Nevermore
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: Nevermore
Ładnie nam Firuś naskrobałeś
I owszem, nie zrażaj się
3 utwory, które z początku mi nie weszły to właśnie wspomniane przez Ciebie jako niezbyt zachęcajace "Bittersweet Feast" i "Medicated Nation" oraz "The Psalm Of Lydia"... Ale to już przeszło
Natomiast "A Future Uncertain" jest jak na mój gust fantastyczny - dość progresywny, ze świetnym początkiem na akustykach :rocx Ale to miło, że się chociaż troszkę podobało, może z biegiem czasu jeszcze lepiej Ci podejdzie :rocx
Re: Nevermore
Mnie się narazie trudno do niego przekonać. Przecież nie musze lubić tego co TyVacter pisze:ale co masz do Medicated Nation, jest to jeden z moich ulubionych utworów z tej płytki.
Ale to jeszcze nie koniecM@ti pisze:No no Fear żeś zaszalał, ale to bardzo dobrze.
Txh :rocxM@ti pisze:Świetny opis (recenzja).
Artur pisze:Ładnie nam Firuś naskrobałeś
PewnieArtur pisze:I owszem, nie zrażaj się 3 utwory, które z początku mi nie weszły to właśnie wspomniane przez Ciebie jako niezbyt zachęcajace "Bittersweet Feast" i "Medicated Nation" oraz "The Psalm Of Lydia"... Ale to już przeszło Natomiast "A Future Uncertain" jest jak na mój gust fantastyczny - dość progresywny, ze świetnym początkiem na akustykach Ale to miło, że się chociaż troszkę podobało, może z biegiem czasu jeszcze lepiej Ci podejdzie
- Wakterstein
- -#Trooper

- Posty: 365
- Rejestracja: ndz lis 20, 2005 2:01 am
Re: Nevermore
Nie musisz lubić
, po prostu do mnie to trafiło. Wracając do ogólnego tematu. Born wymiata. Odstrasza ludzi nie słuchających takiej muzyki i na wstępie pokazuje niektórym, że powinni zacząć od czegoś lżejszego, jeśli ktoś to wytrzyma jest dobry i może wysłuchać całej płytki
. Wsłuchałem się w utwór instrumentalny i mam dziwne wyobrażenia jeśli o niego chodzi. Najpierw rozcinają gościa, a potem wiercą mu flaki, w zwolnieniu tną kręgosłub, a ty czujesz się jakbyś był tym gościem. Nie jest to może arcydzieło, ale takie miałem skojażenia, bo świetnie operują sprzętem i stwarzają takie efekty! Wsłuchajcie się w to i nie traktujcie tylko jako przejścia do następnego utworu.
Re: Nevermore
Hmmmm ciekawe.Vacter pisze:Najpierw rozcinają gościa, a potem wiercą mu flaki, w zwolnieniu tną kręgosłub, a ty czujesz się jakbyś był tym gościem. Nie jest to może arcydzieło, ale takie miałem skojażenia
- Wakterstein
- -#Trooper

- Posty: 365
- Rejestracja: ndz lis 20, 2005 2:01 am
Re: Nevermore
Kiedy do tego doszedłem zastanowiłem się po co tego słucham
i wtedy wrzuciłem enemies of reality i I Voager, też mi nasuwa skojarzenia, ale mało oryginalne. Mają bardzo obrazotwórczą muzykę, mogę wam pokazać rysunek, który rysowałem na Polskim mającw głowie jakiś utwór Nevermore
. Ze mnie beztalencie, muszę tylko poszukać.
PS Czemu słucham, śmieszne pytanie. Podoba mi się i tyle...
PS Czemu słucham, śmieszne pytanie. Podoba mi się i tyle...
Re: Nevermore
No ten album jednak jest słabszy niż "This Godless Endeavor"... Znaczy i tak świetny, jak to wielokrotnie mówiłem, ale qrcze od chwili kiedy poznałem wszystkie albumy NM stwierdziłem, że jest najsłabszy.....Fear pisze:A teraz... ] Jesli się dzisiaj wyrobie, to jeszcze sobie napisze coś o Enemies Of Reality. Ale to się zobaczy ;]
I ten jest też zdecydowanie prostszy niż "TGE", taki cios prosto w ryj bardziej
Zależy też którą wersję masz - pierwszą czy remiksowaną... różnica znaczna. Pierwsza wersja - producentem Kelly Gray a efektem płyta o chwilami nieczytelnym brzmieniu, wręcz takim syfiastym(ale w pozytywnym znaczeniu
I tutaj też zarysowuje się różnica między Kernonem a Sneapem - "za Kernona" NM brzmiał bardziej przestrzennie, natomiast brzmienie płyt ery Sneapa jest takie skomasowane, ściśnięte, ale chyba jeszcze cięższe.. Dodam, że cholenie lubię obie "ery"
- Wakterstein
- -#Trooper

- Posty: 365
- Rejestracja: ndz lis 20, 2005 2:01 am
Re: Nevermore
Nie ma sensu porównywać płyt wstecznie
, oni się rozwijają, powinnno tak być, że im płyta nowsza tym lepsza, a nie odcinanie kuponów.
Re: Nevermore
Ja wiem :rocx Ja tylko mówię o brzmieniu, bo muzyka to wiadomo, że się zmienia, Nevermore zawsze tak miał i pewnie będzie miał...Vacter pisze:Nie ma sensu porównywać płyt wstecznie , oni się rozwijają, powinnno tak być, że im płyta nowsza tym lepsza, a nie odcinanie kuponów.
Re: Nevermore
Dziesiejszego wieczoru przyszedł czas na Enemies of Reality . W sumie po This Godless Endeavor spodziewam się równie dobrej płyty, i zaraz zobaczę czy ten krążek spełni moje oczekiwania. Enemies of Reality zaczyna się spokojnym wejściem. Na początku miałem wrażenie, że coś się popsuło i przygłosiłem. "Niestety", za chwilę spadała na mnie ściana pierwszych dźwięków płyty. Od pierwszych akordów zespół nie daje chwili wytchnienia słuchaczowi, ostro pnąc do przodu. Po energicznym wstępie mamy mieszankę elektryzujących riffów, które wprawiaja w swego rodzaju trans. Perkusja działa jak magnes, a trochę melodyjny refren pozwala pobujać się na krześle. Późniejsze solówki już trochę mniej mi się podobają ;/ Może w następnym utworze będzie lepiej ;]
Dalej co my tu mamy : Ambivalent . Już od samego początku zespół tryska energią. Bardzo podoba mi się zgranie perkusji z gitara, co daje niebywale potężny efekt ;] Po refrenie trochę defu [ wszakże def nikomu jeszcze nie zaszkodził ;] ] i znów potęga perkusji. 2 cześć utworu zdecydowanie lepsza niż pierwsza. Od solówki włącznie zaczyna się prawdziwe grzanie !
I tak przeszliśmy do Never Purify . Zauważam pewne powtórki linii wokalnej z innych utworów, ale początek całkiem przyjemny dla ucha ;] Potem mieszanka świetnych riffów. Naprawdę podoba mi się to brzmienie :rocx: Ale podczas trwania utworu mało się dzieje ciekawego. Są pewne przebłyski, ale tylko pewne. Solo – również jakieś takie powtarzalne. Na szczęście wrócili do main riffu i jakoś to ratuje sytuację tego kawałka przy samym końcu. Póki co zdecydowanie najsłabsza pozycja płyty. Tomorrow Turned Into Yesterday – Wstęp zwiastuje raczej balladę. Po prostu cudowny ;] Trochę słyszę tu Testament. Miło posłuchać czegoś spokojnego po takich agresywnych uderzeniach . Refren cięższy, ale nie psuje ogólnego klimatu utworu. Początek solóweczki i znów sweepy
Aż się bije o pomste do nieba! Na szczęście gitarzysta wychodzi obronną ręką z tego grając 2 cześć solówki bardzo melodyjną i piękną dla ucha
Po miłej balladzie przyszła kolej na porywczy I Voyager . Doskonale słychać tu gitarę 7 strunową, która w połączeniu z perką i basem daje cudownego kopa
Nie bardzo rozumiem po co to zwolnienie przed refrenem
Tak trochę psuje mi smak tego utworu. Ale to jak dotąd tylko jedno zastrzeżenie. Potem znów pewien „spokój” się przeradza w szaleńczy riff. Następnie trochę mieszania rytmicznego [ to jest to co lubię
] i znów sweepy
…. Świetne pauzy przeradzają się w ten ciekawy riff, ale znów go przerywa to zwolnienie
I końcówka znów energiczna.
Kolejny utwór Create the Infinite zaczyna się bardzo obiecująco. I póki co taki pozostaje
Znów takie lekkie zahaczanie o brutal def i mrok, charakterystyczny dla tegoż gatunku ;] W miarę upływu czasu utwór staje się ciekawy. Ta zmiana klimatów w środku genialnie pasuje do całości :rocx: Już do końca zespół daje czadu, więc nie ma mowy o znudzeniu. Who Decides - Początek to istny killer
Ale zmylił mnie całkowicie, bo późniejszy akustyczny motyw przychodzi tak nagle… Tak dalej panowie
To było piękne ;] Melodyjka z solówki, jeszcze długo mi chodziła po głowie ;] A koniec również nieprzewidywalny. Utwór chyba jak dotąd najlepszy
Następnie otrzymałem dawkę orientalnych dźwięków. Zabawa kamera głosową chyba się podoba wokaliście ;] A partie unisono znów świetnie brzmią. Utwór pomimo, że może nie jest jakis porywający w tempie, bardzo mi przypadł do gustu
I dotarliśmy do końca. Seed Awakening już od początku wgniata w krzesło. Świetny początek. Tego było mi trzeba na koniec obcowania z tą płyta. Chyba od jakiegoś czasu pierwszy raz słyszę wyraźnie klawisze ;] I znów w połowie utworu świetna zmiana klimatu na taki tajemniczy. Gryyyyyyyyy
Refren i znów tajemniczość przeplatana porywczością. Solówka mi przypomniała trochę Slayera
Ale znów te sweepy…;/ Zmora, naprawdę, źle się tego słucha po raz któryś tam
Reasumując : Koniec płyty również tajemniczy i myślę , że pozostawiający pewien niedosyt. Ogólnie zmęczyła mnie trochę ta płyta. Były przebłyski geniuszu, ale i były takie kulawe fragmenty. Płyta zdecydowanie gorsza od This Godless Endeavor , ale przesłuchując ją, wcale nie miałem na myśli porównania tych dwóch krążków. To wszystko wyszło już po przesłuchaniu Enemies of Realisty. Dobrze, że płyta nie jest długa, bo chyba zaoszczędziła mi większego rozczarowania. To jak na razie tyle co miałęm do napisania na temat tegoż krążka ;]
Dalej co my tu mamy : Ambivalent . Już od samego początku zespół tryska energią. Bardzo podoba mi się zgranie perkusji z gitara, co daje niebywale potężny efekt ;] Po refrenie trochę defu [ wszakże def nikomu jeszcze nie zaszkodził ;] ] i znów potęga perkusji. 2 cześć utworu zdecydowanie lepsza niż pierwsza. Od solówki włącznie zaczyna się prawdziwe grzanie !
I tak przeszliśmy do Never Purify . Zauważam pewne powtórki linii wokalnej z innych utworów, ale początek całkiem przyjemny dla ucha ;] Potem mieszanka świetnych riffów. Naprawdę podoba mi się to brzmienie :rocx: Ale podczas trwania utworu mało się dzieje ciekawego. Są pewne przebłyski, ale tylko pewne. Solo – również jakieś takie powtarzalne. Na szczęście wrócili do main riffu i jakoś to ratuje sytuację tego kawałka przy samym końcu. Póki co zdecydowanie najsłabsza pozycja płyty. Tomorrow Turned Into Yesterday – Wstęp zwiastuje raczej balladę. Po prostu cudowny ;] Trochę słyszę tu Testament. Miło posłuchać czegoś spokojnego po takich agresywnych uderzeniach . Refren cięższy, ale nie psuje ogólnego klimatu utworu. Początek solóweczki i znów sweepy
Po miłej balladzie przyszła kolej na porywczy I Voyager . Doskonale słychać tu gitarę 7 strunową, która w połączeniu z perką i basem daje cudownego kopa
Kolejny utwór Create the Infinite zaczyna się bardzo obiecująco. I póki co taki pozostaje
Następnie otrzymałem dawkę orientalnych dźwięków. Zabawa kamera głosową chyba się podoba wokaliście ;] A partie unisono znów świetnie brzmią. Utwór pomimo, że może nie jest jakis porywający w tempie, bardzo mi przypadł do gustu
I dotarliśmy do końca. Seed Awakening już od początku wgniata w krzesło. Świetny początek. Tego było mi trzeba na koniec obcowania z tą płyta. Chyba od jakiegoś czasu pierwszy raz słyszę wyraźnie klawisze ;] I znów w połowie utworu świetna zmiana klimatu na taki tajemniczy. Gryyyyyyyyy
Reasumując : Koniec płyty również tajemniczy i myślę , że pozostawiający pewien niedosyt. Ogólnie zmęczyła mnie trochę ta płyta. Były przebłyski geniuszu, ale i były takie kulawe fragmenty. Płyta zdecydowanie gorsza od This Godless Endeavor , ale przesłuchując ją, wcale nie miałem na myśli porównania tych dwóch krążków. To wszystko wyszło już po przesłuchaniu Enemies of Realisty. Dobrze, że płyta nie jest długa, bo chyba zaoszczędziła mi większego rozczarowania. To jak na razie tyle co miałęm do napisania na temat tegoż krążka ;]
Re: Nevermore
Spoko Firuś, będzie lepiej
:rocx A co Ty tak tych sweepów nie lubisz??
Ja je uwielbiam, w takim "This Godless Endeavor" roznoszą wprost
Ale spox - kwestia osobistych preferencji...
Ale tak po Twojej recenzji(znowu bardzo fajnej skądinąd) nie wychodzi, że płyta Ci się nie podoba, chyba, że mi się zdaje
In Observation I Analyze,
All The Aspects Of Humanity,
That I Despise
Ale mam nadzieję, że się nie zrażasz
Ale zgadzam się z tym, że dobrze, że płyta jest krótka, może faktycznie troszkę zmęczyć, bo jakoś cholernie rozbudowana nie jest...
No to poczekaj na "The Politics Of Ecstasy" i "Dreaming Neon Black" - podejrzewam, że rozpatrzysz je pozytywniej niż "EOR", aczkolwiek "uważaj" na takie utwory, jak "The Politics Of Ecstasy", "Next In Line" z "TPOE" oraz "The Death Of Passion" i "I Am The Dog" z "DNB" - przy pierwszych przesłuchaniach mogą przytłoczyć, bo są z pozoru cholernie nieprzystępne, brudne wręcz.... Ale jak już się je odkryje....
Ale tak po Twojej recenzji(znowu bardzo fajnej skądinąd) nie wychodzi, że płyta Ci się nie podoba, chyba, że mi się zdaje
Tę część uwielbiamFear pisze:Nie bardzo rozumiem po co to zwolnienie przed refrenem
In Observation I Analyze,
All The Aspects Of Humanity,
That I Despise
Ale mam nadzieję, że się nie zrażasz
Ale zgadzam się z tym, że dobrze, że płyta jest krótka, może faktycznie troszkę zmęczyć, bo jakoś cholernie rozbudowana nie jest...
No to poczekaj na "The Politics Of Ecstasy" i "Dreaming Neon Black" - podejrzewam, że rozpatrzysz je pozytywniej niż "EOR", aczkolwiek "uważaj" na takie utwory, jak "The Politics Of Ecstasy", "Next In Line" z "TPOE" oraz "The Death Of Passion" i "I Am The Dog" z "DNB" - przy pierwszych przesłuchaniach mogą przytłoczyć, bo są z pozoru cholernie nieprzystępne, brudne wręcz.... Ale jak już się je odkryje....
Re: Nevermore
A po co ich używać na każdym kroku?:) Owszem, sztuką jest zagrać takie coś, ale technika nie powinna bazować na jednym i tym samym ciągle ;]Artur pisze:A co Ty tak tych sweepów nie lubisz??
Nie no , całkiem fajnie się komponują z całością, ale mi chodzi tu tylko o powtarzalnosc ich ;]Artur pisze:Ja je uwielbiam, w takim "This Godless Endeavor" roznoszą wprost Ale spox - kwestia osobistych preferencji...
Dobrze papo, będę uważał na te kawałki:lol:Artur pisze:No to poczekaj na "The Politics Of Ecstasy" i "Dreaming Neon Black" - podejrzewam, że rozpatrzysz je pozytywniej niż "EOR", aczkolwiek "uważaj" na takie utwory, jak "The Politics Of Ecstasy", "Next In Line" z "TPOE" oraz "The Death Of Passion" i "I Am The Dog" z "DNB" - przy pierwszych przesłuchaniach mogą przytłoczyć, bo są z pozoru cholernie nieprzystępne, brudne wręcz.... Ale jak już się je odkryje....
- Wakterstein
- -#Trooper

- Posty: 365
- Rejestracja: ndz lis 20, 2005 2:01 am
Re: Nevermore
Aby ich docenić trza odpoczywać. Zwolnienie w I Voager jest potrzebne, mi się pojawia w tedy jakiś gościu w stroju ludzi z behemotha i zaczyna wyrabiać w lesie jakieś pozy z matrixa. Taki obraz zawsze mi się pojawia jak słyszę refren. Zwolnienia zawsze są ciekawie zrobione, ale czasem za krótko... 
Re: Nevermore
Hehe coraz to co innego.Vacter pisze:mi się pojawia w tedy jakiś gościu w stroju ludzi z behemotha i zaczyna wyrabiać w lesie jakieś pozy z matrixa. Taki obraz zawsze mi się pojawia jak słyszę refren.
- Wakterstein
- -#Trooper

- Posty: 365
- Rejestracja: ndz lis 20, 2005 2:01 am
Re: Nevermore
Mam taki pomysł, aby kręcićledyski do nevermore, ale niestety nie mam kamery, chętni ludzie by się pojawili. Zawsze to lepiej jak więcej osób rzuca pomysły.
Najlepiej filmować ludzi z ukrycia, zataczający się pijak i "I am the Voyager"
...
Re: Nevermore
Vacter pisze:Najlepiej filmować ludzi z ukrycia, zataczający się pijak i "I am the Voyager"
Re: Nevermore
Artur pisze:Spoko Firuś
I am the dog to pierwszy utwor jaki NM poznalem, wszedl bez zapity!Artur pisze:"I Am The Dog" z "DNB" - przy pierwszych przesłuchaniach mogą przytłoczyć, bo są z pozoru cholernie nieprzystępne, brudne wręcz.
Jazz is not dead, it just smells funny.
- Wakterstein
- -#Trooper

- Posty: 365
- Rejestracja: ndz lis 20, 2005 2:01 am
Re: Nevermore
Ale nie brzmi to jak walenie w struny jakihś gówniarzy co dostali dopiero gitarki...
Re: Nevermore
No bo chyba tak nie bylo
juz troszke sie ograli ;]
juz troszke sie ograli ;]
Jazz is not dead, it just smells funny.
- Wakterstein
- -#Trooper

- Posty: 365
- Rejestracja: ndz lis 20, 2005 2:01 am
Re: Nevermore
No właśnie tak porównuje, bo ktoś napisał o brudzie. Niektórcyh rzeczy nie połkniesz nawet po 100 odsłuchaniu, co nie zawsze świadczy o ambitności. Może prześlemy Nevermore do jakiegoś profesora i zobaczymy jak oceniają to "wyższe sfery"
. Mam ostatnio trochę o tym o filozofii, czasem podczas tej lekcji słucham tak dla przemyślenia. Jeśli piękno jest rzeczą obiektywną, to już nie wiem, czy my jesteśmy tacy tęmpi, że słuchamy nevermore, czy inni to jelenie
. Jeśli byłoby subiektywne, to brakowałoby sensu w słuchiwaniue się w nevermore, bo łatwiej jest przecież sięgnąć do jakiegoś LP, albo LB i mieć wszystko na wierzchu, potym bez wstydu przeżucić się na hh i przejść następnie na TH.
Mądrość mych słów podkreśla pochwała, która wszystko już mówi
... Ach.

Re: Nevermore
Ja mam takie zdanie jak kolega Metal:Vacter pisze:No właśnie tak porównuje, bo ktoś napisał o brudzie. Niektórcyh rzeczy nie połkniesz nawet po 100 odsłuchaniu, co nie zawsze świadczy o ambitności. Może prześlemy Nevermore do jakiegoś profesora i zobaczymy jak oceniają to "wyższe sfery" . Mam ostatnio trochę o tym o filozofii, czasem podczas tej lekcji słucham tak dla przemyślenia. Jeśli piękno jest rzeczą obiektywną, to już nie wiem, czy my jesteśmy tacy tęmpi, że słuchamy nevermore, czy inni to jelenie . Jeśli byłoby subiektywne, to brakowałoby sensu w słuchiwaniue się w nevermore, bo łatwiej jest przecież sięgnąć do jakiegoś LP, albo LB i mieć wszystko na wierzchu, potym bez wstydu przeżucić się na hh i przejść następnie na TH. Mądrość mych słów podkreśla pochwała, która wszystko już mówi ... Ach.
Wiem, że może to brzmieć nieco zarozumiale, gdy ktoś nazywa jeden ze swoich ulubionych zespołów genialnym, ale ja qrcze jestem przekonany o tym po prostu... seriometal pisze:Może to ze Nevermore nie jest dla wszystkich... bo to muzyka bardzo skomplikowana, pokręcona, genialna w każdym calu
Ja sądzę, że muzyka NM nprawdę wiele wymga od słuchacza, ale w zamian oferuje naprawdę dużo... oni tworzą, jak mi się zdaje, rzeczy trwałe... a to chyba cechuje największych twórców... podam tylko kilka przykładów płyt, które na trwałe zapiszą się w mojej pamięci, jako coś właśnie takiego trwałego, coś co z Tobą niejako żyje: "Seventh Son Of A Seventh Son" IM, "Lateralus" Tool, "Blackwater Park" Opeth czy "Dreaming Neon Black" NM właśnie... Nie znaczy to, że inne płyty tychże zespołów nie są rzeczami trwałymi, takimi które długo żyją, że tak powiem, ale po prostu te mi przyszły na myśl...
Dlatego sądzę, że nieważne czy dużo ludzi ich słucha, czy mało, ważne, że dużo z tych, którzy zapoznali się z ich muzyką potrafiło dostrzec piękno tej muzyki, i być może NM jakoś trwalej zapisze się w ich pamięci...

