bo nie sposob mi ogarnac
Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.
ej, a jest na to wszystko jakis "rozklad jazdy" ?
bo nie sposob mi ogarnac
bo nie sposob mi ogarnac
Jazz is not dead, it just smells funny.
Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.
Chodzi Ci o te klezmery? No jest.
Dzisiaj to mniej więcej tak:
15:30- projekcja filmu Dybuk i spotkanie z tłumaczką literatury jidysz.
18:00- promocja książki jakiejś tam o Kazimierzu blablabla
19:30- koncert finałowy, wręczenie nagród i wyróżnień
21:00- koncert Kharkov Klezmer Band
22:30- Muzyczny happening Leona Blanka
Wstęp wolny of kors.
Jutro:
19:00- koncert wyróżnionych muzyków (wstęp wolny)
21:00- koncert giwazdy imrezy, krakowskiej kapeli Kroke (wstęp 35 zł)
No i koniec.
A ja wczoraj byłam w Smoku, nauczona jestem tradycją, że pierwszego dnia nigdy się nic nie dzieje i nie ma dżemu.. niestety teraz nie było inaczej. No ale chociaż browar był. A dzisiaj już jakiś koncert i dżem jest.
Dzisiaj to mniej więcej tak:
15:30- projekcja filmu Dybuk i spotkanie z tłumaczką literatury jidysz.
18:00- promocja książki jakiejś tam o Kazimierzu blablabla
19:30- koncert finałowy, wręczenie nagród i wyróżnień
21:00- koncert Kharkov Klezmer Band
22:30- Muzyczny happening Leona Blanka
Wstęp wolny of kors.
Jutro:
19:00- koncert wyróżnionych muzyków (wstęp wolny)
21:00- koncert giwazdy imrezy, krakowskiej kapeli Kroke (wstęp 35 zł)
No i koniec.
A ja wczoraj byłam w Smoku, nauczona jestem tradycją, że pierwszego dnia nigdy się nic nie dzieje i nie ma dżemu.. niestety teraz nie było inaczej. No ale chociaż browar był. A dzisiaj już jakiś koncert i dżem jest.
Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.
A ja wczoraj byłem na tańcach pod muzykę klezmerską i radzę Wam się wybrać, bo zabawa fenomenalna. Nie wiem kim jest ten koleś Leon Blank, ale tak jak rozkręcił wczoraj zabawę, to naprawdę warto było się tam znaleźć. Pokazywał kroki itd. po czym pod żywą muzykę na środku tego namiotu szła zabawa. Świetna sprawa i naprawdę solidnie się zmachałem. Zdecydowanie polecam.
Koncert chyba dziś na jazzach podaruję i pojadę do Kazika, nie ma innej opcji. Jak będzie w połowie tak dobrze jak było wczoraj to muszę tam być...
aha, no i ten spektakl "Tajbełe i Demon" w wykonaniu tych samych gości co ostatnio (Teatr NN) - absolutnie genialny, chociaż zupełnie inny niż poprzedni. Strasznie smutny, autentycznie się chłodno na sercu robiło, a jeszcze przy aktorstwie tego faceta nietrudno było uwierzyć w historię która mówi, że życie wcale nie jest sprawiedliwe dla wszystkich.
Koncert chyba dziś na jazzach podaruję i pojadę do Kazika, nie ma innej opcji. Jak będzie w połowie tak dobrze jak było wczoraj to muszę tam być...
aha, no i ten spektakl "Tajbełe i Demon" w wykonaniu tych samych gości co ostatnio (Teatr NN) - absolutnie genialny, chociaż zupełnie inny niż poprzedni. Strasznie smutny, autentycznie się chłodno na sercu robiło, a jeszcze przy aktorstwie tego faceta nietrudno było uwierzyć w historię która mówi, że życie wcale nie jest sprawiedliwe dla wszystkich.
reaktywacja
Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.
Jeśli kogoś to interesuje (offtop bo zrobiło się tu o 2 warsztatach), z przystani jutro w Kaziku o 12 odpływa statek na którym będzie znowu warsztat tańca żydowskiego. Wjazd darmo, jak na wszystko.
reaktywacja
Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.
Byłam wczoraj w Smoku i na koncercie. Koncert taki sobie, taki Happy Jazz, że tak to określę. Ogólnie fajnie, ale tchu mi nie zaparło. W Smoku było chyba ze trzy komplety ludzi na raz... był jamm/dżem i zdażyło się coś co się nie zdażało od dawna, starzy zagrali razem z młodymi. Nawet było sympatycznie.
Przerzucam się na sok bananowy (nie mylić z sokiem z banana). Moja tolerancja na alkohol drastycznie spada.
Tyle na dziś z centrum dowódzenia.
Przerzucam się na sok bananowy (nie mylić z sokiem z banana). Moja tolerancja na alkohol drastycznie spada.
Tyle na dziś z centrum dowódzenia.
Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.
Dziś i ja dołączę, właśnie wróciłem z Kazika z tego rejsu. Wytańczyłem się i ochlałem darmowego Pilsnera za żydowskie pieniądze.
Dziś Marysia Sadowska, więc (sądząc po tymco słyszałem w radiu) może być cienko
ale zobaczę.
Moja tolerancja na alkohol dąży do nieskończoności, więc raczej soku nie preferuję. Mam dla Ciebie radę, po prostu wytłumacz sobie, że nie potrzebujesz czerpać przyjemności ze swojego picia, tylko robisz to dla zasady. To się nazywa alkoholizm i wtedy można pić bez ograniczeń.
A do której jam wczoraj trwał?
Dziś Marysia Sadowska, więc (sądząc po tymco słyszałem w radiu) może być cienko
Moja tolerancja na alkohol dąży do nieskończoności, więc raczej soku nie preferuję. Mam dla Ciebie radę, po prostu wytłumacz sobie, że nie potrzebujesz czerpać przyjemności ze swojego picia, tylko robisz to dla zasady. To się nazywa alkoholizm i wtedy można pić bez ograniczeń.
A do której jam wczoraj trwał?
reaktywacja
Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.
No patrz. I weź tu na Żydomasonerię klnij...Swarożyc pisze:Dziś i ja dołączę, właśnie wróciłem z Kazika z tego rejsu. Wytańczyłem się i ochlałem darmowego Pilsnera za żydowskie pieniądze.
Dziś Marysia Sadowska, więc (sądząc po tymco słyszałem w radiu) może być cienkoale zobaczę.
Aż tak z tym źle? Bo ja jeszcze nie słyszałam tak dobrze. Jakieś tam fragmenty ale w sumie nie pamiętam
Hehehe, muszę spróbować, bo jak na razie na sam widok alkoholu burzy mi się żołądek. Coś mi się dziwnego porobiło, aż się o siebie martwię o_OMoja tolerancja na alkohol dąży do nieskończoności, więc raczej soku nie preferuję. Mam dla Ciebie radę, po prostu wytłumacz sobie, że nie potrzebujesz czerpać przyjemności ze swojego picia, tylko robisz to dla zasady. To się nazywa alkoholizm i wtedy można pić bez ograniczeń.
Ja poszłam o 2:30, szykowali się wtedy jeszcze jacyś uczestnicy do grania. Czy długo jeszcze brzdąkali to nie wiem ale jak wychodziłam to już trochę ludzi poszło i zaczynało się powolutku przerzedzaćA do której jam wczoraj trwał?
Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.
No mi Marysia Sadowska ni #### nie pasuje bo to pop-jazz był (przynajmniej w radiu), zresztą nie ma co gadać, koncert bedzie to ocenimy okiem i uchem miszczów.
Ja właśnie zaraz wychodzę na małe 2 perły do knajpy "Pod dębami" - 2,60 z sztukę
(Perkusitę Siekiery tam wzieli i zarżli na początku lat 90) na małą rozgrzewkę.
Słyszałem, że nie ma gdzie siedzieć, bo jest miliard osób. Wszyscy mnie tak straszą, no ale może sobie jakoś poradzę...
No to ja życzę miłej zabawy.
Ja właśnie zaraz wychodzę na małe 2 perły do knajpy "Pod dębami" - 2,60 z sztukę
Słyszałem, że nie ma gdzie siedzieć, bo jest miliard osób. Wszyscy mnie tak straszą, no ale może sobie jakoś poradzę...
No to ja życzę miłej zabawy.
reaktywacja
Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.
Ni chu chu mówisz... No zobaczę, słyszałam skrajne opinie na temat tej płyty.
Jakaś leniwa się zrobiłam. Nie chcę mi się jechać. Już nawet prawie ubrana jestem.
Miłej zabawy również!
Jakaś leniwa się zrobiłam. Nie chcę mi się jechać. Już nawet prawie ubrana jestem.
Miłej zabawy również!
Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.
A z ciekawości spytam jak dojeżdżasz do siebie, bo to przecież noc głucha już 2:30. Nie przekłada mi się umiłowanie perły z paluszkami na prowadzenie potem samochodu i stąd to pytanie, bo "Pokonywanie Kolein Samochodami" już o tej porze nie działa
reaktywacja
Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.
A to różnie. Przychodzę z chłopakiem i albo idziemy do niego, (ktoś po nas przyjeżdza), albo jesteśmy samochodem i on wtedy pije te soczki (ja mu chyba potowarzyszę od dziś). Albo np. mój tata jest tak dobry i po mnie przyjedzie w nocy. W tamtym roku moja koleżanka chodziła więc mogłam nocować u mniej. Mam jeszcze babcię w Puławach. Kilka opcji jest, zawsze sobie jakoś radzę. Chociaż nie ma to jak mieszkać na miejscu..
Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.
Ta i na###ać się z dresikami jak się wraca przez Wróblewskiego albo Leśną. Chociaż przynajmniej pozornie masz rację. Nie ma to jak mieszkać na miejscu... w smoku

reaktywacja
Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.
No po tych ulicach to raczej nie chodzę sama w nocy. Brzydkie rzeczy się tam czasem dzieją, mimo że ćpuńska kariera tego miasta dawno przeminęła.
Ale wiesz... i tak masz bliżej ode mnie.
No dobra. Ja wychodzę. Może się jakoś dowlokę. Miłego wieczoru.
Ale wiesz... i tak masz bliżej ode mnie.
No dobra. Ja wychodzę. Może się jakoś dowlokę. Miłego wieczoru.
Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.
Nie wypowiem się odnośnie całego koncertu bo nie miałem siły, żeby tam do końca dosiedzieć. może i ten kawałek z tekstem Osieckiej, czy trąbka zrobiona ustnie mogły przykuć uwagę na parę chwil, ale ogólnie rzecz biorąc nie było dobrze. Bardzo ciekawe, że Sadowska podjęła się napisania tekstów, szkoda, że nagłośnienie połączone z jej sposobem śpiewania nie pozwoliły na zrozumienie chociaż jednego słowa. Wogóle brzmienie (pierdzenie basu chociażby) było ciekawe dość.
Przynajmniej jam w smoku dawał radę i ogólnie atmosfera była dość przyjemna (chociaż widziałem tylko początkowy skład z Szukalskim i Jonkiszem na czele).
No nic, w poniedziałek następny koncercik. Dziś chyba tylko piwko czy dwa w smoku...
Przynajmniej jam w smoku dawał radę i ogólnie atmosfera była dość przyjemna (chociaż widziałem tylko początkowy skład z Szukalskim i Jonkiszem na czele).
No nic, w poniedziałek następny koncercik. Dziś chyba tylko piwko czy dwa w smoku...
reaktywacja
Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.
Przyznaj się, nie byłeś w ogóle na tym koncercie. Gdybyś był nie pisałbyś takich głupot. Może gdybyś był trzeźwiejszy to byś rozumiał co śpiewa. Nikt z moich znajomych nie miał absolutnie żadnego problemu ze zrozumieniem tekstu.
Co do pierdzenia basu... no więc właśnie... to nie był bas. Gdybyś był trzeźwiejszy to byś usłyszał, że w trakcie koncertu "poszedł" prawy głośnik i pierdzenie było słychać za każdym razem jak Knopik uderzał w kocioł.
Jedyne co tam było nie tak to za cicho saksofon.
Co do jammu to mnie się nie podobał, zupełnie pozbawiony klimatu. Wyjątkowo było bezsensownie, banda przypadkowych ludzi z czego połowa w ogóle nie przyszła na koncert tylko siedziała w smoku od 18:00 i zajmowała stoliki, żeby potem poudawać że słucha. Jeden wielki gwar i zagęszczenie dymu, że nic nie było widać. To chyba jeden z najgorszych na jakich byłam, zero atmosfery.
Dzisiaj w Smoku nie byłam. Coś się działo? Za to byłam na koncercie Knopika. Mało który perkusista światowy by się powstydził, o ile w ogóle jakiś. Facet jest niesamowity (nie nowość dla mnie bo znam jego grę doskonale) i do tego okazał się niesamowicie sympatyczny (zawsze myślałam, że to buc) Można było posłuchać, wypić piwo, pogadać. Dla każdego coś miłego. Wielki wielki pozytyw.
Co do pierdzenia basu... no więc właśnie... to nie był bas. Gdybyś był trzeźwiejszy to byś usłyszał, że w trakcie koncertu "poszedł" prawy głośnik i pierdzenie było słychać za każdym razem jak Knopik uderzał w kocioł.
Jedyne co tam było nie tak to za cicho saksofon.
Co do jammu to mnie się nie podobał, zupełnie pozbawiony klimatu. Wyjątkowo było bezsensownie, banda przypadkowych ludzi z czego połowa w ogóle nie przyszła na koncert tylko siedziała w smoku od 18:00 i zajmowała stoliki, żeby potem poudawać że słucha. Jeden wielki gwar i zagęszczenie dymu, że nic nie było widać. To chyba jeden z najgorszych na jakich byłam, zero atmosfery.
Dzisiaj w Smoku nie byłam. Coś się działo? Za to byłam na koncercie Knopika. Mało który perkusista światowy by się powstydził, o ile w ogóle jakiś. Facet jest niesamowity (nie nowość dla mnie bo znam jego grę doskonale) i do tego okazał się niesamowicie sympatyczny (zawsze myślałam, że to buc) Można było posłuchać, wypić piwo, pogadać. Dla każdego coś miłego. Wielki wielki pozytyw.
Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.
a na jutro co jest przewidziane, wybieracie sie? 
Jazz is not dead, it just smells funny.
Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.
Jutro o 21:00 grają Majewscy (piano i trąbka), chyba Szukalski na seksofonie i chyba Niedziela na kontrabasie (ale nie pamiętam dokładnie).
Ja będę pewnie. A Ty?
Ja będę pewnie. A Ty?
Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.
O nie nie nie. Byłem na tym koncercie i z pełną odpowiedzialnością powtarzam, że była bryndza i tyle.
Jeśli tam tekst był zrozumiały, to ja nie znam tej samej odmiany angielskiego w której śpiewała ta przemiła pani. Siedziałem z dwoma koleżankami z klasy śpiewu i wyszły znacznie szybciej niż ja. Co do głośnika to w istocie nie wiedziałem co pierdziało. A co do samego wykonania było dla mnie słabe i tyle. Na kawałki nie ma co narzekać, bo to świetne kompozycje, ale częśc utworów to była profanacja. Nie umi ta kobita dla mnie śpiewać, a puszczane z kompa efekty i jakieś inne nowoczesne pół-playbacki znęcające się nad Komedą to nie jest to co ja lubię i lubić nie będę.
Saksofon był nieciekawy wybitnie, a solóweczki miałkie i nijakie. Już ciekawszy był pianista udający trąbkę niż to co tamten facet robił. Koncert duży minus i nikt mi nie wyjaśni, że było inaczej. "Nap****lator"- Knopik, któego również bardzo cenię to trochę za mało, żeby ponieść cały występ.
Oczywiście to tylko moje (obiektywne
) zdanie
Co do mojego picia, to moje picie to moja sprawa. Gdzieś już była rozmowa na ten temat i stwierdziłem, że ogólno otaczająca rzeczywistość to taki burdel, że chociaż wtedy gdy mogę (a akurat teraz mogę bo mam i pieniądze i czas) zajmuję się często konsumpcją. Życie od tego się nie robi łatwiejsze ale wymagania się zmniejszają.
Tyle na temat soboty.
Niedzielny jam był miły i przyjemny. Zaczął się późno bo koło 23, tłumów w smoku nie było, albo przynajmniej nie takich jak w sobotę.
Wczoraj "dyżurnym" był Czarek Konrad no i na pewno pomogło to w tym, że grało dużo młodych. Potem scenę zajeli bracia Niedziela z Szukalskim, a potem młodzi jechali dalej. Dużo kawałków, zarówno ludzie jak i muzycy dobrze się bawili. Co do jakości wszystkiego, ja jestem jak najbardziej za. Mały zgrzyt to wokaliści którzy odśpiewali sobie "My funny Valentine" tak trochę po północy, na szczęście sami wpadli na pomysł, że już trzeba zejść ze sceny. Jakoś nie trafili w moment.
Aha, i jeszcze jedno- jazzowi gitarzyści nie potrafią grać bluesa. Leciały wczoraj taki bluesmeńskie kawałki, a kolejni wymiatacze jeździli w górę i w dół po skali zamiast zagrać trzy dźwięki i szarpnąć strunę. Śmiesznie to wyglądało. Zakapiorski rytm, basik na tzw. "białym groovie" i takie cukierkowe dźwięki z pięknego pieca marshalla. Muddy czy jakiś inny King (bynajmniej nie Kerry), nigdy by tak nie zagrali, ale co z tego. Taka tylko moja luźna refleksja na temat bluesa na warsztatach jazzowych.
Dziś ta cała "Opowieść", Majewskich x 2 i Szukalskiego + ktośtam. Może i będzie ciekawie. Wypada sprawdzić...
A jeszcze mam pytanie, gdzie był wczoraj ten koncert "alternatywny" dla Domu Chemika?
Jeśli tam tekst był zrozumiały, to ja nie znam tej samej odmiany angielskiego w której śpiewała ta przemiła pani. Siedziałem z dwoma koleżankami z klasy śpiewu i wyszły znacznie szybciej niż ja. Co do głośnika to w istocie nie wiedziałem co pierdziało. A co do samego wykonania było dla mnie słabe i tyle. Na kawałki nie ma co narzekać, bo to świetne kompozycje, ale częśc utworów to była profanacja. Nie umi ta kobita dla mnie śpiewać, a puszczane z kompa efekty i jakieś inne nowoczesne pół-playbacki znęcające się nad Komedą to nie jest to co ja lubię i lubić nie będę.
Saksofon był nieciekawy wybitnie, a solóweczki miałkie i nijakie. Już ciekawszy był pianista udający trąbkę niż to co tamten facet robił. Koncert duży minus i nikt mi nie wyjaśni, że było inaczej. "Nap****lator"- Knopik, któego również bardzo cenię to trochę za mało, żeby ponieść cały występ.
Oczywiście to tylko moje (obiektywne
Co do mojego picia, to moje picie to moja sprawa. Gdzieś już była rozmowa na ten temat i stwierdziłem, że ogólno otaczająca rzeczywistość to taki burdel, że chociaż wtedy gdy mogę (a akurat teraz mogę bo mam i pieniądze i czas) zajmuję się często konsumpcją. Życie od tego się nie robi łatwiejsze ale wymagania się zmniejszają.
Tyle na temat soboty.
Niedzielny jam był miły i przyjemny. Zaczął się późno bo koło 23, tłumów w smoku nie było, albo przynajmniej nie takich jak w sobotę.
Wczoraj "dyżurnym" był Czarek Konrad no i na pewno pomogło to w tym, że grało dużo młodych. Potem scenę zajeli bracia Niedziela z Szukalskim, a potem młodzi jechali dalej. Dużo kawałków, zarówno ludzie jak i muzycy dobrze się bawili. Co do jakości wszystkiego, ja jestem jak najbardziej za. Mały zgrzyt to wokaliści którzy odśpiewali sobie "My funny Valentine" tak trochę po północy, na szczęście sami wpadli na pomysł, że już trzeba zejść ze sceny. Jakoś nie trafili w moment.
Aha, i jeszcze jedno- jazzowi gitarzyści nie potrafią grać bluesa. Leciały wczoraj taki bluesmeńskie kawałki, a kolejni wymiatacze jeździli w górę i w dół po skali zamiast zagrać trzy dźwięki i szarpnąć strunę. Śmiesznie to wyglądało. Zakapiorski rytm, basik na tzw. "białym groovie" i takie cukierkowe dźwięki z pięknego pieca marshalla. Muddy czy jakiś inny King (bynajmniej nie Kerry), nigdy by tak nie zagrali, ale co z tego. Taka tylko moja luźna refleksja na temat bluesa na warsztatach jazzowych.
Dziś ta cała "Opowieść", Majewskich x 2 i Szukalskiego + ktośtam. Może i będzie ciekawie. Wypada sprawdzić...
A jeszcze mam pytanie, gdzie był wczoraj ten koncert "alternatywny" dla Domu Chemika?
reaktywacja
Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.
Nosiłam się z zamiarem odpisania jakiejś ciętej riposty w stylu wujka Janka... ale mi się nie chce :>
Napiszę tylko, że to co śpiewa autentycznie rozumiałam bez problemu. I nie tylko ja. No i (obiektywnie) śpiewać to ona jednak umie, bardzo silny głos np. w utworze Billy Holiday (?) Lubić nie musisz, ale ewidentnie jesteś uprzedzony.
Saksofon był be. Ten gościu stara się grać taki nowoczesny jazz, który w modzie teraz. A ja nie lubię jak ktoś w żaden sposób nie trzyma się tonacji.
Co do picia-Twoja sprawa. Tyle tylko, że jak się pije to inaczej się odbiera koncerty.
Co do jammu niedzielnego. Kto grał ten "blues"? Który gitarzysta? Ten mały blondyn w okularach z kadry czy uczestnicy?
O jaki koncert alternatywny Ci chodzi? O Knopika? Jeśli tak to był w Cienistej. (tak wien, też nie mogłam uwierzyć)
Napiszę tylko, że to co śpiewa autentycznie rozumiałam bez problemu. I nie tylko ja. No i (obiektywnie) śpiewać to ona jednak umie, bardzo silny głos np. w utworze Billy Holiday (?) Lubić nie musisz, ale ewidentnie jesteś uprzedzony.
Saksofon był be. Ten gościu stara się grać taki nowoczesny jazz, który w modzie teraz. A ja nie lubię jak ktoś w żaden sposób nie trzyma się tonacji.
Co do picia-Twoja sprawa. Tyle tylko, że jak się pije to inaczej się odbiera koncerty.
Co do jammu niedzielnego. Kto grał ten "blues"? Który gitarzysta? Ten mały blondyn w okularach z kadry czy uczestnicy?
O jaki koncert alternatywny Ci chodzi? O Knopika? Jeśli tak to był w Cienistej. (tak wien, też nie mogłam uwierzyć)
Re: Imprezy jazz/blues/poethic/ethno itd.
Oj, daruj ciętą ripostę, bo po co. Jestem skruszony i wogóle.
Co do picia też bez przesadyzmu, a co do tego, że jestem uprzedzony, jest to możliwe bardzo, ale i tak było to dla mnie słabiutkie. Może dlatego, że Komedę pochłaniam w każdych ilościach.
Co do bluesa to grali uczestnicy, 3 po kolei w bluesowych kawałkach. Ja jestem uprzedzony ewidentnie do jazzowej gitary. Nie wiem czemu, może dlatego, że na korzennych bluesach i hard rocku jestem wychowany i przyzwyczajony do solówek technika<<<<<emocje, a tutaj właśnie często jest odwrotnie. Nie rozumiem (prosta sprawa niby) czemu technika gry na gitarze jazzowej jest taka, że się podciąganie strun w solóweczkach jest tak rzadkie. Toż to podstawa jest...nie czaję tego, nie rozumiem. No ale ja się nie znam, jazzu na gitarze grać nie grałem nigdy (chociaż blues swego czasu dość intensywnie, może dlatego tak jestem nastawiony).
Brakuje mi jakieś melodii zawsze w tej gitarze na tych warsztatach. Oczywiście jest jedno ale. Brakuje do czasu aż przyjedzie Śmietana, którego cenię i lubię przeogromnie, bo gra dużo mniej dźwięków niż inni, ale natężenie melodii i emocji jest w tym wielkie. To jest też mistrz w operowaniu tematem no i wogóle czekam kiedy coś pojedzie.
A z cienistą to mnie zaskoczyłaś.
Co do picia też bez przesadyzmu, a co do tego, że jestem uprzedzony, jest to możliwe bardzo, ale i tak było to dla mnie słabiutkie. Może dlatego, że Komedę pochłaniam w każdych ilościach.
Co do bluesa to grali uczestnicy, 3 po kolei w bluesowych kawałkach. Ja jestem uprzedzony ewidentnie do jazzowej gitary. Nie wiem czemu, może dlatego, że na korzennych bluesach i hard rocku jestem wychowany i przyzwyczajony do solówek technika<<<<<emocje, a tutaj właśnie często jest odwrotnie. Nie rozumiem (prosta sprawa niby) czemu technika gry na gitarze jazzowej jest taka, że się podciąganie strun w solóweczkach jest tak rzadkie. Toż to podstawa jest...nie czaję tego, nie rozumiem. No ale ja się nie znam, jazzu na gitarze grać nie grałem nigdy (chociaż blues swego czasu dość intensywnie, może dlatego tak jestem nastawiony).
Brakuje mi jakieś melodii zawsze w tej gitarze na tych warsztatach. Oczywiście jest jedno ale. Brakuje do czasu aż przyjedzie Śmietana, którego cenię i lubię przeogromnie, bo gra dużo mniej dźwięków niż inni, ale natężenie melodii i emocji jest w tym wielkie. To jest też mistrz w operowaniu tematem no i wogóle czekam kiedy coś pojedzie.
A z cienistą to mnie zaskoczyłaś.
reaktywacja

