za bardzo kwadratowe to jest na mój gust. Kwadratowość może nie jest zła, ale to ten typ kwadratowości, którego zupełnie nie lubię. Po jakichś 25 minutach czułem, że zupełnie mi wystarczy i wybrałem się na Sabbath Stage, by zobaczyć Zemial. Nie znałem zupełnie ich twórczości, więc cały ten gig był dla mnie niespodzianką i tutaj można powiedzieć, że ignorancja jest błogosławiona. Rozgnietli mnie, a druga połowa setu szczególnie była dokurwiona jak Proscriptor (ten z Absu) wszedł na scenę i to był absolutny highlight rozgrzewkowego dnia Mystica i jeden z highlightów całego festiwalu w ogóle. Po Midnight to wyglądało tak, jakbym trafił na jakąś poważkową lub jazzową sztukę. Oczywiście to przesadne porównanie, ale to było bardziej wyrafinowane i rozkurwiało wcale nie gorzej, w dodatku gitary miały fajniejsze brzmienie. Zdecydowanie zaznajomię się ze studyjną twórczością! Po tym koncercie pomyślałem i chyba nawet tu pisałem, że pogratuluję każdemu, kto to przebije lub przynajmniej temu dorówna i komuś pogratulowałem, lecz o tym później. Urzeczony występem Zemial poszedłem zająć sobie miejsce na Covenant, które wyszło 15 minut po planowanym czasie, ale był to bardzo dobry koncert i fajnie, że wzięli ze sobą wokalistkę, słychać było, że te żeńskie wokale nie były z playbacku puszczane, brzmiały inaczej niż studyjnie i dyskusyjnie nawet nieco lepiej jak dla mnie. Niestety nie mogłem zostać do końca, bo Exodusa też chciałem zobaczyć, posłuchałem całego Nexus Polaris, jeszcze jednego utworu, który był zaraz po odegraniu tej płyty i wyszedłem w stronę park stage na klasyków thrashu. Dali wspaniały koncert, brzmieniowo było potężnie i nawet jak nie widziałem dobrze sceny tylko głównie to co na telebimie było to czuć było jak świetnym frontmanem jest Dukes, ta energia była niesamowita i zaraz po Zemial to mój drugi ulubiony koncert tego dnia. Exodusa zobaczyłem do Z, ale nie od A, Covenant zobaczyłem od A, ale nie do Z, ale taki niestety urok takich festiwali jest, szczególnie jak jeden zespół nie może się przygotować na czas... Lecz jak patrzyłem na setlistę to od Exodusa ominęły mnie dwa utwory, z czego końcówkę drugiego jeszcze słyszałem jak trafiłem na koncert, więc nadal udało mi się usłyszeć jego większą część.

CZWARTEK

Następnego dnia zawaliłem swoje plany nie przez deszcz czy około-pogodowe problemy, ale autografy Beherit, o które kolega bardzo mnie prosił. Musiałem dać im coś do podpisu, więc patrzyłem czy nie mają czegoś na merchu; nic, poza może jedną koszulką i tak do jakiejś 20 szukałem na różnych stoiskach czegoś sensownego i w końcu kupiłem festiwalowe przypinki, wyjąłem je i już był jakiś kartonik, na którym mogli się podpisać :lol: Ale niepotrzebnie się tak fatygowałem, bo na stoliku przy Signing Sessions było trochę festiwalowych ulotek, na których muzycy mogli dawać autografy, no ale człowiek mądry jest dopiero po fakcie. W każdym razie, podpisy zdobyłem, jeden gość nawet żółwia ze mną zbił (nie mam pojęcia który, nie znam członków Beherit, heh) i podarowałem je koledze następnego dnia. Bardzo zadowolony z nich jest!

I teraz przejdę do koncertów. Na pierwszy strzał zaplanowałem Totenmesse i był to bardzo dobry koncert. Potem Absu zagrali całe The Sun of Tiphareth bez jednego przerywnika i to też był bardzo udany gig, ale nie zadziałało to co zadziałało na Zemial dzień wcześniej, żadnego elementu zaskoczenia poza tym, że myślałem, że Proscriptor jeszcze na perkusji będzie grał, a był tylko na wokalu. Ufomammut nie został przeze mnie usłyszany ani od od początku ani do końca, jak zaczęło kropić to od razu poszedłem do środka się schować, ale to co słyszalem było po prostu okej, nothing more nothing less. Bullet for My Valentine było w porządku, zobaczyłem jakieś 40 minut tego koncertu, o ile nie nawet mniej, bo potem musiałem iść na Beherit i to był jeden z dwóch prawdziwie wybitnych koncertów tego dnia, pod względem klimatu nic nie było lepsze ani wcześniej ani później na tej edycji festiwalu, muzycznie też chłopaki lubią atmosferę, bo co jakiś czas były jakieś bardziej ambientowe momenty. Ogólnie, jak miał być wpierdol to naprawdę był, jak miało być wolniej i doomowo to było absolutnie. Nie jestem fanem Beherit i nie wiedziałem czego spodziewać się po tym koncercie, ale ostatecznie dostałem coś niesamowitego. Oranssi Pazuzu to jeszcze coś innego i z Beherit ciężko porównywać, gdyż to zupełnie inna muzyka, ale mózg ponownie mi rozkurwiono, oni na żywo są jakieś 21 razy (może nawet 37) lepsi niż studyjnie! Na pewno postaram się zajrzeć na ich niefestiwalowy gig i nie spodziewałem się, że nawet tu będzie piekło pod sceną, stałem pod barierką i co jakiś czas ktoś się o mnie obijał. W każdym razie, to drugi z wybitnych koncertów jakie pierwszego oficjalnego dnia festiwalu usłyszałem i szczerze potem już mi się nie zdarzyło, bym w ciągu jednego dnia zobaczył aż dwa koncerty na tym poziomie. Na In Flames nie poszedłem przez te podpisy dla kolegi, Beherit zrobili SS podczas ich koncertu.

PIĄTEK

W tym dniu tym razem dla siebie zachciało mi się załatwić autograf. Od dawna nie jara mnie jakoś polowanie na muzyków, by dostać ich podpisy lub zrobić se fotki z nimi, ale naprawdę byłem podekscytowany możliwością zdobycia podpisów Arthura Browna. Dzięki temu koledze, któremu dałem autografy Beherit dowiedziałem się, że w Rossmanie mogę zrobić odbitki zdjęć, więc poszedłem tam i wydrukowałem dwa zajebiste zdjęcia Browna; trochę szkoda mu dawać jakąś festiwalową ulotkę, więc chciałem się bardziej postarać, a książeczki z jego sztandarowego klasyka z 1968 nie wziąłem ze sobą. Podłożyłem mu zdjęcie, uśmiechnął się i strzelił mi piękny podpis, to była naprawdę miła interakcja :)

Na Heave, Blood & Die lekko się spóźniłem i cóż, jakoś mnie nie ujęła ich muzyka. Niby okej, ale niezbyt dla mnie takie coś jest. Thantifaxath usłyszę jutro w Brnie, więc nie jest mi smutno, że zaliczyłem ledwie połowę ich koncertu, ale to co słyszałem było wspaniałe, uwielbiam taką podprogowioną awangardę z niestandardową rytmiką; trochę jak Imperial Triumphant, tylko bez jazzu. Green Lung naprawdę poradzili sobie na dużej scenie, piękny to był koncert i uwielbiam te utwory, ale brakowało mi Templar Dawn i w sumie też ogólnie usłyszałbym pełen set od nich klubowo. Z planowanego wcześniej Hellripper zrezygnowałem, bo postanowiłem coś innego sobie załatwić w tym czasie, a na Archgoat nie mogłem się nawet spóźnić, bo Sabbath Stage aż do wyjścia był zapchany, więc zrezygnowałem. Potem zobaczyłem dopiero Eyehategod i oni dosłownie tak wyglądają i się zachowują jak brzmią, inna sprawa, że mają image żuli to jeszcze gitarzysta kopał puszki po piwie ze sceny i co jakiś czas pluł, a wokalista smarkami z nosa wystrzeliwał, ci goście są naprawdę obrzydliwi i tego nie pochwalam, ale to zajebiście się wpasowuje w ich styl :lol: W dodatku jak mieli soundcheck to ten sam gitarzysta niby niechcący bananem rzucił w jedną dziewczynę pod sceną, ale nie miała mu tego wcale za złe i wszyscy się właściwie śmiali. Jak to przy słynnym nagraniu Scream Maker z Rzeszowa, chamówa, ale i tak chciało mi się śmiać z tego wszystkiego. Ktoś obok mnie dosłownie określił ich mianem "chłopaki z baraków wersja metal". A muzycznie, bo muzyka w tym wszystkim nadal jest najważniejsza, zrobili mi bardzo dobrze i dowieźli tymi sabbathowo-black flagowymi motywami, że lepiej tego nie określę; chcieli połączyć hardcore punk z doomem i to zrobili! I oczywiście, ludzie musieli moszować i robić crowdsurfingi i ze dwa razy mnie kopnięto, nie mocno, ale nadal na tyle niepomyślnie, że miałem pół plecaka ujebanego i but innego typa mi o rękę też zahaczył. I stałem pod barierką pod środkiem sceny, więc też się bałem czy ze sceny czymś we mnie nie rzucą lub nie naplują :lol: Kinga Diamonda zobaczyłem przez jakieś 40 minut i było to świetne przedstawienie, tylko pan Kim naprawdę mógłby bardziej urozmaicać te swoje setlisty i zobaczyłbym ten koncert do końca, przez niego zresztą zdecydowałem się na kupno karnetu, ale organizatorzy tak ogarnęli czasówkę, że Arthur Brown się zaziębiał z tym koncertem i zdecydowałem się zobaczyć od początku do końcu muzyka, którego wcześniej nie miałem okazji zobaczyć na żywo, a którego też kocham. I jego występ jest chyba moim ulubionym tego Mystica, dziwne stroje, psychodeliczna atmosfera, gdzieniegdzie bluesujące instrumentarium, hammondowe organy, podjamowione momenty czy oczywiście moje ukochane utwory w nieco innych niejednokrotnie rozwiniętych wersjach takie jak Fire (wow, kto by się spodziewał), Nightmare, Sunrise, Confusion czy kapitalne Time Captives, którym myślałem, że Brown rzeczywiście skończy ten koncert, ale potem jednak wyszedł na bis wykonać I Put a Spell on You, co mnie bardzo mile zaskoczyło. On ma 83 lata i był chyba jedynym muzykiem na tym festiwalu, który na bis wyszedł. Eyehategod nie zagrali jednego utworu więcej mimo, że ludzie skandowali i bardzo czegoś jeszcze chcieli, Pentagram podobnie, a tu najstarszy Brown wyszedł i zrobił dla mnie ten swój koncert jeszcze bardziej kompletnym. Wtedy naprawdę czułem, że oglądam właściwą gwiazdę tego festiwalu, gdzie jakieś In Flames czy Sepultura mają jakikolwiek start do niego? Kto miał okazję to zobaczyć to naprawdę jest błogosławiony!

SOBOTA

I ostatni dzień festiwalu, który najbardziej ze wszystkich zaniechałem. Nie zobaczyłem planowanej Katli i z Sepultury oraz Tiamatu na koniec też zrezygnowałem. Dzień ten zakończyłem na Signing Session Pentagramu. W kolejce jakiś gość do mnie mówił, że Pentagram nawet 5 minut przed czasem przyszedł na podpisywanie i przy okazji też mi mówi, że Apocalyptica na swoje SS przyszła z 20-minutowym opóźnieniem (co jest słabe, ale to swoją drogą) i Sepultura jakąś 5-minutową obsuwę miała; i ja się zastanawiałem czy ten gość rzeczywiście jest jakimkolwiek fanem tych zespołów czy zwykłą autografową szują, która potem na allegro czy ebay'u te podpisy sprzedaje, bo Sepultura miała SS w trakcie koncertu Pentagramu i Apocalyptiki (nie wiem jak bardzo źle to odmieniłem) xDDD

A z koncertów, widziałem jakieś 20 czy 25 minut Death Angel i się znudziłem; podobały mi się wysokie wokale, ale muzyka tak sobie. Pentagram jest jedynym koncertem, jaki wczoraj od A do Z widziałem i to było wspaniałe! Może brakowało mi trochę więcej klasyków, ale kawałki z nowej płyty tez zajebiście się sprawdzają na żywo. I tak, ten mosh był naprawdę wkurwiający, co chwilę się o mnie obijano, lecz to jedyny minus tych minut, w trakcie których Pentagram wystąpił. Świetnie, że udało mi się ich zobaczyć, będziemy błogosławieni jak zdążą jakąś klubówkę jeszcze u nas zagrać. Niedoczekawszy bisu poszedłem na Blood Fire Death i w trakcie Shores in Flames wyszedłem (przez SS Pentagramu), do tamtej pory to był świetny koncert, a wykonania Sacrifice i The Return of Darkness and Evil szczególnie mi się podobały.

Na koniec, szkoda że z nikim z Was się nie zobaczyłem. Wiem, że mogłem coś zaproponować, ale nie chciałem nikomu dupy truć jak ktoś miał wcześniej coś zaplanowane, ale może kiedy indziej się coś ogarnie. I pod względem towarzyskim przyznam, że było u mnie słabo, z tym kolegą może przez 5 minut się zobaczyłem, a wczoraj w ogóle nie udało się nam zgadać. Cóż... ale przynajmniej koncerty były udane i mam autografy uwielbianych przeze mnie muzyków, nie planowałem wcześniej w ogóle tego, więc na spontanie to zrobiłem i nawet odwiedziłem tę wystawę z Vaderem. Żadnego merchu też nie chciałem kupować, ale skusiłem się na longsleeve Pentagramu za 300 zł - tak, wiem, absolutnie mnie pojebało xDDDD

To był mój drugi Mystic po tym z 2022 roku i pierwszy, na którym rzeczywiście bardziej skorzystałem z koncertów i innych atrakcji, jakie ten festiwal oferował. Czy wrócę? Nie mam pojęcia, bo moja przyszłość jest bardzo niepewna i nie wiem jak długo jeszcze pobędę na tej planecie, ale nawet jak zdecyduję się na dłuższy pobyt to nie wiem czy na Mystic wrócę. I w sumie dochodzę do wniosku, że im więcej dobrych rzeczy jest na takim festiwalu tym gorzej, bo trzeba z czegoś albo rezygnować albo wychodzić w trakcie, by zdążyć na coś innego.
Ostatnio zmieniony sob cze 14, 2025 2:12 pm przez Caracalized, łącznie zmieniany 3 razy.
pz
-#Administrator
-#Administrator
Posty: 21960
Rejestracja: śr maja 07, 2014 12:56 am
Skąd: z Sanatorium

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: pz »

Caracalized pisze: ndz cze 08, 2025 7:49 pm
Na koniec, szkoda że z nikim z Was się nie zobaczyłem. Wiem, że mogłem coś zaproponować, ale nie chciałem nikomu dupy truć jak ktoś miał wcześniej coś zaplanowane, ale może kiedy indziej się coś ogarnie.

I to poważna wpadka. ;) Młodzież tutaj chętna do nawiązywania znajomości. :D

Caracalized pisze: ndz cze 08, 2025 7:49 pm
Żadnego merchu też nie chciałem kupować, ale skusiłem się na longsleeve Pentagramu za 300 zł - tak, wiem, absolutnie mnie pojebało xDDDD

Te wzory Pentagramu były bardzo fajne. A i koncertem zasłużyli na wsparcie. :)

02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Awatar użytkownika
Kevin18
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1994
Rejestracja: sob mar 27, 2010 4:17 pm

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: Kevin18 »

Sanktuarianie piszą najlepsze relacje koncertowe w necie. Ciarki.

Gratulacje dla wszystkich. Jebać Pasem po Głowie.
www.last.fm/user/darkfuneral18
Awatar użytkownika
manichean
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1211
Rejestracja: sob kwie 23, 2022 4:35 pm

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: manichean »

Mystic anno domini MMXXV - o organizacji

Trochę człowiek odżył, więc tak jak napisałem w epilogu relki koncertowej - teraz trochę o organizacji. Postaram się ominąć element ludzki, bo to średnio od organizatorów zależy.

Zacznijmy może miło, od plusów, które mogę stwierdzić po ominięciu edycji 2024, znając te 22 i 23. Fajnie, że nie ma już blokady na wynoszenie kubków z Elektryków. Doszło do uspołecznienia takowych na terenie całego festu i to ma nareszcie ręce i nogi. Toalety pod Mainem też są lepiej ustawione, tam się tragicznie korkowało nawet poza szczytem natłoku ludzi w późnych godzinach. DRUGIE WEJŚCIE, no w końcu, tego naprawdę brakowało dla ludzi mieszkających lub migrujących na fest z centrum. Co z tym również związane, fajnie że są koło niego rozstawione wszystkie stoiska (a wręcz kramy :P) od niezależnych sprzedawców. Ten placyk na food tracki też na plus, telebin z nowej lokacji Desertu znalazł właściwe lokum.

No... to teraz trochę gorzko. Chyba najbardziej dobijającą się zewsząd obserwacją jest to, że Mystic poszedł na rekord ilościowo, średnio rozwiązując wszystkie kwestie logistyczne. Stref na jedzenie czy tojek jest więcej, to fakt, ale spójrzmy na inne aspekty. Na Elektryków nie idzie już znaleźć prawie w ogóle miejsca do sapnięcia gdzieś, bo przegrani z wbijaniem na Sabbath i Shrine coraz częściej się tam gromadzą. Alejka z Main obok Parku, gdzie jeszcze ludzie sterczą przy namiocie merchowym to aktualnie punkt ciężkiego zatoru. Ludzie oglądający występy na Parku zawsze to częściowo zatykali, ale takiego gardła jak dotąd nie było. To jest absolutnie do zmiany, w duchu trochę zbiera mi się na śmiech, jak jeden ochroniarz próbował w Sabacie stworzyć korytarz dla wychodzących, bo muszą zapewnić drogę ewakuacyjną. XD no jakby to powiedzieć, z BHP wychodzi nie tylko na Sabacie, ale właśnie nawet przy tym gardle Parkowym bardzo średnio. Nie wiem jak się za to wezmą, gdzie przerzucą te ciężarówki z sprzętem zespołów, ale powinna naprawdę powstać druga trasa do Maina, choćby z nowego Desert stage, bo jak oni myślą o dobiciu z jednodniowymi, dwudniowymi i 4-dniowymi festiwalowiczami pod 20k, to sory ale to, mówiąc kolokwialnie, pierdolnie.

Zatrzymując się przy terenie koło nowego Desert. Wraz z usunięciem do roku kontenerów dla budowlańców z okolicznej budowy, organizatorzy planują tam wcisnąć "kid zone". Mam awersję do tych wszystkich ludzi, którzy noszą 3-5 letnie pociechy na rękach, zakładają słuchawki na uszy po czym... w najlepsze cisną na przód w okolice gdzie robi się mosh. Trochę mi nie pasuje ta zbyt otwarta polityka na urządzanie "przedszkola" na terenie festiwalu, który i tak jest pełen najebańców i, jak widać od roku, również nawet pospolitych kryminalistów. Ojcem nie jestem, nie uświadczyłem póki co problemu pt. co zrobić z mniejszym dzieckiem kiedy dorośli chcą jechać na taki fest, a jest nierozwiązywalny problem z zostawieniem pociechy komuś w rodzinnym mieście i ludzie nie chcą stracić okazji do cieszenia się z muzyki. Czaję, w pełni rozumiem, że ludzie nie chcą doświadczać "więzienia rodzicielstwa", gdzie nie można się wyszaleć poza rutyną, i ja bym nawet dał okejkę temu kid zone, gdyby to było coś jak tymczasowe przedszkole - pociecha zostaje na cały dzień, odbiera się nią, ta bawi się za ten czas w tematycznym środowisku (tym samym zostaje poddana metalowej indoktrynacji :wink: ) ale jak znam świat, to i tak przyniesie sporo nadużyć tych dobrodziejstw i skończymy z większym placem zabaw. Fali dzieci, które gdzieś uciekły i trzeba przez megafon wzywać rodzica, bo Jasio lat 5 czeka zapłakany pod strefą Jagermeister może nie wieszczę jako pewnik, ale pesymizm tutaj trochę przygrywa. Nie potępiam totalnie, ale jestem z tym pomysłem na nie. W szczególności, że fala kid metalowców starszych rośnie i tak niewspółmiernie.

Desert... trochę go już tu przywołałem. Look how they massacred my boy. No dobra, przesadzam nieco, bo samą najnowszą scenę polubiłem. Nie polubiłem natomiast likwidacji Deserciora klasycznego. Desert, Sabbath i Shrine generowały trójkąt bermudzki, w którym nie dało się tam wcisnąć jeszcze na wysokości barów, toteż absolutnie popieram aby były tam dwie sceny (o właściwym Barabaszu zaraz). Ta scena miała jednak klimat, były te piętrowe rusztowania i można tam było posłuchać muzyki z takiego ujęcia, jakie się wymarzyło w zasadzie. Ta strefa do rozmów, a już w szczególności przemienione tyły, stały się teraz martwym punktem dla Elektryków. Nie była to uczciwa wymiana i ten Desert winien powrócić. Natomiast "Monsterek Stage" że tak go nazwę to spoko rozwinięcie, może jak najbardziej zostać i jako punkt do zahaczenia z Parku sprawdza się perfecto.

To teraz o Piekarnik vel Sabbath Stage - nie wiem już który z tych dwóch jest Sauną, ja bym raczej tej nazwy na B90 użył. Niech to w końcu ktoś zabije dechami. Za wąskie wejście, brak skrótu na Shrine, tuż przy wejściu na og Desert żeby utrudnić przejście. Nie wiem jak tam jest z halami w otaczających budynkach, nie orientuję się. To miejsce jest natomiast odwiewem, kształtem, i cholera wie czym nie do odratowania. Zawsze unikałem Piekarnika, ale po tym roku jak doświadczyłem tego z kilka razy, podziękuję. Aha, co z słusznie jeden wylewny gostek w tłumie przed Archgoat zauważył. Płacisz z osiem stów lub mniej, chcesz zobaczyć tytuł, który widać budzi zainteresowanie, ale cyk, jesteś na 10 min przed i już się nie dopchasz nawet do czegoś, co by uszło jeszcze nazwać tyłami XD. A jak wiadomo, są też osoby które chcą takie występy zobaczyć max do połowy. Z tego powodu i tak muszą dla zachowania rozumnej logistyki pójść w głąb, by nie tarasować wejścia, a to wiąże się potem z całym sznurem ludzi, którym wyjście zajmuje z kilka minut - znowu, przez te pojedyncze i śmiesznie wąskie drzwi. Laskę dynamitu i niech się to zawali w cholerę. Przywracamy KOchani Desert i odzyskujemy normalność. No... może bo odwiew w Shrine też ktoś rozumny powinien stworzyć, a i skrót na Foodhall nie byłby bynajmniej grzechem.

Teraz może o rzeczach DZIWNYCH i niewątpliwe kretyńskich. Schizoid już przytoczył historyjkę z Maina, ja to bejcą obleję. Słomę w mózgu mają mirki zarządzające tą sceną, by wrzucić do wieży nagłośnieniowej trochę badziewia, wysyłać pierdolony łazik marsjański by to zdjąć, a finalnie zjebać całą specjalną operację, bo ludzie i tak przez to przeskoczą i pobiegną na dzidę do sceny XDDD. Przysięgam tak nieprzemyślanego ... nie wiem czego ... to naprawdę na żadnym evencie nie widziałem. I jeszcze do tego dochodzą doniesienia, że to miało miejsce dzień zarówno przed, a kto wie czy nie i dzień po XDD komuś się za to ochrzan należy. Ktoś serio Danonków nie wcinał ile trzeba w dzieciństwie i nie przyszło pomyśleć, że sprzęt = backstage a nie front sceny. No ludzie kochani.

Odbijamy na naszej wycieczce dissowej do Bramy Popiełuszki (kocham neologizmy). Super że jest, ale kilka pewna kwestia winna być rozwiązana pstryknięciem palca. To też już padło - brama otwiera się później, zamyka wcześniej. Ktoś tu chyba przyoszczędził informacyjnie z tematem, nie kojarzę też, by w lawinie wideo z odliczaniem do festu było konkretnie wytłuszczone, że nie należy się spodziewać tych samych godzin pełnej użyteczności bramy bocznej, jak jest w przypadku tej głównej. Ja wiem, że to mogło gdzieś paść, ale mając apkę, powiadomienia itp, ja się o tej rewelacji nie dowiedziałem, tak samo Schizoid kiedy przyszliśmy tam tylko po to, by zostać odesłanymi z kwitkiem. Bezsensowna sytuacja, winni to bezwzględnie zmienić.

I rzecz, której wybaczyć nie mogę. Likwidacja bądź utrudnienie sprzedaży napoju bogów :facepalm: #PrzywrócićSpecjal.

A na samo zakończenie należy niewątpliwie stwierdzić... że festiwal był sukcesem XD. Są te niedociągnięcia, głupoty, pochopne plany, ale Mystic prze do przodu. Obyło się bez awarii scen, opóźnień z otwieraniem Maina, chyba dosłownie jedna podmianka zespołu na ostatnią chwilę. To niezłe wyniki. Mam tylko nadzieję, że takie słowa krytyki jak te tutaj docierają gdzieś mimowolnie na szczyt, i ktoś tam analizuje obserwacje, które winny służyć usprawnieniu Mystica. Jak najlepsze warunki na Mysticu to niewątpliwe interes zarówno organizatorów, jak i nas przybywających tam.

Przezorną elegię kończę, pozdrawiam jeszcze raz wszystkich Forumowiczów z festu i życzę, by nikogo z was nigdy nie cofali taśmą z barierek :mryellow: :mryellow:
pz
-#Administrator
-#Administrator
Posty: 21960
Rejestracja: śr maja 07, 2014 12:56 am
Skąd: z Sanatorium

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: pz »

Z tą bramą na Popiełuszki, to rozumiem, że nie jest otwarta pierwszego dnia rano (bo podczas warmupu coś tam jeszcze pracowali z rana) oraz że pierwsze wejście musi być przez główną (1 punkt wymiany opasek, chociaż na upartego i przy Popiełuszki można by taki koło parkingów upchnąć). Z drugiej strony powinni zauważyć, że te bloki w stronę apartamentów z paniami do towarzystwa są prawie w całości opanowane przez festiwalowiczów. Część osób dociera też po porannej wizycie na starym mieście. No zdecydowanie to ważna brama, ułatwiająca komunikację, zwłaszcza, że główna droga piesze do głównej bramy wiedzie wąskim chodnikiem wzdłuż głównej ulicy (można oczywiście przyciąć między blokami, ale nie każdy się zorientuje). Dodatkowo jak odbijesz się od bramy przy Popiełuszki, to piesza wycieczka do głównej wiedzie naokoło lub wąskim poboczem.

02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Awatar użytkownika
Schizoid
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 13235
Rejestracja: śr cze 25, 2014 3:01 pm

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: Schizoid »

Panowie, którzy zachwalają nasze teksty - dzięki (zbiorczo)!

Co do minusów, to ja jeszcze zatrzymam się na aspekcie ludzkim, który winą orgów nie jest, no ale niesmak budzi - ochrona, a raczej jeden wąsaty pan (ale z wyglądu nie janusz) pod Main Stage. Nie widziałem sytuacji z bliska, bo miała miejsce podczas Opeth, gdy moje miejsce zagrzewał akurat @blackcocker, ale typ rozdawał rzucane przez muzyków fanty zupełnie przypadkowym ludziom. I to nie na zasadzie, że nie wiedział, kto powinien kostkę dostać, ale brał ją i zanosił w zupełnie inne miejsce, celowo. Potem @dzosef nie za bardzo miał co zrobić z tobą (tego typu, co dzieci w szkole używają na buty na zmianę). To najpierw zapytał, czy może ją schować POD schodek od ich strony barierek - ochrona nie za bardzo wiedziała, ale z pomocą przyszedł wąsacz i powiedział, że nie, bo względy bezpieczeństwa. Pierdolenie i tyle, nigdy nie miałem z tym problemów. Irytujący typ, który napawał się chwilowym poczuciem władzy i tyle.

As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Awatar użytkownika
blackcocker
-#Moderator
-#Moderator
Posty: 12617
Rejestracja: czw cze 14, 2018 9:04 pm
Skąd: HerbacianePolaBatumi

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: blackcocker »

Ciężko mi się z tym pogodzić, ale Mystic Festival 2025 jest już jedynie historią, ale taką przez wielkie "H". Nie mylić z Adrianem z Maiden - ani prawym, ani lewym ;)

Na moment ogłaszania lienupu, było sporo nazw, których nawet nie kojarzyłem z nazwy. Oczywiście to super sprawa, bo Mystika traktuję jako świetną opcję na poznawanie nowych kapel, które zostaną ze mną na dłużej, a ekipa z MC jeszcze mnie nie zawiodła i sprowadza co roku rzeczy, których jakość (oczywiście w większości) nie schodzi poniżej pewnego solidnego poziomu. Po przesłuchaniu większości z nich miałem już w miarę dokładny obraz tego, na co chcę iść.

blackcockerowa relacja z najpiękniejszego święta w roku, zapraszam. Jeśli coś pokiełbasiłem to proszę o wybaczenie, ale większość pisałem na telefonie :lol:

Dzień 0:

Do Gdańska dotarłem w nocy z wtorku na środę, a że byłem głodny to postanowiłem zjeść kebsa. Niestety to był błąd, bo większość środy petarda siedziała mi na kiszce. Taki urok jedzenia randomowych rzeczy w środku nocy. Zrobiłem zakupy, żeby JM Admin i jego WCz małżonka mieli co zapodać. No i najważniejsze - skoczyłem po kratę SPECJALa, na której rozpieczętowanie czekałem, aż wyżej wymienieni gagatkowie się pojawią w Gdańsku. Miało to nastąpić dopiero po południu, więc nie zostało mi nic innego jak wyruszyć na Stocznię. Zaiste, piękne było to uczucie, ale to relacjonowałem na bieżąco.
Na pierwszy ogień Diving Stove, czyli Metallica z Temu. Oczywiście śmieszki, śmieszkami, ale chłopaki zagrali bardzo energiczny koncert na Park Stage. Wyjść przed publikę na start festu, w pełnym słońcu na dużej scenie to musi być wyzwanie - jak dla mnie ekipa ze stolicy mu sprostała. Fajna konferansjerka na luzie, wykonawczo może trochę momentami brakowało, ale dodawało to żywiołowości i autentyczności występowi, który już i tak dobrze się oglądało widząc szalejących Warszawiaków. Byli oni zwycięzcą tegorocznego konkursu Road To Mystic.
Następnie Burner na nowym Desert Stage'u. A w zasadzie na Monster Energy Desert Stage'u (buuuu, Mystic się sprzedał). Powiem szczerze - Desert potrzebował powiększenia, ale niestety stało się to kosztem niesamowitego klimatu i kameralności. Desert nie jest już świątynią rock and rolla i szaleństwa, a dużą sceną rozmiaru tej parkowej... nie podoba mi się to - choć tak jak mówię rozumiem decyzję i uważam ją za słuszną, bo w poprzednich latach zdarzały mi się koncerty na Desercie, których słuchałem zza sceny, po prostu... Kiedyś to było ;) Panowie wjechali z buta, ale nie jest to moja muzyka. Największym ich plusem to to, że wokalista miał koszulkę Atlantic City wielkiego Bruce'a Springsteena. Ciekaw jestem czy faktycznie jest fanem, czy dorwał ją na szybko w lumpie, żeby pasować do reszty zespołu, która też miała czarne tshirty z czerwonymi napisami :lol:
W drodze na Soulburn zahaczyłem o Martwą Aurę, którą już kiedyś widziałem. To co widziałem było ok, MA to nie są moi ulubieńcy, po prostu spoko granie, ale nic więcej.
Nadeszła pora na Soulburn. Dobra sztuka w Sabbath Stage. Dobrze to brzmiało i wykonawczo nie ma się o co dojebać. Nie wiedziałem dotychczas, że oni mają tak silne powiązania z Asphyxem - ciekawa sprawa.
Nie chcąc wychodzić za wcześnie z Soulburna, spóźniłem się na Park Stage, który już był przeniesiony w oniryczny świat Francuzów z Alcest. Bardzo podobała mi się przede wszystkim ich scena, a w szczególności podświetlany księżyc, którego potencjału na pewno nie udało się w pełni wykorzystać w świetle dziennym. Niestety, na ostatniej trasie nie było mi po drodze do Warszawy, więc z przyjemnością przedstawiciela najnowszej płyty (drugim otwierali, gdy jeszcze byłem na Soulburnie). Byłem w szoku, że nie zamknęli Deliverance - myślałem, że to ich standard, tak jak u Opeth ;) szkoda, bo uwielbiam ten kawałek. Szkoda też, że panowie dostali tak krótki set o takiej porze dnia, a ludzi było jak na tą porę naprawdę sporo. Na Alcescie zaczęło padać, a deszcz miał nam towarzyszyć codziennie.
Na Desercie kolejny koncert na który czekałem - Castle Rat. I nie chodzi tu o panią w negliżu, która wraz z kolegami sadziła riffy dosłownie jakby była bękarcicą Iommiego i Joanny Sadonis z Lucifer, bo wokal miała niemal identyczny. No była to naprawdę dobra sztuka i dobrze się tego słuchało... i oglądało ;) cały koncert to defacto trochę przedstawienie, ale nie zdominowane przez teatrzyk (jak np. moim zdaniem w przypadku Twin Temple). A ten był mega kiczowy, ale sprawił dużo frajdy i śmiechu :D każdemu zainteresowanemu, polecam się zapoznać - muzycznie smacznie, a przedstawienie zawiera wiele niespodziewanych plot twistów :lol: ogólnie przez kolejne pół dnia riffy i refreny nie mogły mi wyjść z głowy :D
Mój pierwszy koncert na The Shrine Stage to był Midnight i była to totalna jazda bez trzymanki. Cudne punkujące rokendrole, które porwały mnie do tańca z innymi spoconymi kucami. Wychodząc z Midnight spotkaliśmy Królową Szczurów i zrobiliśmy sobie z nią pamiątkową fotkę - i to jest artefakt! ;)
Nie ukrywam, że fanem grunge'u nie jestem, ale z całej tej najbardziej mainstreamowej hałastry lubię Alice in Chains, których muzyka ma w sobie dużo mroku, który w jakiś sposób sprawia, że nie odrzucają mnie tak jak muzyka ekipy jeżdżącej kombajnem. Występ Jerrego Cantrella był dla mnie więc przyjemnością, ale nie spodziewałem się, że będzie aż taką. Naprawdę dobrze się bawiłem na tym gigu, podczas którego Jerry fajnie zmiksował klasyki AiC ze swoim autorskim materiałem, z którego jego najnowsza płyta mi siadła, choć nie zaprezentował z niej mojego ulubionego kawałka - It Comes.
Szybko spojrzałem na Halocene na Desercie, ale to totalnie nie moja bajka.
Covenant był spoko, choć zdecydowanie wolałbym Emperora ;)
Bewitcher za to na Sabbacie ładnie pozamiatał. Po koncercie Midnight nie powinno się takich rzeczy robić, ale jakoś udało się to przeżyć. Pan Matt Litton serwował takie sola i riffy, że głowa mała.
Resztki sił spożytkowałem na koncercie Exodusa, którego jeszcze nie widziałem z Robem. Piękny strzał w mordę, a jak już pisałem - jak dla mnie Holt mógłby sam wyjść i napierdalać i byłbym zachwycony. Co za energia! Dukes to sroga bestia. Jak byłem małym gnojem to dużo słuchałem Tempo of the Damned, więc ucieszyło mnie, że obok standardowego chyba Blacklist wpadło jeszcze War Is My Shepherd. Z marzeń, których nie usłyszałem, a bardzo bym chciał - Then There Were None i Culling the Herd (czy to jest w ogóle grywane? Wielbię!)
Tak skończył się Warm up - byłem zdecydowanie rozgrzany i z ochotą na więcej, a po tak intensywnym dniu wpadł zasłużony SPECJAL, którego tak brakowało na terenie festiwalu.

Dzień 1:

Pierwszy właściwy dzień festiwalu zacząłem na Desercie koncertu jajcarzy z Rickshaw Billie's Burger Patrol. Śmiesznie gość śpiewa i wyglądają pociesznie, ale riffowe to było i grooviaste, więc przyjemnie się słuchało.
Następnie dogrywka Totenmesse za poprzedni rok. Co za sztuka! Panowie naprawdę rozpierdalają, gdy im nie brakuje prądu :lol: opętany Wujek, Kaiser Tot i Zamarzlo zdecydowanie zrobiło mi ten koncert. Świetna ekipa, choć studyjnie do nowej płyty jakoś bardzo się nie przywiązałem.
Był to pierwszy dzień gdy odpalono Maina, a więc i strefę Krakena, na której można było zarzyć SPECJALa. Zarzyłem ich tego dnia w ilości nie jeden, nie dwa. Do tego Jagerki i darmowe próbki Krakena jak i pełne wersje :lol: więc moodzik był już mocno imprezowy.
Imminence sraka.
Absu na Shrine bardzo dobre.
Ufomammut dobry. Ładnie panowie wciskają wszystkich w ziemię. Koncert na SDL bardziej mi się podobał, ale może to przez wiele towarzyskich rozpraszaczy, które były wokół na MF :lol: pozdrawiam ekipę Opus!
Widziałem koniec koncertu Eagles of Death Metal i zaskoczyło mnie to jak cisną na tym Mainie. Dla mnie to zespół znany jedynie z tego, że lata temu na ich koncercie był zamach i raczej umieszczałbym ich na starym Desert niż na głównej scenie, ale zaskoczyli in plus - uciągnęli.
Po uzupełnieniu płynów nadszedł czas na gig, na który mocno czekałem - Turbonegro. Panowie jeńców nie wzięli i zaprezentowali przezajebistą sztukę, na końcu której wraz z wieloma innymi spoconymi facetami krzyczałem, że mam erekcję, więc musiało być co najmniej 10/10 ;) poważnie - świetny koncert.
Bulleci totalna padaka, ale zaskoczyła mnie profesjonalna oprawa. Dobrze, że był darmowy Kraken i (niedarmowy, ale tańszy od Żywca) SPECJAL.
Z Eldera poza tym, że byłem i mi się podobało niewiele więcej kojarzę, ale bujało się przyjemnie :D
Na całym Suicidal Tendencies nie planowałem być, ale zostałem prawie do końca. Park nieźle nabity, a chłopy dały świetny, energiczny koncert. Nie jest to zespół, którego słucham sobie w domu jak mi brakuje energii, ale już na koncercie zdecydowanie bym się doładował - choć raczej nie solowy, bo aż takim fanem nie jestem. Duży plus!
Poszliśmy do pobliskiej żaby, żeby jeszcze skorzystać z jej otwartych wrót. SPECJALa nie było, więc uderzyliśmy w czeskie smaki i odpoczywając na ławce, gadaliśmy sobie z Browarem (to user tego forum, nie gadałem do puszki!) i czekaliśmy na Sardiego. W tle słyszeliśmy In Flames.
Gdy doładowałem się dopaminą po zobaczeniu Sardiego, wybraliśmy się na Drab Majesty, które prezentuje fajny, przebojowy gotycki rock. Chłopy wyglądały z daleka jak Dawidy Lynche i zagrali przyjemny koncert, na którym miło się było pobujać. Lubię strasznie takie granie.
Oranssi Pazuzu zmiotło mnie na łopatki - szkoda, że nie widziałem całości. Zdecydowanie zespół, który chcę zobaczyć w przyszłości w klubie. Miazga.
Na koniec dnia totalna impreza na Perturbatorze, a po tym jak zapodał Future Club to nie było już ze mnie co zbierać. Potężnie to zmłuciło każdą komórkę mojego ciała. Bardzo fajny mają ten ekran za plecami.
Następnie wydarzyły się rzeczy, o których jak teraz myślę to nie uważam, że były prawdą, więc zostawmy je gdzieś pomiędzy jawą i snem. Piękna impreza na chodniku, znów pozdro ekipa Opus no i ukłony dla jednego ze Starożytnych Sanatorian - Szpara pozdrawiam! :pijak:

Dzień 2:

Po takiej morderczej przeprawie poprzedniego dnia szykował się najbardziej intensywny muzycznie dla mnie dzień festiwalu. A nie wiedziałem co nadejdzie... Na delikatnym kacu, ale z dobrym humorem i myślę, że całkiem pełen energii zaliczyłem pierwszy gig dnia, na który mocno się nastawiałem.
Heave Blood & Die niestety nie byli jakoś wyśmienicie nagłośnieni, ale dowieźli zdecydowanie. Set był zdominowany przez nową płytę, która mi wybitnie siadła, więc cieszyłem się z tego gigu bardzo. Niewygodnie się tylko na tym nowym Desercie stoi, bo te kamienie nieprzyjemnie stymulują stopy :lol:
Stray from the Path przypadkiem zobaczony - srakwa.
Thantifaxath na Sabbath Stage srogo pomieszał zmysły. Bardzo fajny gig, chętnie bym ich zobaczył przed jakimś Imperial Triumphant, choć nie wiem czy to nie byłoby już za dużo :lol:
Przyszedł czas na najgorszy dla mnie clash festiwalu... Faetooth co do minuty pokryło się z Green Lungiem :( przełykając tę łyżkę goryczy ruszyłem na Main Stage zobaczyć brytyjczyków olewając tym samym doomowe damskie trio. Nie wiem jak zagrał Faetooth, ale tak czy siak to była dobra decyzja, bo Green Lung zaprezentował świetny koncert. Było z jakem, było rock and rollowo. Mega jest ta ekipa i jest to jeden z tych zespołów, których muszę zdechdowanie więcej posłuchać. Nie pamiętałem, że grali na MF 3 lata temu w dniu, gdy byli Judasi, ale (cytując klasyka) "nie było mnie tam".
Następnie koncert, na który wejście zajęło mi baaaardzo długo. Mimo wcześniejszego opuszczenia Main Stage'a, nie udało się uniknąć ogromnej kolejki do Sabbatha, w którym miał zapanować Hellripper. I zapanował, a rządy jego były okrutne. Co za kurwa cios... To w ogóle ciężko opisać, ale jak można w ogóle tak pędzić? Wyśmienity koncert, szkoda, że na tak małej scenie, bo więcej osób zasłużyło, żeby tego doświadczyć. Cios za ciosem.
Była dopiero 18, a ja już zobaczyłem 4 genialne koncerty. Szykowałem się na kolejny, gdy lunęło. Cobra the Impaler mieli przez to kilkunastuminutową obsuwę. Ale warto było czekać. Wspaniały gig, czekałem na nich mocno. Bardzo mi przypominają Mastodona. Jedyny mankament tego koncertu to naprawdę kiepskie nagłośnienie w mojej opinii - a w zasadzie bas był kurewsko głośno i krył w gęstrzych momentach (a takich dużo :D) wszystko inne, a szczególnie gitary i wokale, które w tym zespole wiodą przecież prym. Liczę na jakiś koncert w PL, bo czuję, że może być to jedna z moich ulubionych młodych kapel obecnie.
Przez obsuwę i doświadczenia z wejściem na Hellrippera totalnie zrezygnowałem z próby wbijania na Archgoata, więc ustawiłem się na trochę na Parku, żeby zobaczyć trochę Cradle of Filth. Odpaliłem jakiś singiel z nowej płyty i jakoś mnie to nie odrzuciło, kiedyś sporo słuchałem Thornography (jako totalny dzieciak) i mi się wtedy podobało, więc zdecydowałem, że dam szansę. Ludzi było najebane fest, ale ten zespół to totalnie nie moja rzecz. Szczekający Dani, klawisz z odpustu - naprawdę źle ten zespół dla mnie brzmi. Just not my thing.
Udałem się na Maina, gdzie Schizoid odstąpił mi na czas Opeth spota na barierce. Ogromne kudosy i dzięki za to! Moi ukochani Szwedzi nie zachwycili setem, choć i tak mógł być gorszy :lol: no ale każdy się tego spodziewał. Świetnie wypadły nowe numery i Master. Jak zwykle zgniótł Ghost i Deliverance, ale na boga... Ten pierwszy powinien być wymieniony na Grand Conjuration, który grywali w ubiegłym roku w Amerykach i Europie... Mikael nie gadał wiele, ale czasówka jest nieubłagalna i tak rozśmieszył mnie parę razy <3 brzmieli wyśmienicie i gdy porównam sobie to z ich koncertem w tym samym miejscu 3 lata temu to jak niebo i ziemia. Wtedy miałem wrażenie jakiegoś braku energii... Było to takie rozczarowujące jakieś. W tym roku już z dumą ich oglądałem na festiwalu w moim kraju i cieszę się, że wielu ludziom się podobało, bo z Waltem ten zespół naprawdę nabrał mocno tchu i wykonawczo rozpierdalają na łopatki. Szkoda tylko tych setów, bo jak ktoś bywa od kilku lat na festiwalach w Polsce i widzi O to z 7 kawałków w secie słyszał za każdym razem ze 4... Ave Mikele!
Po zabójczym outro Deliverance udałem się co sił na Parka, gdzie WASP już cisnął. Nie jestem ultrasem amerykanów, ale to co znam, lubię bardzo i cieszyłem się na ten koncert. Ludzi było wchuuuuuuu. Udało mi się jakoś boczkiem dobić w niezłego spota i poczekałem trochę, aż ludzi ubędzie, żeby podejść do Sardiego, bo nie chciałem się pchać w tą masę. Bardzo fajny koncert, według mnie dobrze to brzmiało. Jedyny problem mam taki, że nie wiem co było z taśmy, a co nie... Jeszcze ten wyłączony ekran - od razu oczywistym dla mnie było, że na prośbę zespołu, w domyśle, żeby nie było widać ew. playbacku... Nigdy się nie dowiemy, a przez domniemanie niewinności uznaję koncert za bardzo dobry :D
Tuż przed Kingiem skoczyliśmy z kol. Żelaznym na Krakena z coca colą - w końcu była chwila wytchnienia, bo od kilku godzin było tylko bieganie. Teraz można było już na spokojnie stanąć i poczekać na koncert Króla, którego wyczekiwałem bardzo. Zazdrościłem uczestnikom koncertu w 2019 (dalej zazdroszczę, bo kocham Behind These Walls, ale już mniej), więc bardzo miło, że mogłem i ja w przedstawieniu Króla brać udział. Przecudny był to koncert. Możliwe, że mój top 1 tegorocznej edycji. Te kawałki to są takie bomby, że ja nie mam słów. Guitar work, forma Króla - absolutnie wszystko się zgadzało. Zabójczy start zepsuło mi tylko trochę słabe nagłośnienie perki, która wydawała się być trochę za głośno, ale potem się to unormowało i można było jedynie spijać nektar (i nie mówię tu o rumie, choć ten też był wybitnie smaczny) :D absolutnym highlightem koncertu było Eye of the Witch i Burn, z mocnym wskazaniem na ten drugi sztos. Wybitna sztuka.
Po odpoczynku w trakcie Króla szybki pocisk na The Shrine, gdzie już grał chyba najstarszy artysta jaki wystąpił na Mystic(?) - moje pierwsze zderzenie z Arthurem Brownem miało miejsca lata, lata temu, gdy Schizoid wysłał mi wykon Fire. Niesamowicie podobał mi się ten kawałek, ale za Arthura jednak z niewiadomych mi przyczyn nie zabrałem się na poważnie. A propos, zaraz po nasym wejściu Arthur założył swoją kultową koronę i ją podpalono. Świetna, taneczna zabawa. Potem koncert zrobił się już dużo bardziej psychodeliczny, choć i tak mniej niż się spodziewałem. Nie mogę jednak odmówić Arthurowi tego, że zabrał nas do swojego szalonego świata. Fantastycznie się oglądało tego faceta - tańcującego i śpiewającego (naprawdę bardzo dobrze biorąc pod uwagę wiek tego delikwenta). Widać, że gość jest po uszy, albo i głębiej, zatopiony w swoim artystycznym świecie. Byłem w szoku jaki ma fajny zespół. Nie brzmieli archaicznie, ale nie zatracili specyficznego dla tej muzyki soundu. Były momenty przejmujące, nie ukrywam, że zanurzyłem się mocno w tych dźwiękach. Wyjątkowe przeżycie.
Następnie chciałem iść spać, ale Beny miał inne plany, więc zaliczyliśmy wschód nad Motławą, a tak naprawdę to nie widzieliśmy słońca, a po powrocie na chatę po 4, JM Admin zdecydował, że musi pisać relację, więc towarzyszyłem mu przy tym, osuszając SPECJALe. Koniec końców, po wspaniałych kilku godzinach rozmów, śmiechu i pod koniec niezłej głupawki, po godzinie 10 udało się mnie położyć spać :lol:

Dzień 3:

Chyba nikogo nie zaskoczę mówiąc, że po 3h snu i morderczym poprzednim dniu festiwalowym, nie czułem się wypoczęty :lol: ale tatuś musi i o 15.30 byliśmy już na terenie festiwalu, gdzie przywitali nas brytyjczycy z Bad Touch. Desert Stage został stworzony dla takich kapel. Co za energia! Od razu mi wróciły wszystkie siły. Poskakałem trochę, trochę pośpiewałem, można było uderzać dalej. Ten dzień miał być już raczej spokojniejszy. Nie było aż tylu zespołów, które koniecznie chciałem zobaczyć.
Fragment Employed to Serve - gówno.
Embla zagrała bardzo przyjemny koncert - było trochę wpierdolu, było też bardzo klimatycznie - tym lepiej, że udało się do Sabbatha wejść bez problemów.
Nie planowałem być na całym występie Bokassy na Desercie. Słuchałem w domu i było po prostu ok, bez większych emocji. To jest ta siła muzyki na żywo, a w szczególności Desert Stage'a, że zespoły, w których nie zasłuchiwalibyśmy się w domowym zaciszu, potrafią sprawić ogromną przyjemność live. Zasługą tego jest wiele czynników, m. in. ludzie - ci z którymi się bawimy, ale też ci na scenie. To właśnie wokalista Bokassy (i w sumie nie tylko ;)) sprawił, że wybawiłem się z nimi pełne blisko 40 minut olewając Skeletal Remains. To ile ten gość miał radochy na scenie jest niepojęte. Naprawdę mocno na mnie przelał tą radość i uznaję koncert Bokassy za bardzo miłą rzecz, dobrze się bawiłem. Ale koniec banałów, cocker :lol:
Na Katlę udało się na lajcie wejść, mimo że był to koncert na Sabbacie. Nie mogłem na początku wejść w ten koncert - jakoś byłem obok. Ale jak już zajebali Dead Lovera to poszło z górki. Mega energia i fajni faceci - szczególnie główny wokalista, a zarazem perkusista, jak on walił w te bębny! Szacun fest. Wgniota w ziemię poszła.
Slomosa była delikatnym rozczarowaniem. Słuchając z płyt zostawiłem sobie notatki, że bardzo to było dobre. A tak naprawdę wydawało mi się jakieś bez mocy i mało przebojowe. Nie zrozumcie mnie źle. To był dobry koncert, po prostu oczekiwałem trochę więcej. A może po prostu to kwestia zmęczenia... Koncert na pewno umiliła mi kanapeczka, którą zorganizował mi JM Admin, dzięki!
Na Death Angela w Shrine bałem się, że będzie niemożliwym wejść. Okazało się, że jeszcze chwilę przed startem dało się bez problemu tam wejść i ustawić po lewej stronie (zazwyczaj tam staję w Shrine, no chyba że idę do kółeczka :lol:) z niezłym widokiem (nie widać pałkera). Pierwsze co mnie zaskoczyło to mega dobre nagłośnienie. Spodziewałem się totalnej młucki, a wyszło na to, że było całkiem selektywnie, nie za głośno, a i tak z mocą. Death Angela nie znam jakoś dogłębnie, czasem coś tam poleciało kiedyś, ale uznaję, że to dobra kapela. Niestety, trochę wokale mi nie leżały na żywo, choć górki wchodziły jak złoto. Pan wokalista to w ogóle powinien nazywać się "fuck", bo przeklinał naprawdę co drugie słowo. Miód na moje uszy :D
Po pół godzinki Death Angela wyszedłem na deszcz, żeby posłuchać Pana Generała z ekipą VADER. Bardzo solidny koncert - obserwowałem go z dosyć znacznej odległości. Fajne pyro i zespół w bardzo dobrej formie. Fajnie, że Mauser zagościł już na stałe w składzie. Ale nie będę tu udawał, dla mnie to był po prostu kolejny koncert VADER, nie czułem żadnych uniesień, ani nic. Dobre strzały w mordę i tyle, ale może tylko o to w tym biznesie chodzi?
Za to Pentagram na Desercie. Ło cię panie :D Kolejny senior, rozwalający system ;) Bobby i jego tańce bioderkami to coś, co zapamiętam na długo. Niezła z niego bestia na scenie. Już nie mówię o tych momentach, gdy kładł się na odsłuchy i odpierdalał te swoje miny, które tak ostatnio się zviralowały :lol: Muzycznie super. Brzmieli potężnie, Bobby dobre wokale. Można było się pobujać. I tutaj mnie strasznie wkurwili ludzie. Po lewej stronie, od strony foodhalla ścisk konkretny, a jak już się przecisnęło na prawą stronę to była totalna plaża. Czasem wystarczy po prostu wykorzystać przestrzeń, która jest - szczególnie jak wszyscy w koło psioczą, że jej za mało (z czym się zgadzam). Trochę pomyśleć.
Na Blood Fire Death wybraliśmy się z Sardim delikatnie wcześniej. Osobiście myślałem, że koncert tak głośnego tribute'u będzie dużo bardziej obleganym wydarzeniem. Skończyło się na tym, że było ładnie nabite, ale i tak nie był to poziom tego, co było na CoFie, co mnie bardzo zaskoczyło. Ale ja czasem mam problemy z oszacowaniem popularności. Adam jak wjechał ze swoim atencyjnym ryjem to szkoda się zrobiła, bo całość koncertu była utrzymana w bardzo podniosłym tonie, co współgrało z okolicznościami i muzyką (swoją drogą mieli też bardzo ładną scenę, jedna z najlepszych scenografii festiwalu dla mnie), a wjeżdża ten jełop i pierwsze to krzyczy POLSKA, JAK WASZE GARDŁA? Nie dziwię się, że następnie skandowano mu, żeby wypierdalał. Przy Eriku i ekipie na scenie wyszedł na zwykłego pozera. Lubię Bathorego, szczególnie okres od Blood Fire Death do Twilight i koncert mnie zadowolił, choć podobnie jak w przypadku VADER, nie było jakiś nie wiadomo jakich uniesień. Na początku też posysało trochę brzmienie, ale potem się przyzwyczaiłem, albo tam w trakcie trochę pokręcili. Pod koniec strzeliłem z Żelaznym pożegnalną banię Jagera i poszliśmy z Sardim coś ojebać do Żaby. Przyszedł też czas pożegnania z ekipą Opusową. Poczułem niesamowity smutek, że fest już się kończy, choć nie ukrywam, że stopy nienawidziły mnie już w chuj :D
Nie lubię muzyki Sepultury. Nigdy jakoś nie zażarło między nami i nie rozumiem fenomenu. Pamiętam, że jak wyszła Quadra to była dla mnie całkiem dobrym materiałem, ale nie takim, do którego wracałem. No a sam koncert, a raczej to co widziałem... Słabe to. Brzmieli potężnie, fajnie było zobaczyć Greysona za garami, świetny pałker, ale poza tym... Jebać ich, jeszcze te akcje z "ostatnim koncertem" to mnie zawsze wkurza. A no i Green na żywo brzmi bardzo źle, takie charczące nie wiadomo co. Ale ludzi trochę się odliczyło, choć nie tyle co na Kingu, wiadomo. Na boga - Sardi mi uświadomił, że ten zespół jeszcze w 2017 grał w RudeBoyu w Bielsku XD Jeszcze dwa lata temu w Hype Parku w Krakowie. A rok temu Spodek, w tym roku ściągnęli sporo ludzi na swój gig. Ktoś jest w stanie to wyjaśnić? Zwożą sobie własnych ludzi autobusami? Bo nie potrafię inaczej tego pojąć. Sam "farewell" robi aż taki dym?
Na totalnym zmęczeniu już zobaczyłem początek koncertu I am Morbid. No brzmiało to naprawdę potężnie. Ta muzyka mnie ogólnie raczej omija, ale tutaj wykonawczo było naprawdę przezawodostwo.
No i ostatnim koncertem festu był Tiamat. Ja lubię takie gotyckie granko, więc siadło mi fest, tym bardziej, że brzmiało to naprawdę dobrze. Zaskoczeniem było zaproszenie Erika z Watain na The Sleeping Beauty. Bardzo fajny wykon, kozacki kawałek, ale nie uważam, żeby Erik tam pasował dobrze. Tiamat znałem jedynie z nazwy zanim zostali ogłoszeni. Odsłuchy przed festem były pozytywne, a ten koncert utwierdził mnie, że muszę się za nich na serio zabrać. Hehe, powtarzam tak sobie z Moonspellem od kilku lat :lol:
Nie zostaliśmy do końca, wyszliśmy jakoś w połowie, bo organizmy nie dawały już rady, a jak usiadłem na chacie, to myślałem, że się popłaczę z ulgi, którą odczuły moje stopy :lol: Choć byłem bardzo zaskoczony, bo była to pierwsza edycja, podczas której nie bolały mnie plecy i ogólnie zdawało mi się, że nie jestem taki zmęczony, a to był naprawdę intensywny czas, gdzie prawie dzień w dzień zaczynałem o 15.30 i zostawałem praktycznie do samego końca. A były też aktywności pozafestiwalowe ;)
Wychodząc z festiwalu poczułem delikatne ukłucie i smutek, że to już koniec. Kocham to miejsce, kocham ten klimat, ludzi z którymi tam jestem. Powrót na Stocznie to coś na co czekam długimi miesiącami. Nie będę się rozpisywał o kwestiach przeludnienia, ani organizacji, bo już zostało wszystko powiedziane i z większością mniej lub bardziej się zgadzam. Liczę na to, że Mystic będzie trwał, pokazywał mi nową muzykę, dawał kilka dni bezstroski i fantastycznej zabawy z przyjaciółmi. Życzę Ci, Mystiku, abyś był coraz lepszy i silniejszy, bo już teraz wspomnienia z każdej kolejnej edycji są w bardzo ważnych katalogach w albumie pamięci.
Chyba starczy, bo co tu się będę nad klawiaturą znęcał :lol: Dzięki wszystkim spotkanym i poznanym Sanatorianom (choć szkoda, że tych drugich było tak mało ;) Panowie, nie gryzę, a fajnie byłoby zbić pionę! :D) Liczę na spotkanie za rok - na koncertach, na Krakenie, na SPECJALu i Jagerze i może na metalowym disco, jak siły pozwolą :lol: Ave Mystic! Ave Sanatorium! PPP, PPP!

A w sumie dorzucę jeszcze Mystic w liczbach :D

Liczba zobaczonych koncertów (min. 15 min lub 3 kawałki): 47
Liczba koncertów, które chciałem zobaczyć, a nie wyszło: 3 (Zemial, Skeletal Remains, Faetooth)
Liczba artefaktów: 1 :( (znalazłem na ziemi kostkę Bewitchera :D)
Liczba godzin spędzonych podczas koncertów: ponad 50
Liczba wytuptanych kroków od środy do sobotniej nocy: 74 969
Liczba wkurwionych przeze mnie ludzi: co najmniej 3
Liczba wypitych SPECJALi: inf

Z racji, że bawiłem się z wami wyśmienicie, każdemu z osobna dziękuję (kolejność losowa): Sardi, pz, Czystezlo, Schizoid, Żelazny, Browar, manichean, Beny82, Szpara, Dzosef. Pozdrawiam też Zdana, z którym udało się zamienić parę słów (oczywiście jak to zwykle bywa, większość z nich to była obraza w moją stronę :lol:). No i mignął mi bartek_ - młody miałeś mnie zabrać na SPECJALa ;) To było wielkie, dzięki wszystkim!
#blackcocker2023

Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.

07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)

***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
Awatar użytkownika
johnny_o
Ten, Który Czyta Wszystko
Posty: 9574
Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
Skąd: Prawie Warszawa

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: johnny_o »

Matuchno, buzie w tym tekstu widzę! Jutro, obiecuję ;)
Awatar użytkownika
Schizoid
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 13235
Rejestracja: śr cze 25, 2014 3:01 pm

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: Schizoid »

O kurdebele, zupełnie zapomniałem, że wysyłałem ci kiedyś Fire, ale to w takim razie musiało się zdarzyć jakoś w okolicach młodości Arthura Browna, bo zazwyczaj kojarzę, komu co podsyłam :lol:

As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Awatar użytkownika
kam
-#Weekend Warrior
-#Weekend Warrior
Posty: 2627
Rejestracja: pt gru 02, 2011 5:27 pm
Skąd: Stolica

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: kam »

To i ja dorzucę swoje kilka słow, jako że własnie wróciłem do domu.

Niestety z racji braku urlopu i innych planów wyjazdowych nie byłem w stanie pojechać na cały festiwal. Podobnie jak w 2023 i 2024 roku, tak i teraz przybyłem dumnie na jeden dzień chcąc zaliczyć jak najwięcej. W sumie łyknąłem 9 pełnych koncertów, na których mi zalezało. Mogłbym więcej, gdybym wyszedł np. z Vadera przed jego końcem i pobiegł na kawałek MOL, z którego musiałbym się urwać, żeby dobić na Pentagram, ale jestem purystą koncertowym i staram się zaliczać gigi od początku do końca, zeby móc potem bez wstydu spojrzeć w koncertowy kajet, który prowadzę. Naprawdę musi być chujowo, żebym wyszedł z czegoś wcześniej niż planowałem, ale nieważne. Po kolei:

1. Bad Touch
Celowałem tak, żeby przyjśc akurat na start ich koncertu, ale kiedy mijałem głowną bramę jeszcze przed 15.30 to słyszałem, że już grają. Zaczęli zatem przed czasem. Słuchałem ich wcześniej, więc znałem mniej więcej co grają i bardzo mi podeszli na żywo. Dobre prawie 30 minut żywiołowego koncertu. Zdecydowanie do powtórki, jeśli by zawitali ponownie do PL.

2. Employed to Serve
Tym koncertem zainaugurowałem swoją obecność na Park Stage. Nie dość, że ta wokalu była grubaska, to jeszcze ja po prostu nie lubię metalcore'u więc się trochę wynudziłem.

3. Bokassa
Szybki transport z Park Stage ponownie pod Desert Stage, żeby obczaić na żywo Norwegów. Podobnie jak w przypadku Bad Touch, przesłuchałem ich twórczość wcześniej i nie byłem jakoś zachwycony. Natomiast na żywo lepiej to brzmiało niż studyjnie, więc daję względną okejkę.

4. Katla
Wbiłem szybko na Duńczyków, bo to był pierwszy koncert tego dnia, na którym mi rzeczywiście zalezało. Czytając wasze relacje nt. Sauna Stage nie chciałem wchodzić zbyt głęboko w salę, więc strategicznie stanąłem sobie blisko wyjścia. Poczatkowo był ścisk, ale w miare upływu koncertu coraz więcej narodu wychodziło na zewnątrz. Tym samym ja zyskiwałem miejsce i komfort, a pod koniec koncertu to już w ogóle prawie stałem prawie panisko z pędzlem na wierzchu. Takie luzik. Katla zaorała. Absolutnie świetny koncert, energiczny, z pierdolnięciem. Tego właśnie szukam muzie i bardzo liczę na ich szybki powrót do PL. Swoją drogą czy w zeszłym roku nie było tak, że można było z Shrine Stage przejść na Sabbath? Była chyba otwarta ściana po prawej stronie sali, co dawało po prostu większość przestrzeń.

5. Slomosa
Kolejny norweski najazd na Danzig. Ten koncert też mi zapadnie w pamięc, bo po pierwsze bardzo na niego czekałem (sam polecałem ten band w wątku "Ostatnio odkryłem), a po drugie oni po prostu zagrali bardzo dobrze. Solidne stonerowe granie. Wokalista w koszulce Kylesa, który to zespoł zresztą słychać na tych 2 albumach Slomosa. To był pierwszy ich koncert w Polsce (drugi już na jesieni w Warszawie). Dobry to był 'support' jeśli tak to można nazwac przed głowną gwiązda Desert Stage, czyli leśnego dziadka, który był już jedną nogą w grobie niezliczoną liczbę razy.

6. Vader
Ale zanim Pentagram, to szybki przemieszczanie się pod Park Stage na występ Vadera, gdzie poczułem po raz pierwszy tego dnia frekwencję festiwalowej soboty. Rzeczywiście było już dużo ludzi o tej porze. Co do Vadera to trochę wstyd się przyznać, ale ostatni raz widziałem ich chyba 2013 albo 2014 kiedy grali w Stodole. Od tamtej pory jakoś omijałem ten zespoł, więc tym bardziej się cieszyłem, że miałem po latach zobaczyć ich ponownie. W każdym razie zajebscie, że odegrali w całości Litany i cała sztuka zagrana solidnie. Beka, że jakis ojciec miał na barkach córkę, dziewczynkę w wieku może 6-8 lat, która się srogo gibała w rytm muzyki. Mystic - rodzinny festiwal z miłą atmosferą i muzyką, która idealnie pasuje do sobotniego obiadu.

7. Pentagram
Po Vader miałem około 20 min, żeby zjeśc fryty belgijskie i zapic colą zero. Jak tylko zapchałem kichę to ponownie wbiłem pod Desert Stage, żeby zając dogodne miejsce na najważniejszy chyba dla mnie koncert tej soboty. Miałem obawy co do formy Bobby'ego, dziadek ma w końcu 71 lat i przecpał chyba wszystko co istniało na świecie w jego primetime. Natomiast mój strach związany z poziomem koncertu został rozwiany po kilku minutach. Co za sztos ten występ, który zaczął się o 20:27, a skończył zgodnie z harmonogramem o 21:25. Od początku do samego końca gig na pełnej petardzie i wielu młodszych wokalistów mogłoby pozadrościć zaangazowania. Genialny pałker również robił robotę. Bardzo jestem zadowolony, że udalo mi się złapać na zywo Pentagram. Tym bardziej, że to był dopiero 2 ich koncert w Polsce. Chciałoby się powiedzieć ostatni, ale widząc formę dziadka to mam nadzieję, że jeszcze do nas przyjedzie kilka razy zanim się przekręci.

8. Blood Fire Death
Nie miałem żadnych oczekiwan, słabo znam Bathory, więc byłem tam dlatego, że w tym czasie nic innego nie grało, co by mnie interesowało. Ponownie tłum pod Park Stage i sporo 'die-hard' fanów wsród publiki dało sie zauważyć. Szybko minęło te 70 min. Mialem niezła bekę jak wyskoczył Darski na scenę, bo kompletnie się nie spodziewałem. Zaspiewał chyba lepiej niz niektóre kawałki w Behemoth, a wokół mnie nie słychac było gromkiego 'Wypierdalaj' , o którym wspominaliście. Widziałem natomiast jak latały buty w powietrze, które ktoś musiał stracić w moshpit. Trochę chujowo chyba jednak w błocie i deszczeu na boso, ale może nie doceniam hardkorów i ich upodobań. Albo po prostu jestem juz za stary.

9. Sepultura
Nadszedł czas na headlinera (?) soboty. Sepultury nie znam mocno, ledwie parę kawałków kojarzę. Chyba nigdy nie przesłuchałem żadnej płyty w całości, ale nie mam czego żalować. Męczący dla mnie koncert, który nie zrobił większego wrażenia. Do tego pierwszy utwór zarżnięty kompletnie pod wzlędem dzwiekowym. Wokal strasznie cicho, nic prawie nie było słychać. Dopiero potem zaczeło sie poprawiać i jako tako to wszystko brzmiało. Miałem poczucie ulgi jak poleciało 'Roots Bloody Roots', bo wiedziałem, że zaraz koniec tej chujni. To czy Sepultura grała 90 min, czy dostaliby 40 min to nie zmieniłoby w ogóle mojego podejścia i zdania. Nie przepadałem za nimi nigdy i drugi raz na koncert na pewno nie pójdę. Tyle, że odhaczyłem sobie w kajecie i pozycja zaliczona.

Po Sepulturze miałem w planach jeszcze Tiamat, ale poczułem już zmęczenie całym dniem i do tego pod koniec Sepultury zaczeło znów padać. Uznałem, że to mój czas i obrałem azymut do hotelu.

Na szczęscie deszcz nie był jakoś uciązliwy w ciągu całego tego dnia. Siąpiło co jakiś czas, ale nie było oberwania chmury, czego się się obawiałem. Rok temu przed Chelsea Wolfe tak mnie zlało, że mnie nawet gacie mokre. Teraz nie bylo tak źle. Dodatkowo fajnie, że przenieśli w końcu ten Desert Stage w miejsce, gdzie jest więcej przestrzeni, a nie kombinacja 3 scen (Shrine, Sabbath i Desert) jak w poprzednich latach, gdzie ścisk był kurwa nie do wytrzymania. Nie wyobrazam sobie, żeby Pentagram, który zebrał pokazną publikę miał zagrać na poprzedniej wersji Desert Stage.

Cieszę się, że dotarłem po raz 3 na Mystic. Na pewno nie ostatni, na pewno za rok jestem ponownie w Danzig, bo mimo jakiś mankamentów tego festiwalu to lubię te miejscówę i ten klimat. Początek czerwca już na stałe kojarzy mi się z wyjazdem nad morze i dobrą muzą.

Oczywiście podobnie jak kolega Caracalized żaluje, ze z nikim z Was sie złapałem w tę sobotę. Szkoda, miło byłoby mi w końcu poznać osobiście zacną ekipą sterującą okrętem Sanatorium. Licze, że bedzie jeszcze kiedyś okazja. Bywamy wszyscy na wielu wspólnych gigach w PL i nie tylko w PL zresztą.
https://www.last.fm/user/kamooo
Awatar użytkownika
gumbyy
ZASŁUŻONY SANATORIANIN
Posty: 16718
Rejestracja: śr cze 01, 2005 1:49 am
Skąd: Wrocław

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: gumbyy »

Super relacje :)
www.MetalSide.pl
Deleted User 8263

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: Deleted User 8263 »

W sumie biorac pod uwagę ten nowy pomysł Mystica na siebie, czyli mniejsi headzi ale więcej dobrego w drugim i trzecim rzędzie, to sytuacja w której na wiele scen nie da się dostac jest po prostu kuriozalna.

Marzy mi się powrót do Krakowa. Moze dałoby się zbudować na zewnatrz sceny namiotowe. A może Bemowo? Stocznia niestety nie działa.

Cześć relacji już nadrobiłem, reszte pewnie jutro na Halestorm. Super się to czyta, az tęsknię za jezdzeniem na festiwale. Niestety priorytety, a marzy mi się kiedyś znowu lato typu Mystic, Graspop, Mor, Alcatraz itd

Sam chyba nie będę nic pisał bo widziałem z barierki dwa zespoly i jeden z daleka. Opeth czwarty raz w tym roku, więc nie wzbudzil już takich emocji. King - klasa, ale po Bostonie w Halloween nie moglo być lepiej. No i WASP widzialem i słyszałem, ale to tyle, dzięki organizatorom

@blackcocker ty chuju nie pozdrowiles mnie
Awatar użytkownika
blackcocker
-#Moderator
-#Moderator
Posty: 12617
Rejestracja: czw cze 14, 2018 9:04 pm
Skąd: HerbacianePolaBatumi

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: blackcocker »

Dzisef, ty chuju - nadrobiłem i pozdrawiam! Intro Sorceress jednak było WIELKIE, a wyleciało mi to totalnie z głowy
#blackcocker2023

Najlepszą prozę pisze życie.
Ostatni jest wtedy, kiedy idziesz rzygać.
Nic nas nie zatrzyma.
Jak się ma dupę, to trzeba powiedzieć "dupa".
Twoje jebie, ale że śmierdzi.

07: Opeth, Opeth
08: Judas Priest, Savatage
09: Antimatter(?)

***OFFICIAL PAULINA DAMASKE FANKLUB***
nugz
SMERF MARUDA
Posty: 11507
Rejestracja: ndz lip 15, 2018 10:08 pm

Re: 04-07/06/2025 - Mystic Festival - Gdańsk

Post autor: nugz »

Do śniadania bym Was poczytał, jest jakiś dobry lektor online, bez limitu znaków? ;)
ODPOWIEDZ