
Ciekawa płyta i fabuła. W latach 90tych to był chyba jeden z ostatnich zespołów, który grał prawdziwy metal. Okładka również fajna. Album jak i zespół odkryłem niedawno (w ciągu ostatniego roku, ale nie pamiętam już dokładnie kiedy) na pewno wyróżnia się 15 minutowa kompozycja Genesis (The Making and the Fall of Man), który mnie osobiście przypomina trochę Rime of the Ancient Mariner. Ale ta płyta to nie tylko ten długi numer, masa świetnych riffów, pirackich zaśpiewów, i tnących jak żyleta solówek gitarowych.
Ulubione utwory: The Phantom of Black Hand Hill, Genesis (The Making and the Fall of Man)


