Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata
Spokojnie, napisze pierwszą relkę, przystąpisz do bardzo wyczekiwanej lektury i zakończysz e-gałą 
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 12457
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata
Stoję sobie pod sceną. Światła gasną, a na scenę wchodzi najlepszy zespół na świecie. Grają piękny koncert, schodzą ze sceny. Mija niecała godzinka, światła gasną... a na scenę wchodzi najlepszy zespół na świecie i gra piękny koncert. A następnego dnia? Sytuacja się powtarza.
W zasadzie tyle mógłbym napisać i by wystarczyło, ale niech kronikarskich obowiązków stanie się zadość.
Lot do Toronto miał spory bagaż emocjonalny, bo z jednej strony wyprowadziłem się z kraju, w ktorym chociaż nie bywałem bardzo często, to jednak częściej niż gdziei indziej, a z drugiej był to powrót do miejsca, w którym po raz pierwszy oglądałem Maiden za oceanem. Ta sama hala, to samo świetne miasto. W obu przypadkach melduję się pod sceną bez większego problemu. Już podczas pierwszych sekund Tipping Point w sobotę można było odrzucić wątpliwości, że ktoś tu jest supportem - trybuny były nabite do ostatniego miejsca, a publika na Mustaine'a reagowała nie mniej żywo niż na Bruce'a, kiedy Rudy przechadzał się po scenie wywoływało to podobny zgiełk co biegający Dickinson. Forma dobra, pierwszego dnia wokalnie Rudy był jeszcze nierozgrzany, ale drugiego już brzmiało to bardzo dobrze, zwłaszcza że Megadeth jak na krótki czas seta zrobiło kilka rotacji. W niedzielę otworzyli Wake Up Dead i pocisnęli CtE, chyba pierwszy raz Tipping Point był w środku seta. Jedyne co pozostawia niedosyt to scenografia i swiatła, majac ekran Maiden mogliby sie pewnie pokusić żeby coś tam wyświetlic poza logiem zespołu. Nie wiem jak szef, ale pozostali wyłapali znajoma polska twarz co zawsze jest miłe.
Maiden, ah Maiden. Były to dla mnie dwa różne koncerty, mimo podobnej miejscówki i identycznego seta. Pierwszej nocy ciągle było we mnie dużo emocji, miałem trochę mysli pt. czy na pewno chcę wydać w tym miesiącu dużo PLN na Fear of the Dark, kiedy mógłbym siedzieć w apartamencie w Rio i budować nowe życie? Odpowiedź przyszła szybko, bo drugiej nocy rozterek nie było, tylko czysta radocha z bycia tu i teraz. Publika była fantastyczna, żywiołowa, ludzie wokół mnie znali teksty. O ile pierwszego dnia otoczony byłem raczej ziomkami, tak drugiego dnia poza jednym kolegą dookoła byli albo znajomi znajomych, albo nowo poznani ludzie i ich entuzjazm i radocha były naprawdę budujące, a z kolei moje pojebaństwo sie im udzielało. Współczuje tylko jednemu przecinkowi, który ewidentnie nie był szczelsiwy ze co jakis czas przepycham sie koło niego zeby dobić do latynosów na refreny i z nimi poskakać, a na zwroty wracam na swój spot xD . Ale miałem jakas wyjatkowa potrzebe przeżycia tego gigu w wiekszym gronie.
Jeśli chodzi o ciekawostki to Bruce bardzo mocno nawiązywał do odpalu orange mana mówiac o Lake Ontario, było nawet Scream for me Lake Ontario. Dave'owi drugiego dnia jebneła struna i Adrian z Brucem sporo z tego zartowali, były takze cute momenty jak Bruce podbijał do Steve'a co przecież rzadko sie zdarza.
Jedyne czego żałuję, to to że trasa Maiden+Megadeth nie wydarzyła sie troche wczesniej w moim zyciu, kiedy byłem tak całkowicie wypełniony entuzjazmem i szaleństwem. Ta trasa w mojej głowie to trochę pożegnanie z dotychczasowym trybem, bardzo chciałbym od przyszłego roku poświęcić się eksploracji świata.
Toronto niestety nie pozwiedzałem, bo okazało sie ze wpadł mi nowy projekt i raczej bedzie z nim duuuzo roboty. No ale skądś trzeba wziac dolce.
PS prawie cała poprzednia strona to jakis smietnik, prosba - jest cale forum, kawiarnia do wrzucania glupich postow. Moze ten temat byc o Maiden a nei o e-galach? Z góry dzieki.
W zasadzie tyle mógłbym napisać i by wystarczyło, ale niech kronikarskich obowiązków stanie się zadość.
Lot do Toronto miał spory bagaż emocjonalny, bo z jednej strony wyprowadziłem się z kraju, w ktorym chociaż nie bywałem bardzo często, to jednak częściej niż gdziei indziej, a z drugiej był to powrót do miejsca, w którym po raz pierwszy oglądałem Maiden za oceanem. Ta sama hala, to samo świetne miasto. W obu przypadkach melduję się pod sceną bez większego problemu. Już podczas pierwszych sekund Tipping Point w sobotę można było odrzucić wątpliwości, że ktoś tu jest supportem - trybuny były nabite do ostatniego miejsca, a publika na Mustaine'a reagowała nie mniej żywo niż na Bruce'a, kiedy Rudy przechadzał się po scenie wywoływało to podobny zgiełk co biegający Dickinson. Forma dobra, pierwszego dnia wokalnie Rudy był jeszcze nierozgrzany, ale drugiego już brzmiało to bardzo dobrze, zwłaszcza że Megadeth jak na krótki czas seta zrobiło kilka rotacji. W niedzielę otworzyli Wake Up Dead i pocisnęli CtE, chyba pierwszy raz Tipping Point był w środku seta. Jedyne co pozostawia niedosyt to scenografia i swiatła, majac ekran Maiden mogliby sie pewnie pokusić żeby coś tam wyświetlic poza logiem zespołu. Nie wiem jak szef, ale pozostali wyłapali znajoma polska twarz co zawsze jest miłe.
Maiden, ah Maiden. Były to dla mnie dwa różne koncerty, mimo podobnej miejscówki i identycznego seta. Pierwszej nocy ciągle było we mnie dużo emocji, miałem trochę mysli pt. czy na pewno chcę wydać w tym miesiącu dużo PLN na Fear of the Dark, kiedy mógłbym siedzieć w apartamencie w Rio i budować nowe życie? Odpowiedź przyszła szybko, bo drugiej nocy rozterek nie było, tylko czysta radocha z bycia tu i teraz. Publika była fantastyczna, żywiołowa, ludzie wokół mnie znali teksty. O ile pierwszego dnia otoczony byłem raczej ziomkami, tak drugiego dnia poza jednym kolegą dookoła byli albo znajomi znajomych, albo nowo poznani ludzie i ich entuzjazm i radocha były naprawdę budujące, a z kolei moje pojebaństwo sie im udzielało. Współczuje tylko jednemu przecinkowi, który ewidentnie nie był szczelsiwy ze co jakis czas przepycham sie koło niego zeby dobić do latynosów na refreny i z nimi poskakać, a na zwroty wracam na swój spot xD . Ale miałem jakas wyjatkowa potrzebe przeżycia tego gigu w wiekszym gronie.
Jeśli chodzi o ciekawostki to Bruce bardzo mocno nawiązywał do odpalu orange mana mówiac o Lake Ontario, było nawet Scream for me Lake Ontario. Dave'owi drugiego dnia jebneła struna i Adrian z Brucem sporo z tego zartowali, były takze cute momenty jak Bruce podbijał do Steve'a co przecież rzadko sie zdarza.
Jedyne czego żałuję, to to że trasa Maiden+Megadeth nie wydarzyła sie troche wczesniej w moim zyciu, kiedy byłem tak całkowicie wypełniony entuzjazmem i szaleństwem. Ta trasa w mojej głowie to trochę pożegnanie z dotychczasowym trybem, bardzo chciałbym od przyszłego roku poświęcić się eksploracji świata.
Toronto niestety nie pozwiedzałem, bo okazało sie ze wpadł mi nowy projekt i raczej bedzie z nim duuuzo roboty. No ale skądś trzeba wziac dolce.
PS prawie cała poprzednia strona to jakis smietnik, prosba - jest cale forum, kawiarnia do wrzucania glupich postow. Moze ten temat byc o Maiden a nei o e-galach? Z góry dzieki.
Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata
ale przeciez Rush widzisz dopiero jutroBon Dzosef pisze: ↑wt wrz 01, 2026 7:03 pm Stoję sobie pod sceną. Światła gasną, a na scenę wchodzi najlepszy zespół na świecie. Grają piękny koncert, schodzą ze sceny. Mija niecała godzinka, światła gasną... a na scenę wchodzi najlepszy zespół na świecie i gra piękny koncert. A następnego dnia? Sytuacja się powtarza.
BRUCE SPRINGSTEEN, JAN BO I RICHIE FAULKNER PONAD WSZYSTKO
https://www.last.fm/pl/user/sardynex
setlist.fm/user/matt01
https://www.last.fm/pl/user/sardynex
setlist.fm/user/matt01
Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata
Kev, czekamy 
johnny, jako prawdziwy gentleman, nie wpierdala się w kolejkę
johnny, jako prawdziwy gentleman, nie wpierdala się w kolejkę
Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata
A jak forma Maiden? Jakieś krótkie filmiki widziałem i całkiem spoko to wyglądało. Zespół z sporym luzem na scenie 
www.MetalSide.pl
Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata
Adrian jest po prostu z innej planety. Serio, ten facet przesadza 
Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata
Przed Rime wspomniał o napełnieniu manierki wodą z Lake Ontario, albo z Zatoki Meksykańskiej, albo z Południowego Atlantyku (tu nawiązanie do kolejnego odpału na temat Falklandów.) Ciekawostka, może jako 100% Brytol jednak poczuł się w końcu dotknięty bredniami i kpił szczerze, a nie na pokaz pod Kanadyjczyków.Bon Dzosef pisze: ↑wt wrz 01, 2026 7:03 pm Jeśli chodzi o ciekawostki to Bruce bardzo mocno nawiązywał do odpalu orange mana mówiac o Lake Ontario, było nawet Scream for me Lake Ontario.
M.
Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata
oraz wzywał do pierdolenia faszystówbeaviso pisze: ↑śr wrz 02, 2026 12:09 amPrzed Rime wspomniał o napełnieniu manierki wodą z Lake Ontario, albo z Zatoki Meksykańskiej, albo z Południowego Atlantyku (tu nawiązanie do kolejnego odpału na temat Falklandów.) Ciekawostka, może jako 100% Brytol jednak poczuł się w końcu dotknięty bredniami i kpił szczerze, a nie na pokaz pod Kanadyjczyków.Bon Dzosef pisze: ↑wt wrz 01, 2026 7:03 pm Jeśli chodzi o ciekawostki to Bruce bardzo mocno nawiązywał do odpalu orange mana mówiac o Lake Ontario, było nawet Scream for me Lake Ontario.
M.
BRUCE SPRINGSTEEN, JAN BO I RICHIE FAULKNER PONAD WSZYSTKO
https://www.last.fm/pl/user/sardynex
setlist.fm/user/matt01
https://www.last.fm/pl/user/sardynex
setlist.fm/user/matt01
- johnny_o
- Ten, Który Czyta Wszystko
- Posty: 10175
- Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
- Skąd: Prawie Warszawa
Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata
Tomcio Morelowy lubi to! 
#johnny2026
#SilneRamięPrawa
#SilneRamięPrawa
Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata
No to chyba akurat każdy by polubił¿
Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata
Adrian The Great. Włączyłem sobie Beast z Kanady. Dave może sobie pitolić swoje zapętlone legato po porzygu. Adrian zmywa wszystkich z tej sceny. Facet gra w zupełnie innej lidze na tej gitarze.
- Metalophil
- -#Moonchild

- Posty: 1945
- Rejestracja: pn cze 30, 2003 10:21 am
- Skąd: Lublin
Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata
Tak. Bruce i Adrian zestarzeli się jaki wino i to oni tak naprawdę ciągną teraz ten zespół. Plus świeża krew w postaci Simona. Reszta niestety trochę już dziadzieje.
Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata
Boss zawsze dowozi
Wszyscy dają jeszcze radę jak dla mnie, nawet Janek. Adrian gra po prostu we własnej lidze. Nie chce mi się w szczegóły, ale jest po prostu wyborny.
Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata
Z ciekawych wydarzeń na trasie - Mustaine wyciągnął Devil's Island, a to jest dość poważny odkop 
Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata
Gdy leciałem słuchając boota z Montrealu, obawiałem się, że będzie frajda na pół gwizdka, bo jednak zawsze udawało mi się zaliczać świetnego Bruce’a na tej trasie (poza Knebworth) ale miałem cichą nadzieję, że przez dwa dni się wykuruje.
Gdy tylko ogłosili ten koncert kupiłem bilety na oba gigi na Pit i zarezerwowałem świetny hotelik przy WTC, by poczuć klimat rocznicy 9/11, a temat ten mnie zawsze interesował (zwiedziłem wszystkie budynki uszkodzone-naprawione, uszkodzone-zmienione i miejsca przebudowane/nowe).
To mój 5ty raz w tej okolicy USA więc z nowości odwiedziłem cable car’em wyspę Roosevelta i szwendałem się po sklepach z retro grami.
Nie miałem FTTB więc wiedziałem, że będzie fajne rycie z Dżosefem i miło się skończyło na drugim rzędzie dzień po dniu. Polska gurom!
Stadion - fajny, kameralny w porównaniu do nieodległego MetLife (finał MŚ/ Meta 72). Dobry dojazd z Manhattan kolejką „podwodną” za 3$.
Ochrona wiadomo - Kongo, ale przynajmniej nie stopowali przy biegu pod barierkę, a odsadziliśmy kilkadziesiąt osób dobiegając pod scenę jako pierwsi z GA (potem rycie między VIP od Megadeth i oczywiście
Od początku było czuć się uczestniczymy w metalowej uczcie na tym obszarze. Każdy był mega zhajpowany takim składem gigu a koszulki Maiden przeplatały się z koszulkami Mega i Anthrax. Fajne community pod sceną i czuć było że będzie działo. Dopchnięto sprzedaż i na pierwszym gigu był sold out, na drugim tak prawie.
Anthrax, wiadomo - jak zawsze świetny otwieracz - nie ma co się rozpisywać, bo kto ich widział to wie. Joe na gazie, Scott dawał odczuć, że hometown gig. Secik rotacyjny - szacun. Ale mogliby se darować 2 covery na 7 utworów na drugim gigu i zagrać ponownie Medusa. Pierwszy dzień zdecydowanie lepszy secik. Publika - mocna. Na pierwszym koncercie momentami było mocno ale za to pojawiały się okazje na okienko do drugiego rzędu z niskimi laskami przed nami - toteż kolacja w postaci Adriana i Dave’a na stole bez przeszkód już tylko się gotowała.
Megadeth - 11/10. Ciary przez cały gig. Piękne rotacje. Tipping jest niesamowity live. Dave - pierwszy gig jak to Dave ale drugi - puścił trochę emocje i mega uśmiechy, duma w oczach na pełny stadion (na Anthrax tak 60-70% trybun, na Mega 95%), piękne pożegnanie, ukłony , nawet na drugim rzucił frotę. Człowiek Legenda, a Teemu to jak zapodał solo w Tornado to ciary - ogólnie poezja. Pojedynki na solo w Hangarze to - zresztą, każdy wie.
Maiden - na Doctorku emocje, wiadomo, pierwszy gig bardziej dopakowany - trudniejszy. Kawałki z Early Days to była walka ale i świetne nagłośnienie. Gitary ostre, wyraźne jak na Maiden. IDreams jako test wokalu Bruce’a i … super. Jeden z moich ulubionych wykonow na trasie. Ciary. Myślę sobie ok - jak Rime zaśpiewa to mu zaliczam ^^. Zaśpiewał nieźle - tak na 80% możliwości ale moc była niesamowita jak to na Rime. Świetnie nagłośnione pojedynki na solo w 7Synie - rozpływałem się oglądając Adriana z Dave’m. Ten ostatni - schudł i uśmiechał się dużo więcej niż go ostatnio widziałem. Ogólnie czuć było, że lepiej się fizycznie przygotował na ten leg. Skakał, biegał (jak na siebie to biegał). Jako fan Janka odnotowałem, że nie pamiętam, by zagrał tak dobre solo do Hallowed od czasu TFF. Wrócił też ten krótki gitarowy leak między solo Dave’a w 7Synie, który Jan grał w 2013/14 ale potem już w 2025 nie.
Potem wiadomo koncert już siada. Hallowed w pierwszy gig jeszcze klasyczny Bruce, w drugi już trochę wygadany/wyśpiewany, ale jakby to powiedzieć „z klasą”. Gorzej z Trooperami - typowe przeziębienie Bruce’a, które dobrze znamy z Knebworth czy połowy 2019 roku. Aces - wiadomo ogień jest na żywo, bo amerykańska publika to lubi, dobry był dźwięk więc tam problemy wokalne rażą mniej niż jak teraz słucham na YT
Gadki Bruce’a na obu gigach podobne, ale podkreślał w sumie z 4/5 razy przy różnych okazjach, że „kurde staliśmy się zespołem stadionowym w USA” ; „kurde 25tys przyszło wczoraj, 25tys dzisiaj to 50 tys - tyle, co mamy lat jako zespół” itp. Czuć było, że Bruce nakręcony - przypomina mi się jak oglądałem zapisy z Mediolanu - coś w ten deseń. Jeszcze bardziej wtedy przypomina mi się, jak nawet pod takim błahym względem Knebworth było totalnie nothing special
Ogólnie - Bruce wyzdrowiał na tyle, żeby dać bardzo dobry pierwszy gig i dobry drugi. Reszta zespołu oczywiście top notch. Maszyna live. Jak wyskakują (na drugim gigu nagłośniono petarde na wejście to hukło, że jakby jebło - można sprawdzić na YT) - to człowiek wlatuje w inny level świadomości, którą wybudza - walka o fanty na koniec
Wyjazd wybitny. Był Dżosef - wybitny do kwadratu. Pogoda 30 stopni, a wylot z Newark nad Manhattan’em jak z bajki. Up the Irons!
Ostatnio zmieniony wt wrz 08, 2026 10:04 am przez remi, łącznie zmieniany 2 razy.
- johnny_o
- Ten, Który Czyta Wszystko
- Posty: 10175
- Rejestracja: śr sty 24, 2018 10:28 am
- Skąd: Prawie Warszawa
Re: Run for Your Lives tour 2026 Europa i Reszta Świata
Murzyni walczący o fanty po białym - nowe, nie znałem
Super relka, gratki!
#johnny2026
#SilneRamięPrawa
#SilneRamięPrawa


