01-04/07/2026 - Open'er Festival - Gdynia
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
- Shedao Shai
- -#Rainmaker

- Posty: 6340
- Rejestracja: śr cze 01, 2011 8:30 pm
- Skąd: Wrocław
Re: 01-04/07/2026 - Open'er Festival - Gdynia
Tomora to Aurora + chłop z The Chemical Brothers. Ciekawie się składa, bo akurat sporo słuchałem Aurory ostatnio i pomyślałem, że może by ją znowu zobaczyć. Aczkolwiek nie wiem, czy w takim wydaniu, bo ten ich pierwszy singiel bardzo mi się nie podoba.
Re: 01-04/07/2026 - Open'er Festival - Gdynia
+ Martin Garrix, LP, Matt Berninger, ¥ØU$UK€ ¥UK1MAT$U
Wrzucili Matta na 1 lipca, wiec dla mnie kompletna lipa, bo nie bede pierwszego dnia na tym fescie dla bananów.
Wrzucili Matta na 1 lipca, wiec dla mnie kompletna lipa, bo nie bede pierwszego dnia na tym fescie dla bananów.
https://www.last.fm/user/kamooo
Re: 01-04/07/2026 - Open'er Festival - Gdynia
Ogłosili jeszcze Kneecap, które według niedoszłych plakatów miało być na Impakcie. Ciekawe, czego tam znowu nie ogarnęli geniusze z evilnejszyn.
- johnny_o
- Ten, Który Czyta Wszystko
- Posty: 9578
- Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
- Skąd: Prawie Warszawa
Re: 01-04/07/2026 - Open'er Festival - Gdynia
+ Florence and the Machine na 01.07., do tego mnóstwo nazw które widzę po raz pierwszy.
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12417
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: 01-04/07/2026 - Open'er Festival - Gdynia
Mam wrażenie, że Florence and the Machine słuchaja fajnopolaki jagodniaki od Podsiadły jak chca sie poczuc progresywno-eklektyczni.
Ale muzke robi w porzadku.
Ale muzke robi w porzadku.
Re: 01-04/07/2026 - Open'er Festival - Gdynia
Koncert The Cure będzie prawdopodobnie live na TVP1. Pan Robert to jest jednak gość.
- Saimon1995
- -#Moderator

- Posty: 9595
- Rejestracja: wt cze 18, 2013 2:37 pm
- Skąd: Będzin
Re: 01-04/07/2026 - Open'er Festival - Gdynia
I to byłby hit przez duże "H"
Re: 01-04/07/2026 - Open'er Festival - Gdynia
Piszcie, gdyby ktoś miał na zbyciu 2 bilety na jutro.
Re: 01-04/07/2026 - Open'er Festival - Gdynia
Jebać openera, Slowdive od 30 minut powinien być na scenie, a go nie ma xD
- Shedao Shai
- -#Rainmaker

- Posty: 6340
- Rejestracja: śr cze 01, 2011 8:30 pm
- Skąd: Wrocław
Re: 01-04/07/2026 - Open'er Festival - Gdynia
Idźcieżesz w chuj z tym festiwalem. I z Trójmiastem. I z pogodą.
Re: 01-04/07/2026 - Open'er Festival - Gdynia
Absolutnie nienawidzę tego zbiorowiska dla bananów, które dla niepoznaki nazywa się Opener Festival. No ale skoro ogłosili The Cure, to trzeba było pojechać. Bardzo szkoda, że nie zrobili jednak tej trasy halowej na jesień 2025, którą w sumie Robert trochę zapowiedział, ale z nim to nigdy nic nie wiadomo. Kupiłem karnet od razu, licząc na jakiegoś fajnego heada drugiego. No i dostałem Nicka Cave'a. I właściwie dla mnie nic poza tym. Jakże to wielka porażka Openera, że nie ściągnęli twenty one pilots i Gorillaz. No ale może dobrze wyszło, chuj im (alterom) w dupę.
Jak co roku na tym klepisku musi się wydarzyć jeden dzień, który będzie deszczowy. No i oczywiście był to piątek. Kurwa mać. The Cure absolutnie wspaniałe, ale jak widziałem Reevesa ubranego w kurtke, czapkę, szalik, Rogera, który raz po raz pocierał rękę o rękę żeby je ogrzać, to mnie kurwica brała. Dlaczego oni tak uparcie robią ten festiwal właśnie tam? Dlaczego robią festiwal, który cenowo jest w topce europejskiej, a lineup jest takim gównem? Czy naprawdę nie stać ich na to, żeby zrobić fest lineupowo i wielkościowo podobnego do takiego MadCoola czy Werchter, które cenowo dla klienta wyglądają podobnie? No ale to może przez pazerność i liczenie na to, że bananowa młodzież z Warszawy dostanie hajs od starych żeby zobaczyć sobie czarnego rapera/DJ z subskrybcją premium spotify/k-popową gwiazdę, która w sumie to nie musi nawet śpiewać, bo po chuj? (NOWOŚĆ!!)
Przepraszam za chaotyczny post, ale no kurwa mam w głowie tyle myśli, które jebią po Openerze, że ciężko mi je zebrać. Żeby nie było - organizacyjnie spoko, bo dojazd i odjazd bez problemu. Kolejek do autobusów nie stwierdziłem. No ale to chyba mówi coś o frekwencji.
Obym już nigdy nie musiał tam jeździć.
Jak co roku na tym klepisku musi się wydarzyć jeden dzień, który będzie deszczowy. No i oczywiście był to piątek. Kurwa mać. The Cure absolutnie wspaniałe, ale jak widziałem Reevesa ubranego w kurtke, czapkę, szalik, Rogera, który raz po raz pocierał rękę o rękę żeby je ogrzać, to mnie kurwica brała. Dlaczego oni tak uparcie robią ten festiwal właśnie tam? Dlaczego robią festiwal, który cenowo jest w topce europejskiej, a lineup jest takim gównem? Czy naprawdę nie stać ich na to, żeby zrobić fest lineupowo i wielkościowo podobnego do takiego MadCoola czy Werchter, które cenowo dla klienta wyglądają podobnie? No ale to może przez pazerność i liczenie na to, że bananowa młodzież z Warszawy dostanie hajs od starych żeby zobaczyć sobie czarnego rapera/DJ z subskrybcją premium spotify/k-popową gwiazdę, która w sumie to nie musi nawet śpiewać, bo po chuj? (NOWOŚĆ!!)
Przepraszam za chaotyczny post, ale no kurwa mam w głowie tyle myśli, które jebią po Openerze, że ciężko mi je zebrać. Żeby nie było - organizacyjnie spoko, bo dojazd i odjazd bez problemu. Kolejek do autobusów nie stwierdziłem. No ale to chyba mówi coś o frekwencji.
Obym już nigdy nie musiał tam jeździć.
Re: 01-04/07/2026 - Open'er Festival - Gdynia
Czytam sobie właśnie zachwyty redaktorków facebookowych na temat tej Jennie. Może poleciała z podkładu, ale przynajmniej była super choreografia i jest to wielki kamień milowy by dać k-popową gwiazdę na headlinera. Idze idze.
Ja się cieszę, że nie pokusiło mnie finalnie by się tam pierniczyć przez całą Polskę z południa na ten jeden dzień (a tym bardziej na więcej). Jak na transmisję telewizyjną, Curów oglądało się naprawdę fajnie. Patrzenie na to w takim deszczu + Slowdive obcięte w połowie, no nie wiem czy bym wychodził z tego festiwalu w pełni kontent po takich machinacjach. A pieniądz poszedłby na to wszystko solidny...
Ja się cieszę, że nie pokusiło mnie finalnie by się tam pierniczyć przez całą Polskę z południa na ten jeden dzień (a tym bardziej na więcej). Jak na transmisję telewizyjną, Curów oglądało się naprawdę fajnie. Patrzenie na to w takim deszczu + Slowdive obcięte w połowie, no nie wiem czy bym wychodził z tego festiwalu w pełni kontent po takich machinacjach. A pieniądz poszedłby na to wszystko solidny...
- Shedao Shai
- -#Rainmaker

- Posty: 6340
- Rejestracja: śr cze 01, 2011 8:30 pm
- Skąd: Wrocław
Re: 01-04/07/2026 - Open'er Festival - Gdynia
Początkowo wybierałem się tylko na dzień z The Cure, ale skusiła mnie też popowa sobota. W pierwsze dwa dni było za mało gęstego, żeby mnie kusiło - na szczęście. Wróciłem na Open'era po 8 latach. No i właściwie odkąd tylko postawiłem stopę na dworcu w Gdańsku, przypomniałem sobie czemu ta przerwa xDD
Nie jestem fanem tego festiwalu - poza mocnym lineupem (jeśli takowy akurat jest) - inne jego aspekty leżą i kwiczą. I to dość paradoksalne, bo sama organizacja jest na bardzo wysokim poziomie*, ciężko się tu do czegoś przyczepić - profesjonalna ochrona, spora ilość toalet (w tym roku to nie były nawet toi toie!!! Tylko cywilizowane kibelki!!! Można sikać nie patrząc na czyjeś gówno!!! xD), bogata oferta gastro, brak choke pointów gdzie by się korkował tłum itd. Problemy leżą jednak gdzie indziej - w samych założeniach festiwalu.
*(nigdy nie przyjechałem na Open'era autem, więc nie napotkałem legendarnych już problemów z wyjazdem z parkingu - to coś, co zdecydowanie powinno zostać poprawione, no ale MNIE NIE DOTKNĘŁO xD)
Po pierwsze, jebane Trójmiasto. Nie pamiętam takiej edycji festiwalu, na której bym nie marzł bądź moknął. Pogoda w Trójmieście na początku lipca to taki kocioł, że właściwie w ciemno można pakować kurtkę, kalosze, bluzy, pelerynę i potem z zazdrością słuchać relacji rodziny z Wrocławia czy Krakowa jak to u nich jest ciepło i słoneczko xD
Po drugie, jebane Kosakowo. Wypizdewie, na które z centrum jest daleko, i tak - zawiozą ci dupę autobusem spod dworca, dosłownie nic nie musisz myśleć i ogarniać, tylko wsiadasz i wysiadasz pod bramami festiwalu, ale wciąż - to dodatkowe ~pół godziny które poświęcasz na dojazd. A potem przebijanie się przez teren festiwalu, wzdłuż pola namiotowego, parkingów i innych takich, i zanim dotrzesz do właściwych bramek to już właściwie masz dość i byś odpoczął xD Może to i by było do przełknięcia, ale potem masz challege w postaci właściwego terenu festiwalu, który jest DUŻY, w sporej części niezagospodarowany i ma się wrażenie, że dałoby to się mocno ścisnąć. Czy naprawdę main i tent muszą być tak daleko od siebie? No nie muszą. Ale są. Przykłady innych festiwali pokazują, że da się zorganizować teren tak, żeby było znacznie bliżej, a nic nie będzie się wzajemnie zagłuszać. W momencie kiedy masz zamiar zobaczyć sporo, jest to dramat, bo co godzinę wkładasz w nogi nowe kilometry na trasie main<->tent, a dodaj do tego jeszcze właściwe uczestnictwo w koncertach, i po paru godzinach ledwo żyjesz. Trochę festów już w swoim życiu zaliczyłem, i żaden - dosłownie ŻADEN - nie jest tak męczący jak Open'er. Siedzę w biurze dwa dni po jego zakończeniu i dalej czuję w nogach weekendowy survival. I to nawet nie kwestia tego że jestem stary, 16 lat temu po mojej pierwszej edycji miałem tak samo xD
No i zestawiając aspekt drugi z pierwszym, mamy sytuację, że jak już pogoda jebnie, a wiadomo że jebnie, to choć podczas części koncertów masz się gdzie schronić (bo są pod namiotami), to podczas tych najważniejszych - na mainie - już nie, a transportując się z jednej sceny na drugą możesz co najwyżej spiąć poślady, zacisnąć zęby i przeć do przodu, łez i tak nie widać bo je zmywa deszcz XD No nie jest to optymalne doświadczenie festiwalowe!
I zdaję sobie sprawę, że w obu podpunktach tak naprawdę nie ma pola do manewru, za lokalizacją festiwalu w Trójmieście przemawia chociażby potężna baza noclegowa, a co do Kosakowa, to pewnie gdyby było łatwo i dogodnie znaleźć inny podobnie duży i odpowiadający ich wymogom teren, to już by to zrobili. Po prostu sobie marudzę.
Co do innych aspektów okołofestiwalowych: ze smutkiem stwierdzam, że AlterArtowi zdecydowanie nie zależy na rozwoju Open'era. Mamy tu te same atrakcje co lata temu, właściwie nic nie doszło, za to trochę rzeczy odpadło (teatr, signing tent, beat stage itd). No, mamy nowe strefy sponsorskie - coraz dziwniejsze, jak np. ta mająca zachęcić do odwiedzenia Warszawy. Poszedłem tam, po wizycie rozumiałem na temat jej sensu jeszcze mniej niż przed xD Teraz to właściwie klepisko z czterema scenami, na których zespołów też jakby mniej niż kiedyś, plus strefy gastro w których można sobie kupić Heinekena 0,4l. za 20 zł plus 10 zł kaucja. Bez patrzenia daleko, jak sobie wspomnę jak było rok temu na Bittersweecie czy wcześniej na ś.p. Feście [*], albo i choćby w tym roku na Mysticu, to mam ładne porównanie: gdzie chcą, żeby festiwal to było coś więcej niż "posłuchaj muzyczki, wypij piwo i wypierdalaj", a gdzie - nie. Wiadomo, koniec końców przyjeżdżamy na zespoły, ale jednak miło kiedy pomiędzy nimi jest człowiekowi... miło.
Tyle słowem wstępu. Przejdźmy do właściwej relacji z wydarzenia.
Przyjechałem sobie do Trójmiasta lekko opóźnionym Heweliuszem. Ok. godziny 14 w piątek wysiadłem na Gdańsk Oliwa, mruknąłem: "kurwa" widząc pogodę (było ładnie, ale akurat na moje powitanie się rozpadało <3), na szczęście hehe ja już weteran, więc miałem i parasol i pelerynkę. Na razie był czas na to pierwsze. Udałem się do pensjonatu w którym miałem nocować, zameldowałem, zostawiłem rzeczy, przepakowałem, biorąc ze sobą tylko portfel, powerbanka, pelerynę, telefon i klucze do pokoju. Zahaczyłem jeszcze o kebaba, i tu niespodzianka. Bo na mapce zobaczyłem, OK, kebab koło pensjonatu, będzie jedzone. I tyle. A na miejscu okazało sie, że to kebab p r e m i u m, k r a f t o w y, dla lepszego sortu człowieka xD Trochę zwątpiłem, bo to nie moje klimaty, no ale czas naglił, deszcz padał, nie miałem ochoty szukać czegoś innego, więc stwierdziłem że zainwestuję potężne 47 zł za "talerz drwala", który okazał się być talerzem pełnym mięsa, panierowanych frytek, sera, bekonu i warzyw. Kuuurwa, chłopy, jakie to było dobre. Cebulacka natura nie pozwala mi napisać, że było warte swojej ceny, ale faktem jest, że było pyszne i nasyciło mnie na tyle, że starczyło na cały dzień. Najedzony i zadowolony ruszyłem na dworzec, skąd SKMką podjechałem do Gdyni. Przy dworcu były kontenery gdzie można było dostać festiwalową opaskę; odstałem jakiś kwadrans i dostałem swoją. Bardzo dobrze było to zorganizowane. Potem udałem się do kolejki do autobusów na Kosakowo, której... nie było. I to niezła zmiana w porównaniu do lat poprzednich, kiedy to człowiek potrafił odstać i 40 minut w tłumie czekającym na busy. A tu podchodzisz, wchodzisz do busa, siadasz (!!), jedziesz. Fajnie, ale przede wszystkim to znak o niezbyt oszałamiającej frekwencji. Ok. pół godziny jazdy, przeciskając się przez korki w stronę festiwalu, i wysiadamy pod bramami. Potem wspomniany już przeze mnie marsz, trzepanko na bramkach (dość dokładne) i voila, godzina 17, jestem na Open'erze. Ale fajnie. Mniej fajnie, że wciąż pada, a co gorsza - kurewsko wieje. Sam deszcz dałoby się jakoś przetrzymać, miesiąc temu podczas mojej poprzedniej przygody w Trójmieście (dzień na Mysticu) też ciągle lało, a jakoś nie wróciłem straumatyzowany. No ale tam nie było wiatru, plus było sporo zabudowań. Tu jesteś na klepisku, więc nic wiaterkowi nie przeszkadza w przeoraniu ciebie <3
Pierwszy koncert, jaki zamierzałem zaliczyć to Zalia na tencie, więc na początek miałem już pierwsze zapierdalanko na drugi koniec terenu. Przynajmniej było pod namiotem, więc mogłem trochę dojść do siebie. Zalia to taki polski pop, całkiem przyjemny, ale najważniejsze są aspekty wizualne bo Zalia to fajna dupeczka (#spermiage). Nie no, spoko się słuchało, podobało mi się. Potem przejście na Alter stage, gdzie grała Anna Calvi. To taka alternatywna artystka która pewnie podobała się fanom OFF festivalu. Mnie mocno umęczyła. Więc dość szybko poszedłem pod maina, gdzie o 19 miało zacząć Slowdive. Czyli pierwsze danie główne tego dnia. Miało... bo parę minut po 19 na telebinach wyświetlono, że "z przyczyn technicznych rozpoczęcie koncertu zostanie opóźnione". Nie wiem, jakie to były przyczyny techniczne, ale się domyślam, bo było słychać dochodzące ze strony sceny takie skrzeczenie, krrrreeee, trrrrrr, jakby wiatr wygrywał ze stabilnoscią konstrukcji xDD Gdzieś czytałem, że jakieś elementy sceny odpadły i orgowie narobili w portki. No więc tak sobie staliśmy, czekaliśmy i zamarzaliśmy prez 40 minut, aż w końcu wyszło Slowdive. To fajny zespół, ale nie mieli okazji się wykazać. Raz, że wiatr zrobił nagłośnieniu niezłą lobotomię, dwa, że siłą rzeczy ich set został skrócony - do 35 minut. Szkoda. Pod koniec ewakuowałem się z powortem na Alter stage, gdzie grali Panda Bear & Sonic Boom. Sonic Boom to pseudonim Pete'a Kembera ze Spectrum i Spacemen 3, a ja tego gościa bardzo lubię; koncert Spectrum z OFFa (bodajże) 2012 to jeden z moich highlightów tego festu. No i tu dostałem przyjemną dawkę space rocka. Fajnie. Potem powrót na zbliżające się The Cure, ale wzdłuż strefy gastro, gdzie znajdowała się Flow stage, na której grało Just Mustard. Załapałem się na końcówkę - ostatni utwór był POTĘŻNY. Fajny zespół, do obejrzenia w większym zakresie jeśli natrafi się okazja. Nadeszła 21 i punktualnie (show był transmitowany w TVP 1) na mainie zaczęło grać The Cure. Tu chyba nie ma się co rozwodzić, fantastyczny zespół, fantastyczny występ i setlista też. Wbiłem bardziej w tłum, żeby użyć ludzkich ciał jako ochrony przed wiatrem i to trochę działało xD dzięki czemu wytrzymałem do końca. Z setlisty na bisach wypadły dwa kawałki, bo deszcz zaczął już zalewać chłopakom instrumenty. Ale i tak długo pociągnęli, zuchy. 2h 15 min. Warto było, choć stojąc tam mocno zazdrościłem znajomym oglądającym to w ciepełku wlasnych domów na streamie xD
Plusem małego skrócenia setu The Cure było to, że można było zobaczyć cały występ i zdążyć na początek Ethel Cain w tencie. I był to kolejny udany występ, jakiś taki mroczny pop(?) w którym znalazły się i ambientowe naleciałości. Było naprawdę dobrze. Po niej udałem się - z powątpiewaniem - znów w podróż na maina, gdzie grał Martin Garrix. Jest to jeden z bardziej znanych DJów, niestety taki z - jakościowo - niskiej półki. Czułem się tam jak na wiejskich dożynkach. Dramat. Dodać do tego narastające zmęczenie i wciąż chłoszczący wiatr, dość szybo stwierdziłem że trzeba ruszać dalej. W Alterze grał Yosuke Yukimatsu - też DJ, tylko taki prawdziwy xD I był spoko, choć na tym etapie to ja już nie miałem okazji skakać, tylko siadłem sobie na trawce i słuchałem (i cieszyłem się, że chwilowo nie marznę). O 1:45 w tencie zaczynał ostatni zespół tego dnia - Sofi Tukker. Lubię ich, taka pozytywna, imprezowa muzyka - więc chciałem być blisko. No i się udało, ale też nie było to wyzwaniem, bo późna pora w zestawieniu z (będę nudny) pogodą pokonała już sporo festiwalowiczów i w namiocie było dość luźno. Był to fajny występ, jeśli ktoś miał jeszcze siły to na pewno dobrze się bawił xD Wytrwałem do końca (2:45), i potem już "jeszcze raz na front", czyli kolejny raz w stronę maina i potem ku wyjściu. Byłem już tak wykończony, że wlokłem się na wpół świadomie razem z tłumem, w autobusie nawet nie chciało mi się zawalczyć o miejsce siedzące tylko stanąłem przy rurce, odpłynąłem i cyk, już dworzec. Tam posiłek regeneracyjny (w makdonaldzie xD) - wszystko na dworcu w Gdyni było w czasie Openera czynne 24/7. Tłum w Maku taki, że prawie nie dało się siąść. Posiliłem się i udałem na SKMkę na Oliwę. Tam wysiadka, na dworze oczywiście już było jasno, więc powlokłem się do hoteliku. Pamiętam, że wszedłem i tak siadłem na łóżku i nie miałem siły na nic xD W końcu się zebrałem, wykąpałem i po 5 położyłem spać. Założenie miałem takie, że śpię do oporu, ile potrzebuję, a co porobię potem - dostosuję do tego, która była godzina. No i obudziłem się o 15 xDD Kompletnie rozbity, jakbym właśnie obudził się ze śpiączki, przez godzinę powolutku się ogarniałem, aż zauważyłem że jest 16... a o 18:15 już zaczynał się pierwszy koncert, na którym mi zależało x D x D
Zebrałem się, trochę płacząc w środku. Wychodzę, a tu... słońce. Tak, i dalej wiatr, ale jednak... słońce. Radość, nadzieja. Zdecydowałem dzisiaj skorzystać z drugiego bieguna gastronomicznego, czyt. poszedłem do "U Szwagra" przy oliwskim dworcu. Starszy pan zrobił mi cheesburgera XL, takiego w stylu fast foodów z lat 90. Prawie się popłakałem z radości przy tym doświadczeniu. Był wspaniały, cudowny. Zrelaksowałem się, a potem kontynuowałem relaks w pubie Pro'Rock, zaraz przy dworcu, dosłownie z widokiem na tory. Taka spelunka w domku, kilka stolików na dworze, w środku paru stałych bywalców, brak płatności kartą i piwa lanego, grali jakiś metal. Wziąłem sobie butelkowe Raciborskie za które zapłaciłem zawrotne 9 zł i siadłem na ogródku. Kilka chwil dla ciała i ducha. Dobre wspomnienia. No ale w końcu trzeba było iść na SKMkę. Już w Gdańsku lekkie zaskoczenie, bo kolejka do autobusów - byla, nie jakaś kosmiczna, ale była. Średnia wieku tego dnia to było ok. 25 lat (40-letni rodzice ze swoimi 10-letnimi dziećmi XD). Dużo widać było młodych dziewczyn, dziewczynek. Co nie dziwi. K-pop w tej grupie demograficznej to największy hit. A starych ludzi odsiało, bo dla nich tego dnia było niewiele. Jeśli Wychowałeś Się Na Trójce, to twoim honorem było pluć na open'erową sobotę.
No nic. Bus dojechał na fest, dojście na bramki i wszedłem na festiwal akurat 18:15, kiedy na mainie zaczynała Addison Rae. I tu szok, jak zły to był występ xD Słuchałem jej debiutancką płytę, była całkiem spoko, ale na żywo to wyglądało jak show w strip clubie w miasteczku powiatowym. No bardzo słabo. Z rzeczy ważnych: świeciło słońce. Aaach.
Tego dnia lineup był trochę mniej przyjazny, tzn. nie było jakichś powaznych clashy, ale rzeczy które mnie interesowaly były na zakładkę na mainie i tencie. Czyli na dwóch krańcach festiwalu. Najgorzej xD
Po Addison poszedłem do owego tenta zobaczyć LP. Takie męczenie buły, nie ma się co rozpisywać. Wracając zahaczyłem o Luvcat na Alterze - też nie ma się co rozpisywać, ale była dużo przyjemniejsza. O 20 na mainie grał niejaki Teddy Swims, który wyglądał jak Post Malone z Temu. Grał nawet nieźle, jakiś taki R&B/soul, więc nie moje klimaty, ale widać było, że ludziom się podobało. Wstydu nie było. Trochę obejrzałem i poszedłem znów na tenta, zająć strategiczne miejsce na Jade. I tu kolejne zaskoczenie - tym razem pozytywne. Czułem, że będzie dobrze, ale nie - że aż tak. Fantastyczny popowy show, energiczny, porywający. Bardzo mi się podobało. I to już był początek bieganiny, bo na mainie o 22:15 zaczynała headlinerka, czyli Jennie. Trochę eksperyment, bo to ukłon głównie w stronę k-popowców, a inni przecież mogą jej nawet nie kojarzyć. No chyba, że jest się rodzicem małej/trochę starszej dziewczynki - wtedy czytasz, że Jennie to członkini Blackpink i już wiesz, o co chodzi xD Na koncercie Jennie byłem po części tym zjebem, który stoi i nagrywa - nagrałem 3 kawałki - ale to na specjalne zamówienie 11-letniej córki kumpla xD A sam występ? Bardzo dobry. Potrafię sobie wyobrazić, że bardziej wkręcam się w K-pop, jak tak to tam wygląda. Ze strony Wychowanych widziałem po występie sporo przypierdolki o podkłady wokalne, które były stosowane dość intensywnie, ale mi to nie przeszkadzało, przy tak intensywnej choreografii był to mus, a i tak czasem było słychać jak dziewczyna była zdyszana. To po prostu inny rodzaj występu niż gdy wychodzi kilku facetów z gitarą i zaczyna grać muzykę prosto z serducha <3. Ja to kupiłem i będę ten segment intensywniej monitorował. Więc jak o mnie chodzi, to ziółkowy eksperyment był udany. Po Jennie trzeba było robić szybką dzidę na tenta (ehh), bo o 23:30 zaczynała tam PinkPantheress, która to była dla mnie głównym magnesem do wybrania się na ten dzień. Występowała na Openerze już z 2-3 lata wcześniej, wtedy tylko przeczytałem że a co to za tiktokowe guwno heee olać, od tego czasu zdążyłem się zapoznać z jej twórczością i jakiego miałem zonka, że mi się spodobała xDD I to na tyle, że - jak pisałem - to głównie z jej powodu zostałem na drugi dzień Opka. I było warto - świetny występ. Po zakończeniu znów rundka na maina, gdzie grała Peggy Gou - DJka, która w zeszłym roku headlinowała Bittersweeta (i dla której tam wówczas pojechałem). Więc fajny bonus. I tu zwracam Waszą uwagę, jak niewiele pisałem o sobotniej pogodzie. Otóż do tego momentu nie było tak źle. Póki był dzień, to świeciło słońce. Wiatr, tak, wiał ciągle, ale jednak było dużo znośniej niż w piątek. Niestety, przy Peggy wróciliśmy już do cudownej trójmiejskiej aury (no, i było też już po północy). Czyt. stałem sobie pod mainem i coś tam pląsałem, ale jednak głównie spoglądałem na zegarek i odliczałem aż będę mógł sobie wrócić na tenta. Kurwa, jak zimno. Koncert był fajny, ale nie umiałem z niego czerpać w pełni przez aurę. O 1:30 na tencie wchodziła TOMORA czyli projekt Aurory i Toma Rowlandsa z The Chemical Brothers. I było to piękne, potężne zamknięcie festiwalu. Super kreatywne, nietypowe show. Bardzo mi się podobało i aż żal było się urywać z końcówki, ale odpowiedzialnie chciałem położyć się spać nieco wcześniej niż wczoraj. Skoro kładąc się o 5 wstałem o 15 xD, a następnego dnia miałem pociąg o 12, to... wiedziałem, że każda minuta się liczy, żeby wstać na czas i nie umierać. Toteż wyszedłem z terenu festu trochę prędzej, na dworcu odpuściłem sobie maczka, i chwilę przed 4 byłem już na kwaterze. Szybki prysznic i spać. O 10 budzik, złapałem trochę ponad 5 godzin snu, więc bez dramatu. Choć ogólne zmęczenie organizmu dawało się we znaki. Szwagier niestety otwierał o 13, więc musiałem znaleźć śniadanie gdzie indziej. I znalazłem - w bezimiennym "Barze piwnym" na pętli przy Obrońców Westerplatte. Przepiękna, ledwo trzymająca się buda z czasów minionych. W środku kilka dziadków raczyło się piwkiem (zbliżała się godzina 11), ponownie miejscówka bez piwa lanego, a o płatność kartą nawet się nie pytałem, bo po co się wygłupiać xD. I tak patrzyłem na ofertę owego pubu i naszło mnie... Sanatorianie... SPECJAL. Był, wziąłem. Za, uwaga uwaga, 7,50. Dostałem do niego plastikowy kubeczek i siadłem sobie na ogróku obok dziadków i przez jakiś kwadrans tak odprężałem się płynnym śniadaniem. Piękny moment. Oczywiście padało, ale był parasol. Niestety, czas upływał nieubłaganie, a ja jednak przed pociągniem chciałem zaliczyć też jakieś śniadanie w wersji stałej. Po drodze na dworzec była bardzo klimatycznie wyglądąca Lisia Chatka, w której zjadłem sobie pyszne spaghetti bolognese. I tak dotarłem na pociąg, czekać długo nie było trzeba, bo już o 12:19 przyjechał Baltic Express do Wrocławia. Pociąg nabity na maksa, ja na szczęście kupiłem bilet z blisko miesięcznym wyprzedzeniem, więc miałem miejscówkę. Podróż trochę przespałem, trochę pogapiłem się w telefon - ot, stan fizyczny raczej nie zachęcał do większych wysiłków umysłowych. O 17 byłem już w domu.
Podsumowując, był to fajny wypad. Szczególnie muzycznie - dużo dobrych wrażeń. Pod innymi względami to często a idź pan w chuj, no ale za jakiś czas nabiorę do nich dystansu i pewnie jak Opener zacznie znowu ogłaszać, to będę się zastanawiał. Póki co, mam nadzieję że poprostu będzie słaby lineup i nie będzie kusiło. W tym roku prawie nie było raperów, mógłby ziółeczek kochany zapchać nimi znowu lineup i byłby spokój xD
Co do frekwencji - nie była oszałamiająca, na KAŻDY koncert w tencie dało się podejść pod scenę, co lata temu było nie do pomyślenia. Na The Cure oczywiście był tłum, ale też... bywały większe. Z Jennie podobnie. Ponoć bez porównania z Linkin Parkiem rok wcześniej.
Aha, no i na koniec chciałbym zapalić pamiątkową świeczkę na cześć wszystkich Juleczek, które misternie skonstruowały sobie swoje outfity tak, żeby pokazać jak najwięcej a jednak wciąż kwalifikować sie jako "ubrana", po czym zostały właściwie na wejściu zweryfikowane przez warunki pogodowe [*] niektóre dosłownie kończyły w tych złoto-srebrnych foliach ratunkowych xDD
Nie jestem fanem tego festiwalu - poza mocnym lineupem (jeśli takowy akurat jest) - inne jego aspekty leżą i kwiczą. I to dość paradoksalne, bo sama organizacja jest na bardzo wysokim poziomie*, ciężko się tu do czegoś przyczepić - profesjonalna ochrona, spora ilość toalet (w tym roku to nie były nawet toi toie!!! Tylko cywilizowane kibelki!!! Można sikać nie patrząc na czyjeś gówno!!! xD), bogata oferta gastro, brak choke pointów gdzie by się korkował tłum itd. Problemy leżą jednak gdzie indziej - w samych założeniach festiwalu.
*(nigdy nie przyjechałem na Open'era autem, więc nie napotkałem legendarnych już problemów z wyjazdem z parkingu - to coś, co zdecydowanie powinno zostać poprawione, no ale MNIE NIE DOTKNĘŁO xD)
Po pierwsze, jebane Trójmiasto. Nie pamiętam takiej edycji festiwalu, na której bym nie marzł bądź moknął. Pogoda w Trójmieście na początku lipca to taki kocioł, że właściwie w ciemno można pakować kurtkę, kalosze, bluzy, pelerynę i potem z zazdrością słuchać relacji rodziny z Wrocławia czy Krakowa jak to u nich jest ciepło i słoneczko xD
Po drugie, jebane Kosakowo. Wypizdewie, na które z centrum jest daleko, i tak - zawiozą ci dupę autobusem spod dworca, dosłownie nic nie musisz myśleć i ogarniać, tylko wsiadasz i wysiadasz pod bramami festiwalu, ale wciąż - to dodatkowe ~pół godziny które poświęcasz na dojazd. A potem przebijanie się przez teren festiwalu, wzdłuż pola namiotowego, parkingów i innych takich, i zanim dotrzesz do właściwych bramek to już właściwie masz dość i byś odpoczął xD Może to i by było do przełknięcia, ale potem masz challege w postaci właściwego terenu festiwalu, który jest DUŻY, w sporej części niezagospodarowany i ma się wrażenie, że dałoby to się mocno ścisnąć. Czy naprawdę main i tent muszą być tak daleko od siebie? No nie muszą. Ale są. Przykłady innych festiwali pokazują, że da się zorganizować teren tak, żeby było znacznie bliżej, a nic nie będzie się wzajemnie zagłuszać. W momencie kiedy masz zamiar zobaczyć sporo, jest to dramat, bo co godzinę wkładasz w nogi nowe kilometry na trasie main<->tent, a dodaj do tego jeszcze właściwe uczestnictwo w koncertach, i po paru godzinach ledwo żyjesz. Trochę festów już w swoim życiu zaliczyłem, i żaden - dosłownie ŻADEN - nie jest tak męczący jak Open'er. Siedzę w biurze dwa dni po jego zakończeniu i dalej czuję w nogach weekendowy survival. I to nawet nie kwestia tego że jestem stary, 16 lat temu po mojej pierwszej edycji miałem tak samo xD
No i zestawiając aspekt drugi z pierwszym, mamy sytuację, że jak już pogoda jebnie, a wiadomo że jebnie, to choć podczas części koncertów masz się gdzie schronić (bo są pod namiotami), to podczas tych najważniejszych - na mainie - już nie, a transportując się z jednej sceny na drugą możesz co najwyżej spiąć poślady, zacisnąć zęby i przeć do przodu, łez i tak nie widać bo je zmywa deszcz XD No nie jest to optymalne doświadczenie festiwalowe!
I zdaję sobie sprawę, że w obu podpunktach tak naprawdę nie ma pola do manewru, za lokalizacją festiwalu w Trójmieście przemawia chociażby potężna baza noclegowa, a co do Kosakowa, to pewnie gdyby było łatwo i dogodnie znaleźć inny podobnie duży i odpowiadający ich wymogom teren, to już by to zrobili. Po prostu sobie marudzę.
Co do innych aspektów okołofestiwalowych: ze smutkiem stwierdzam, że AlterArtowi zdecydowanie nie zależy na rozwoju Open'era. Mamy tu te same atrakcje co lata temu, właściwie nic nie doszło, za to trochę rzeczy odpadło (teatr, signing tent, beat stage itd). No, mamy nowe strefy sponsorskie - coraz dziwniejsze, jak np. ta mająca zachęcić do odwiedzenia Warszawy. Poszedłem tam, po wizycie rozumiałem na temat jej sensu jeszcze mniej niż przed xD Teraz to właściwie klepisko z czterema scenami, na których zespołów też jakby mniej niż kiedyś, plus strefy gastro w których można sobie kupić Heinekena 0,4l. za 20 zł plus 10 zł kaucja. Bez patrzenia daleko, jak sobie wspomnę jak było rok temu na Bittersweecie czy wcześniej na ś.p. Feście [*], albo i choćby w tym roku na Mysticu, to mam ładne porównanie: gdzie chcą, żeby festiwal to było coś więcej niż "posłuchaj muzyczki, wypij piwo i wypierdalaj", a gdzie - nie. Wiadomo, koniec końców przyjeżdżamy na zespoły, ale jednak miło kiedy pomiędzy nimi jest człowiekowi... miło.
Tyle słowem wstępu. Przejdźmy do właściwej relacji z wydarzenia.
Przyjechałem sobie do Trójmiasta lekko opóźnionym Heweliuszem. Ok. godziny 14 w piątek wysiadłem na Gdańsk Oliwa, mruknąłem: "kurwa" widząc pogodę (było ładnie, ale akurat na moje powitanie się rozpadało <3), na szczęście hehe ja już weteran, więc miałem i parasol i pelerynkę. Na razie był czas na to pierwsze. Udałem się do pensjonatu w którym miałem nocować, zameldowałem, zostawiłem rzeczy, przepakowałem, biorąc ze sobą tylko portfel, powerbanka, pelerynę, telefon i klucze do pokoju. Zahaczyłem jeszcze o kebaba, i tu niespodzianka. Bo na mapce zobaczyłem, OK, kebab koło pensjonatu, będzie jedzone. I tyle. A na miejscu okazało sie, że to kebab p r e m i u m, k r a f t o w y, dla lepszego sortu człowieka xD Trochę zwątpiłem, bo to nie moje klimaty, no ale czas naglił, deszcz padał, nie miałem ochoty szukać czegoś innego, więc stwierdziłem że zainwestuję potężne 47 zł za "talerz drwala", który okazał się być talerzem pełnym mięsa, panierowanych frytek, sera, bekonu i warzyw. Kuuurwa, chłopy, jakie to było dobre. Cebulacka natura nie pozwala mi napisać, że było warte swojej ceny, ale faktem jest, że było pyszne i nasyciło mnie na tyle, że starczyło na cały dzień. Najedzony i zadowolony ruszyłem na dworzec, skąd SKMką podjechałem do Gdyni. Przy dworcu były kontenery gdzie można było dostać festiwalową opaskę; odstałem jakiś kwadrans i dostałem swoją. Bardzo dobrze było to zorganizowane. Potem udałem się do kolejki do autobusów na Kosakowo, której... nie było. I to niezła zmiana w porównaniu do lat poprzednich, kiedy to człowiek potrafił odstać i 40 minut w tłumie czekającym na busy. A tu podchodzisz, wchodzisz do busa, siadasz (!!), jedziesz. Fajnie, ale przede wszystkim to znak o niezbyt oszałamiającej frekwencji. Ok. pół godziny jazdy, przeciskając się przez korki w stronę festiwalu, i wysiadamy pod bramami. Potem wspomniany już przeze mnie marsz, trzepanko na bramkach (dość dokładne) i voila, godzina 17, jestem na Open'erze. Ale fajnie. Mniej fajnie, że wciąż pada, a co gorsza - kurewsko wieje. Sam deszcz dałoby się jakoś przetrzymać, miesiąc temu podczas mojej poprzedniej przygody w Trójmieście (dzień na Mysticu) też ciągle lało, a jakoś nie wróciłem straumatyzowany. No ale tam nie było wiatru, plus było sporo zabudowań. Tu jesteś na klepisku, więc nic wiaterkowi nie przeszkadza w przeoraniu ciebie <3
Pierwszy koncert, jaki zamierzałem zaliczyć to Zalia na tencie, więc na początek miałem już pierwsze zapierdalanko na drugi koniec terenu. Przynajmniej było pod namiotem, więc mogłem trochę dojść do siebie. Zalia to taki polski pop, całkiem przyjemny, ale najważniejsze są aspekty wizualne bo Zalia to fajna dupeczka (#spermiage). Nie no, spoko się słuchało, podobało mi się. Potem przejście na Alter stage, gdzie grała Anna Calvi. To taka alternatywna artystka która pewnie podobała się fanom OFF festivalu. Mnie mocno umęczyła. Więc dość szybko poszedłem pod maina, gdzie o 19 miało zacząć Slowdive. Czyli pierwsze danie główne tego dnia. Miało... bo parę minut po 19 na telebinach wyświetlono, że "z przyczyn technicznych rozpoczęcie koncertu zostanie opóźnione". Nie wiem, jakie to były przyczyny techniczne, ale się domyślam, bo było słychać dochodzące ze strony sceny takie skrzeczenie, krrrreeee, trrrrrr, jakby wiatr wygrywał ze stabilnoscią konstrukcji xDD Gdzieś czytałem, że jakieś elementy sceny odpadły i orgowie narobili w portki. No więc tak sobie staliśmy, czekaliśmy i zamarzaliśmy prez 40 minut, aż w końcu wyszło Slowdive. To fajny zespół, ale nie mieli okazji się wykazać. Raz, że wiatr zrobił nagłośnieniu niezłą lobotomię, dwa, że siłą rzeczy ich set został skrócony - do 35 minut. Szkoda. Pod koniec ewakuowałem się z powortem na Alter stage, gdzie grali Panda Bear & Sonic Boom. Sonic Boom to pseudonim Pete'a Kembera ze Spectrum i Spacemen 3, a ja tego gościa bardzo lubię; koncert Spectrum z OFFa (bodajże) 2012 to jeden z moich highlightów tego festu. No i tu dostałem przyjemną dawkę space rocka. Fajnie. Potem powrót na zbliżające się The Cure, ale wzdłuż strefy gastro, gdzie znajdowała się Flow stage, na której grało Just Mustard. Załapałem się na końcówkę - ostatni utwór był POTĘŻNY. Fajny zespół, do obejrzenia w większym zakresie jeśli natrafi się okazja. Nadeszła 21 i punktualnie (show był transmitowany w TVP 1) na mainie zaczęło grać The Cure. Tu chyba nie ma się co rozwodzić, fantastyczny zespół, fantastyczny występ i setlista też. Wbiłem bardziej w tłum, żeby użyć ludzkich ciał jako ochrony przed wiatrem i to trochę działało xD dzięki czemu wytrzymałem do końca. Z setlisty na bisach wypadły dwa kawałki, bo deszcz zaczął już zalewać chłopakom instrumenty. Ale i tak długo pociągnęli, zuchy. 2h 15 min. Warto było, choć stojąc tam mocno zazdrościłem znajomym oglądającym to w ciepełku wlasnych domów na streamie xD
Plusem małego skrócenia setu The Cure było to, że można było zobaczyć cały występ i zdążyć na początek Ethel Cain w tencie. I był to kolejny udany występ, jakiś taki mroczny pop(?) w którym znalazły się i ambientowe naleciałości. Było naprawdę dobrze. Po niej udałem się - z powątpiewaniem - znów w podróż na maina, gdzie grał Martin Garrix. Jest to jeden z bardziej znanych DJów, niestety taki z - jakościowo - niskiej półki. Czułem się tam jak na wiejskich dożynkach. Dramat. Dodać do tego narastające zmęczenie i wciąż chłoszczący wiatr, dość szybo stwierdziłem że trzeba ruszać dalej. W Alterze grał Yosuke Yukimatsu - też DJ, tylko taki prawdziwy xD I był spoko, choć na tym etapie to ja już nie miałem okazji skakać, tylko siadłem sobie na trawce i słuchałem (i cieszyłem się, że chwilowo nie marznę). O 1:45 w tencie zaczynał ostatni zespół tego dnia - Sofi Tukker. Lubię ich, taka pozytywna, imprezowa muzyka - więc chciałem być blisko. No i się udało, ale też nie było to wyzwaniem, bo późna pora w zestawieniu z (będę nudny) pogodą pokonała już sporo festiwalowiczów i w namiocie było dość luźno. Był to fajny występ, jeśli ktoś miał jeszcze siły to na pewno dobrze się bawił xD Wytrwałem do końca (2:45), i potem już "jeszcze raz na front", czyli kolejny raz w stronę maina i potem ku wyjściu. Byłem już tak wykończony, że wlokłem się na wpół świadomie razem z tłumem, w autobusie nawet nie chciało mi się zawalczyć o miejsce siedzące tylko stanąłem przy rurce, odpłynąłem i cyk, już dworzec. Tam posiłek regeneracyjny (w makdonaldzie xD) - wszystko na dworcu w Gdyni było w czasie Openera czynne 24/7. Tłum w Maku taki, że prawie nie dało się siąść. Posiliłem się i udałem na SKMkę na Oliwę. Tam wysiadka, na dworze oczywiście już było jasno, więc powlokłem się do hoteliku. Pamiętam, że wszedłem i tak siadłem na łóżku i nie miałem siły na nic xD W końcu się zebrałem, wykąpałem i po 5 położyłem spać. Założenie miałem takie, że śpię do oporu, ile potrzebuję, a co porobię potem - dostosuję do tego, która była godzina. No i obudziłem się o 15 xDD Kompletnie rozbity, jakbym właśnie obudził się ze śpiączki, przez godzinę powolutku się ogarniałem, aż zauważyłem że jest 16... a o 18:15 już zaczynał się pierwszy koncert, na którym mi zależało x D x D
Zebrałem się, trochę płacząc w środku. Wychodzę, a tu... słońce. Tak, i dalej wiatr, ale jednak... słońce. Radość, nadzieja. Zdecydowałem dzisiaj skorzystać z drugiego bieguna gastronomicznego, czyt. poszedłem do "U Szwagra" przy oliwskim dworcu. Starszy pan zrobił mi cheesburgera XL, takiego w stylu fast foodów z lat 90. Prawie się popłakałem z radości przy tym doświadczeniu. Był wspaniały, cudowny. Zrelaksowałem się, a potem kontynuowałem relaks w pubie Pro'Rock, zaraz przy dworcu, dosłownie z widokiem na tory. Taka spelunka w domku, kilka stolików na dworze, w środku paru stałych bywalców, brak płatności kartą i piwa lanego, grali jakiś metal. Wziąłem sobie butelkowe Raciborskie za które zapłaciłem zawrotne 9 zł i siadłem na ogródku. Kilka chwil dla ciała i ducha. Dobre wspomnienia. No ale w końcu trzeba było iść na SKMkę. Już w Gdańsku lekkie zaskoczenie, bo kolejka do autobusów - byla, nie jakaś kosmiczna, ale była. Średnia wieku tego dnia to było ok. 25 lat (40-letni rodzice ze swoimi 10-letnimi dziećmi XD). Dużo widać było młodych dziewczyn, dziewczynek. Co nie dziwi. K-pop w tej grupie demograficznej to największy hit. A starych ludzi odsiało, bo dla nich tego dnia było niewiele. Jeśli Wychowałeś Się Na Trójce, to twoim honorem było pluć na open'erową sobotę.
No nic. Bus dojechał na fest, dojście na bramki i wszedłem na festiwal akurat 18:15, kiedy na mainie zaczynała Addison Rae. I tu szok, jak zły to był występ xD Słuchałem jej debiutancką płytę, była całkiem spoko, ale na żywo to wyglądało jak show w strip clubie w miasteczku powiatowym. No bardzo słabo. Z rzeczy ważnych: świeciło słońce. Aaach.
Tego dnia lineup był trochę mniej przyjazny, tzn. nie było jakichś powaznych clashy, ale rzeczy które mnie interesowaly były na zakładkę na mainie i tencie. Czyli na dwóch krańcach festiwalu. Najgorzej xD
Po Addison poszedłem do owego tenta zobaczyć LP. Takie męczenie buły, nie ma się co rozpisywać. Wracając zahaczyłem o Luvcat na Alterze - też nie ma się co rozpisywać, ale była dużo przyjemniejsza. O 20 na mainie grał niejaki Teddy Swims, który wyglądał jak Post Malone z Temu. Grał nawet nieźle, jakiś taki R&B/soul, więc nie moje klimaty, ale widać było, że ludziom się podobało. Wstydu nie było. Trochę obejrzałem i poszedłem znów na tenta, zająć strategiczne miejsce na Jade. I tu kolejne zaskoczenie - tym razem pozytywne. Czułem, że będzie dobrze, ale nie - że aż tak. Fantastyczny popowy show, energiczny, porywający. Bardzo mi się podobało. I to już był początek bieganiny, bo na mainie o 22:15 zaczynała headlinerka, czyli Jennie. Trochę eksperyment, bo to ukłon głównie w stronę k-popowców, a inni przecież mogą jej nawet nie kojarzyć. No chyba, że jest się rodzicem małej/trochę starszej dziewczynki - wtedy czytasz, że Jennie to członkini Blackpink i już wiesz, o co chodzi xD Na koncercie Jennie byłem po części tym zjebem, który stoi i nagrywa - nagrałem 3 kawałki - ale to na specjalne zamówienie 11-letniej córki kumpla xD A sam występ? Bardzo dobry. Potrafię sobie wyobrazić, że bardziej wkręcam się w K-pop, jak tak to tam wygląda. Ze strony Wychowanych widziałem po występie sporo przypierdolki o podkłady wokalne, które były stosowane dość intensywnie, ale mi to nie przeszkadzało, przy tak intensywnej choreografii był to mus, a i tak czasem było słychać jak dziewczyna była zdyszana. To po prostu inny rodzaj występu niż gdy wychodzi kilku facetów z gitarą i zaczyna grać muzykę prosto z serducha <3. Ja to kupiłem i będę ten segment intensywniej monitorował. Więc jak o mnie chodzi, to ziółkowy eksperyment był udany. Po Jennie trzeba było robić szybką dzidę na tenta (ehh), bo o 23:30 zaczynała tam PinkPantheress, która to była dla mnie głównym magnesem do wybrania się na ten dzień. Występowała na Openerze już z 2-3 lata wcześniej, wtedy tylko przeczytałem że a co to za tiktokowe guwno heee olać, od tego czasu zdążyłem się zapoznać z jej twórczością i jakiego miałem zonka, że mi się spodobała xDD I to na tyle, że - jak pisałem - to głównie z jej powodu zostałem na drugi dzień Opka. I było warto - świetny występ. Po zakończeniu znów rundka na maina, gdzie grała Peggy Gou - DJka, która w zeszłym roku headlinowała Bittersweeta (i dla której tam wówczas pojechałem). Więc fajny bonus. I tu zwracam Waszą uwagę, jak niewiele pisałem o sobotniej pogodzie. Otóż do tego momentu nie było tak źle. Póki był dzień, to świeciło słońce. Wiatr, tak, wiał ciągle, ale jednak było dużo znośniej niż w piątek. Niestety, przy Peggy wróciliśmy już do cudownej trójmiejskiej aury (no, i było też już po północy). Czyt. stałem sobie pod mainem i coś tam pląsałem, ale jednak głównie spoglądałem na zegarek i odliczałem aż będę mógł sobie wrócić na tenta. Kurwa, jak zimno. Koncert był fajny, ale nie umiałem z niego czerpać w pełni przez aurę. O 1:30 na tencie wchodziła TOMORA czyli projekt Aurory i Toma Rowlandsa z The Chemical Brothers. I było to piękne, potężne zamknięcie festiwalu. Super kreatywne, nietypowe show. Bardzo mi się podobało i aż żal było się urywać z końcówki, ale odpowiedzialnie chciałem położyć się spać nieco wcześniej niż wczoraj. Skoro kładąc się o 5 wstałem o 15 xD, a następnego dnia miałem pociąg o 12, to... wiedziałem, że każda minuta się liczy, żeby wstać na czas i nie umierać. Toteż wyszedłem z terenu festu trochę prędzej, na dworcu odpuściłem sobie maczka, i chwilę przed 4 byłem już na kwaterze. Szybki prysznic i spać. O 10 budzik, złapałem trochę ponad 5 godzin snu, więc bez dramatu. Choć ogólne zmęczenie organizmu dawało się we znaki. Szwagier niestety otwierał o 13, więc musiałem znaleźć śniadanie gdzie indziej. I znalazłem - w bezimiennym "Barze piwnym" na pętli przy Obrońców Westerplatte. Przepiękna, ledwo trzymająca się buda z czasów minionych. W środku kilka dziadków raczyło się piwkiem (zbliżała się godzina 11), ponownie miejscówka bez piwa lanego, a o płatność kartą nawet się nie pytałem, bo po co się wygłupiać xD. I tak patrzyłem na ofertę owego pubu i naszło mnie... Sanatorianie... SPECJAL. Był, wziąłem. Za, uwaga uwaga, 7,50. Dostałem do niego plastikowy kubeczek i siadłem sobie na ogróku obok dziadków i przez jakiś kwadrans tak odprężałem się płynnym śniadaniem. Piękny moment. Oczywiście padało, ale był parasol. Niestety, czas upływał nieubłaganie, a ja jednak przed pociągniem chciałem zaliczyć też jakieś śniadanie w wersji stałej. Po drodze na dworzec była bardzo klimatycznie wyglądąca Lisia Chatka, w której zjadłem sobie pyszne spaghetti bolognese. I tak dotarłem na pociąg, czekać długo nie było trzeba, bo już o 12:19 przyjechał Baltic Express do Wrocławia. Pociąg nabity na maksa, ja na szczęście kupiłem bilet z blisko miesięcznym wyprzedzeniem, więc miałem miejscówkę. Podróż trochę przespałem, trochę pogapiłem się w telefon - ot, stan fizyczny raczej nie zachęcał do większych wysiłków umysłowych. O 17 byłem już w domu.
Podsumowując, był to fajny wypad. Szczególnie muzycznie - dużo dobrych wrażeń. Pod innymi względami to często a idź pan w chuj, no ale za jakiś czas nabiorę do nich dystansu i pewnie jak Opener zacznie znowu ogłaszać, to będę się zastanawiał. Póki co, mam nadzieję że poprostu będzie słaby lineup i nie będzie kusiło. W tym roku prawie nie było raperów, mógłby ziółeczek kochany zapchać nimi znowu lineup i byłby spokój xD
Co do frekwencji - nie była oszałamiająca, na KAŻDY koncert w tencie dało się podejść pod scenę, co lata temu było nie do pomyślenia. Na The Cure oczywiście był tłum, ale też... bywały większe. Z Jennie podobnie. Ponoć bez porównania z Linkin Parkiem rok wcześniej.
Aha, no i na koniec chciałbym zapalić pamiątkową świeczkę na cześć wszystkich Juleczek, które misternie skonstruowały sobie swoje outfity tak, żeby pokazać jak najwięcej a jednak wciąż kwalifikować sie jako "ubrana", po czym zostały właściwie na wejściu zweryfikowane przez warunki pogodowe [*] niektóre dosłownie kończyły w tych złoto-srebrnych foliach ratunkowych xDD
Re: 01-04/07/2026 - Open'er Festival - Gdynia
K-pop i J-pop to są tak popierdolone tematy, że kiedyś chętnie napiszę o tym szerzej, bo ostatnimi czasy nieco o tych zjawiskach poczytałem xD
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
Re: 01-04/07/2026 - Open'er Festival - Gdynia
Doskonały wypad. I jeszcze SPECJAL w barze za 7.50. Piękna sprawa.
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
- johnny_o
- Ten, Który Czyta Wszystko
- Posty: 9578
- Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
- Skąd: Prawie Warszawa
Re: 01-04/07/2026 - Open'er Festival - Gdynia
Super relka 
Re: 01-04/07/2026 - Open'er Festival - Gdynia
Żona z córką były pierwszego dnia na Florence i miały trochę inne doświadczenia. Tzn. laska zobaczyła, że żona ma wodę w butelce i płyn do dezynfekcji ("no wie pani, nie można, bo w tym jest alkohol"
02: Turbo (Kutno, Warszawa, Kraków) Wishbone Ash (Warszawa) Monstrum (Rzeszów) Soen (Kopenhaga)
03: Villagers of Ioannina City, Lady Pank, Zalewski, Icon, Turbo (Łódź)
05: Paul Quinn, Defenders of Steel, Hellhaim, Linkin Park (Sztokholm), Omen (Kraków?)
06: Omen (Warszawa), Mystic Festiwal, Metallica (Budapeszt), Iron Maiden (Hradec Kralove), MnC (SK, Łódź)
07: MnC (Pionki), Skunk Anansie, Judas Priest
08: Castle Rat, Soen
- Shedao Shai
- -#Rainmaker

- Posty: 6340
- Rejestracja: śr cze 01, 2011 8:30 pm
- Skąd: Wrocław
- johnny_o
- Ten, Który Czyta Wszystko
- Posty: 9578
- Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
- Skąd: Prawie Warszawa
Re: 01-04/07/2026 - Open'er Festival - Gdynia
#taktrzebażyć, brawo 


