12-14/08/2006 - HunterFest 2006 - Szczytno

Archiwalny dział o koncertach, imprezach, zlotach

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

S1MON
-#Nomad
-#Nomad
Posty: 5214
Rejestracja: pt sie 20, 2004 11:12 pm
Skąd: South Park

Re: 12-14/08/2006 - HunterFest 2006 - Szczytno

Post autor: S1MON »

dopiero teraz zobaczylem, ze masz ava z Pythona bodajze :D
Awatar użytkownika
gumbyy
ZASŁUŻONY SANATORIANIN
Posty: 16722
Rejestracja: śr cze 01, 2005 1:49 am
Skąd: Wrocław

Re: 12-14/08/2006 - HunterFest 2006 - Szczytno

Post autor: gumbyy »

Filik10 pisze:
gumbyy pisze: nawiązujący do ostatniego występu ś.p. Docenta...
jeśli o to im chodziło to na pewno nie było to smieszne :?
Echhh... "czarny humor", czyli "makabryczne żarty"... jak dla mnie to było bardzo ok :)
www.MetalSide.pl
Awatar użytkownika
Ascot
-#Long distance runner
-#Long distance runner
Posty: 939
Rejestracja: pt mar 15, 2013 9:19 am

Re: 12-14/08/2006 - HunterFest 2006 - Szczytno

Post autor: Ascot »

nie... to zdecydowanie nie było śmieszne...
Awatar użytkownika
she-wolf
-#Weekend Warrior
-#Weekend Warrior
Posty: 2737
Rejestracja: ndz kwie 06, 2003 8:42 pm

Re: 12-14/08/2006 - HunterFest 2006 - Szczytno

Post autor: she-wolf »

dla mnie takie robienie z siebie ofiar losu to obciach troche :?
juras
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1574
Rejestracja: ndz lut 06, 2005 2:41 pm
Skąd: Poznań

Re: 12-14/08/2006 - HunterFest 2006 - Szczytno

Post autor: juras »

skojarzyło mi się z koncertem sweet noise zadedykowanemu pamięci doca. to że wystawili jego bębny i glaca mówił że on tu z nami gra to jeszcze nic. najlepsze było gdy śpiewa "wiem jak zginął doc, popiełuszko wielu innych"
to tylko na marginesie
Czaro
-#Wrathchild
-#Wrathchild
Posty: 83
Rejestracja: wt lip 27, 2004 3:24 am
Skąd: warszawa

Re: 12-14/08/2006 - HunterFest 2006 - Szczytno

Post autor: Czaro »

szkoda że tak to odbierasz Kea.
Awatar użytkownika
she-wolf
-#Weekend Warrior
-#Weekend Warrior
Posty: 2737
Rejestracja: ndz kwie 06, 2003 8:42 pm

Re: 12-14/08/2006 - HunterFest 2006 - Szczytno

Post autor: she-wolf »

mogli normalnie przedstawic sytuacje, ze jest tak i tak, stalo sie to i to a nie grac na ludzkich uczuciach. po prostu nie rozumiem celu pieprzenia o jakims kamieniowaniu, ostatnim koncercie itd.
rzeczowo i na temat a nie jakies takie glupoty. nawet jak panom z hunter bylo smutno.
Awatar użytkownika
Ascot
-#Long distance runner
-#Long distance runner
Posty: 939
Rejestracja: pt mar 15, 2013 9:19 am

Re: 12-14/08/2006 - HunterFest 2006 - Szczytno

Post autor: Ascot »

Tru... Na początku jeszcze mi się podobało - przepraszamy wszystkich i tak dość rzeczowo to wszystko mówił. Ale jak zaczął o ostatnim koncercie, o kamienowaniu i co drugi numer powtarzałą się ta gadka to brakowało tylko, żeby się rytualnie pocięli...
In plus dedykacja dla Docenta (eh, że też byłem na backstage'u w zeszłym roku i widziałem jego ostatni występ z odległości 5 metrów...)
Awatar użytkownika
gumbyy
ZASŁUŻONY SANATORIANIN
Posty: 16722
Rejestracja: śr cze 01, 2005 1:49 am
Skąd: Wrocław

Re: 12-14/08/2006 - HunterFest 2006 - Szczytno

Post autor: gumbyy »

Kea pisze:rzeczowo i na temat a nie jakies takie glupoty. nawet jak panom z hunter bylo smutno.
Według mnie takie "sytuacja" każdy przeżywa na swój sposób, nie ma jednego "wzoru". Widocznie chłopaki z zespołu Hunter tak, a nie inaczej mieli potrzebę uzewnętrznić się :)

ps.
S1MON pisze:dopiero teraz zobaczylem, ze masz ava z Pythona bodajze :D
:D
www.MetalSide.pl
Da5id
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2304
Rejestracja: pn gru 01, 2003 6:05 pm
Skąd: R. Sao Clemente 23

Re: 12-14/08/2006 - HunterFest 2006 - Szczytno

Post autor: Da5id »

S1MON pisze:dopiero teraz zobaczylem, ze masz ava z Pythona bodajze :D
Przecież to sam John Marwood Cleese. :)
S1MON
-#Nomad
-#Nomad
Posty: 5214
Rejestracja: pt sie 20, 2004 11:12 pm
Skąd: South Park

Re: 12-14/08/2006 - HunterFest 2006 - Szczytno

Post autor: S1MON »

to chyba Michael Palin czy jak to sie pisze ;)
Awatar użytkownika
she-wolf
-#Weekend Warrior
-#Weekend Warrior
Posty: 2737
Rejestracja: ndz kwie 06, 2003 8:42 pm

Re: 12-14/08/2006 - HunterFest 2006 - Szczytno

Post autor: she-wolf »

gumbyy pisze:
Kea pisze:rzeczowo i na temat a nie jakies takie glupoty. nawet jak panom z hunter bylo smutno.
Według mnie takie "sytuacja" każdy przeżywa na swój sposób, nie ma jednego "wzoru". Widocznie chłopaki z zespołu Hunter tak, a nie inaczej mieli potrzebę uzewnętrznić się :)
ich sprawa jak to zalatwili. ja tylko mowie, jak JA to widze.
Awatar użytkownika
gumbyy
ZASŁUŻONY SANATORIANIN
Posty: 16722
Rejestracja: śr cze 01, 2005 1:49 am
Skąd: Wrocław

Re: 12-14/08/2006 - HunterFest 2006 - Szczytno

Post autor: gumbyy »

S1MON pisze:to chyba Michael Palin czy jak to sie pisze ;)
Tak, to Palin jako prof. Gumby :D
Kea pisze:ich sprawa jak to zalatwili. ja tylko mowie, jak JA to widze.
I ja też przedstawiam swoje zdanie na ten temat :)
www.MetalSide.pl
Awatar użytkownika
slayer
-#Rainmaker
-#Rainmaker
Posty: 6853
Rejestracja: pt kwie 04, 2003 9:03 pm

Re: 12-14/08/2006 - HunterFest 2006 - Szczytno

Post autor: slayer »

ponoc jeszcze Drak chodzil po polu i przepraszal fanow CoB i Opeth, ze lzami w oczach :wink: :roll:
Jazz is not dead, it just smells funny.
S1MON
-#Nomad
-#Nomad
Posty: 5214
Rejestracja: pt sie 20, 2004 11:12 pm
Skąd: South Park

Re: 12-14/08/2006 - HunterFest 2006 - Szczytno

Post autor: S1MON »

ja tam na polu miedzy namiotami go widzialem w sob rano po ulewie...potem tylko przed wyjsciem w niedz moze...a nie wiem...dalem za bilet 50zl. wiec baardzo nie zaluje...jakbym dal 150 to bylbym bardziej zly itp.
El Dorado

Re: 12-14/08/2006 - HunterFest 2006 - Szczytno

Post autor: El Dorado »

S1MON pisze:dalem za bilet 50zl. wiec baardzo nie zaluje..

a idz w piz... bucu :B
S1MON
-#Nomad
-#Nomad
Posty: 5214
Rejestracja: pt sie 20, 2004 11:12 pm
Skąd: South Park

Re: 12-14/08/2006 - HunterFest 2006 - Szczytno

Post autor: S1MON »

calm down, goldie bear :mrgreen:
El Dorado

Re: 12-14/08/2006 - HunterFest 2006 - Szczytno

Post autor: El Dorado »

S1MON pisze:goldie bear
lol! to moj tekst :P
S1MON
-#Nomad
-#Nomad
Posty: 5214
Rejestracja: pt sie 20, 2004 11:12 pm
Skąd: South Park

Re: 12-14/08/2006 - HunterFest 2006 - Szczytno

Post autor: S1MON »

Ty masz po pl ;)
lucek664
-#Invader
-#Invader
Posty: 174
Rejestracja: śr wrz 29, 2004 10:13 pm
Skąd: W-wa

Re: 12-14/08/2006 - HunterFest 2006 - Szczytno

Post autor: lucek664 »

moja relacja:

Wyprawa ruszyła z Dworca Zachodniego. Ja, Dwarf i Dobo zapakowaliśmy bagaże, po czym wsiedliśmy do autobusu. Podróż minęła bez większych przygód. Poznaliśmy Kamila, który również udawał się do Szczytna, który nie udawał się na fest, tylko do swojej dziewczyny (wcale ładnej jak potem zobaczyliśmy). Po przyjeździe wybraliśmy trafny kierunek udania się ulicą Polską, gdzie na skrzyżowaniu, na którym cholernie długo czeka się na zmianę świateł, udało się jednemu z nas zauważyć duży napis 1 maja, dzięki któremu skręciliśmy i udaliśmy się na naszą kwaterę. Kwatera była znośna, trzeciego dnia pobytu były drobne problemy, bo dwóch z nas musiało się przenieść do innego pokoju. Ale to nie było ważne, tylko to, że mogliśmy wracać o której chcieliśmy (trzeba tylko było zbudzić kogoś, aby przyszedł i zamknął psa w budzie, bo inaczej ten odgryzł by nam wszystkie zęby) i mieć burdel w pokoju, o co nikt się nie czepiał. Po ulokowaniu się poszliśmy poszukać pożywienia. Obeszliśmy trochę Szczytna (przy okazji chcieliśmy kupić bilety, ale się nie udało), jednak pan Dwarf stwierdził, że wracamy bo zauważył obok naszej kwatery kawiarnie, która po przyjściu okazała się kwiaciarnią, w dodatku zamkniętą. No cóż, bywa. Poszliśmy w dalszym kierunku, dziwiąc się dlaczego w tym mieście prawie nie ma ludzi.... Zawędrowaliśmy do centrum, gdzie spożyliśmy po hamburgerze, następnie wróciliśmy na teren festiwalu. Zobaczyliśmy końcowe prace przy scenie, chwile posiedzieliśmy sobie na molo, które było nad jeziorem. Potem zawróciliśmy na nasze tymczasowe domostwo, gdzie czekał czwarty z nas Kuba, który chwile wcześniej dojechał. Zeszło się nam do wieczora, a wieczorem postanowiliśmy odwiedzić Biedronkę, gdzie zrobiliśmy zakupy, które zazwyczaj robiliśmy każdego dnia: prażynki, chipsy i gorące kubki. Jak widać odżywialiśmy się niezmiernie zdrowo, każdego dnia pochłaniając ogromne ilości tych rzeczy;) Dalsza część wieczoru upłynęła na rozmowach wszelakich.
Następnego dnia po przebudzeniu, odchamieniu się i skonsumowani cudów typu makaron w sosie bolońskim, udaliśmy się na festiwal. Przychodzimy na teren festu... i zastajemy białą karteczkę A4. Z czarnym napisem głoszącym: „Zespół Opeth nie wystąpi na festiwalu Hunterfest w tym roku”. No, ładnie się zaczyna, powiedzieliśmy sobie. Ale nic, podaliśmy bilety pani w okienku, ta oderwała paski kontrolne i założyła nam na rękę fioletowe opaski, z którymi nie rozstawaliśmy się przez następne dni. Wejście na sam teren opóźniło się o jakieś 1,5 godziny... Kiedy w końcu się udało zrobiliśmy przegląd sklepików, które oferowały różne płyty, koszulki i inne pierdoły. Dobo zakupił świetną koszulkę „Czcij marchewę”, ja pomyślałem zaś sobie o koszulce Hunterfestu. Cena odpowiednia, tylko 25 zeta, ale pomyślałem sobie, że się wstrzymam. I jak się okazało dobre zrobiłem, gdyż do końca się śmialiśmy, że z tej koszulki trzeba połowę zespołów skreślić.....
Czas powiedzieć coś w końcu o tych co grali.. Pierwszy zespół to Mateo Colon, który zagrał całkiem porządny metal. Dalej Illusionary World. Punk rock, cienki jak cały ten gatunek. Dalsze kilka zespołów jak. Blindead, czy Mary Pop Ins całkiem dało radę, czego nie spodziewaliśmy się po pierwszych zespołach. Po obejrzeniu ich, udaliśmy się na obiad do pizzeri, która była niedaleko naszej kwatery. Odtąd stołowaliśmy się już każdego dnia. Dalej zakupy itp. Wróciliśmy na teren festu. Grało akurat Jarry Band. Grali jakieś pierdoły, w tym słynną piosenkę, w której refrenie jest: „Moi przyjaciele mówią mi, stary co ci jest bla bla bla.....” Następny zespół to Archeon. Jak dla mnie jeden z lepszych koncertów tego dnia. Dwarf i Kuba co prawda stwierdzi, że podkradają riffy Children Of Bodom, co jednak nie przeszkadzało się dobrze bawić. Sądzę, że byli pierwszym zespołem tego dnia, który zgarnął dosyć duże brawa. Dalej zespół Sjel, w którym na wokalu śpiewała jakaś pani, a na klawiszach grał gościu przebrany za księdza. Można było odpuścić.
Po czym mieliśmy występ pierwszej zagranicznej gwiazdy czyli Molly’s Gusher ze Szwecji. Panowie grali melodyjnego rocka, a wokalista rozgadał się na temat polskiego piwa. „Do you like piwo? We know, you like piwo!” itp. Stwierdził, że nasze piwo jest lepsze niż ichniejsze.
Obrazek
Pora na parę słów na temat pierwszej polskiej gwiazdy – Frontside. Ja osobiście nie lubię takiej muzyki i tekstów „3,2,1 napier*****!”, więc występ mi się nie podobał.... Część publiczności była zachwycona ścianą śmierci, która odbyła się podczas jednej z piosenek.
Obrazek
Na Farben Lehre poszliśmy coś zjeść, występ Happysadu przegadałem z Dobem, a Dwarf i Kuba poszli na pogopląsanie i wyrywanie trzynastek;)
Dalej nastąpiła zmiana kolejności, co mi się osobiście podobało. Jako pierwsze zagrało TSA. Całkiem dobry koncert, aczkolwiek pod koniec zaczęło być dla mnie już ciut nudno. Tutaj fragment piosenki „51” nagranej tak jak inne filmy moją komórą. Jakości możecie się domyśleć.
http://www.youtube.com/watch?v=uuPOc565SvQ
Obrazek
Acid Drinkers. Dla mnie było to czuwanie w drugim rzędzie, które skończyło się sukcesem, bo w połowie występu ktoś odszedł od barierki, co ja wykorzystałem. Acidzi zagrali m.in. w wersji instrumentalnej „Whenever I May Roam” Mety oraz „Another Brick In The Wall”, które zostało odśpiewane z całą publicznością. Fragment występu został nagrany przez 4funtv, więc jakby ktoś oglądał, to możliwe, że mignę tam.
Obrazek
No i ostatni koncert tego dnia. Godzina 1.45. Wg rozpiski wszystko miało się skończyć 1.30, nawet w wersji z Opetem. Ale co tam. Koncert Comy, nawet trzeci w tym roku, to nie byle co. Rozpoczęli jak zwykle utworem tytułowym z nowej płyty. Czekałem na pierwsze wejście Roguca, które miało mi powiedzieć w jakiej jest formie. Już od samego początku wydawał się zmęczony. I do Leszka Żukowskiego dawał nawet radę, potem już głos mu siadł, fragment odśpiewała już tylko publika. Tutaj solo i końcówka tej piosenki:
http://www.youtube.com/watch?v=PtdxuGPEyGk
Przed Tonacją była znów dedykacja dla rządzących, nie taka ostra co prawda jak na Woodstocku, ale zawsze. Skończyli Zbyszkiem, ale nie daliśmy im odejść tak łatwo. Bez bisu nie mogło się obejść. Spodziewałem się „Skaczemy”, a tu niespodzianka, bo „100 Tysięcy Jednakowych Miast”. Na więcej nie dali już się namówić.
Mimo niespecjalnej formy Roguca, ja bawiłem się świetnie. Sam zdarłem gardło, a szyja przestała mnie boleć dopiero na trzeci dzień festu. Mimo wszystko dla mnie najlepszy koncert Hunterfestu i całkiem niezłe pocieszenie na brak Opeth.
Oto setlista występu:

1) Zaprzepaszczone Siły Wielkiej Armii Świętych Znaków
2) Pierwsze Wyjście z Mroku
3) System
4) Sierpień
5) Czas Globalnej Niepogody
6) Święta + Wojna
7) Leszek Żukowski
8) Tonacja
9) Zbyszek
bis:
10) 100 Tysięcy Jednakowych Miast

Obrazek
I tak koło 3.30 byliśmy na kwaterze. Po rozmowach wszelakich i spożyciu wiadomo czego, poszliśmy spać, by zbierać siły na drugi dzień.
A ten nie zaczął się dla nas jakoś specjalnie wcześnie W sumie pierwszym zespołem, na którego występ trafiliśmy był koncert białoruskiej grupy Rasta, która wbrew mylącej nazwie wcale nie grał regału. Ot całkiem porządny kawałek metalu. Niestety podczas tego występu zaczęło padać, więc zawróciliśmy po kurtki. Niestety podczas powrotu nastąpiło prawdziwe oberwanie chmury. Gdy wróciliśmy, poszliśmy do kawiarenki internetowej. I tu dowiedzieliśmy się o odwołaniu koncertu Children Of Bodom... Nie chciało się nam wierzyć, ale oświadczenie na oficjałce dzieci Bodomu było bezlitosne... Przy okazji sprawdziliśmy stronę Opeth’u i tam przeczytaliśmy też długie oświadczenie dotyczące poprzedniego dnia. Jeszcze dowiedzieliśmy się, że rano nie wystąpił zespół Corruption... Przejdźmy do koncertów, które zapamiętałem...
Hunter – bardzo dobry koncert. Koncertowo znacznie przebijają swoje brzmienie płytowe. Na początku występu jacyś idioci zaczęli się drzeć: „złodzieje, złodzieje”... Jakby to zależało od Huntera.. Zresztą Drak (wokalista) przeprosił potem publiczność, że „nie udało im się wykręcić tak zajebistego festu jak chcieli”. A wcale nie musiał. Powiedział, że możemy „ich ukamienować, tylko pozwólmy im pokazać rachunki” Szacunek dla nich, mimo że chłopaki byli dotknięci bluzgami i nawet zastanawiali się czy to nie będzie ostatni ich koncert... Pierwszą piosenkę, którą było bodajże „Pomiędzy niebem a piekłem” zadedykowano Docentowi, który zagrał na zeszłorocznym Hunterfeście swój ostatni koncert..... Tutaj fragment Fallen, z solo Jelonka na skrzypcach:
http://www.youtube.com/watch?v=V5nFHpps8c4
Orientacyjna setlista:
Pomiędzy niebem a piekłem
T.E.L.I...
Fallen
Greed
So...
Why ?
Hey Ya (z repertuaru Outcast)
Kiedy umieram
NieRaj
Wyznawcy
Płytki dołek
Osiem
Freedom
Bis:
BiałoCzerw

Liczę, że ktoś zrobił boota z tego występu.
Po występie Huntera na scenę wyszedł Makak i przekazał oświadczenie od organizatorów. Wszystko spoko, tylko błąd „Children Of The Bodom” trochę raził po uszach.
Dalej zagrał Amphoris. Ot, dobry koncert, nic więcej się nie rozpisze.
Jako ostatni zagrali Fear Factory... Panowie wystawili własne nagłośnienie.... Co nie było szczęśliwym posunięciem. Było zdecydowanie za głośno i w dodatku nieproporcjonalnie, bo gitary trochę zagłuszały wokal. Ja zaraz po rozpoczęciu występu odsunąłem się na bok, a i tak w uszach mi dzwoniło do rana. A z samego występu najbardziej podobała mi się piosenka, którą zagrano przed występem FF – The Number Of The Beast (wiadomo kogo).
Po koncercie udaliśmy się na kwaterę, wysnuwać teorię o technicznych, którzy rządzą światem. Tymczasem nasz towarzysz Marcin, którego przygarnęliśmy tego dnia na kwaterę zdecydował się, że będzie próbował wbić na backstage. Jakie było nasze zdziwienie kiedy wrócił z dwoma pałeczkami, autografami i kostka Fear Factory. Było koło piątej, więc udaliśmy się na spoczynek.
Dzień trzeci tylko ja zacząłem wcześnie. Wstałem koło 10, umyłem się i wybyłem na koncert Out Of Control. Nie dlatego, żeby mi jakoś zależało na tym zespole, ale dlatego, że chciałem porozmawiać z Keą i Ascotem, którzy notabene mieli nocleg u gitarzysty tego zespołu.
Po występie podjąłem udaną próbę zdobycia biletów na pks, gdyż przez cały weekend dworzec był zamknięty i zakupu trzeba było dokonać w poniedziałek. Dalej dużą cześć dnia zajęło mi czekanie, aż towarzysze łaskawie podniosą rzycie z łóżek. Zaowocowało to tym, że śniadanie zjedliśmy 15.50.
Wpadliśmy na końcówkę zespołu Wu-Hae, dalej występował srogi gotycki zespół Batalion D’Amour. Nie wiadomo mi o żadnych pocięciach podczas występu. Następnie oświadczenie Makaka, że wokalista zespołu Maroon jest chory, wiec zagra Arakain. Dla mnie najlepszy koncert zagranicznej kapeli na tym feście. Panowie zagrali heavy-power, śpiewali po czesku, a wokalista co chwila krzyczał: „Polska, jesteście super!”. Na końcu prawie złapałem pałeczkę rzuconą przez drummera, ale nie miałem szans w przeciąganiu się o nią z dwoma dwumetrowymi knypami. Fragment ich występu:
http://www.youtube.com/watch?v=6CRoKxEm6ZA
Obrazek
I kolejne oświadczenie Makaka, że zespół Habakuk nie dojechał. Biedny facet, same hiobowe wieści musiał wygłaszać.
Lipali chwilę posłuchaliśmy, po czym stwierdziliśmy, że grają smuty.
Indios Bravos- reszcie załogi się podobało pląsanie, loty itp., ja tym czasem zająłem się wysyłaniem smsów oraz wywalaniem starych.
Proletaryat- niezwykle ciepłe przyjęcie. Makak krzyczał: „Proletaryat!”, tymczasem publika odpowiadała „Napalm Death!” Sam występ mi się nie podobał, za długi i nudny.
No i ostatni występ tego dnia. Wspomniane wyżej Napalm Death. Chłopaki zagrali dobry koncert, nic więcej nie mam do dodania, aczkolwiek nie mam zamiaru zapoznawać się z ich twórczością. O dziwo zagrali tylko godzinę. Po koncercie podeszliśmy pod barierki, licząc, że może techniczni rzucą jakieś kostki czy coś. Mimo, że było już ponad 10 min po występie, pod sceną był pewien hardcorowy fan, który nieustannie darł się: „Napalm Death!”. W końcu ochroniarze mieli go dość, to powiedział, że przejechał 700km na ich koncert. Pokrzyczał sobie jeszcze trochę, po czym poszedł. My również. Dwarf, Dobo, Kuba udali się na kwatere, tymczasem ja z Marcinem podjęliśmy próbę wbicia na backstage. No i się udało, co zaowocowało autografami gości z Napalam Death oraz gdy wyszli, wizytą w ich garderobie, gdzie mogliśmy się poczęstować m.in. wykwintnym pleśniowym serem. Przy okazji poznaliśmy zespół catheringu, zwany: „The Cathering” oraz menedżera Huntera. Powiedzieli nam, że możemy z nimi wbić na afterparty w miejscowym pubie, gdzie był Hunter i Indios Bravos. Skorzystaliśmy z tego. Gości z Indios Bravos nie widziałem, natomiast z Drakiem strzeliłem sobie fotkę. Było już trochę po piątej, więc ja wróciłem na kwaterę, Marcin natomiast został jeszcze trochę. Wrócił koło siódmej, zabrał swój plecak, pożegnał się z nami i wyruszył w podróż autostopem do domu. My pospaliśmy jeszcze trochę, po przebudzeniu ogarnęliśmy bałagan w pokoju. Przed podróżą powrotną udaliśmy się tradycyjnie w zależności od gustu pizze lub spagetti. Po wyjściu spotkaliśmy jeszcze Draka, ale nie porozmawialiśmy sobie, ponieważ każda ze stron śpieszyła się.
Podróż powrotna, bez atrakcji, o mało tylko nie zostawiliśmy mojej torby na dworcu:) Około 19 byliśmy na Dworcu Zachodnim w naszej Warszawie...
Podsumowując.... Nikt z nas nie żałował, że pojechał i ustaliśmy, że rok wrócimy tam. Jak widać nie zraziło nas nawet odwołanie dwóch największych kapel. Wszystkim którym udało się przeczytać całą relację gratuluję i zapraszam na Hunterfest IV.

Bonus:

bilet, autografy, opaska

ja i Makak

pozdrowienia dla Kei, Ascota, Czara i Tobinka :wink:
ODPOWIEDZ