Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

Awatar użytkownika
remi
-#Lord of the flies
-#Lord of the flies
Posty: 3066
Rejestracja: pn mar 14, 2005 7:01 pm
Skąd: Białystok

Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata

Post autor: remi »

Pati pisze: wt lip 14, 2026 5:02 pm Orientuje się się jakie są opinie na temat festu na oficjalnym forum? Zachwyt czy raczej krytycznie? Rozmawiałam dzisiaj ze znajomym Szkotem(nie jest to fan IM), to w internecie spotkał się raczej z negatywnymi opiniami na temat organizacji. ;)
Obejrzałem kilka „recenzji” na YT to ludzie w komentarzach pozytywnie. Również Metal Hammer dał 5/5.
Awatar użytkownika
johnny_o
Ten, Który Czyta Wszystko
Posty: 9578
Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
Skąd: Prawie Warszawa

Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata

Post autor: johnny_o »

Jaki kraj, taki Teraz Rock ;)
Awatar użytkownika
Bon Dzosef
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 12414
Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm

Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata

Post autor: Bon Dzosef »

Pati pisze: wt lip 14, 2026 5:02 pm Orientuje się się jakie są opinie na temat festu na oficjalnym forum? Zachwyt czy raczej krytycznie? Rozmawiałam dzisiaj ze znajomym Szkotem(nie jest to fan IM), to w internecie spotkał się raczej z negatywnymi opiniami na temat organizacji. ;)
Oficjalne forum to sami odklejency się udzielają, do tego tacy ktorzy nie robią koncertow poza Maiden, więc dla nich to pewnie najlepszy fest ever :)
Lubie Iron Maiden i Megadeth

pz = shakin stevens

oddawac długie podpisy
johnny_o pisze: wt sie 18, 2026 9:50 pm Jebać czarnuchów
Awatar użytkownika
Bon Dzosef
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 12414
Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm

Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata

Post autor: Bon Dzosef »

Trasa trasa i po trasie, a przynajmniej po jej europejskim legu. Z mojego punktu widzenia były to bardzo intensywne dwa miesiące, ale bardzo udane i pierwszy raz w formule nomada, nie musiałem wracać do domu co 2-3 koncerty, a to bardzo ułatwiło dokładanie kolejnych gigów, obniżyło koszty i zmniejszyło liczbę nocy na lotniskach. Podoba mi się to :) .

Najpierw były Ateny, miasto którego bardzo nie lubię i długo zastanawiałem się, czy nie olać pierwszego gigu na trasie. Do tego byłem totalnie rozwalony fizycznie trekkingami w chorwackich górach i noszeniem kartonów przy wyprowadzce. W efekcie na gig wchodzilem na trzech ketonalach, wylądowałem w drugim rzędzie z boku sceny i fajną ekipą mogłem oglądać debiut Infinite Dreams. Po koncercie super afterkowanie do rana, bo miałem o 640 lot. Następnym przystankiem była Sofia, pierwszy i ostatni raz ląduje w dniu gigu o 15, sporo niepotrzebnej nerwówki. Dzięki koledze Jajco miałem FTTB, finalnie skonczylo sie to w drugim rzędzie na środku i świetnym gigiem, mniejszy obiekt dobrze tu zadziałał. Była też zabawna sytuacja na Anthrax, chłop robił trzode i bił ludzi zeby zdobyc pałkę Benante, udało mi sie zawołac ochrone i podniesc typa tak ze go wyciagneli i wyjebali. Jeszcze taki dumny z siebie pytam najbardziej poszkodowanej dziewczynki czy wszystko ok, a ona z płaczem i krzykiem ze czemu jej ojca wyrzuciliśmy XDDDDDDDDDDD. Był też fajny eye contact z Joeyem, który poznał mnie ze statku i gestykulował, wiec fajny moment.

Koncert w Bukareszcie również drugi rząd, bardzo dużo dobrej energii dookoła. Bratysława debiut na barierce i po stronie Janka, chyba najsłabszy gig - burdel przy wchodzeniu na płytę, brak informacji o dwóch wejściach, w efekcie nasza polska grupka się rozdzieliła, a towarzystwo dookoła miałem bardzo stypiarskie, plus no gigi u Janicka ogólnie nie są moimi ulubionymi. Plusem było to, że skaner nie działał i pobiegłem w pizdu, więc z barierki wystawiłem bilet na ticketswapie i 60 euro wpadło. W Bratysławie zostałem dłużej, pierwotnie po to żeby obniżyć koszty, finalnie decyzja okazała się genialna, bo z powodu burz w Niemczech Maideni zostali dodatkowy dzień w mieście, a ja przed ruszeniem do Hanoweru spotkałem na lotnisku Dave'a Murraya. Davey był jedynym członkiem IM, z którym nie miałem jeszcze fotki, mega trudno go trafić, więc jak się domyślacie byłem przeszczęśliwy. Nie ma już w zasadzie muzyka, z którym marzyłbym/bardzo chciałbym zdjęcie. Oczywiście wielu szanuje, lubie i poprosiłbym o fotę gdybym na nich wpadł, ale w kwestii marzeń jestem już spełniony. Żeby było jeszcze lepiej, to następny gig w Hanowerze był chyba moim ulubionym na trasie. Megadeth i Maiden na jednym koncercie to zestaw idealny dla Dzosefa, po drodze było troche perturbacji, np. odwołany last minute nocleg (co spotkało mnie też w Sofii), ale blood brothers to w moim przypadku nie tylko hasło. Brazylijczycy przygarnęli mnie na kanapę, a na samym gigu Włoch z Niemcem wepchnęli na barierkę, także zarówno świetny gig Rudego, jak i genialny gig Maiden spędziłem na froncie otoczony przyjaciółmi.

Potem nastąpiła drobna przerwa w trasie, bo był Mystic i Megadeth w Niemczech. Warto też wspomnieć, że kiedy ruszałem na Mystic, to najpierw odwołali mi pociag do Hannoveru, złapałem busa do miesciny obok i też odwołali xD . Zastepczy bus z opoznieniem zawiózł mnie w koncu na jebany dworzec, wskoczyłem do jakiegos IC na ktore nawet nie miałem biletu do Hamburga i oczywiscie to jebane IC na wjezdzie na hamburski dworzec postanowiło sobie postać kilkanaście minut bo jak to tak dojechać bez opóźnienia XD jebani naziole. Bieg przez dworzec i na moje szczęście pociąg na lotnisko startował z opóźnieniem XDDDD więc na niego zdążyłem. Na lotnisko wbiegłem jakieś 10 minut przed boardingiem, na szczęście na lotnisku HAM jest darmowy fasttrack, a do tego sprawdziłem, że samolot jest pełny i chwilę wcześniej lądował, więc nie ma ryzyka że zamkną boarding szybko.

W Amsterdamie był czas żeby odespać, praktycznie dwa dni spedziłem w łózku śpiąc i drzemiąc na zmianę. Sam koncert niestety nieudany, holendrzy to mega stypiarze i napinacze, bez FTTB, problem ze skanowaniem biletu, wejście od lewej, w efekcie kończę w 5 rzędzie i widzę tylko że scena jest niziutka i blisko bariereczki.... zabolało. Na plus atmosfera dookoła, było troche znajomych a i randomy coś pośpiewały. Nie było jednak czasu marudzić, bo potem było Megadeth w Luksemburgu, The Cure na Novie i następnego dnia headlinerem austriackiego festiwalu było Maiden. Tym razem olałem gnicie na barierce od rana i leżałem w aucie chyba do 18, wszedłem na festiwal podczas koncertu jakiejś metalcorowej chujni i wykorzystałem tłumy pływaków, żeby teleportować się aż na barierkę. Lokalsi z drugiego rzędu coś się pruli, ale po pierwsze nikomu nie zabrałem miejsca, a po drugie niech lepiej podziękują za odsiecz wiedeńską i przeproszą za zabory i hitlera. Koncert był bdb, chociaż muszę przyznać, że hadlinerem było dla mnie The Cure. Następnego dnia zrywka rano i rajd do Hradec Kralove, jakimś cudem zdążyliśmy i wbiliśmy się na barierkę na samym środku. Samo oczekiwanie było bdb, tylko jeden chujowy zespół, poza tym Queensryche i Alter Bridge. Do tego bardzo dużo Polaków, mogliśmy śpiewać "Polska wita Ajron". Adrian fajnie zaimprowizował SSoNa, ja jestem w teamie, który jest fanem jego improwizacji. Stojąc sobie przed koncertem dostałem wiadomość od kolegi, również na barierce, czy chce jutro jechać na Megadeth do Zurychu. W efekcie zamiast jedynego day offa jechaliśmy 8h na gig, a następnego dnia 9h do Wiednia na drugie Megadeth. Potem na szczęście noc przespana i kierunek Mediolan. Włoskie koncerty od czasów Bolonii robię zawsze na wyjebce, nie kolejkuję, nie poluję na fttb tylko zwiedzam, jem włoskie jedzenie i chilluje. Trochę dzień popsuł mi pociąg z lotniska, który bez powodu stał godzinę w polu - na szczęście za niego nie zapłaciłem. Melduję się na płycie San Siro już po Trivium, zapowiada się spokojny gig na soundboardzie z kolegami... ale było tak dobrze, że ruszyłem w tłum, wbiłem się do pita na jakiś 5-8 rząd (było to bardzo płynne), tam gdzie było największe epicentrum skakania. Do końca gigu krążyłem sobie tu na prawo, tu na lewo, tu na środku i "zwiedzałem" publikę. Atmosfera 11/10, Włosi zrobili niesamowity klimat, Bruce był mocno podjarany. Bardzo fajnie było obserwować tysiące uśmiechniętych, skaczących normików. Krótka przerwa w Polsce i ruszamy do Paryża, ale to może zostawię na drugą część relacji :)
Lubie Iron Maiden i Megadeth

pz = shakin stevens

oddawac długie podpisy
johnny_o pisze: wt sie 18, 2026 9:50 pm Jebać czarnuchów
Awatar użytkownika
johnny_o
Ten, Który Czyta Wszystko
Posty: 9578
Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
Skąd: Prawie Warszawa

Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata

Post autor: johnny_o »

Piękne podsumowanie, czekam na drugą część!
Awatar użytkownika
gumbyy
ZASŁUŻONY SANATORIANIN
Posty: 16718
Rejestracja: śr cze 01, 2005 1:49 am
Skąd: Wrocław

Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata

Post autor: gumbyy »

Fajne!
www.MetalSide.pl
Awatar użytkownika
beaviso
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2054
Rejestracja: pn mar 31, 2003 4:15 pm
Skąd: Gdańsk

Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata

Post autor: beaviso »

Maiden totalnie zjebali, że nie zarejestrowali właśnie San Siro :lol:

M.
nugz
SMERF MARUDA
Posty: 11507
Rejestracja: ndz lip 15, 2018 10:08 pm

Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata

Post autor: nugz »

Trudno nie propsować tych tripów. Człowiek czuje się zmęczony fizycznie od samego czytania :)
Awatar użytkownika
Max323
ZASŁUŻONY SANATORIANIN
Posty: 4682
Rejestracja: sob maja 26, 2018 8:58 pm

Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata

Post autor: Max323 »

Ładna traska.

Co do Bratysławy, to info o dwóch wejściach było ma bilecie XD Nawet mapa była.
A
B
C
D
E
Awatar użytkownika
Bon Dzosef
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 12414
Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm

Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata

Post autor: Bon Dzosef »

Paryż.

Wylądowaliśmy w jakiejś jebanej saunie, miasto było gorętsze niż brazylijki na plaży w Arraial do Cabo. Do tego odbywało się w nim święto muzyki i o ile mega fajny klimat robili grajkowie w każdej knajpce, o tyle na parterze mojego hotelu wietnamska knajpa postanowiła zrobić Tomorrowland i napierdalać na pełnej piździe techniawę. Do tego w hotelu nie było obiecanej na Agodzie klimy, więc chodziłem co 5-10 minut pod zimny prysznic i wkurwiałem się na wietnamców. Coś się z nimi w końcu na dole poszarpałem i pokrzyczałem i się uspokoili, co nie zmienia faktu że ciężko było tam wytrzymać.

Dzień koncertu był chyba jeszcze gorętszy, więc kiedy z Remim wbiliśmy do La Defense to z ulgą powitaliśmy klimę w środku. Niestety wejście było od lewej, więc żeby mieć dobre miejsce i szansę na załapanei się na dvd wybraliśmy wizytę u Janka. Tu kolejny pech, bo przed nami stało dwóch totalnych przygłupów i niedojebów. Obaj przez cały koncert się nie bawili, nie śpiewali, do tego jeden miał koszulkę metalliki, więc super pod nagrywanie dvd xd . Drugi z kolei to już wyższej klasy przygłup, nie umiał stać na barierce i cały czas wypadał do drugiego rzędu. Do tego na Evergreyu... wiecie, to Paryz - tam jest ciasno, jest pchanko i publika z gatunku mocy. Facet nagle odwraca się i zaczyna sie sadzić jakbym mu matkę pohańbił i krzyczy ze mnie zamorduje, zadzga i ochrona z policja mnie nie uratuja. Pytam go o chuj mu chodzi, a on ze dotykam go po dupie (??). Zapytalem go wiec grzecznie czy go pojebalo i ze nie jestem jebanym pedałem, na co chłop natychmiast sie uspokoił i był grzeczny. Potem jeszcze cos łagodził, ze okej okej, luz. Surrealistyczna sytuacja. Przed Evergreyem umilałem sobie czas próbując otworzyć Yondra i udało się, wiec miałem telefon i czekałem na FotD zeby jebnac zakazane selfie xD . O samym koncercie wiele już napisano - zespół był w genialnej formie, weszli z pełnym pierdolnięciem i mega szkoda, że na 2MTM padł prąd. Dzięki temu, że miałem telefon sprawdzałem na bieżąco czy wraca wifi na arenie i czy jest zasięg GSM - bo był moment, ze nie było sygnału, co znaczyło ze awaria była poważniejsza, niż tylko problem areny. Ostatecznie Maiden wrócili i dograli podstawowego seta, za co szacun. Rozumiem decyzje lokalnej policji o tym, że nie mogą dograć bisów. Z La Defesne można wydostać się tylko pociągiem, te kończyły się chyba o 00:30, a nie było opcji żeby miasto w godzinę podstawiło dodatkowe. Wielka szkoda, bo zespół w pięknej formie.

Przystanek następny to Copenhell. Lubię Kopenhagę i trochę szkoda, że przyleciałem dopiero pod wieczór i nie mogłem się pokręcić. Na festiwal przyjechaliśmy godzinę po doorsach, do wejścia prowadziła ogromna kolejka, więc spodziewałem się problemów z barierką, a tu wbiegam i widzę sześć osób xd . Do tego piękny running order, tylko dwa zespoły przed Maiden. Najpierw Tom Morello, dla mnie nieporozumienie, facet więcej gadał o tym kogo to nie znał niż grał. Do tego średnio mi pasowało, że przygłup z czerwoną gwiazdą mówi coś o walce z faszyzmem, wypierdalaj człowieku do Stanów i nie zawracaj głowy. I naucz się grać.
Następnie Alice Cooper i tu byłem mile zaskoczony, bo koncert z 2017 na Wacken wspominam średnio, a tutaj naprawdę super - na WOA byłem daleko, a tu na barierce, więc mogłem spokojnie oglądać całe show, a dzieje się tam na scenie mnóstwo. Gilotyna, występy żony Coopera, było tam wszystko i jeszcze więcej, a sam Alice we wspaniałej formie. Życzyłbym sobie być w takiej dyspozycji w jego wieku. Jakoś w połowie koncertu jak poprawiałem stopery to usłyszałem, że laska za mną leci wszystkie teksty, także zamieniłem się z nią miejscami. Potem pogadaliśmy, że to jej ulubiony wykonawca, więc nawet kostkę jej oddałem. No i Maiden, zespół miał mnóstwo energii, Adrian skakał na Fearze, Bruce też mocno aktywny, ewidentnie czuli niedosyt po Paryżu, jedyny minus to Aces, ale to klasyka... na dobitkę zmęczonego Dzosefa Mastodon, ich oglądałem już siedząc na górce i rozwalił mnie Troy, który podziękował supportom - Alice'owi i Maiden, a także zachęcił żeby wspierać te mniejsze zespoły xD . Koncert bdb, bardzo mi się podoba ten nowy numer, zwłaszcza wokale Branna.

Do Lyonu specjalnie poleciałem wcześniej, żeby pozwiedzać (no i była lipa z lotami xd) . Na miejscu okazało się, że fala upałów nie ustępuje i pozwiedzać to ja sobie mogę, ale sklepy i centra handlowe z klimatyzacją. Miasto okazało się bardzo ładne, pełne pysznego jedzenia, miłych ludzi, ładnych ulic, z racji pogody i klimatu bardzo dużo spacerowałem w nocy i czułem się bezpiecznie, nigdzie na widoku nie było grupek murzynów i ciapaków, może Francja nie jest jeszcze stracona. Sam koncert postanowiłem potraktowac jak normalny człowiek, wszedłem 10 minut przed Anthraxem i dobiłem się na trzeci rząd, a pozycję jeszcze poprawiłem podczas Wąglika dzięki moshom i pływakom. Przed gigiem dokładnie myłem włosy i wziąłem koszulkę na zmianę, ale nie miało to sensu bo jakoś po 30s byłem zapocony i mokry, podobnie jak każdy dookoła. Jak na Francję przystało publika dopisała, było głośno, intensywnie, z pchankiem ale wszystko w granicach rozsądku. Na minus tylko jakaś rura jebana, którą najpierw przepuściliśmy zeby stała przed nami i lepiej widziała, a ta potem sie rozpychała, próbowała wciagnac swojego fagasa i paliła faje jak smok. Upominałem bezskutecznie, wiec po prostu wylałem jej na te szlugi wodę, a potem wypchnąłem gdzieś w pizdu, wpuścić chamstwo na salony... Jeśli chodzi o to co na scenie, to Murray zapomniał się na Wasted i został do końca po prawej z kolei na Trooperze zabrakło Adriana, podobno źle się poczuł i był pod tlenem. W takim upale naprawdę to rozumiem.

Spałem może 3h i zrywka na lot do Brukseli, żeby zdążyć do Antwerpii. Kolejny kraj i kolejny upał, dlaczego ja to sobie robie? Meldujemy się na barierce w doborowej francusko-polskiej ekipie, potem na barierkę wciągnałem jeszcze znajomego Włocha. Na start festiwalu na scenie pojawili się jacyś... metalowi DJe? I puszczali DJskiego seta. Dosłownie, puszczali z tasmy fragmenty Joan Jett, Slayera, DIO itd. Siadłem i nie widziałem tego występu. Na szczęście muzycznie nie było potem na co narzekać, najpierw Doro - a Dorotka zawsze dobrze na takich gigach, świetna energia i widać, że ona po prostu kocha grać. Po Dorotce Testament, bardzo fajna setlista, sporo odkopów i całkiem ambitne podejście do tematu - szacun. Złapałek kostkę Skolnicka, ale ujawnił się też problematyczny Niemiec po lewej - przygłup nie bawił się ani na Doro, ani na Testamencie, ani na Epice, ani na Maiden, ale jak tylko widział kostkę to skakał, rył po ziemi, wieszał sie przez barierkę, darł sie do ochroniarzy - totalny upośledzeniec. Nawet jak coś dostał, to szarpał się o kolejne fanty, co za niedojeb. Po Testamencie na scenie zaprezentowała się Epica, mam wrażenie że ta wokalistka jest jakaś niemiła i niedopchnięta, sama muzyka nuda, nie rozumiem po co tam są dwie gitary i podwójna stopa.

Maiden wpada na scenę i był to jeden z moich ulubionych gigów na tej trasie. Gitara Adriana była bardzo głośno w mixie, a do tego nasz mistrz postanowił mocno improwizować, obie solówki w Numberze, Rime, SSon, sporo kombinował, a ja jak już wspominałem jestem wielkim fanem takiej postawy. Niech żyje spontan! Steve w dobrym humorze, sporo się do siebie z Davem uśmiechali.

Następne dwa dni to była rewelacja. Cała noc i większość dnia w Belgii po prostu przespałem, po czym poleciałem do Santiago de Compostella i miałem prawdziwy day off. Wstałem chyba o 15, zjadłem pyszne hiszpańskie śniadanko, zwiedziłem nieśpiesznym spacerem piękne miasto, odwiedziłem katedrę, która zawsze była wysoko na mojej liście do zobaczenia, zjadłem jeszcze więcej pysznego jedzenia i poszedłem wcześnie spać. Coś wspaniałego, kto by pomyślał że można podróżować bez cierpienia fizycznego. Następnego dnia rano bus do Viveiro i melduje się na Ressurection Festival. Szkoda, że nie miałem więcej czasu nacieszyć się Galicją i Viveiro, ale taka robota. Po biegu na barierkę myślałem, że się porzygam ze zmęczenia, ze dwóch gości musiałem przeskoczyć po tym jak się wyjebali, ale udało się. Przed Maiden kolejno: chujowy metalcore, chujowy metalcore i nudny thrash. MEEEEEEEEH. Do tego surrealistyczne doświadczenie, bo rozmawiałem z jedna z ochroniarek po portugalsku, a ona odpowiadała po hiszpańsku - okazało się, że galicyjski hiszpański ma sporo wspólnego z portugalskim i dało się dogadać. Publika trochę cicho, do tej pory wszystkie moje hiszpańskie gigi pod tym względem były topowe, a tu lekki niedosyt, ale tylko lekki - sporo osób dookoła znało większość tekstów i bawili się na pełnej. Adrian przearanżował swoją partię podczas Syna, Bruce wyłapał mnie na RTTH i udawał konia, nawet połapałem porządnie. Anthrax już oglądany z daleka, bo nie ma siły, potem bus i prosto na lotnisko w Santiago. Wizyta w całkiem niezłym loungu, szybka drzemka na fotelu i lecimy do Alicante.

A z Alicante do Cartageny i jeden z moich ulubionych festiwali czyli Rock Imperium. Świetne miasto, festiwal w centrum, blisko do knajpy i wody. Do tego nawet z dalszych rzędów super widać, po scena jest na dole niewielkiej górki. Między Crimson Glory a The Gathering po prostu wyszedłem do knajpy i straciłem jeden numer Anneke. Potem znowu Mastodon i znowu super, bardzo ładnie wpasował się w ten zespół Nick, widać że maja super chemię z Billem, chociaż dziwi mnie że nie poszukali wioślarza, który wesprze ich wokalnie. Na deser Sharon i Within Temptation, mocni rywale dla Anthrax i Kreatora jeśli chodzi o setlistowe betoniarstwo, ale nie mogę się gniewać na mamusię. Jak wiele razy przedtem, byłem oczarowany jej głosem i prezencją sceniczną, zawsze mi się gęba cieszy jak jestem na koncertach WT, chociaż zaznaczę, że nie ma w tym moim uwielbieniu żadnego pierwiastka bydlakowego. Nawet wyłapała, że się bawie po lewej i zrobiła z dłoni serduszko, ale jestem pewien, że nie pamięta mnie z trasy 2022.

Drugiego dnia na szczęście moi towarzysze zajęli kolejkę, więc mogłem w spokoju jęczeć z bólu i zdychać, po czym pojawić się dopiero o 14 w kolejce. Ochroniarz sapał się, że wchodzę z powerbankiem, więc straciłem trochę czasu, barierka pojemna nie była bo na środku był korytarz od soundboardu, ale na szczęście ekipa zostawiła mi miejsce i mogłem wbiec na front. Upał był potworny, lali nas wodą cały czas, przez co trudno było bawić się na otwierających Blues Pills i Heat, które zagrały bardzo dobre koncerty. Zwłaszcza ci drudzy mieli super przyjęcie, muszą być znani w Hiszpanii. Chętnie zobaczyłbym ich kiedyś bez upału w jakimś klubie. Po nich Anthrax, jestem bardzo zadowolony, że Maiden wzięło w końcu dobry zespół ze sobą i nie trzeba już się męczyć z jakimś gównem. Samo Maiden podobnie jak w Galicji, dobry gig (dla mnie chyba każdy gig Maiden jest dobry heh), ale nie wydarzyło się chyba nic godnego wyróżnienia. Wiecie, trochę nie wiem jak podejść do opisywania samych setów IM bo każdy był na RFYL i widział co się dzieje na scenie, nie ma chyba sensu żebym wspominał o tym, że na Wratchild Bruce podrzuca mikrofon, a na Trooperze biega z flagą. O właśnie, na Ressurection miał flagę Galicji, nie Hiszpanii.

Nie pospałem za długo w naszym wspaniałym apartamencie, bo z Cartageny trudny dojazd do... w sumie wszędzie, więc o 6:40 juz byłem w busie do Alicante. Wchodzę do lounga na lotnisku, idę narzekając na brak żarcia w tu w kolejce do ekspresu do kawy... Joey Belladona. Zaczęliśmy rozmawiać, Joey okazał się świetnym facetem, bardzo entuzjastycznym i zrobiliśmy sobie nawet fotę. Jak usiadłem, to okazało sie że stolik obok siedzi Scott - ten nie był jakiś chętny do rozmowy, więc po wymianie kilku zdań oddaliłem się wcinać tapasy i jogurty. W samolocie jak wchodziłem zbiłem jeszcze piątkę z Bello i Jonem, a mijany Joey zagadał żebym się zatrzymał i obdarował mnie kostkami, mega miło mi się zrobiło. Wylądowałem w Lizbonie odpowiednio wcześnie, żeby zobaczyć i Mastodon i The Gathering grające przed Megadeth. No i niestety Megadeth nie uświadczyłem, o czym pisałem w odpowiednim temacie. Tyle dobrego, że do Lizbony i tak leciałem, a wolny dzień wykorzystałem na odwiedzenie brazylijskiej knajpy, a wieczorem odwiedziłem z kolegami dive bar i obejrzałem przenudny mecz Portugalia-Hiszpania, a potem całkiem dobry występ portugalskiego cover bandu Maiden.

Znowu spałem kilkanaście godzin, Lizbona była gorętsza niż Brazylijki na plaży w Buzios, więc dzień spędziłem w brazylijskiej knajpie ponownie zajadając się pysznościami z mojego ulubionego kraju. Na koncert dotarłem późno, jakoś 20-30 minut przed Anthraxem. Wbiłem się całkiem fajnie do przodu, a jako że sam Anthrax kończył europejską trasę, to wyrzucili w chuj fantów i mogłem wykorzystać zamieszania żeby wbić na drugi rząd, a jako bonus podczas wbity znalazłem frotę Bello lub Jona. Jako, że oni te frotki rzucają mega rzadko, to bardzo się ucieszyłem. Maiden rewelacja, Portugalczycy to jedna z moich ulubionych publiczności, śpiewaja, skacza, bawia sie ale zero chamówy. Co ciekawe trafiłem w punkt, gdzie nikt nie znał portugalskiego, dookoła byli Hiszpanie i Włosi xD . Zdziwił mnie brak fajerwerków na Rime i wybuchów na wejściu przy Murders, Bruce w lekko gorszej formie, Aces koszmarne. Nie wiem dlaczego, ale czułem jakas potezna radoche na tym gigu, po prostu wszystko weszło idealnie. Potem moi Portugalczycy nie pozwolili spać i zabalowaliśmy do rana, a ja już o 9 w samolot i w drogę. W Londynie zobaczyłem Joan Jett, na której koncert czekałem większość życia, ale królowa nie kwapiła się do odwiedzenia Europy. Swoją drogą w kilka dni widziałem większość moich ulubionych kobiet w muzyce, Sharon, Anneke i Joan. Został ostatni przystanek czyli Knebworth, opisywałem już że duże rozczarowanie. Muzeum śmieszne, koncerty piątkowe bez błysku poza świetnym Blazem, ale czemu tak krótko? Samo Maiden planowałem zobaczyć z tyłu na chillu, ale ofc skończyło się biegiem na barierkę, skoro nagrywali... cztery supporty z cyklu "nie takie złe, ale chuj mnie to obchodzi", a potem Maiden... i chyba najsłabszy koncert na całej trasie. Bruce siadł wokalnie po Rime, scena daleko, wszystko jakieś takie bez błysku... mega rozczarowanie. Tylko Maiden może wpaść na pomysł, żeby na specjalnym evencie nie zrobić nic specjalnego xd.

Od Aten do Kneb widziałem Maiden 17 razy, w sumie licząc Megadeth i pozostałe dni festiwalowe miałem łącznie 30 dni koncertowe. 23 loty, sporo długich przejazdów furą, busem, pociągiem. Niewiele przespanych nocy, sporo złapanych kostek.

Specjalne podziękowania dla Natalii, Bartka którego nie ma na forum, Remiego - jesteście najlepsi. Piona dla Roberrcika, dziękuję Hammers za pomoc z biletami, pozdrawiam Wicker Mana i wszystkich, z którymi miałem okazję się przeciąć.

Za 5 tygodni Toronto.

I know what I want
I'll say what I want
And no one can take it away
Lubie Iron Maiden i Megadeth

pz = shakin stevens

oddawac długie podpisy
johnny_o pisze: wt sie 18, 2026 9:50 pm Jebać czarnuchów
Awatar użytkownika
johnny_o
Ten, Który Czyta Wszystko
Posty: 9578
Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
Skąd: Prawie Warszawa

Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata

Post autor: johnny_o »

Cudne!
Awatar użytkownika
gumbyy
ZASŁUŻONY SANATORIANIN
Posty: 16718
Rejestracja: śr cze 01, 2005 1:49 am
Skąd: Wrocław

Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata

Post autor: gumbyy »

Fest!
www.MetalSide.pl
Awatar użytkownika
Kevin18
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1998
Rejestracja: sob mar 27, 2010 4:17 pm

Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata

Post autor: Kevin18 »

Wietnamczycy robiący Techno Party i jakiś ananas grożący że cię zabiję ? U ciebie się więcej dzieje na jednym koncercie niż u mnie przez pół życia ;)
www.last.fm/user/darkfuneral18
Awatar użytkownika
Budziol
-#Administrator
-#Administrator
Posty: 9765
Rejestracja: pt lip 30, 2004 9:19 am
Skąd: Łódź

Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata

Post autor: Budziol »

Należy im sie za rozbiory i gość uspakajający się po zapewnieniu, że nie ma "na tyle" geja - najlepsze 🤣
Awatar użytkownika
johnny_o
Ten, Który Czyta Wszystko
Posty: 9578
Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
Skąd: Prawie Warszawa

Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata

Post autor: johnny_o »

Awatar użytkownika
Kevin18
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1998
Rejestracja: sob mar 27, 2010 4:17 pm

Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata

Post autor: Kevin18 »

johnny_o pisze: śr lip 22, 2026 7:42 pm Zespołowy materiał z Eddfest -
https://m.youtube.com/watch?v=o0XTlzqV9 ... 1HQg%3D%3D
Najbardziej zmarnowana szansa zespołu od lat na zrobienie czegoś co choć trochę będzie nosiło znamiona spontaniczności. Pozostaje zacytować Dzosefa i jego słowa o ' Najdroższym zwykłym koncercie Maiden na trasie ' :wink:
www.last.fm/user/darkfuneral18
Awatar użytkownika
johnny_o
Ten, Który Czyta Wszystko
Posty: 9578
Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
Skąd: Prawie Warszawa

Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata

Post autor: johnny_o »

Oj tam... Ludzie zadowoleni, muzeum ładnie pokazane... Ap di Ajrons! ;)
Awatar użytkownika
Kevin18
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1998
Rejestracja: sob mar 27, 2010 4:17 pm

Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata

Post autor: Kevin18 »

johnny_o pisze: śr lip 22, 2026 8:15 pm Oj tam... Ludzie zadowoleni, muzeum ładnie pokazane... Ap di Ajrons! ;)
Dlatego czytam Sanktuarium a nie oficjalne forum Maiden czy MaidenFans bo tam to największe dziadostwo które Maiden zaoferuje będzie chwalone. Ktoś skrytykował krótkość seta Blaze'a to dostał sto komentarzy że przecież Stefan go przytulił i że lepiej krótki intensywny gig zagrać niż przeciągnąć itp. Dajcie spokój :wink:
www.last.fm/user/darkfuneral18
Awatar użytkownika
Schizoid
-#The Alchemist
-#The Alchemist
Posty: 13235
Rejestracja: śr cze 25, 2014 3:01 pm

Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata

Post autor: Schizoid »

Maiden Fans jest świetne do poznawania zespołowego lore, ale w tematach czysto muzycznych/trasowych to jest jeden wielki śmietnik.

As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
nugz
SMERF MARUDA
Posty: 11507
Rejestracja: ndz lip 15, 2018 10:08 pm

Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata

Post autor: nugz »

Rozumiem problemy logistyczne, i że to było na jakimś Wyjebiewie, i że drogo, ale kurwa, gdybym był turbo-fanem, to serio chyba bym był zadowolony. Te gemy z muzeum już robią robotę, jeśli ktoś mocno ryje w historii zespołu. A że dywan, na którym stoi perka w knajpie Nicko, ma więcej spontanu niż Maiden... No ma... :)
ODPOWIEDZ