Frank Zappa- Mistrz Ciętego Dowcipu
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Frank Zappa- Mistrz Ciętego Dowcipu
Ano właśnie. Kto z was lubi, a kto go jeszcze słucha i ceni? Jak dla mnie jeden z najinteligentniejszych kompozytorów/aranżerów, których kompozycje udało mi się poznać w moim krótkim życiu. Człowiek, który za nic miał purytańskie zwyczaje, gdzie kolwiek się pojawił, zawsze było o nim głośno. Do historii rocka wręcz alternatywnego (ale jak można nazwać rockową kapelą jego kilkunastoosobowy big-band?) przeszły jego wypowiedzi na temat cenzury w mediach, jak również tematy jego piosenek.
Ulubione utwory:
"Bobbie Brown"
"Peaches en regalia"
"Stairway to Heaven" w jego wersji
"Catholic Girls"
"Don't eat the yellow snow"
"Don't you wan'na men like me?"
"Montana"
Ulubione utwory:
"Bobbie Brown"
"Peaches en regalia"
"Stairway to Heaven" w jego wersji
"Catholic Girls"
"Don't eat the yellow snow"
"Don't you wan'na men like me?"
"Montana"
- Lifthrasil
- -#Wrathchild

- Posty: 93
- Rejestracja: ndz kwie 30, 2006 12:15 pm
Re: Frank Zappa- Mistrz Ciętego Dowcipu
Słyszałem kiedyś u kuzyna jedną płytę więc sie nie wypowiem w ankiecie.. ale płyta była zajebista 
Re: Frank Zappa- Mistrz Ciętego Dowcipu
Mam jakieś pół dyskografii i naprawdę jest w czym wybierać.
Re: Frank Zappa- Mistrz Ciętego Dowcipu
To od czego zacząć?
Przysługa, jaką pieniądz daje społeczeństwu, jest niezależna od jego ilości.
Re: Frank Zappa- Mistrz Ciętego Dowcipu
Hmmm.....
Ciężkie pytanie.
Najlepiej na początek darować sobie same pierwsze albumy i zacząć od "Hot Rats" 1969 roku, jazz-rock - Wzór dla m.in. Roberta Frippa.. Jak się lubi klimaty Mahavishnu Orchestra to jak najbardziej. Później - "Apostrophe" 1974 i "One Size Fits All" 1976 (dla mnie jedna z najlepszych). Doskonałą płytą jest również "Zoot Allures" 1976 rok. Bardzo dobrą pozycją jest również "Ship Arriving Too Late To Save A Drowning Witch" 1982. Dodałbym jeszcze pozycję "You Are What You Is" z 1981 roku i "Them or Us" 1984.
Godne polecenia są też płyty kompilacyjne - cała seria 6 płyt "You can't do that on stage anymore" czy "The Best Band You Never Heard In Your Life" z przeróbkami m.in. "Stairway to heaven" czy "Purple Haze".
Jest tego dużo. Ale na pewno radzę unikać pozycji "Thing-Fish", "Boulez Conducts Zappa" czy "Yellow Shark" na początek bo są to rzeczy orkiestrowe oprócz 1 pozycji, któa jest rozpisaną na role operą rockową.
Oczywiście pisałem to w dużym skrócie
:)
Ciężkie pytanie.
Najlepiej na początek darować sobie same pierwsze albumy i zacząć od "Hot Rats" 1969 roku, jazz-rock - Wzór dla m.in. Roberta Frippa.. Jak się lubi klimaty Mahavishnu Orchestra to jak najbardziej. Później - "Apostrophe" 1974 i "One Size Fits All" 1976 (dla mnie jedna z najlepszych). Doskonałą płytą jest również "Zoot Allures" 1976 rok. Bardzo dobrą pozycją jest również "Ship Arriving Too Late To Save A Drowning Witch" 1982. Dodałbym jeszcze pozycję "You Are What You Is" z 1981 roku i "Them or Us" 1984.
Godne polecenia są też płyty kompilacyjne - cała seria 6 płyt "You can't do that on stage anymore" czy "The Best Band You Never Heard In Your Life" z przeróbkami m.in. "Stairway to heaven" czy "Purple Haze".
Jest tego dużo. Ale na pewno radzę unikać pozycji "Thing-Fish", "Boulez Conducts Zappa" czy "Yellow Shark" na początek bo są to rzeczy orkiestrowe oprócz 1 pozycji, któa jest rozpisaną na role operą rockową.
Oczywiście pisałem to w dużym skrócie
- LukaSieka
- -#The Man Who Would Be Spammer

- Posty: 18852
- Rejestracja: pt lut 22, 2013 12:35 am
- Skąd: Konin
Re: Frank Zappa- Mistrz Ciętego Dowcipu
Od najlepszychvyrus pisze:To od czego zacząć?
Ostatnio zmieniony czw lis 13, 2014 11:48 am przez LukaSieka, łącznie zmieniany 1 raz.
So what if the master walked on the water.
I don't see him trying to stop the slaughter.
- IronCezarek
- -#Clairvoyant

- Posty: 1175
- Rejestracja: sob cze 26, 2010 10:55 am
- Skąd: Nowe Skalmierzyce
Re: Frank Zappa- Mistrz Ciętego Dowcipu
Ja zaczynałem od Hot Rats i szczerze nie żałuję 
- Adrian S.O.S.
- -#Rainmaker

- Posty: 6565
- Rejestracja: ndz lut 09, 2014 3:11 pm
Re: Frank Zappa- Mistrz Ciętego Dowcipu
Ja najbardziej znowu lubie "Sheik Yerbouti", "Apostrophe (')", "Broadway The Hard Way", "Over-Nite Sensation" i "Waka/Jawaka". A zaczynałem od ???
Cieżko sobie teraz przypomnieć, ale chyba "Sheik Yerbouti" właśnie 
Re: Frank Zappa- Mistrz Ciętego Dowcipu
No, u Zappy w sumie ważne, od czego się zacznie. Bo mój znajomy pierwsze jakie wziął do ręki to chyba "Thing-Fish" więc od razu się zraził mocno i potem ciężko mu było się przekonać.
W sumie "Freak Out!" też bardzo ok, mimo, że późno się przekonałem do jedynki - dużo słychać w niej przyszłych muzycznych dokonań w świecie muzyki. Jest nawet i coś w rodzaju rapu.
Bardzo dobre pozycje. W sumie mimo wszystko bardzo przystępne, zwłaszcza "Sheik.." i "Broadway.." (świetna koncertówka).Adrian S.O.S. pisze:"Sheik Yerbouti", "Apostrophe (')", "Broadway The Hard Way", "Over-Nite Sensation" i "Waka/Jawaka"
W sumie "Freak Out!" też bardzo ok, mimo, że późno się przekonałem do jedynki - dużo słychać w niej przyszłych muzycznych dokonań w świecie muzyki. Jest nawet i coś w rodzaju rapu.
Re: Frank Zappa- Mistrz Ciętego Dowcipu
Clan Of Xymox 7.02 ; E.Clapton 29.04 ; Hellhaim,Orgasmatron 16.05 ;Metallica 19.05 ;Luxtorpeda 23.05 ; Savatage + 11.08
Re: Frank Zappa- Mistrz Ciętego Dowcipu
O "mistrzu ciętego humoru" napiszę jutro. Bo to dużo literków
Ale żeby nie było, mam jego jedną płytę
Re: Frank Zappa- Mistrz Ciętego Dowcipu
To co możesz napisać, skoro masz tylko jedną płytę?
Re: Frank Zappa- Mistrz Ciętego Dowcipu
Uwaga zgaduję: Zappa to nie taki dobry gitarzysta i muzyk jak się o nim pisze. To ściemniacz i pozer który "dziwną" muzykę próbował ukryć swojego braki jako kompozytora i muzyka. Gitarzysta też z niego średni.
Coś w tym stylu myślę
- LukaSieka
- -#The Man Who Would Be Spammer

- Posty: 18852
- Rejestracja: pt lut 22, 2013 12:35 am
- Skąd: Konin
Re: Frank Zappa- Mistrz Ciętego Dowcipu
So what if the master walked on the water.
I don't see him trying to stop the slaughter.
Re: Frank Zappa- Mistrz Ciętego Dowcipu
Służę wykopaliskami
Cytat z Vorgela.
No chyba, że... przesłuchał w tzw. międzyczasie i zmienił zdanie. Ale nieeee, przecież koncertu nie mogło ostatnio być
Cytat z Vorgela.
No chyba, że... przesłuchał w tzw. międzyczasie i zmienił zdanie. Ale nieeee, przecież koncertu nie mogło ostatnio być
U Zappy nigdy nic nie było dopracowane i to jest problem tego artysty. Nazywanie go geniuszem zawsze uważałem za przejaw ignorancji muzycznej. To hochsztapler. Ja nie mam nic do Zappy mam nawet jedną jego płytę, ale tak naprawdę facet nie miał wielkiego pojęcia o muzyce. Dlatego wynajmował zawodowych muzyków i na tle ich muzykowania się wygłupiał. Jego solówki gitarowe są niezborne, fałszujące, atonalne. Nie potrafił grać, ale uważał, że jak się powygłupia i powie, że to awangarda dla inteligentnych a nie muzyka pop, wtedy będzie uznany za mistrza twórczości ambitnej. Nagrał grupo ponad 100 albumów, ale ilość rzadko przechodzi w jakość. Muzyczny oszust, słaby w każdym względzie. Wciąż jednak lubię posłuchać Apostrophe czy niektórych rzeczy z Sheik Yerbouti i Tinseltown Rebellion.
Re: Frank Zappa- Mistrz Ciętego Dowcipu
Dzięki barsiarz, mam jeszcze ze dwa zdania do dodania, wyjaśnienie dlaczego był taki a nie inny. Ale to nie dzisiaj.
Re: Frank Zappa- Mistrz Ciętego Dowcipu
Jak mało potrafi? Nie będę nic odpowiadać na takie bzdury. Nie dam się wciągnąć w ten bajzel który będzie trwać przez kilkanaście stron, a Ty będziesz jadł popcorn albo jajka sadzone i śmiał się do monitora. Pozdro.
Re: Frank Zappa- Mistrz Ciętego Dowcipu
Nawet się specjalnie nie pomyliłem w moich przewidywaniach 
Re: Frank Zappa- Mistrz Ciętego Dowcipu
Zostawiając na boku poczucie humoru Frania, jednego może śmieszyć, drugiego nie, był to performer i w tych kategoriach absolutnie nic nie mam mu do zarzucenia. No ale nagrywał też płyty, gdzie ilość nie przechodzi w jakość. Czytałem swego czasu wypowiedź Iana Andersona z Jethro Tull, który wyróżnił jakąś jego płytę, że on owszem ceni Franka, ale nie uważa, iż był dobrym gitarzystą. Po czym dodał "one trick pony". Ja bym użył stwierdzenia "no trick pony", ale Ian to muzyk starej daty i Malmsteenów pewnie za dużo nie słuchał.
Podejście Zappy do twórczości, to podejście sytuacjonistów. Ruch Fluxus pojawił się w połowie lat 50 XX wieku, ale rozwijał się najmocniej w latach 60. Nie będę pisał na czym on polegał, to można sobie sprawdzić choćby na Wikipedii. Źródła niekonwencjonalnego podejścia do sztuki należy szukać w dziełach Paula Lafargue'a, zwłaszcza w jego najbardziej znanym eseju "Prawo do lenistwa". To jest tylko jeden z przykładów, bo całość zagadnienia jest o wiele szersza (tego nie będę tutaj podnosił, tzn dlaczego miało być tak, a nie inaczej, w końcu to temat o Zappie). W dużym skrócie, człowiek nie może się przemęczać, a najlepiej by robił wyłącznie to co chciał i jeszcze miał z tego profity. Trzeba więc kompletne dyletanctwo przenieść na każdy aspekt życia, także na sztukę i podnieść do rangi progresywizmu. Po co się uczyć gry na instrumencie, skoro można podejść "niekonwencjonalnie" i powiedzieć, to jest awangarda w sztuce? Yoko Ono była znana jedynie ze względu na sławnego męża, inni nie mieli takiego szczęścia. Franio oczywiście nie zaszedłby za daleko, gdyby sobie nie dobrał dobrych muzyków, sam pozostając jednak muzycznym dyletantem. Ale jeśli go się skrytykuje, można zostać posądzonym o reakcjonizm, bo przecież on taki postępowy. Podkreślam, brak umiejętności, czy też wystarczających umiejętności by coś stworzyć powinien motywować do pracy nad sobą. W przypadku tego jegomościa, nie tylko nie miało to miejsca, jeszcze flekował "tradycyjne amerykańskie społeczeństwo", za to, że mu się chce, za to że docenia Beatlesów nawet jeśli grają jedynie dla kasy. Ponieważ marksizm napawa mnie obrzydzeniem, do sztuki Zappy mam ogromny dystans i większość tego co słyszałem uważam albo za zmarnowanie umiejętności dobrych muzyków, albo za kompletny szajs, który zagrałby każdy, bez znajomości gry na jakimkolwiek instrumencie. I tyle odnośnie twórczości Zappy.
Podejście Zappy do twórczości, to podejście sytuacjonistów. Ruch Fluxus pojawił się w połowie lat 50 XX wieku, ale rozwijał się najmocniej w latach 60. Nie będę pisał na czym on polegał, to można sobie sprawdzić choćby na Wikipedii. Źródła niekonwencjonalnego podejścia do sztuki należy szukać w dziełach Paula Lafargue'a, zwłaszcza w jego najbardziej znanym eseju "Prawo do lenistwa". To jest tylko jeden z przykładów, bo całość zagadnienia jest o wiele szersza (tego nie będę tutaj podnosił, tzn dlaczego miało być tak, a nie inaczej, w końcu to temat o Zappie). W dużym skrócie, człowiek nie może się przemęczać, a najlepiej by robił wyłącznie to co chciał i jeszcze miał z tego profity. Trzeba więc kompletne dyletanctwo przenieść na każdy aspekt życia, także na sztukę i podnieść do rangi progresywizmu. Po co się uczyć gry na instrumencie, skoro można podejść "niekonwencjonalnie" i powiedzieć, to jest awangarda w sztuce? Yoko Ono była znana jedynie ze względu na sławnego męża, inni nie mieli takiego szczęścia. Franio oczywiście nie zaszedłby za daleko, gdyby sobie nie dobrał dobrych muzyków, sam pozostając jednak muzycznym dyletantem. Ale jeśli go się skrytykuje, można zostać posądzonym o reakcjonizm, bo przecież on taki postępowy. Podkreślam, brak umiejętności, czy też wystarczających umiejętności by coś stworzyć powinien motywować do pracy nad sobą. W przypadku tego jegomościa, nie tylko nie miało to miejsca, jeszcze flekował "tradycyjne amerykańskie społeczeństwo", za to, że mu się chce, za to że docenia Beatlesów nawet jeśli grają jedynie dla kasy. Ponieważ marksizm napawa mnie obrzydzeniem, do sztuki Zappy mam ogromny dystans i większość tego co słyszałem uważam albo za zmarnowanie umiejętności dobrych muzyków, albo za kompletny szajs, który zagrałby każdy, bez znajomości gry na jakimkolwiek instrumencie. I tyle odnośnie twórczości Zappy.