Ogólnie o koncertach
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
- johnny_o
- Ten, Który Czyta Wszystko
- Posty: 9569
- Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
- Skąd: Prawie Warszawa
Re: Ogólnie o koncertach
Na DP nie ma szans w lipcu, ale o bilety na JP na pewno możesz być spokojny. Natomiast nie orientuję się w warszawskiej scenie hotelowej, ale może Ci Caracal podpowie
Ja jeszcze nie wiem czy dam radę być na tym gigu, ale w razie czego bardzo chętnie się spotkam.
Re: Ogólnie o koncertach
Nocowałem w takim jednym niedaleko, kilka razy. Może tam się coś znajdzie, nie chce pisać nazwy, bo potem komuś podsunę pomysł a jakbym jechał to się okaże że już tam miejsc nie będzie :>
Zajzajer on the Road 2026:
Re: Ogólnie o koncertach
To nawet ja planuję Priest, przynajmniej na teraz, co jeszcze niewiele oznacza, ale chociaż mam bilet.
- Caracalized
- -#Moonchild

- Posty: 1951
- Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
- Skąd: Catland
Re: Ogólnie o koncertach
Ja na Bookingu zawsze sobie noclegi rezerwuję i sugerowanie jakobym był jakoś bardzo zaznajomiony z jakąkolwiek "sceną hotelową" to lekka przesada, bo rzadko kiedy zwracam uwagę na nazwę obiektu, chyba że naprawdę warunki mi się spodobają albo jest wyjątkowo słabo, to wpisuję sobie na czarną listę, by w przyszłości unikać, ale tak to po prostu jak najbliżej miejsca jakiegoś koncertu staram się czegoś poszukać i z ocenami od 7,5+, z niższymi nie chcę ryzykować (tylko na nocleg w Danii zaryzykowałem, bo tam zajebiście drogo jest). I tak, na JP znalazłem sobie miejscówę 25 minut piechotą od Torwaru, ale też nie powiem głośno gdzie, by nikogo nie zachęcać do zbytniej socjalizacji. Jak ktoś nie wie, to na tej stronie można sobie punkt orientacyjny w wyszukiwarce wpisać od razu i wyszuka Wam noclegi od najbliższej odległości od interesującego Was punktu, w omawianym przykładzie Torwaru 
A poza kwestią noclegową, Ty nie miałbyś Zajzajer jakiegoś autobusu albo pociągu około północy do Krakowa? Bo ja nawet do siebie mam ok. 23:45 albo 00:10 (raz takim jechałem) i może sam nawet bym wrócił tak po tym koncercie, ale wolę chyba jednak pospać po tak intensywnym tygodniu jaki mnie wtedy czeka i następnego dnia wrócić do siebie, by znaleźć się w robocie na nocy (oh yeah). No i że to evil nation organizuje to pewnie i tak i tak plecak musiałbym do depozytu oddawać, więc wolę już sobie go w mieszkaniu zostawić i im nie płacić. Wczoraj na Metallikę pojechałem bez plecaka i przeżyłem jakoś xD
A poza kwestią noclegową, Ty nie miałbyś Zajzajer jakiegoś autobusu albo pociągu około północy do Krakowa? Bo ja nawet do siebie mam ok. 23:45 albo 00:10 (raz takim jechałem) i może sam nawet bym wrócił tak po tym koncercie, ale wolę chyba jednak pospać po tak intensywnym tygodniu jaki mnie wtedy czeka i następnego dnia wrócić do siebie, by znaleźć się w robocie na nocy (oh yeah). No i że to evil nation organizuje to pewnie i tak i tak plecak musiałbym do depozytu oddawać, więc wolę już sobie go w mieszkaniu zostawić i im nie płacić. Wczoraj na Metallikę pojechałem bez plecaka i przeżyłem jakoś xD
Re: Ogólnie o koncertach
Wiesz co jak ostatnio byłem w WWA na Dave Matthews Band to kończyli grać o 23:30 gdzieś, a coś było o 00:10 faktycznie ale z centralnego, nie chciałem ryzykować, byłem z ojcem. Poszliśmy spać, tutaj też planuję nocleg jak coś.
Nugz - jak masz bilet i u mnie wypali, to koniecznie musimy się spotkać na Curly jak ktoś chętny
Nugz - jak masz bilet i u mnie wypali, to koniecznie musimy się spotkać na Curly jak ktoś chętny
Zajzajer on the Road 2026:
- Caracalized
- -#Moonchild

- Posty: 1951
- Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
- Skąd: Catland
Re: Ogólnie o koncertach
JP dłużej niż do 22:30 raczej nie powinno grać.
Re: Ogólnie o koncertach
Nie wiem boje isę że będzie zapchane, np na A7X z Wro to pociągi o 1 i 3 w nocy miały tylko miejsca stojące juz, nie chcialo nam sie stac tyle godzin w podróży, wrócilismy po 6;30 chyba nad ranem, pełno ćpunów, żulów i bezdomnych i szczurów, ale to jak wszędzie. A dlatego jechalismy tym pociagiem wtedy, bo miesiąc przed kupowaliśmy.
Zajzajer on the Road 2026:
- Caracalized
- -#Moonchild

- Posty: 1951
- Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
- Skąd: Catland
Re: Ogólnie o koncertach
Miesiąc wcześniej kupiliście bilet na pociąg, a pozostałe były zapchane już? Dziwne... ja w większości przypadków miesiąc przed opłacam sobie przejazd, bo w intercity wcześniej nie kupisz biletu i wtedy też przy okazji sprawdzam se flixbusy lub neobusy jak jest za drogo lub nie ma pociągu powrotnego o stosunkowo normalnej godzinie. Na Metallikę miesiąc wcześniej zapłaciłem 19 zł za pociąg do Chorzowa, zajebista cena, ale na powrót z Katowic już musiałem wydać 60 coś niestety, flixbus o 1:20 już był pełny, ale opłaciłem sobie neobusa, który akurat pół godziny wcześniej był. Jakoś mi nie przyszło do głowy, by wcześniej sobie przejazd na Metę opłacić, no ale jednak mi się udało xD Tylko na zagraniczne wyjazdy wcześniej przejazdy opłacam, na ZZ Top w obie strony sobie załatwiłem pociąg, mam bezpośrednio do tych Pardubic, a na Coopera prawie opłaciłem, bo łudzę się, że flix z Krakowa może stanieje 
Re: Ogólnie o koncertach
Inv, zależy, jak się zachowasz z Death, bo z Exo w chuj podpadłeś
Generalnie, będę celował w spotkanie w jakimś gronie i jeśli planety się ułożą, to napiszę do Schiza o kontakt, żeby się łapać gdzieś na Łazienkowskiej 
Re: Ogólnie o koncertach
Tata nie lubi autobusów
jak raz wracaliśmy z DT ostatnio z Łodzi z takim gościem co spał 3 godziny, bo dzień wcześniej był na Vomitory na Słowacji, to już ledwo to przeżył, bo się bał, że będzie wypadek. Powiedział, że ostatni raz, kiedyś jak byliśmy młodsi to jeszcze jeździliśmy samochodem z Wujkiem np albo kolegą ojca, sprawdzeni kierowcy.
Zajzajer on the Road 2026:
- Caracalized
- -#Moonchild

- Posty: 1951
- Rejestracja: śr maja 21, 2025 4:53 pm
- Skąd: Catland
Re: Ogólnie o koncertach
Tylko wiesz, że pociąg też może się wykoleić albo mieć jakiś inny wypadek? Zawsze istnieje ryzyko, że coś niedobrego się stanie niezależnie od środka transportu. Jak ktoś się boi podróży to właściwie lepiej, aby został w domu i nie miał zmartwień związanych z nimi 
Re: Ogólnie o koncertach
No niestety, ale zarówno ja, jak i ojciec twierdzimy, że w pociągu większe szanse niż w osobówce :> do tego tata nie wsiądzie do samolotu.
Zajzajer on the Road 2026:
Re: Ogólnie o koncertach
Ostatnio dzień po dniu byłem na dwóch rewelacyjnych koncertach w Germanii na Stranger/Tyrant/Gravestone oraz dzien później w Budapeszcie na Totalis Metal. I własnie o tym drugim koncercie chciałem napisać kilka słów, jak rewelacyjna może być organizacja koncertu. Jeśli ktoś zna węgierski Pokolgep, to w oryginalnym jego składzie został tylko założyciel. Pozostali byli członkowie Pokolgep (dwóch wokalistów) założyli projekt Totalis Metal od nazwy debiutanckiej płyty Pokolgep. Koncert był szczególny, bo upamiętniał 40-lecie wydania debiutanckiego albumu. Wyszedłem z niego absolutnie zachwycony. Po pierwsze prognozy pogody były niesprzyjające i faktycznie cały dzień lało. Dlatego przesunięto godzinę otwarcia z 17.00 na 16.00, aby ludzie nie stali w kolejce na deszczu. Proste a genialne. Koncert miał miejsce pod wielkim zadaszonym namiotem, więc połowa tego namiotu przy scenie była zablokowana barierkami, a druga połowa otwarta, aby ludzie mogli się schronić. 0 17.00 po prostu zdjęto barierki udostępniając całość płyty dla publiczności.
Kwestia druga....bilety VIP, owszem były, ale dotyczyły one osób, które chcą w ramach biletu się najeść, napić i posiedzieć w wydzielonej strefie. Spotkanie z zespołem...proszę bardzo dostępne dla wszystkich o 17.30 podobnie jak na Keep It True, zespół wychodzi, grzeczna kolejka podpisują, chwilę gadają...można zrobić selfie, chociaż jest barierka oddzielająca kolejkę od kapeli....można...można....oczywiście mnóstwo food trucków, piwa i wszelakich alkoholi. Nie znam węgierskiego, ale Węgrzy to specyficzna publiczność. Przede wszystkim bardzo głośno śpiewają....głośniej niż Polacy....kolejna rzecz...to wokaliści zapowiadając utwory deklamują jakiś urywek tekstu, a cała publika podchwytuje i deklamuje resztę. I dopiero potem następuje początek utworu. Nie ma w Polsce kapeli, która ma taką publikę i rozmach jak Totalis Metal....chyba, że Nocny Kochanek o ile zakwalifikujemy go pod metal, ale to też inna publika. Pewnie stary Kat w latach 80-tych miał podobny fanbase. Ten koncert generalnie miał w sobie wiele z lat 90-tych...dużo energii i paradoksalnie mało komórek w górze. Oczywiście alkohol zrobił swoje i mnóstwo ludzi było nawalonych Unicumem - węgierskim odpowiednikiem Jagermeistera. Muzycznie też absolutna rewelacja, setlista jest na amerykańskim portalu. Z pewnością jesli tylko Totalis Metal będzie grał koncert na Węgrzech w pasującym terminie, to się wybiorę...może też nauczę się chociaż odrobiny węgierskiego do tego czasu. A całe zafascynowanie Totalis Metal i starym Pokolgep wzięło się z zupełnie przypadkowego przesłuchania fragmentu płyty Ejszakai Bevetes oraz odsłuchania streama z Keep It True. Ten koncert został nagrany i być może będzie wydany, bo pirotechniki i efektów nie żałowano. Tak więc pozostaje czekać, aż video ujrzy światło dzienne.
Kwestia druga....bilety VIP, owszem były, ale dotyczyły one osób, które chcą w ramach biletu się najeść, napić i posiedzieć w wydzielonej strefie. Spotkanie z zespołem...proszę bardzo dostępne dla wszystkich o 17.30 podobnie jak na Keep It True, zespół wychodzi, grzeczna kolejka podpisują, chwilę gadają...można zrobić selfie, chociaż jest barierka oddzielająca kolejkę od kapeli....można...można....oczywiście mnóstwo food trucków, piwa i wszelakich alkoholi. Nie znam węgierskiego, ale Węgrzy to specyficzna publiczność. Przede wszystkim bardzo głośno śpiewają....głośniej niż Polacy....kolejna rzecz...to wokaliści zapowiadając utwory deklamują jakiś urywek tekstu, a cała publika podchwytuje i deklamuje resztę. I dopiero potem następuje początek utworu. Nie ma w Polsce kapeli, która ma taką publikę i rozmach jak Totalis Metal....chyba, że Nocny Kochanek o ile zakwalifikujemy go pod metal, ale to też inna publika. Pewnie stary Kat w latach 80-tych miał podobny fanbase. Ten koncert generalnie miał w sobie wiele z lat 90-tych...dużo energii i paradoksalnie mało komórek w górze. Oczywiście alkohol zrobił swoje i mnóstwo ludzi było nawalonych Unicumem - węgierskim odpowiednikiem Jagermeistera. Muzycznie też absolutna rewelacja, setlista jest na amerykańskim portalu. Z pewnością jesli tylko Totalis Metal będzie grał koncert na Węgrzech w pasującym terminie, to się wybiorę...może też nauczę się chociaż odrobiny węgierskiego do tego czasu. A całe zafascynowanie Totalis Metal i starym Pokolgep wzięło się z zupełnie przypadkowego przesłuchania fragmentu płyty Ejszakai Bevetes oraz odsłuchania streama z Keep It True. Ten koncert został nagrany i być może będzie wydany, bo pirotechniki i efektów nie żałowano. Tak więc pozostaje czekać, aż video ujrzy światło dzienne.
15.08 Rock Castle (Running Wild), 23.08 Turbo - Śląskie Larmo, 21.09 Lady Pank - Opole, 08.11 Mikkey Dee - Oslo
Re: Ogólnie o koncertach
kibicuję Ci w tem postanowieniu, ale rozumienie słów napisanych to jedno, wymawianych to drugie. A trzecie to mówienie w tym języku
Najbliższe koncerty w 2026: White Buffalo, Hollywood Vampires, Doogie White, Blaze Bayley, Mostly Autumn weekend, Hallas, Coroner, Deep Purple, Quidam, Europe, Maiden United, Still of the Night ...
Re: Ogólnie o koncertach
Ci z Was, którzy uważnie czytają forum, wiedzą, że prawie rok temu wybraliśmy się z żoną na Openera, żeby zobaczyć Linkin Park. To był świetny koncert i stwierdziliśmy, że trzeba to będzie powtórzyć. Dodatkowo odświeżajac dyskografię przed i po openerowym koncercie, spowodowaliśmy, że LP trafiło do top ulubionych zespołów naszych dzieci. Dlatego w tym roku postanowiliśmy zabrać je ze sobą. Wybór padł na otwarcie trasy w Sztokholmie, gdzie oczekiwaliśmy skandynawskiego spokoju na publiczności, jednocześnie ogarniając temat prezentu na dzień dziecka. Bilety wyszly koszmarnie drogo, bo jak podjęliśmy decyzję i wybraliśmy miasto, to już nie było zbyt dużego wyboru - trybuny na końcu stadionu lub vipowskie pakiety do pita. Decyzja mogła być tylko jedna. W końcu nie będziemy lecieć do Sztokholmu oglądać Linkin Park na siedząco i przez lornetkę (co prawda tuż przed koncertem w sprzedaży pojawiły się też zwykłe bilety do pita, ale trudno). Inne elementy wyjazdu postanowiliśmy potraktować bardziej budżetowo, ale też nie do końca wyszło. W sumie tanio wyszedł tylko lot irlandzkim bydlowozem z Gdańska. Pendolino do Gdańska (akurat nie mogliśmy skorzystać z samochodu) i hotel na lotnisku (do Sztokholmu dolecieliśmy dzień przed koncertem o 23) do tanich nie należały.
Przed wylotem na koncert najedliśmy się trochę stresu. Bilety kupowaliśmy przez szwedzkie axs. Mają swoją aplikację, kody QR tylko z niej, odświeżane co jakiś czas. Na początku tygodnia żona chciała się zalogować do aplikacji i... dupa. Błędne hasło. Kilka prób, reset hasła. Nic nie pomaga. Cały czas komunikat o błędnym haśle. W końcu okazało się, że problemem leży po stronie dostępu do netu. Korzystając z danych mobilnych nie dało się zalogować. Nie wchodziliśmy w szczegóły, więc nie wiem czy to kwestia polkomtela, czy wykrycie, że połączenie jest spoza Szwecji. Nie działało i tyle. Po wifi bez problemu. Niestety po jakimś czasie niekorzystania aplikacja się automatycznie wylogowuje. Było trochę stresu w kolejce czy podczas sprawdzania biletu wszystko będzie w porządku. Na szczęście się udało bez problemów. Okazało się jednak, że nie tylko my mieliśmy taki problem. Gdy zaczęli wpuszczać EE pojawiła się para, która miała identyczny problem. Dziewczyna nie mogła się zalogować do aplikacji. Miała chyba potwierdzenie zakupu czy coś. Odesłali ją do punktu biletowego, żeby tam jej pomogli ogarnąć temat. Strasznie słabe.
Ale wróćmy do wyjazdu. Po obfitym śniadaniu, które miało dostarczyć energii na cały dzień zostawiliśmy plecaki z ciuchami w schowku na lotnisku i pojechaliśmy w kierunku 3Arena. Nie musieliśmy być jakoś bardzo wcześnie, bo nie mieliśmy biletów EE (te kosztowałyby jeszcze z 2k więcej), ale dziewczyny chiały być możliwie blisko, więc trochę pokolejkowaliśmy. Poza tym zdobyły w ten sposób cenne doświadczenie bezsensownego siedzenia na słońcu
Dużych tłumów nie było, nawet w kolejce do EE dopiero na godzinę przed otwarciem bramek EE zaczęło robić się tłoczno. Ostatecznie wpuścili nas na teren stadionu z 20 minut przed czasem, dzięki czemu odebraliśmy nasze pakiety (straszne gówno) jeszcze przed oficjalnym otwarciem bramek.
W środku zajęliśmy miejsce w drugim rzędzie na środku długości wybiegu, żeby mieć dobry widok na scenę oraz wybieg (wydaje mi się, że na Open'erze więcej z niego korzystali). Po godzinie na scenie pojawił się pierwszy support. Phantogram. Babka z gościem, klawisze. No może @kam czy @Shedao doceniliby ich występ, dla nas to było po prostu nudne, ale jeszcze do wytrzymania. Grali pół godzinki, potem 15 minut przerwy i na scenie zameldowało się Clipse. No to był występ, po którym spokojnie możnaby zostać rasistą. Klasyczne z deszczu do szamba. Trzech szczekających Murzynów, obwieszonych łańcuchami i jedna maszyna do wydawania dźwięków. Oni dostali niestety aż 45 minut. Młode stwierdziły, że zamiast tego wolałyby jeszcze z 2 godziny posiedzieć na nagrzanych schodach przez stadionem
Tutaj kilka słów o organizacji. Ochrona cały czas czuwała i widać było, że jest tam do zapewnienia bezpieczeństwa. Mieli bidony z wodą i co jakiś czas sprawdzali czy ktoś z publiczności nie potrzebuje nawodnienia. Ludzie nawet dalej od barierek podchodzili po łyka wody, a potem grzecznie wracali na swoje miejsce. Gdy podczas występu Clipse stałem chwilę ze spuszczoną głową (tęsknie wspominając koncert Conana Greya przed LP na Open'erze), ochroniarz podszedł zapytać czy wszystko ok. Nie, nie było ok, ale gości ze sceny by raczej nie wygonił, więc go okłamałem, że wszystko w porządku. Ruchów wśród publiczności za dużo nie było. Spokojnie można było wyjść po coś do picia czy kibla i wrócić, ale gdy ktoś "nowy" próbował się przepchać, to raczej był zdecydowanie stopowany przez stojącą publiczność.
Wreszcie, punktualnie o 20:45... zaczęło się dziesięciominutowe odliczanie do koncertu gwiazdy wieczoru. Od razu mocno. Emptiness Machine, Lying From You, Crawling rozruszało publiczność, a przynajmniej jej słowiańską część.
Koło nas stała para ze wschodu (nie wiem jak dalekiego, bo nie rozróżniam ruskich narzeczy) i byli zdecydowanie najbardziej aktywnymi obok nas uczestnikami koncertu. Śpiewali chyba wszystko jak leci, a nadążyć z tekstem za Mikiem nie jest łatwo. Nie żeby poza tym było jakoś drętwo, Hindusi po lewej też się bawili, śpiewając refreny. Potem pojawili się jacyś młodzi Szwedzi, którzy byli bardziej aktywni. Jednak na początku dominowały telefony w górze. Bardziej aktywna była publiczność po drugiej stronie wybiegu. Tam był pit z EE dla fanklubu. Goście na barierce lecieli pełnymi tekstami numerów, aktywnie machając łbami. Następnym razem zdecydowanie trzeba udać na tamtą stronę hali. Podczas Two Faced (mniej więcej połowa seta) Mike wracając z końca wybiegu wyraźnie zażyczył sobie mosh pitów. No cóż ciężko nie słuchać artysty. Nawet spokojni Skandynawowie ruszyli dupy i zrobili kółeczko. Byliśmy z dziećmi, ale jakoś ciężko było się powstrzymać. Żona od razu ruszyła w tany. Ja wkopałem nasze plecaki dzieciakom pod nogi, powiedziałem, że "zaraz wrócę" i poszedłem w jej ślady. Było krótko, kulturalnie, ale intensywnie. Musiałem wyjść z mosha przed końcem numeru, żeby spokojnie wrócić na miejsce koło dziewczyn. Udało się. Młode też przeżyły, chociaż dwa razy tłum je wepchnął w barierki (siłą bezwładności). Na szczęście były w drugim rzędzie, więc miały bufor w postaci młodych Szwedek. Po moshu trochę się zagęściło, zmieniła się też publiczność koło nas. Trafiła się jakaś najebana baba, która dość intensywnie pchała i machała łapami (to już była rogacizna), więc musiałem wepchnąć rękę na barierkę, żeby oddzielić ją od córki. Dziewczyna barierce przed nami rozumiała o co chodzi i zwolniła mi kawałek miejsca na oparcie dłoni. Najebuska poryła z półtora numeru, po czym rzuciła "hey, it's Linkin Park's concert people" i sobie poszła
Dalej było juz raczej spokojnie. Ciaśniej, ale nikt się nie pchał (aż do momentu rzutu pałeczką
). Publiczność bardziej śpiewająca się trafiła po wymieszniu i zabawa była dobra. Mike w trakcie koncertu zszedł do fosy poprzybijać piąteczki i moje młode się załapały, więc dodatkowy plus.
Po koncercie ewakuacja do metra całkiem sprawna. Wychodząc z sali można było jeszcze zgarnąć kubek darmowej wody. Kolejka do metra spora, ale sprawnie szło ładowanie wagonów. Na noc po koncercie nie mieliśmy noclegu (wylot powrotny był o 5:45, więc trochę się nie opłacało). Metrem dotarliśmy do stacji pociągów do Marsty, a stamtąd busem na Arlandę. Na stacji w Sztokholmie trafiła nam się abstrakcyjna sytuacja. Szliśmy po peronie, gdy moja córka (zupełnym przypadkiem w bluzie swojego ulubionego szwedzkiego zespołu - dobrze, że nie kupiliśmy jej bluzy LP na merchu), powiedziała "mamo, tam siedzi Zlatoyar". No i miała rację. Co prawda od dłuższego czasu już nie gra w Soen, ale okazał się być sympatycznym gościem i bez problemu zgodził się na foteczkę
Reszta wyjazdu była (dla odmiany
) dość męcząca. Na lotnisku o 1:30, do otwarcia security o 3:30 "spanie" na jakichś krzesłach i podłodze, potem przejazd busem na jakiś dziwny terminal na końcu lotniska (myślałem, że Modlin do zadupie, ale na Arlandzie chyba też się wstydzą, że Ryan u nich ląduje), potem bus w Gdańsku i pociąg do Warszawy - pendolino, bo akurat taki był najbliżej, a poza tym po nocy na lotnisku i godzinie w rajanie zasłużyliśmy na odrobinę komfortu. Wszyscy byliśmy koszmarnie zmęcznie. Młode co chwila zapadały w sen, ale chyba było warto skoro po powrocie do Warszawy zapytały "Czy pojedziemy na jeszcze jeden? Ale tym razem EE, żeby być na barierce" 
Na sobotę mieliśmy w planie (ale takim wstępnym, bo biletów nie kupowaliśmy) wybrać się na juwenalia posłuchać występu dwóch piosenkarzy: Krzysztofa "Zdrajcy metalu" Sokołowskiego z zespołem oraz Krzysztofa "Iron Maiden jest śmieszne" Zalewskiego. Niestety organizatorzy nie raczyli podać dokładnej rozpiski wydarzenia, a ja jak wreszcie o 14 położyłem się na małą drzemkę, to obudziłem się grubo po 18. Trudno. Szansa przepadła.
Przed wylotem na koncert najedliśmy się trochę stresu. Bilety kupowaliśmy przez szwedzkie axs. Mają swoją aplikację, kody QR tylko z niej, odświeżane co jakiś czas. Na początku tygodnia żona chciała się zalogować do aplikacji i... dupa. Błędne hasło. Kilka prób, reset hasła. Nic nie pomaga. Cały czas komunikat o błędnym haśle. W końcu okazało się, że problemem leży po stronie dostępu do netu. Korzystając z danych mobilnych nie dało się zalogować. Nie wchodziliśmy w szczegóły, więc nie wiem czy to kwestia polkomtela, czy wykrycie, że połączenie jest spoza Szwecji. Nie działało i tyle. Po wifi bez problemu. Niestety po jakimś czasie niekorzystania aplikacja się automatycznie wylogowuje. Było trochę stresu w kolejce czy podczas sprawdzania biletu wszystko będzie w porządku. Na szczęście się udało bez problemów. Okazało się jednak, że nie tylko my mieliśmy taki problem. Gdy zaczęli wpuszczać EE pojawiła się para, która miała identyczny problem. Dziewczyna nie mogła się zalogować do aplikacji. Miała chyba potwierdzenie zakupu czy coś. Odesłali ją do punktu biletowego, żeby tam jej pomogli ogarnąć temat. Strasznie słabe.
Ale wróćmy do wyjazdu. Po obfitym śniadaniu, które miało dostarczyć energii na cały dzień zostawiliśmy plecaki z ciuchami w schowku na lotnisku i pojechaliśmy w kierunku 3Arena. Nie musieliśmy być jakoś bardzo wcześnie, bo nie mieliśmy biletów EE (te kosztowałyby jeszcze z 2k więcej), ale dziewczyny chiały być możliwie blisko, więc trochę pokolejkowaliśmy. Poza tym zdobyły w ten sposób cenne doświadczenie bezsensownego siedzenia na słońcu
W środku zajęliśmy miejsce w drugim rzędzie na środku długości wybiegu, żeby mieć dobry widok na scenę oraz wybieg (wydaje mi się, że na Open'erze więcej z niego korzystali). Po godzinie na scenie pojawił się pierwszy support. Phantogram. Babka z gościem, klawisze. No może @kam czy @Shedao doceniliby ich występ, dla nas to było po prostu nudne, ale jeszcze do wytrzymania. Grali pół godzinki, potem 15 minut przerwy i na scenie zameldowało się Clipse. No to był występ, po którym spokojnie możnaby zostać rasistą. Klasyczne z deszczu do szamba. Trzech szczekających Murzynów, obwieszonych łańcuchami i jedna maszyna do wydawania dźwięków. Oni dostali niestety aż 45 minut. Młode stwierdziły, że zamiast tego wolałyby jeszcze z 2 godziny posiedzieć na nagrzanych schodach przez stadionem
Tutaj kilka słów o organizacji. Ochrona cały czas czuwała i widać było, że jest tam do zapewnienia bezpieczeństwa. Mieli bidony z wodą i co jakiś czas sprawdzali czy ktoś z publiczności nie potrzebuje nawodnienia. Ludzie nawet dalej od barierek podchodzili po łyka wody, a potem grzecznie wracali na swoje miejsce. Gdy podczas występu Clipse stałem chwilę ze spuszczoną głową (tęsknie wspominając koncert Conana Greya przed LP na Open'erze), ochroniarz podszedł zapytać czy wszystko ok. Nie, nie było ok, ale gości ze sceny by raczej nie wygonił, więc go okłamałem, że wszystko w porządku. Ruchów wśród publiczności za dużo nie było. Spokojnie można było wyjść po coś do picia czy kibla i wrócić, ale gdy ktoś "nowy" próbował się przepchać, to raczej był zdecydowanie stopowany przez stojącą publiczność.
Wreszcie, punktualnie o 20:45... zaczęło się dziesięciominutowe odliczanie do koncertu gwiazdy wieczoru. Od razu mocno. Emptiness Machine, Lying From You, Crawling rozruszało publiczność, a przynajmniej jej słowiańską część.
Po koncercie ewakuacja do metra całkiem sprawna. Wychodząc z sali można było jeszcze zgarnąć kubek darmowej wody. Kolejka do metra spora, ale sprawnie szło ładowanie wagonów. Na noc po koncercie nie mieliśmy noclegu (wylot powrotny był o 5:45, więc trochę się nie opłacało). Metrem dotarliśmy do stacji pociągów do Marsty, a stamtąd busem na Arlandę. Na stacji w Sztokholmie trafiła nam się abstrakcyjna sytuacja. Szliśmy po peronie, gdy moja córka (zupełnym przypadkiem w bluzie swojego ulubionego szwedzkiego zespołu - dobrze, że nie kupiliśmy jej bluzy LP na merchu), powiedziała "mamo, tam siedzi Zlatoyar". No i miała rację. Co prawda od dłuższego czasu już nie gra w Soen, ale okazał się być sympatycznym gościem i bez problemu zgodził się na foteczkę
Reszta wyjazdu była (dla odmiany
Na sobotę mieliśmy w planie (ale takim wstępnym, bo biletów nie kupowaliśmy) wybrać się na juwenalia posłuchać występu dwóch piosenkarzy: Krzysztofa "Zdrajcy metalu" Sokołowskiego z zespołem oraz Krzysztofa "Iron Maiden jest śmieszne" Zalewskiego. Niestety organizatorzy nie raczyli podać dokładnej rozpiski wydarzenia, a ja jak wreszcie o 14 położyłem się na małą drzemkę, to obudziłem się grubo po 18. Trudno. Szansa przepadła.
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Re: Ogólnie o koncertach
W zgodzie ze sobą, musiałem przestać czytać po pierwszym przecinku 
Re: Ogólnie o koncertach
Streszczę dla Ciebie: Było zajebiście, wróciliśmy koszmarnie zmęczeni. Ryanair to syf.
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
Re: Ogólnie o koncertach
Muszę sobie to zapamiętać przed Rushem za rok. Też mam w tym AXS bilety i już przy kupowaniu ich czułem nutę podejrzliwości względem tej stronypz pisze: ↑ndz maja 31, 2026 11:07 pm Korzystając z danych mobilnych nie dało się zalogować. Nie wchodziliśmy w szczegóły, więc nie wiem czy to kwestia polkomtela, czy wykrycie, że połączenie jest spoza Szwecji. Nie działało i tyle. Po wifi bez problemu. Niestety po jakimś czasie niekorzystania aplikacja się automatycznie wylogowuje.
Kojarzę tutaj z relacji forumowych z Deftones, że też tam wcisnęli na support jakiś „industrialny” rap. Dobór ni kij ni w oko. Coraz dziwniejsze kombinacje robią przed większymi artystami. Nawet wspomniany przez ciebie Zalewski: ma zagrać przed Jean Michel Jarrem, a to dość „egzotyczna” opcja przed old schoolową elektroniką
- Shedao Shai
- -#Rainmaker

- Posty: 6335
- Rejestracja: śr cze 01, 2011 8:30 pm
- Skąd: Wrocław
Re: Ogólnie o koncertach
Ja pindolę, aż sam poczułem zmęczeniepz pisze: ↑ndz maja 31, 2026 11:07 pm Po koncercie ewakuacja do metra całkiem sprawna. Wychodząc z sali można było jeszcze zgarnąć kubek darmowej wody. Kolejka do metra spora, ale sprawnie szło ładowanie wagonów. Na noc po koncercie nie mieliśmy noclegu (wylot powrotny był o 5:45, więc trochę się nie opłacało). Metrem dotarliśmy do stacji pociągów do Marsty, a stamtąd busem na Arlandę.
(...)
Reszta wyjazdu była (dla odmiany) dość męcząca. Na lotnisku o 1:30, do otwarcia security o 3:30 "spanie" na jakichś krzesłach i podłodze, potem przejazd busem na jakiś dziwny terminal na końcu lotniska (myślałem, że Modlin do zadupie, ale na Arlandzie chyba też się wstydzą, że Ryan u nich ląduje), potem bus w Gdańsku i pociąg do Warszawy - pendolino, bo akurat taki był najbliżej, a poza tym po nocy na lotnisku i godzinie w rajanie zasłużyliśmy na odrobinę komfortu.
Faktycznie niezła abstrakcja. Brawopz pisze: ↑ndz maja 31, 2026 11:07 pm Na stacji w Sztokholmie trafiła nam się abstrakcyjna sytuacja. Szliśmy po peronie, gdy moja córka (zupełnym przypadkiem w bluzie swojego ulubionego szwedzkiego zespołu - dobrze, że nie kupiliśmy jej bluzy LP na merchu), powiedziała "mamo, tam siedzi Zlatoyar". No i miała rację. Co prawda od dłuższego czasu już nie gra w Soen, ale okazał się być sympatycznym gościem i bez problemu zgodził się na foteczkę![]()

